Pod trzezwa rozwage proponuje oddac ten tekst:

15.08.04, 19:59
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2230023.html
Ekonomiczna Rada Czterech "Gazety": Uwaga na równowagę!

Efektem wysokiego tempa wzrostu popytu finalnego w obecnych realiach
gospodarczych może być wzrost inflacji i wzrost zadłużenia, tak
zagranicznego, jak i krajowego. W takiej sytuacji polityka gospodarcza
powinna być skierowana na działania prowadzące do przywracania równowagi
makroekonomicznej

W pierwszym półroczu 2004 roku gospodarka weszła stosunkowo szybko na ścieżkę
wysokiego tempa wzrostu. Rada ocenia, że wzrost PKB w tym okresie był bliski
6,5 procent. Mimo tak wysokiego wzrostu produkcji, stopa inwestycji była
nadal niska, a wzrost inwestycji, po ich spadku o kilkanaście procent w
latach 2002-2003, był najprawdopodobniej umiarkowany. Sytuacja taka oznacza,
że przyrost produkcji (wzrost gospodarczy) dokonywał się głównie w wyniku
zwiększania stopnia wykorzystania istniejących mocy produkcyjnych
przedsiębiorstw i nie pochodził z ich zwiększania w drodze inwestowania.
Przedsiębiorcy donoszą o osiągnięciu bardzo wysokiego stopnia wykorzystywania
mocy produkcyjnych. Inaczej mówiąc, nie wykorzystywano dostatecznie
podstawowych czynników wzrostu gospodarczego, jakimi są postęp metod
produkcji i w wzrost zatrudnienia.

Brak ożywienia w inwestycjach prowadzi do spowolnienia procesu
unowocześniania produkcji, a w dłuższym horyzoncie również ogranicza
konkurencyjność międzynarodową polskiej gospodarki. Brak decyzji
przedsiębiorców o wchodzeniu w nowe projekty inwestycyjne spowodowany był
czynnikiem niepewności politycznej (siła oddziaływania tego czynnika powoli
słabnie), a nie wysokością stóp oprocentowania kredytów. Inwestycje w Polsce
finansowane są bowiem obecnie aż w 80 procentach ze środków własnych
przedsiębiorstw. Przy wyraźnym wzroście zyskowności, przedsiębiorstwa będą w
stanie przeznaczyć więcej środków własnych na inwestycje. Kolejnym powodem
niskiego poziomu inwestowania jest utrzymujące się od kilku lat spowolnienie
procesu prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych (po sześciu miesiącach
zrealizowano 22 proc. przychodów z prywatyzacji zakładanych na rok 2004).

Wyraźny wzrost gospodarczy nie przyniósł odczuwalnego wzrostu zatrudnienia w
sektorze przedsiębiorstw, o których możemy się dowiedzieć z komunikatów GUS.
Nieznaczny wzrost zatrudnienia w tych przedsiębiorstwach da się wytłumaczyć
czynnikiem sezonowym. W okresie ostanich pięciu lat przedsiębiorstwa te
zmniejszyły stan zatrudnienia o blisko 922 tys. osób (to stanowi 16 proc.). O
tyle samo wzrosło bezrobocie. Oznacza to, że mniejsze przedsiębiorstwa oraz
sfera samozatrudnienia być może były w stanie wchłonąć znaczną część
przyrostu demograficznego, który wszedł na rynek pracy. Jeżeli utrzyma się
wzrost gospodarczy na wysokim (co nie oznacza aktualnym) poziomie, powinniśmy
w najbliższych miesiącach odczuć wzrost zatrudnienia także w grupie większych
przedsiębiorstw.

Po dwuletnim okresie utrzymywania się inflacji poniżej 2 procent, od końca
pierwszego kwartału 2004 roku obserwuje się wzrost inflacji. Roczna stopa
inflacji w marcu wynosiła 1,7 proc., a w lipcu już 4,4 proc. Wzrost inflacji
spowodowany został dwoma czynnikami:

• szybszym niż oczekiwało wiele ośrodków decyzyjnych wzrostem cen w związku
z wejściem Polski do Unii Europejskiej,

• wzrostem światowych cen surowców, w szczególności cen ropy naftowej.

O ile inflacyjny efekt unijny będzie wygasał, to prawdopodobny dalszy wzrost
cen surowców i ew. osłabienie złotego stwarzają potencjalne niebezpieczeństwo
aktywizacji oczekiwań inflacyjnych i w efekcie pojawienia się spirali
inflacyjnej wywołanej naciskami pracowników na podwyżki wynagrodzeń. Naciski
mogą być uzasadniane niższym wzrostem wynagrodzeń niż wydajności pracy.
Czynnikiem hamującym tę presję jest wysoki poziom bezrobocia.

W pierwszym półroczu wystąpił wysoki wzrost popytu finalnego i sytuacja taka
utrzyma się najprawdopodobniej także w drugim półroczu oraz w roku 2005.
Byłoby to spowodowane wysokim tempem wzrostu eksportu, wzrostem inwestycji,
którego można się spodziewać, napływem środków z Unii Europejskiej, a także
wzrostem dochodów ludności. Rada zauważa, że wysoki wzrost popytu może
przekroczyć aktualne możliwości produkcyjne gospodarki. Obawa ta wynika z
faktu, że najwyższe dziś możliwe tempo wzrostu PKB jest zapewne bliskie 5
procentom, a w każdym razie nie przekracza ono 5,5 proc.

Efektem wysokiego tempa wzrostu popytu finalnego w obecnych realiach
gospodarczych może być wzrost inflacji i wzrost zadłużenia, tak
zagranicznego, jak i krajowego. Rada jest zdania, że w takiej sytuacji
polityka gospodarcza powinna być skierowana na działania prowadzące do
przywracania równowagi makroekonomicznej i uniknięcia destabilizacji
gospodarczej. Poziom stóp procentowych banku centralnego nie powinien być tu,
podobnie jak w przeszłości, jedynym narzędziem polityki gospodarczej.

Doraźna poprawa sytuacji budżetu państwa spowodowana szybszym niż zakładano
wzrostem gospodarczym i wyższymi niż w roku ubiegłym dochodami z CIT - przy
obniżeniu do 19 proc. stawki podatku - nie oznacza, że zażegnane zostało
niebezpieczeństwo nadmiernego deficytu finansów publicznych i wzrostu długu
publicznego, który przekroczyć może 55 proc. PKB, czyli drugi próg
ostrożności wynikający z ustawy o finansach publicznych.

Wręcz przeciwnie, jest to odpowiedni moment do podjęcia przez rząd i
parlament zdecydowanych działań naprawczych prowadzących do poprawy w
finansach publicznych. Sprawą o podstawowym znaczeniu jest ograniczenie
ogromnego marnotrawstwa środków publicznych i kierowanie pomocy socjalnej
tylko do tych gospodarstw domowych, które są w szczególnie trudnej sytuacji.

Stan wiedzy na podstawie dostępnych informacji statystycznych nie pozwala na
pełne wyrobienie sobie zdania o naturze i rozmiarach niektórych ważnych
procesów gospodarczych:

• Wysoki przyrost zapasów w I kwartale mógł wynikać z gromadzenia przez
przedsiębiorstwa zapasów surowców i materiałów przed wejściem Polski do UE,
ale skala tego przyrostu jest zaskakująco wysoka i nie do końca
wytłumaczalna. Około jednej trzeciej przyrostu popytu krajowego spowodowane
zostało przyrostem stanu środków obrotowych. Bez informacji o stanie i
charakterze zapasów trudno ocenić wpływ zmian poziomu zapasów na popyt w
kolejnych kwartałach, a wpływ ten może być istotny.

• W pierwszym półroczu produkcja budowlano montażowa obniżyła się o 3,2
proc. W tym samym czasie produkcja podstawowego materiału budowlanego o
krótkim okresie magazynowania - cementu wzrosła aż o 22,2 procent. Rażąca
rozbieżność tych wskaźników, które powinny wykazywać ten sam kierunek
wzrostu, świadczyć może o rozkwicie szarej strefy gospodarczej, która nie
jest w adekwatny sposób objęta statystyką.

• Informacje o procesach inwestycyjnych są skąpe i opóźnione. Stwarza to
pole do spekulacji i zubaża możliwości oceny procesów rozwoju gospodarczego.

Ekonomiczną Radę Czterech "Gazety" tworzą: Janusz Beksiak - profesor
warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej, Andrzej Topiński - były prezes Związku
Banków Polskich, NBP i PKO BP, Bohdan Wyżnikiewicz - wiceprezes Instytutu
Badań nad Gospodarką Rynkową, Leszek Zienkowski - profesor PAN, pracownik
naukowy GUS
    • robisc Re: Pod trzezwa rozwage proponuje oddac ten tekst 15.08.04, 20:27
      Podoba mi się stwierdzenie, że dane statystyczne są zbyt skąpe, aby wyciągać
      zbyt daleko idące wnioski. Duża szara strefa wprowadza sporo zamieszania w
      prognozy ekonomistów.

      Tekst ten został napisany ex post ostatnich wydarzeń w gospodarce i stanowi
      niejako ich podsumowanie. Wnioski są bardzo ostrożne, może poza poza zaleceniem
      do przeprowadzenia reformy finansów publicznych (co brzmi już jak mantra, z
      powodu, o którym wyżej.

      Może zabrzmi to dla niektórych z Was jak herezja, ale obecnie sądzę, że mamy
      szansę nie stracić na wejściu na UE, jeżli nie dojdzie do krachu finansów
      publicznych i innych opisywanych przez nas wydarzeń, typu roszczenia
      wypędzonych oraz roszczenia reprywatyzacyjne. Swój osąd opieram na informacjach
      o przgotowaniach projektów inwestycyjnych i możliwościach ich finansowania.
      Warunkiem koniecznym powodzenia będzie utrzymanie wysokiej skłonności
      kredytodawców do pożyczania Polsce, ponieważ jedynie z tego źródła będzie można
      uzupełnić niezbędne fundusze do finansowania inwestycji.

      Wisimy na bardzo cienkim włosku, a ponieważ nie zamierzam stąd emigrować,
      trzymam kciuki za sukces akcesji, mimo że byłem jej przeciwny, na warunkach na
      jakich została dokonana. Ponieważ jednak, jak się okazało była czymś
      nieuniknionym, to należy obecenie skończyć z malkontenctwem i pokazać, że Polak
      potrafi, nawet w niesprzyjających warunkach.
      • klip-klap Re: Pod trzezwa rozwage proponuje oddac ten tekst 15.08.04, 20:46
        Jednak żyjecie wink. Dobrze Was tu "widzieć" po przerwie. Mam nadzieję,że się nie
        zniechęciliście,a tylko zajmujecie czymś pożyteczniejszym np. rodziną lub
        zarabianiem pieniędzy.

        Przyznaję rację,że przeciwnik akcesji jest w niezbyt komfortowej sytuacji. Z
        jednej strony wieszczyliśmy straty i nieopłacalność wejścia,a z drugiej trudno
        byśmy życzyli Polsce jak najgorzej.
        Jest z tego przynajmniej jedna korzyść, trudne warunki hartują.
        A czasem zabijają wink.
        • robisc wakacje, wakacje i po wakacjach :( 15.08.04, 21:46
          Własnie wróciłem z wakacji kolego (to takie dwa tygodnie wolnego od harówki,
          kiedy można zabrać rodzinę w świat i oderwać sie choć trochę od otaczającej
          rzeczywistości). Otóż te dwa ostatnie tygodnie spędziłem na Węgrzech mocząc się
          w kąpieliskach termalnych. Przy okazji mogłem poobserwować kraj bratanków. Nie
          byłem w wielu dużych miastach, ale generalnie wydaje mi się, że zostawiliśmy
          Wegrów z tyłu, sądząc po ilości i zaopatrzeniu sklepów oraz samochodach,
          którymi jeżdzą. Poza tym jadąc po Polsce trzeba mocno sie nagimnastykować
          między kolumnami TIR-ów. Na Węgzrech prawie ich nie zobaczycie, co też o czymś
          świadczy. Poza tym nie widziałem zbyt wielu akcentów unijnych.
          Będąc natomiast w Wiedniu (rzut kamieniem od jednego z miejsc, gdzie
          przebywałem na Wegrzech) zaczepił mnie pewien Portugalczyk, który był wyraźnie
          zainteresowany odwiedzeniem Polski. Jedno z pytań dotyczyło bezpieczeństa.
          Odpowiedziałem mu, że teraz nie się czego obawiać - przecież my już jesteśmy w
          UE smile. Ale mam wyrzuty sumienia. Podczas tankowania na stacji jakieś 50km od W-
          wy byłem świadkiem jak gość na otwockich numerach odczekał, aż również
          tankujący tam Szwajcar ruszy i pognał za nim w najwidoczniej niecnych celach.
          Samo życie. Mimo wszystko dobrze być znowu w domu.
          • klip-klap za rok też będą 15.08.04, 22:07
            Mi to wyglada na bardzo pożytecznie spędzony czas.
            Liczę na setki wątkow Twojego autorstwa wink.
            Pozdrawiam.
        • pepe49 przeciwnik akcesji czeka spokojnie 23.08.04, 16:12
          na podsumowanie roczne. Będący w lepszej sytuacji zwolennik akcesji może liczyć
          na wycinkowe serwowanie danych.

          Ale i tak jesteśmy w sytuacji chłopa w 1949. Nie chce przystąpic do
          spółdzielni? No dlaczego nie? Spółdzielnia kupi traktor! Stać was na traktor?
          I dostanie na niego pieniądze ze stolicy!
          No, Kowalski, na co jeszcze czekacie? Nie i nie, wstecznictwo siejecie! Nie
          wiecie co dla was dobre.
          Ale my was przekonamy.

          Poza tym pzdr z wakacji
      • przycinek.usa Re: 16.08.04, 04:29
        "Może zabrzmi to dla niektórych z Was jak herezja, ale obecnie sądzę, że mamy
        szansę nie stracić na wejściu na UE, jeżli nie dojdzie do krachu finansów"


        To nie brzmi jak herezja. Sam sie dziwie, ale ciesze sie ogromnie, jak czytam
        optymistyczne artykuly o akcesji (niektore). Glownie o te informacje o ktorych
        pisze kimjiki na Forum o Unii.

        Mnie chodzilo o co innego.

        Ja chce zwrocic uwage na brak refleksji i doprowadzenia wnioskow do konca,
        przez Panow Ekonomistow z GW.

        To jest bardzo interesujacy tekst, a ja moze za pare dni skonkretyzuje to
        bardziej. Teraz nie mam jakos nastroju do pisarstwa. Dzieki temu nie bede was
        zanudzal.

        Jedynie odsylam wszystkich zainteresowanych do przydlugich wywodow o RPP.
        To sie wszystko wiaze. Bo Panowie Ekonomisci maja wystarczajaco duzo danych aby
        dojsc do konstruktywnych i jasnych wnioskow. Tylko brak im odwagi cywilnej na
        odpowiednia identyfikacje tych wnioskow.

        Nie widzicie, ze w tym tekscie jest mase niespojnych i nie polaczonych ze soba
        mysli? Ci ludzie tak formuluja wnioski, aby zmiescily sie one w ramach nabytej
        wiedzy teoretycznej. Nie probuja oni polemizowac z istniejacymi warunkami
        ekonomicznymi dzialalnosci gospodarczej w Polsce, tylko pisza o
        mozliwe "spirali inflacyjnej". To zwlaszcza wzbudza moj sprzeciw.

        Oceniam, ze cala wielka czworka tych panow pomimo wielkiej wiedzy wynikajacej z
        dostepu do informacji statystycznych - zupelnie blednie ocenia stan
        makroekonomiczny gospodarki w Polsce. Oni maja zupelnie nieprzemyslane poglady
        na inflacje i polityke monetarna. To sie rzuca okropnie w oczy.



        • robisc Re: 16.08.04, 20:54
          Też nie zgadzam się z ostatnimi posunięciami RPP, o czym już pisałem, a
          ekonomiści GW wydają się popierać linię dzałania Rady. Ostatnie dane o inflacji
          zdają się potwierdzać, że podwyżki stóp były przedwczesne.

          biznes.interia.pl/news?inf=533168
          • przycinek.usa kilka informacji z Interii 16.08.04, 22:24
            GUS: Rosną płace, ale komu?
            13.08.2004 16:16 (aktualizacja 16.08.2004 12:58)

            / INTERIA.PL
            Przeciętne wynagrodzenie brutto w lipcu 2004 roku wyniosło 2 tys. 428,12 zł i
            wzrosło wobec czerwca 2004 roku o 1,0 proc. Było o 3,6 proc. wyższe niż w lipcu
            2003 roku - podał w piątek Główny Urząd Statystyczny. Natomiast przeciętne
            wynagrodzenie bez wypłat z zysku wyniosło 2 tys. 418,09 zł i wzrosło wobec
            czerwca o 1,2 proc. oraz było o 3,6 proc. wyższe niż w lipcu 2003 roku. W
            przedsiębiorstwach było zatrudnionych w lipcu 4 mln 688,3 tys. osób. Poziom
            zatrudnienia nie zmienił się wobec czerwca 2004 r., ale spadł o 0,7 proc. wobec
            lipca 2003 roku. Na swoim ostatnim, lipcowym posiedzeniu Rada Polityki
            Pieniężnej wyraziła pogląd, iż dynamika płac będzie jednym z głównych czynników
            decydujących o presji inflacyjnej.

            Natomiast przeciętne wynagrodzenie bez wypłat z zysku wyniosło 2 tys. 418,09 zł
            i wzrosło wobec czerwca o 1,2 proc. oraz było o 3,6 proc. wyższe niż w lipcu
            2003 roku.

            W przedsiębiorstwach było zatrudnionych w lipcu 4 mln 688,3 tys. osób. Poziom
            zatrudnienia nie zmienił się wobec czerwca 2004 r., ale spadł o 0,7 proc. wobec
            lipca 2003 roku.

            Na swoim ostatnim, lipcowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej wyraziła
            pogląd, iż dynamika płac będzie jednym z głównych czynników decydujących o
            presji inflacyjnej.


            GUS: Krach na rynku mieszkań?
            16.08.2004 16:36

            / INTERIA.PL
            Liczba mieszkań oddanych do użytku spadła w lipcu o 84 proc. wobec lipca 2003
            roku, zaś wobec czerwca br. spadła o 5,5 proc. i wyniosła 6 tys. 941 - podał w
            poniedziałek Główny Urząd Statystyczny.

            W ciągu siedmiu miesięcy 2004 roku liczba oddanych mieszkań wyniosła 56 tys.
            769 i była o 48,3 proc. mniejsza niż w analogicznym okresie 2003 roku.
            Spółdzielnie oddały do użytku 387 mieszkań, czyli o 71,3 proc. mniej niż w
            lipcu 2003 roku i o 50,5 proc. mniej niż w czerwcu br. Od początku roku
            spółdzielnie oddały 4 tys. 753 mieszkań, o 30,1 proc. mniej niż w okresie
            styczeń-lipiec 2003 roku. Inwestorzy indywidualni oddali do użytku 4 tys. 066
            mieszkań, czyli o 89,3 proc. mniej niż w lipcu 2003 roku i o 1,3 proc. więcej
            niż w czerwcu br.

            W siedmiu miesiącach tego roku oddano 34 tys. 736 mieszkań, o 58,9 proc. mniej
            niż przed rokiem. Liczba mieszkań wybudowanych na sprzedaż lub wynajem wyniosła
            w lipcu 1 tys. 917, czyli była o 38,3 proc. mniejsza niż w lipcu 2003 roku i o
            7,8 proc. mniejsza w porównaniu z czerwcem br. Od początku roku oddano 13 tys.
            396 tego typu mieszkań, o 3,7 proc. mniej niż przed rokiem. W lipcu oddano
            także 571 mieszkań zakładowych, komunalnych albo społecznych czynszowych. Jest
            to o 48,1 proc. mniej niż w lipcu 2003 roku i o 22,3 proc. więcej niż w czerwcu
            br. Od początku roku oddano 3 tys. 884 tego typu mieszkań, o 15,8 proc. mniej
            niż przed rokiem.

            (PAP)


            Cenowy efekt przystąpienia do Unii mamy poza sobą
            16.08.2004 18:16 (aktualizacja 20:40)

            Wzrost cen spowodowany dużym popytem ze strony przedsiębiorstw z Unii
            Europejskiej mamy już poza sobą - powiedział PAP główny ekonomista Banku BPH
            Ryszard Petru, komentując podane w poniedziałek przez GUS dane o inflacji w
            lipcu.

            GUS podał w poniedziałek, że inflacja liczona rok do roku wyniosła w lipcu 4,6
            proc., a w porównaniu z czerwcem spadła o 0,1 proc. "Mamy po raz pierwszy od
            początku roku spadek cen liczony z miesiąca na miesiąc, w lipcu spadły zarówno
            ceny żywności, jak i transportu" - powiedział Petru. Jego zdaniem, spadek cen
            transportu mimo wzrostu cen ropy na rynkach światowych można tłumaczyć tym, że
            w tym czasie wzmacniał się złoty.

            Petru przewiduje, że to co teraz konsumentów może interesować, to odpowiedź na
            pytanie, o ile Rada Polityki Pieniężnej podwyższy stopy procentowe na
            najbliższym posiedzeniu. "Ten spadek cen, a również niski wzrost płac są
            argumentem za tym, by podwyższać stopy procentowe delikatnie, czyli o 0,25
            punktu, a nie o 0,5 punktu procentowego" - powiedział Petru. Jego zdaniem,
            oznaczałoby to, że kredyty w najbliższych miesiącach podrożeją tylko ćwierć, a
            nie o pół punktu procentowego.

          • przycinek.usa denerwuje mnie podejscie RPP 16.08.04, 23:00
            Chcialbym zwrocic uwage na pewien aspekt rownowagi rynkowej i wynikajacej z
            tego rownowagi cenowej. Pisalem o tym wczesniej. Inflacja to jest zjawisko.
            I jako takie powinno byc traktowane. Powinno sluzyc ocenie gospodarki a nie
            glupim reakcjom w polityce monetarnej.

            Chodzi o to, ze jezeli na rynku wystepuje przez dlugi okres czasu powolne
            pelzanie cen w warunkach wzrostu kosztow, to po pewnym czasie nastepuje
            dostosowanie rynku w drodze eliminacji podmiotow (czesc firm bankrutuje) i
            nastepuje gwaltowny wzrost cen. To zas powoduje powstanie sytuacji rownowagi
            cenowej na pulapie oplacalnosci produkcji i powolne aczkolwiek mozolne
            odbudowanie konkurencji i inwestycje. Trwa to dlugo i powoduje stabilizacje
            cenowa.

            Jakiekolwiek dzialanie ograniczajace podaz pieniadza na rynek w sytuacji
            wzrostu kosztow i NIEUNIKNIONEGO wzrostu cen jest bledem.

            Tutaj mamy do czynienia z kilkoma nakladajacymi sie czynnikami wzrostu kosztow:
            -Mamy wzrost opodatkowania.
            -Wysoka stope procentowa.
            -Wzrost cen paliw i energii.

            I koniec dyskusji.

            W tekscie "Ekonomistow GW" dominuja spostrzezenia typu:

            80% inwestycji oplacanych ze srodkow wlasnych przedsiebiorstw. !!!!
            A wnioskow BRAK. Im to nic nie mowi. Ekonomisci teoretycy. Jakos nie zadaja
            sobie trudu porownania tego z konkurencja zagraniczna, ktorej struktura
            zadluzenia wskazuje na finansowanie 80% ale z kredytu a nie srodkow wlasnych!
            Zupelnie nie widze tutaj refleksji i analizy przyczyn tego zdumiewajacego
            zjawiska. Nikt nie zadaje pytania DLACZEGO w Polsce jest NAJWIEKSZE bezrobocie
            w calej Europie! To przypadek jakis, nie? Cud? A moze ekonomiczna zagadka?

            Cytuje:
            "Brak decyzji przedsiębiorców o wchodzeniu w nowe projekty inwestycyjne
            spowodowany był czynnikiem niepewności politycznej (siła oddziaływania tego
            czynnika powoli słabnie), a nie wysokością stóp oprocentowania kredytów.
            Inwestycje w Polsce finansowane są bowiem obecnie aż w 80 procentach ze środków
            własnych przedsiębiorstw."

            Brawo! Gratuluje wnioskow!
            "czynnikiem niepewności politycznej!!!" Bzdura. To jest sprzeczne wewnetrznie.
            Nie inwestuja BO SIE BOJA. A boja sie, bo stosunek zysku do ryzyka jest
            niekorzystny. A kredyty sa w Polsce DROGIE. Najlepszym dowodem jest umacnianie
            sie zlotego. Jezeli Panowie ekonomisci zaczynaja komentowac makroekonomie, to
            powinni zapytac najpierw przedsiebiorcow, dlaczego nie inwestuja, zanim zaczna
            wymyslac przyczyny "politycznej niepewnosci".

            "stopa inwestycji była nadal niska, a wzrost inwestycji, po ich spadku o
            kilkanaście procent w latach 2002-2003, był najprawdopodobniej umiarkowany."

            "W takiej sytuacji polityka gospodarcza powinna być skierowana na działania
            prowadzące do przywracania równowagi makroekonomicznej"

            Najpierw panowie ekonomisci powinni przywrocic mi wiare w swoje zdolnosci
            ekonomiczne zanim zaczna pisac takie bzdury. JEZELI najpierw pisza ze nie ma
            inwestycji albo "ich wzrost jest najprawdopodobniej umiarkowany" to niech potem
            nie pisza o braku rownowagi ekonomicznej, bo jak inaczej interpretowac
            zdanie "polityka gospodarcza" powinna byc ukierunkowana na "przywracanie
            rownowagi"?!

            Rownowaga ekonomicza JEST. Przedsiebiorstwa NIE INWESTUJA bo sie BOJA.
            Jest WYRAZNY BRAK SKLONNOSCI DO PODEJMOWANIA RYZYKA KREDYTOWEGO WYNIKAJACY Z
            ZAMROZENIA RYNKU, spadku zaufania do rynku w sensie jego chlonnosci, brak wiary
            w sensownosc podejmowania dzialan inwestycyjnych polegajacych na zwiekszanie
            zdolnosci produkcyjnych a to wszystko spotyka sie z ekonomiczna ocena
            specjalistow z GW piszacych - O koniecznosci PRZYWRACANIA rownowagi rynkowej i
            walki z inflacja bo "prawdopodobny dalszy wzrost cen surowców i ew. osłabienie
            złotego stwarzają potencjalne niebezpieczeństwo aktywizacji oczekiwań
            inflacyjnych i w efekcie pojawienia się spirali inflacyjnej"

            To sa szczyty!!!

            "Brak ożywienia w inwestycjach prowadzi do spowolnienia procesu
            unowocześniania produkcji, a w dłuższym horyzoncie również ogranicza
            konkurencyjność międzynarodową polskiej gospodarki."

            Zapomnieli panowie co jest pierwsze - jajko czy kura.
            Bo o konkurencyjnosci miedzynarodowej decyduja:
            a) podatki (wlasnie wzrosly)
            b) stopy procentowe (wlasnie wzrosly)
            c) kurs waluty (wlasnie wzrosl w wyniku dzialan RPP)

            CHOCBY PRZEDSIEBIORCY SIE ZESR... to nie maja wplywu wielkoscia inwestycji na
            zmiane tych powyzej wymienionych wartosci. I dlatego NIE INWESTUJA, bo sie boja.
            Bo wlasnie Polska weszla do Unii i teraz konkurencja jest kolejnym czynnikiem
            ryzyka oprocz popiepszonej polityki fiskalno-monetarnej.
            A dopoki nie bedzie jasnego i wyraznego lobby na rzecz WYPIEPSZENIA
            socjalistycznych pogladow ekonomicznych z gremiow zarzadzajacych Polska, to
            dopoty NIE BEDZIE inwestycji.

            Nie musze tutaj mowic, ze NAJPIERW musza zostac podjete odpowiednie decyzje
            polityczne fiskalno-monetarne, ZANIM KTOKOLWIEK zacznie znowu masowo rozwazac
            zwiekszanie mocy produkcyjnych.


            Co to znaczy?:

            "Rada jest zdania, że w takiej sytuacji polityka gospodarcza powinna być
            skierowana na działania prowadzące do przywracania równowagi makroekonomicznej
            i uniknięcia destabilizacji gospodarczej. Poziom stóp procentowych banku
            centralnego nie powinien być tu, podobnie jak w przeszłości, jedynym narzędziem
            polityki gospodarczej."

            A czy ma byc? Prezentem dla ubogich emerytow?

            Czemu nikt z tych Panow nie napisze wprost:

            Trzeba obnizyc PODATKI, zlikwidowac koncesjonowanie szeregu segmentow rynku,
            trzeba OBNIZYC koszt kredytu, zmniejszyc akcyze na paliwa.

            I wtedy NA PEWNO rusza inwestycje i nie trzeba bedzie sie martic o:
            "Stan wiedzy na podstawie dostępnych informacji statystycznych"




            • robisc Re: denerwuje mnie podejscie RPP 16.08.04, 23:22
              Mnie również, ale się nie dziwię wiedząc kto zasiada w RPP i MF. Lobby bankowe
              bardzo wzrosło w siłę, a wiadomo, że czym wyższe stopy, tym wyższe marże, a
              zatem i dochody banków.

              Gosdpodarka będzie zwalniać, a sytuacja w budownictwie jest zawsze pierwszą
              oznaką nadciągącej zmiany koniunktury. Ale przecież już to przerabialiśmy. Tym
              razem jednak recesja (stagnacja?) może nie być tak głęboka jak to miało miejsce
              w latach 91-93, ponieważ ruszą z pewnością duże inwestycje infrastrukturalne.
              Przyznam, ze jak większość ekonomistów w tym kraju nie mam pojęcia, co sie w
              Polsce wydarzy w najblizszych latach. Generalnie możliwy jest zarówno szybki
              rozwój jak i katastrofa. Ciągle jestem ciekaw, gdzie jest granica zadłużenia
              publicznego, przy której pozyczkodawcy powiedzą stop. Na razie, ku mojemu
              lekkiemu zdziwieniu, zagranica angażuje się mocno. Jednak wystarczy parę złych
              informacji makroekonomicznych (obniżenie tempa wzrostu PKB, wpływów budżetowych
              itp), aby kapitał odpłynął szybciej niż napłynął, ponieważ struktura zadłużenia
              jest dość niekorzystna. O ile pamiętam przez wiele miesięcy rząd finansował się
              jedynie krótkimi papierami. To może sie zemścić w przyszłości.
              • przycinek.usa to nie jest priorytet 16.08.04, 23:43
                Masz ogolnie racje. To jest prawda ale:

                Najwazniejszym elementem rozwoju rynku jest TWORZENIE SIE FIRM.
                To zas pociaga za soba spadek bezrobocia.

                Tymczasem w Polsce wlasnie wchodzicie w faze szoku konkurencyjnego.
                To jest PIERWSZY MIESIAC. (Od momentu ustabilizowania sie cen)

                I nie dosc, ze macie slaby rynek, wysokie obciazenia, to jeszcze dojdzie wam do
                tego wzrost konkurencji. Przeciez te inwestycje to jest tez konkurencja.

                ZAWSZE wzrost konkurencji oznacza spadek dochodow a zatem ZMNIEJSZENIE
                INWESTYCJI.

                Przeciez to jest takie proste!

                Wejscie do unii z perspektywy doswiadczenia, pokazuje (o czym nie mialem
                zielonego pojecia) ze rynek w Polsce byl nie tylko zamrozony. Rynek byl
                WYDRENOWANY z pieniedzy.

                Jezeli doszlo do takich wzrostow cenowych, to znaczy ze PRZED polaczeniem byla
                wrecz GIGANTYCZNA dysproporcja cenowa w obrocie towarowym.

                To oznacza zas zupelny drenaz rynku i niezwykle niska konsumpcje.

                Pamietajmy:

                Na ksztalt cen loza sie zachowania milionow konsumentow! To jest olbrzymia masa
                ludzi! Jezeli rynek wymusza na dostawcach tak niskie ceny, to znaczy, ze ich
                wzrost spowoduje dramatyczny spadek obrotu!


                I to jest szok konkurencyjny. Nalezy NIEZWYKLE OSTROZNIE podchodzic do
                szacunkow rozwoju Panstwa w obecnosci zachowan dziesiatkow tysiecy
                przedsiebiorcow w tym AGRESYWNEJ konkurencji zagranicznej jadacej na lewarach
                kredytowych 1:5. Tymczasem sam pisales, ze firmom rodzimym banki kredytow nie
                daja.

                No to NIE BEDZIE wzrostu gospodarczego na poziomi oczekiwanym.

                I ja - bedac z zasady pesymista - oczekuje spowolnienia gospodarczego i nie
                sadze, aby w swietle takich zdarzen tempo rozwoju ponad 5% PKB zostalo
                utrzymane a spadek bezrobocia byl trwaly.

                Pamietajmy:

                1)Podatki wzrosly
                2)stopy wzrosly
                3)kurs zlotego wzrosl.



                • bush_w_wodzie wetne sie w kwestii szczegolow 17.08.04, 00:49
                  przycinek.usa napisał:

                  > Masz ogolnie racje. To jest prawda ale:
                  >
                  > Najwazniejszym elementem rozwoju rynku jest TWORZENIE SIE FIRM.
                  > To zas pociaga za soba spadek bezrobocia.
                  >
                  > Tymczasem w Polsce wlasnie wchodzicie w faze szoku konkurencyjnego.
                  > To jest PIERWSZY MIESIAC. (Od momentu ustabilizowania sie cen)
                  >

                  jesli sie nie myle to raczej unia wchodzi teraz w te faze. np francuscy farmerzy
                  sa zrozpaczeni

                  > I nie dosc, ze macie slaby rynek, wysokie obciazenia, to jeszcze dojdzie wam
                  do
                  > tego wzrost konkurencji. Przeciez te inwestycje to jest tez konkurencja.

                  inwestycje w infrastrukture ze srodkow unijnych nie sa konkurencja

                  do tego szeroka rzeka pieniedzy plynaca na polska wies

                  > ZAWSZE wzrost konkurencji oznacza spadek dochodow a zatem ZMNIEJSZENIE
                  > INWESTYCJI.

                  z drugiej strony jednak otwieraja sie tez nowe rynki a to powinno poprawic
                  sprzedaz i oplacalnosc produkcji co moze zachecac do inwestowania


                  > Przeciez to jest takie proste!
                  >
                  > Wejscie do unii z perspektywy doswiadczenia, pokazuje (o czym nie mialem
                  > zielonego pojecia) ze rynek w Polsce byl nie tylko zamrozony. Rynek byl
                  > WYDRENOWANY z pieniedzy.

                  naprawde nie wiedziales ze w polsce jest bieda? nie wiedziales ze pkb po cenach
                  stalych na osobe jest tak z 5 razy nizej niz za miedza?

                  >
                  > Jezeli doszlo do takich wzrostow cenowych, to znaczy ze PRZED polaczeniem byla
                  > wrecz GIGANTYCZNA dysproporcja cenowa w obrocie towarowym.

                  dlaczego gigantycznych? 4.6% r/r. w tym drozejace paliwa spadajaca zlotowka do
                  euro (r/r). ile jest w usa? 3% r/r? a przeciez usa nie przystapily do ue

                  oczywiscie jest jeden znaczacy wyjatek: zywnosc ktora nie byla wpuszczana do ue
                  poniewaz byly briery celne sanitarne itp

                  >
                  > To oznacza zas zupelny drenaz rynku i niezwykle niska konsumpcje.
                  >
                  > Pamietajmy:
                  >
                  > Na ksztalt cen loza sie zachowania milionow konsumentow! To jest olbrzymia
                  masa
                  > ludzi! Jezeli rynek wymusza na dostawcach tak niskie ceny, to znaczy, ze ich
                  > wzrost spowoduje dramatyczny spadek obrotu!

                  wczesniej sam wymieniles dwa powody wzrostu cen: paliwa i podatki. dorzucam
                  trzeci: zywnosc ktora faktycznie byla bardzo tania co odzwierciedla bide z nedza
                  panujace na wsi polskiej i bardzo niskie zarobki

                  >
                  >
                  > I to jest szok konkurencyjny. Nalezy NIEZWYKLE OSTROZNIE podchodzic do
                  > szacunkow rozwoju Panstwa w obecnosci zachowan dziesiatkow tysiecy
                  > przedsiebiorcow w tym AGRESYWNEJ konkurencji zagranicznej jadacej na lewarach
                  > kredytowych 1:5. Tymczasem sam pisales, ze firmom rodzimym banki kredytow nie
                  > daja.

                  mnie sie zdaje ze konkurencja zagraniczna juz tu weszla kilka lat temu i siedzi.
                  faktyczna akcesja do ue nie wywolala tu drastycznych zmian

                  >
                  > No to NIE BEDZIE wzrostu gospodarczego na poziomi oczekiwanym.
                  >

                  caly swiat ma ten problem za wyjatkiem chin ktore maja na razie problem
                  dokladnie odwrotny. dlatego moze tu dojsc do nieprzyjemnej niespodzianki. drogie
                  paliwa i stal oraz niezbyt dobra koniunktura u partnerow handlowych to nie w kij
                  dmuchal. choc paradoksalnie jak jest trudno to sie szuka tanich rozwiazan co
                  moze polsce pomoc

                  > I ja - bedac z zasady pesymista - oczekuje spowolnienia gospodarczego i nie
                  > sadze, aby w swietle takich zdarzen tempo rozwoju ponad 5% PKB zostalo
                  > utrzymane a spadek bezrobocia byl trwaly.

                  tu trzeba jeszcze uwzglednic to ze rosnace obciazenia podatkowe + spore
                  pieniadze na wsi zaoowocuja nam bujnym rozkwitem szarej strefy ktorej nie lapia
                  oficjalne wskazniki

                  >
                  > Pamietajmy:
                  >
                  > 1)Podatki wzrosly
                  > 2)stopy wzrosly
                  > 3)kurs zlotego wzrosl.
                  >
                  pamietajmy tez jednak ze rosnie eksport spada deficyt handlowy i szybko rosnie
                  wydajnosc pracy
                  • przycinek.usa Re: wetne sie w kwestii szczegolow 17.08.04, 01:41
                    Czesc,

                    > jesli sie nie myle to raczej unia wchodzi teraz w te faze. np francuscy
                    farmerzy sa zrozpaczeni

                    I bardzo dobrze. Wiesz jak sie ciesze? To jest jednak JEDEN segment rynku.


                    > inwestycje w infrastrukture ze srodkow unijnych nie sa konkurencja
                    > do tego szeroka rzeka pieniedzy plynaca na polska wies

                    My rozwazamy inwestycje w rozwoj firm tworzacych miejsca pracy.
                    Inwestycje infrastrukturalne nie tworza trwalych miejsc pracy.
                    A nawet jezeli powstaja dodatkowe etaty, to sa one utworzone przez duze firmy,
                    a czesc wspolfinansowania jest niestety ze wspolnego wora podatkowego, co
                    obciaza inne segmenty rynku. Dowodzil tego Friedman. Polacy placa podatki,
                    Polska placi skladke, to ogranicza ilosc miejsc pracy z zasady.
                    Nawet jezeli te fundusze trafiaja z powrotem na rynek, to i tak nie jest tak
                    dobrze, jakby ZADNYCH funduszy nie bylo a pieniadze zostaly w kieszeni
                    podatnika napedzajac konsumpcje. Istotna roznice stanowi sytuacja, kiedy jest
                    dodatnie saldo finansowe tych przelewow. Jednak nie moge sie oprzec wrazeniu,
                    ze czesc tych srodkow moglaby byc przeznaczona na lepsze cele. Mam wrazenie, ze
                    bierze sie te pieniadze aby tylko je wydac. Nie mam jednak z tym stycznosc, to
                    nie chce kategorycznie tego oceniac. Jak tylko Polska wyjdzie na plus to dobrze.

                    > z drugiej strony jednak otwieraja sie tez nowe rynki a to powinno poprawic
                    > sprzedaz i oplacalnosc produkcji co moze zachecac do inwestowania

                    To zas wynika z likwidacji barier celnych, ktore i tak zniknelyby w przypadku
                    przystapienia Polski do EEA. Zreszta nawet nieuchronna likwidacja CAP
                    spowodowalaby powiekszenie popytu na polskie produkty rolne w perspektywie
                    kilku lat od dzis. Cierpliwosci zabraklo panom z SLD. Byc moze tez lapowy byly
                    duze.


                    > naprawde nie wiedziales ze w polsce jest bieda?

                    Nie zdawalem sobie sprawy ze az taka bieda.

                    >nie wiedziales ze pkb po cenach stalych na osobe jest tak z 5 razy nizej niz
                    za miedza?

                    To o niczym nie swiadczy. W USA jest jeszcze wiecej a towar w hurtowni jest
                    tanszy jak w Polsce.

                    > dlaczego gigantycznych? 4.6% r/r. w tym drozejace paliwa spadajaca zlotowka do
                    > euro (r/r).

                    Mowmy o zjawiskach czastkowych wzrostu cen miesa. Nie o koszyku cen.
                    To jest bardzo nietypowy sygnal. Bardzo dziwna dysproporcja.
                    Bo dotyczy konsumpcji indywidualnej. Kazdy musi jesc.
                    I takie dysproporcje cenowe pomiedzy panstwami w Europie sa conajmiej
                    zaskakujace. To nie sa wielkie odleglosci w rozumieniu kosztow.
                    Nie wiem jakie byly te bariery celne na miesa w unii ale nawet jesli bylo to
                    duzo, to i tak dysproporcja byla za duza.

                    > wczesniej sam wymieniles dwa powody wzrostu cen: paliwa i podatki. dorzucam
                    > trzeci: zywnosc ktora faktycznie byla bardzo tania co odzwierciedla bide z
                    nedza panujace na wsi polskiej i bardzo niskie zarobki

                    A przeciez w wyniku wstapienia nastapi w koncu zjawisko likwidacji nadmiernego
                    zaludnienia na wsi w Polsce. Pamietaj o tym. Konsolidacja produkcji na wsi
                    oznacza dokladnie wzrost bezrobocia w miastach. I ogolny spadek konsumpcji.


                    > mnie sie zdaje ze konkurencja zagraniczna juz tu weszla kilka lat temu i
                    siedzi

                    Niby tak, niby nie. Poczekajmy z wnioskami. Bo faktycznie za malo danych teraz.
                    Jednak polaczenie rynku spowoduje wzrost ekspansji handlowej. Na pewno. W obu
                    kierunkach.


                    > faktyczna akcesja do ue nie wywolala tu drastycznych zmian

                    Bledny wniosek. NIE WIADOMO JAKIE BEDA ZMIANY.
                    Jednak nie podejmuje tego tematu, bo za malo na ten temat wiem. Zobaczymy.

                    > caly swiat ma ten problem za wyjatkiem chin ktore maja na razie problem
                    > dokladnie odwrotny. dlatego moze tu dojsc do nieprzyjemnej niespodzianki.
                    drogie paliwa i stal oraz niezbyt dobra koniunktura u partnerow handlowych to
                    nie w kij dmuchal.

                    I dokladnie przyklad Chin pokazuje powage sytuacji i nierownowage rynkowa w
                    sytuacji nadpopytu i przeinwestowania. To wlasnie Chiny sa przykladem o jakim
                    pisza "ekonomisci" GW. Nie Polska. Polska NIE JEST przeinwestowana. Polska jest
                    raczej NIEDOINWESTOWANA. Na tym polega paranoja nierozrozniania inflacji
                    kosztowej od popytowej. I zjawisk pochodnych. Ja od dlugiego czasu uwazam, ze
                    RPP i Balcerowicz doskonale rozumieja sytuacje, ale z jakis swoich powodow nie
                    podejmuja dzialan na rzecz ochrony rynku. A panowie z GW, ogladaja to i stosuja
                    wyswiechtana retoryke jak echo komunikatow RPP.


                    > tu trzeba jeszcze uwzglednic to ze rosnace obciazenia podatkowe + spore
                    > pieniadze na wsi zaoowocuja nam bujnym rozkwitem szarej strefy ktorej nie
                    lapia oficjalne wskazniki

                    Zgadza sie w 100%. Jest to szalenie zdrowe w warunkach fiskalizmu EU.


                    > pamietajmy tez jednak ze rosnie eksport spada deficyt handlowy i szybko rosnie
                    > wydajnosc pracy

                    To prawda. Ja jedynie dodam, ze eksport rosnie POMIMO rozpaczliwej dzialalnosci
                    RPP, ktora nie moze podnosic za bardzo stop, bo staloby sie to obiektem
                    powszechnej krytyki. Ciegle jednak stopa procentowa jest wyzsza jak inflacja.
                    Jest to o tyle wazne, ze obecnie wiele bankow centralnych rozwaza ODEJSCIE od
                    polityki monetarnej przebijajacej inflacje stopa procentowa.

                    Niskie stopy odegraly kluczowa role w gospodarce USA i Japonii.
                    Wyglada na to, ze tego typu posuniecia sa dlugofalowo skuteczne.

                    RPP dziala odwrotnie. W koncu to nie FED. Tylko RPP.

                    A kredyty hipoteczne sa w Polsce oferowane w walutach wymienialnych.
                    I to jest dla mnie PODSTAWOWY dowod na zbyt wysokie stopy procentowe w Polsce.

                    Jak kredyty walutowe ogolem nie beda wyzsze jak 10% ogolu, to uwierze w
                    prorynkowosc RPP. Inaczej po prostu zima bedzie w Polsce.
                    • pepe49 niskie stopy 23.08.04, 15:45
                      RPP, ktora nie moze podnosic za bardzo stop, bo staloby sie to obiektem
                      > powszechnej krytyki. Ciegle jednak stopa procentowa jest wyzsza jak inflacja.
                      > Jest to o tyle wazne, ze obecnie wiele bankow centralnych rozwaza ODEJSCIE od
                      > polityki monetarnej przebijajacej inflacje stopa procentowa.
                      >
                      > Niskie stopy odegraly kluczowa role w gospodarce USA i Japonii.
                      > Wyglada na to, ze tego typu posuniecia sa dlugofalowo skuteczne.
                      >
                      > RPP dziala odwrotnie. W koncu to nie FED. Tylko RPP.


                      Za Rothbardem: manipulacja stopami przez bank centralny jest złem sama w sobie
                      i przynosi straty.
                      Pogląd Friedmana opierał się na wierze w istnienie i w przywództwo madrych
                      ludzi, takich np. jak Grynszpan.
                      Ostatecznie jednak jest to tylko popieranie złodziejstwa państwowego.

                      Jednak postulat powrotu do standardu metalicznego i odsunięcia państwa od
                      prywatnej mojej kasy ma ciężko.
    • przycinek.usa "Pan Balcerowicz" przemowil! 21.08.04, 05:32
      Balcerowicz: impulsy cenowe wygasają

      kobo, reuters 20-08-2004 , ostatnia aktualizacja 20-08-2004 17:58

      - Niektóre impulsy cenowe związane z wejściem Polski do Unii Europejskiej
      wygasają - powiedział w piątek Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku
      Polskiego.

      Przed wejściem do Unii Polacy kupowali dużo rzeczy "na zapas", ponieważ bali
      się wzrostu cen, który miał nastąpić po pierwszym maja. To spowodowało
      przyspieszenie inflacji. - Te impulsy wygasają. Pewne ceny się wyrównały do
      wyższego poziomu i nie muszą dalej rosnąć - powiedział Balcerowicz. Prezes NBP
      wyjaśniał, że podwyżki stóp procentowych mają na celu przywrócenie inflacji do
      poziomu 1,5-3,5 proc. (cel inflacyjny wyznaczony przez Radę Polityki
      Pieniężnej).



      I czy to nie jest smieszne? Potwierdza sie calkowicie wszystko co na ten temat
      napisalem. Napisalem, ze inflacja sama wygasnie, napisalem, ze podwyzka stop
      nie byla konieczna, i co? Balcerowicz jest GURU. Bez watpienia.

      Teraz czas na komentarz "Pana Michnika". Co nam tutaj "Pan Michnik" wymysli?
      • robisc Jakaś paranoja! 21.08.04, 23:52
        2004.08.20 16:32
        Czy RPP podwyższy stopy?

        "Rada Polityki Pieniężnej (RPP) prawdopodobnie podwyższy na swoim sierpniowym
        posiedzeniu stopy procentowe. Uczyni tak, pomimo niższej od oczekiwanej
        inflacji i produkcji przemysłowej w lipcu, w obawie przed możliwością
        przestrzelenia swojego celu inflacyjnego nie tylko w tym roku, ale również w
        2005 roku. (...)"

        www.money.pl/pieniadze/wiadomosci/20040820/73312/
        RPP przyjęła kiedyś "z sufitu" jakiś cel inflacyjny, nie uwzględniając
        najwidoczniej wpływu akcesji na wskaźnik inflacji, a teraz wbrew zdrowemu
        rozsądkowi będzie sie tego celu trzymać jak rzep psiego ogona. Jest to o tyle
        dziwne, że w przeszłości jakoś mało sie przejmowała seryjnym przestrzeliwaniem
        owego "celu inflacyjnego". I jak tu nie podejrzewać panów bankierów o co
        najmniej symatię do pewnej branży.
        • przycinek.usa To nie paranoja. To prawda. 22.08.04, 20:38
          Biedny Robert. Ciagle wierzysz w dobre intencje Rady?

          Jest mi naprawde przykro, ale z perspektywy specjalisty biore pod uwage jedynie
          jedno wytlumaczenie. Przekupstwo.

          Nie ma innych prawdopodobnych wariantow.

          1) Ignorancja? Przeciez to sa sami ekonomisci!

          2) Pomylka? Czy mozna sie mylic przez 15 lat?

          3) Przewaga kredytow walutowych utrzymujaca sie przez wiele lat przypadkowa?

          4) Deficyt w handlu zagranicznym i wysoki kurs zlotego utrzymujacy sie przez
          wiele lat przypadkowy?

          5) Inflacja przebijana przez stope procentowa o ZNACZACY procent wyzej jak
          konkurencja zagraniczna i tendencja ta utrzymywana przez wiele lat -
          przypadkiem?

          6) Wynikajace z tego NAJWYZSZE bezrobocie w Europie - PRZYPADEK?

          7) Dokladnie odwrotne decyzje podejmowane przez RPP na podstawie dokladnie
          identycznych przeslanek w stosunku do takich bankow jak BOJ i FED.
          Przyklad: konflikt w Iraku, reakcja na ceny crude, stosunek do inflacji i
          popytu, reakcja na deficyt budzetowy, reakcja na deficyt w wymianie handlowej.
          Na wszystko sa odpowiednie dowody w postaci komunikatow rady i porownywalnych
          decyzji pozostalych bankow centralnych na swiecie.


          Jest mi naprawde przykro, Robert, ze mam takie podejrzenia w stosunku do
          najwazniejszych stanowisk w Polsce. Ale dla mnie sprawa jest jasna.
          Jedyna czescia wspolna tej polityki monetarnej przez ostatnie kilkanascie lat
          jest nazwisko Balcerowicza. I niezwykle wysokie stopy dajace gigantyczne zwroty
          na kapitale zagranicznym. Komus sie to szalenie oplaca. I nikt nie narzeka,
          dopoki rzeka pieniedzy plynie szerokim strumieniem.

          Chcialbym zadac jedno wane pytanie. Co byloby GDYBY, z jakis powodow nagle
          Polska wycofala swoje rezerwy dewizowe i ulokowala np. w jakis lokatach, jak
          np. zloto? WSZYSTKO w zloto.

          Czy NAGLE nie zniknelaby czesc depozytow na polskim rynku dlugu publicznego?
          Zniknelaby! Czesc pozyczek zostaloby wycofanych. Ja moge sie o to zalozyc.
          Mam PODEJRZENIE, ze istnieje korelacja pomiedzy polskimi rezerwami dewizowymi a
          polskimi stopami procentowymi.

          Im wiecej rezerw, tym wieksze stopy.

          Wiecej nie zamierzam sugerowac, bo od takiej wiedzy spadaja czapki razem z
          glowami, a przy takich kwotach, to ja sie nie czuje bezpieczny nawet za oceanem.





          • pepe49 im więcej rezerw tym większe stopy 23.08.04, 15:51
            To pewnie prawda. Jak funkcjonuje bank opierający się na pieniądzu papierowym?
            Tworzy, nie? Rząd ustala mu poziom tego złodziejstwa.

            Ale czy myślę o tym samym zjawisku? Wytłumacz, proszę.
            • przycinek.usa Re: im więcej rezerw tym większe stopy 25.08.04, 04:16
              Nie. Ja pisze o czyms zupelnie innym. Natomiast co do tej notatki ponizej, to
              zwroc uwage, kto to napisal.

              Jankowiak. Czlowiek BRE. A co on ma za interes wtykac nos w nie swoje pieniadze?
              Co?

              Jak to jest w tej Polsce? Powiedz mi kto tam naprade rzadzi?
              Bo Michnik ewidentnie nie, skoro glupio drukuje takie teksty.

              Ciekawe czy on to rozumie? Czy w ogole ktorys z jego "gazetowych
              ekspertow" "ekonomistow" rozumie co tam sie w tym NBP wyprawia?
              Chyba nie...

          • przycinek.usa Oooo!!!! To nieslychane! Co sie dzieje?! 25.08.04, 04:12
            Sluchajcie, sam nie wiem co o tym myslec?!
            Popatrzcie, ale zabolalo kogos "uszczuplenie" rezerw!

            I juz wala artykul do ... gazety. Nieslychane. To trzeba starannie przemyslec.
            Co za zbieg okolicznosci! A mowie wam, ze te rezerwy sa szalenie wazne.
            To jest BAGNO, ten NBP i jego rozgrywki. Cholera wie, kto na tym kase czesze.

            Czytajcie:

            gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33211,2246754.html
            Rząd, NBP i nieoczekiwane wykorzystanie funduszy unijnych
            Janusz Jankowiak* 24-08-2004, ostatnia aktualizacja 24-08-2004 15:20

            Rząd wymienił w NBP 750 mln euro z funduszy unijnych na złote. To jest wygodne
            dla budżetu, ale ma niedoceniane makroekonomiczne skutki uboczne

            Od dawna było jasne, że duże przepływy finansowe z Unii Europejskiej wpływać
            będą na rynek walutowy, na krajowy rynek pieniężny, na stan rezerw dewizowych,
            znajdując też odbicie w bilansie płatniczym. Teraz negatywne następstwa nigdy
            jasno niezdefiniowanego sposobu technicznej absorbcji środków z funduszy
            strukturalnych dają o sobie znać zaledwie w trzy miesiące po wejściu Polski do
            UE.

            Pierwotnie, a było to już na początku ubiegłego roku, rozważany był taki
            wariant absorbcji środków unijnych, który ograniczał negatywne skutki dużych,
            wielokierunkowych przepływów pieniężnych. Wariant ten zakładał, że Polska
            będzie płaciła składkę do budżetu unijnego w złotych, otrzymywać będzie środki
            z funduszy również w złotych, a tylko nadwyżka, na którą oczywiście liczyliśmy,
            trafiać będzie do nas w euro. Stąd środki na bieżąco trafiać miały do
            ostatecznych dysponentów, najlepiej w euro, a oni, w miarę potrzeb dokonywać
            mieli ich wymiany (lub też nie) na złote na rynku. W rzeczywistości sposób
            absorbcji funduszy wygląda jednak zupełnie inaczej.

            Po pierwsze, Polska rozlicza się z budżetem unijnym w euro, czyli płaci składkę
            i dostaje środki w dewizach. Po drugie, między napływem funduszy a ich
            wykorzystaniem mamy sięgające wielu miesięcy opóźnienie. Te dwa czynniki
            uruchomiły proces, którego konsekwencje makroekonomiczne trudno przecenić.

            Otóż w sierpniu Ministerstwo Finansów dokonało wymiany na złote w Narodowym
            Banku Polskim ok. 750 mln euro pochodzących z funduszy unijnych. Te pieniądze
            leżały na nieoprocentowanym rachunku w NBP, czekając na uruchomienie projektów.
            Ministerstwo Finansów uznało je za "niepracujące aktywa" i sprzedało. Kiedy
            przyjdzie pora przelać środki z funduszy krajowym dysponentom, resort wyemituje
            po prostu obligacje. Taka operacja z punktu widzenia ministra finansów stwarza
            doskonałą możliwość uelastycznienia finansowania (spadek potrzeb pożyczkowych
            obecnie, ich wzrost w przyszłości, ale zależny od napływu i wykorzystania
            kolejnych transz funduszy unijnych). Niestety, pociąga to też za sobą
            niedoceniane, jak się wydaje, konsekwencje dla polityki fiskalnej i monetarnej.

            Sprzedaż dewiz przez rząd w banku centralnym jest obojętna z punktu widzenia
            rynku walutowego. Zwiększa jednak poziom rezerw dewizowych, co przy płynnym
            kursie nie powinno mieć miejsca. Nie jest też obojętna dla podaży pieniądza,
            bezpośrednio kreując pieniądz rezerwowy, którego stan w Polsce - dodajmy - nie
            jest szczególnie wysoki. Stąd nawet relatywnie mała skala sprzedaży dewiz
            bankowi centralnemu przez rząd poważnie zwiększa zasób pieniądza rezerwowego
            (np. 2 mld euro oznacza blisko jedną trzecią przyrostu bazy).

            Aby uniknąć inflacyjnych skutków zakupu od rządu dewiz (bo samego zakupu bank
            centralny na skutek umowy podpisanej z rządem odmówić nie może), NBP będzie
            musiał zwiększyć skalę operacji otwartego rynku. Brak "sterylizacji" oznaczałby
            bowiem spadek rynkowych stóp procentowych znacznie poniżej stopy repo. Innymi
            słowy, bank ponosi koszty i podnosi rynkowe stopy procentowe. Sprzedaż dewiz
            przez rząd bankowi centralnemu ma z definicji następstwa proinflacyjne, których
            uniknięcie wymaga uruchomienia kosztownych procedur.

            Alternatywą pozostaje oczywiście sprzedaż dewiz na rynku, co pociąga za sobą
            presję aprecjacyjną. Tak źle i tak niedobrze. Ale nie zapominajmy, że wybór
            aktualnie mniejszego zła (sprzedaż w NBP) jest wynikiem wcześniejszego wyboru
            (przypadkowego? świadomego?) takiego sposobu procedowania z przepływami
            finansowymi, który jest co prawda wygodny dla budżetu, ale obciążony
            makroekonomicznymi "skutkami ubocznymi".

            Korzyści dla rządu z wymiany dewizowych środków unijnych na złote nie podlegają
            dyskusji. Po pierwsze, zwiększa się poważnie elastyczność budżetu. Minister
            finansów może na jakiś czas poważnie zmniejszyć potrzeby pożyczkowe. Oddala się
            dzięki temu ryzyko przekroczenia kolejnego progu ostrożnościowego w relacji
            długu do PKB. Rząd uzyskuje też lepsze ceny z mniejszych emisji skarbowych
            papierów wartościowych. Po wtóre, ponieważ rząd zobowiązał się wobec banku
            centralnego, że dewizy na składkę do Unii będzie również kupował w NBP, bank
            będzie realizował zyski na dodatnich różnicach kursowych, które w kolejnym roku
            powiększą wpłatę do budżetu. Takie operacje umożliwią również rozwiązywanie
            stosownej części rezerwy dewaluacyjnej nawet przy obecnych, nowych zasadach
            rachunkowości.

            Co w takim razie w ogóle jest złego w operacjach dewizowych między rządem a
            bankiem centralnym? W sprawozdaniu z wykonania budżetu po sierpniu większość
            kwoty uzyskanej ze sprzedaży środków unijnych (poza stanowiącymi element
            dochodów budżetu środkami na poprawę płynności) musi być zaksięgowana jako
            przychód budżetu, czyli pod kreską. W kategoriach makro należy to czytać w
            następujący sposób: środki pozyskane z UE służą w Polsce do bezpośredniego
            finansowania deficytu. Jeśli - jak zapewnia minister finansów - Komisja
            Europejska zaakceptowała taką procedurę, jest to sprzeczne z wszelkimi
            dotychczas stosowanymi regułami (jedynym znanym mi wyjątkiem była niegdyś
            Grecja, co trudno jednak uznać za powód do chluby). W niezbyt odległej
            przyszłości budżet i tak będzie musiał wyasygnować wydane dziś na finansowanie
            środki, żeby przekazać dysponentom funduszy unijnych należne im pieniądze.
            Oznacza to więc jedynie przesuwanie na późniejsze terminy zobowiązań budżetu. Z
            całą pewnością nie sprzyja to przejrzystości polityki fiskalnej. Podobny zarzut
            postawić zresztą wypada i polityce monetarnej, która prowadzona jest co prawda
            pod hasłem walki z inflacją, ale sens tego podają przecież w wątpliwość
            operacje zwiększające podaż pieniądza.

            Przedstawiciele banku centralnego twierdzą, że operacja sprzedaży w NBP środków
            pochodzących z funduszy unijnych miała charakter incydentalny. Nieco inną
            opinię na ten temat wyraził na spotkaniu z ekonomistami bankowymi minister
            finansów, wskazując, że podobne operacje "sprzedaży niepracujących aktywów"
            rząd ma zamiar kontynuować w przyszłości. Tytułem uzupełnienia warto więc
            dodać, że w roku 2005 napływ środków z UE może sięgnąć 6 mld euro, a nasza
            składka wyniesie ok. 3 mld. Przy obecnie praktykowanym sposobie rozliczania
            funduszy polityka fiskalna i monetarna staną się jeszcze mniej przejrzyste dla
            uczestników rynku. (

            * Janusz Jankowiak jest głównym ekonomistą BRE Banku

            • przycinek.usa blad 25.08.04, 04:22
              och, zupelnie bez sensu uzylem slowa "uszczuplenie" - prosze to zignorowac.
              Slowo daje, to fajne slowo, ale nie w tym miejscu.
            • pepe49 państwowy złodziej, inflacja, banki 25.08.04, 22:20
              Ministerstwo Finansów uznało je za "niepracujące aktywa" i sprzedało. Kiedy
              > przyjdzie pora przelać środki z funduszy krajowym dysponentom, resort wyemituje
              >
              > po prostu obligacje.

              ************************************
              > Sprzedaż dewiz przez rząd w banku centralnym....Zwiększa jednak poziom rezerw
              dewizowych, ....> bezpośrednio kreując pieniądz rezerwowy, .... sprzedaży dewiz
              > bankowi centralnemu przez rząd poważnie zwiększa zasób pieniądza rezerwowego
              > (np. 2 mld euro oznacza blisko jedną trzecią przyrostu bazy).
              ************************************

              Przecinek, patrzymy na klasyczną operację kradzieży państwowej. Kto będzie
              bliżej żłobu w chwili emisji "kreowanego" pieniądza, na bazie tego
              "rezerwowego", ten zarobi, reszta straci na inflacji.
              To jest gigantyczna, jak na Polskę, kradzież państwowa.

              Leć do księgarni po Murray'a (Maurycego) Rothbarda; w Polsce jego "What has
              government done to our money? Taking money back" ukazało sie jako "Złoto, banki,
              ludzie - krótka historia pieniądza".
              www.mises.org/studyGuideDisplay.asp?action=AuthorListings&AuthorLast1=Rothbard&AuthorFirst1=Murray%20N.
              i tutaj:
              www.mises.org/money.asp
              po polsku i zamówienie:
              www.fijor.com/index.php?bid=44
              Nawet p. Michalkiewicz pochwalił się teraz, że przeczytał.
              Szkoda, że nie miałem tego w szkole. Ale lepiej późno niż wcale.

              Szkoda, że muszę żyć w tym, co opisywał.

              Zarobi rząd. Wzrośnie inflacja.
              Rząd wykorzystał "pieniądze z UE" do finansowania swoich zachcianek. Duży
              lewarek, nie?

              Duże podziękowania za zauważenie tego.
              Sądzisz, że ktoś zarobi na tym przekręcie prywatnie? Może jakieś banki dostaną
              ofertę prędzej niż inne?

              Robi co Ty na to?
              • przycinek.usa Re: państwowy złodziej, inflacja, banki 25.08.04, 22:59
                Ja sie nie chce za bardzo wypowiadac, bo widzisz, mam obawy, ze moja wiedza w
                tym konkretnym przypadku jest ograniczona i nie chce zapedzic sie w jakies
                niejasne manowce dywagacji.

                Ale ogolnie jasna sprawa, ze te sprawy trzeba dokladnie badac, patrzec tym
                ludziom na rece, bo oni kradna i oszukuja jak sie tylko do nich odwrocisz
                plecami a wielkie pieniadze to wielkie pokusy.

                Dzieki za podanie tytulu tej ksiazki. Niestety nie mam jakos sily na czytanie o
                ciaglych przekretach i kombinacjach. To jest szalenie meczace zadanie, ale
                bardzo dobrze, ze takie linki pojawiaja sie tutaj, bo jestem pewien, ze ekipa
                Gazetowych wyjadaczy sledczych pracuje pelna para i czyta pilnie, co my tutaj
                mamy do powiedzenia. A kazda wypowiedz cos do tej wiedzy dodaje.

                Ja tylko przytocze opinie Pana Busha w stawie, bo sie boi tutaj skomentowac,
                ale opinia jest ladna, to sobie wkleje.-)))




                "wilcze lzy

                Przeczytaj komentowany artykuł »
                bush_w_wodzie 25.08.2004 13:57 odpowiedz na list

                smieszny tekst janka. tak jaby sie wilk zalil na owce ze sie nie daje zejsc

                on ma bardzo za zle nbp ze pomogl w wykorzystaniu pieniedzy ktore lezaly na
                nieprocentowanym koncie i przez to rzad zyskal lepsza pozycje i mogl sprzedac
                mniej obligacji i taniej! czyli on sie zali ze rzad dal bankom mniej zarobic
                nizby chcialy! bo on jankowiak liczyl ze albo wzrosnie oprocentowanie obligacji
                albo wartosc zlotego. w obydwu przypadkach zysk wlasciciela bre wygladalby
                jeszcze lepiej. a tak zarobek sei zminejszy na rzecz nbp i podatnikow. czyz to
                nie obsceniczne?

                do tego jeszcze ten nonsens z bezposrednim finansowaniem dlugu z pieniedzy ue.
                czyli co? polska miala skladke oplacic wyemitowac obligacje placic 7% odsetek w
                skali roku i trzymac pieniadze z ue na nieoprocentowanym koncie windujac
                rentownosci obligacji?

                no ale jednak nbp sie przestraszyl ze pan jankowiak sie obrazi i podniosl stopy
                o pol punktu. przeciez zysk bankow jest rzecza swieta i zadnego ryzyka byc tu
                nie moze. hej!
                • przycinek.usa i jeszcze jedno. 25.08.04, 23:01
                  Najbardziej mi sie podoba ten fragment:

                  "no ale jednak nbp sie przestraszyl ze pan jankowiak sie obrazi i podniosl stopy
                  o pol punktu. przeciez zysk bankow jest rzecza swieta i zadnego ryzyka byc tu
                  nie moze."

                  Szkoda, ze serwer gazetowy nie pozwala na wytluszczenie druku metoda html.
                  To nie trzebaby tego podkreslac w osobnym poscie.
    • pepe49 Inwestycje zagraniczne nigdy nie przechodzą 2% PKB 23.08.04, 16:04
      kraju docelowego. Na całym świecie. Stwierdził to m.in. deSoto, licząc 100 lat
      do tyłu.
      Należy liczyć na krajowych gospodarzy.

      Podtrzymuje tu tezę, że dla polskich firm podpisanie przez rząd umów z
      Maastricht id. jest silnym hamulcem. Mamy za dużo przepisów państwowych
      regulujących działanie cudzych firm.
      Teraz dopiero wchodzimy w strefę krajów 3. świata, skorumpowanych, z rozwiniętą
      szarą strefą.
      Chcąc efektywnie działać, firmy muszą omijać obszar kontrolowany przez państwo.

      Przerobiliśmy model jedno państwo - jedna firma (PRL), teraz może istnieć dużo
      firm, ale wszystkie muszą działać w myśl państwowych przepisów. PRL-bis.
      To kosztuje.

      Tak, gdzie indziej może być nie lepiej. Anegdotka z ChRL: Dlaczego tak dużo
      firm kupuje tak dużo wieżowców?
      Bo firmy zarobiły dużo pieniędzy, chcą je inwestować w nieruchomości, ale nie
      mogą zlecać budowy, bo nie mają koniecznych znajomości w tych sferach.

      Tłumaczenie: chcąc w ChRL coś efektywnie zrobić, trzeba znać ludzi; w tym
      dających zezwolenia.
      Rynek budowlany jest tam, jak tu sie mówi, przeregulowany.
      Prościej kupić gotowy wieżowiec. Chociaż drożej, niżby się zleciło jego budowę.
      Na wolnym rynku.
      Ta różnica, to cena za pracę rządu.
Pełna wersja