Luzowanie ilościowe - Quantitive Easing (QE),

11.03.15, 14:16
Luzowanie ilościowe - Quantitive Easing (QE),
Prof. dr hab. Witold M. Orłowski w tekście pt.: "Wielkie luzowanie" wyjaśnia czytelnikom "Polityki" [nr 11 (30000), 11.03-17.03.2015, str.42-43] na czym polega polityka luzowania ilościowego, przy pomocy której banki centralne, przede wszystkim bank centralny USA (Fed) oraz Europejski Bank Centralny (EBC) usiłują wyrwać gospodarki krajów wysokorozwiniętych z pokryzysowej stagnacji i pobudzić je do zadowalającego wysokiego wzrostu gospodarczego. Stwierdza, że na skutek zastosowania tego narzędzia "podaż pieniądza rezerwowego znacznie wzrosła, ale nie przełożyło się to wyraźnie na wzrost akcji kredytowej dla gospodarki. (...) "bo banki zatrzymały gotówkę dla siebie zamiast tłoczyć ją dalej do firm i gospodarstw domowych..." W poprzednim akapicie dochodzi do następującego wniosku: "Klucz do sukcesu operacji najwyraźniej leży gdzie indziej" (!).
Szkoda, że tej miary teoretyk jak prof. Orłowski nie postarał się pokazać, że to "gdzie indziej leży" w braku wzrostu popytu. Nadmiernie zadłużeni konsumenci spłacają obecnie swe długi, nie chcą i nie będą się bardziej zadłużać. Jeśli konsumenci nie zaciągają dodatkowych kredytów, to nie ma wzrostu popytu, a jeśli nie ma wzrostu popytu konsumpcyjnego, to przedsiębiorcy nie mają bodźców do inwestowania i dlatego też nie zgłaszają popytu na kredyty inwestycyjne. Na nic zdaje się więc wpychanie do banków dodatkowych pieniędzy w ramach polityki luzowania ilościowego, jeśli nie ma popytu najpierw na towary konsumpcyjne a potem zaopatrzeniowo-inwestycyjne. To "gdzie indziej leży" więc w tym, że najpierw należy wykreować wzrost popytu. A gdy to się stanie, to popyt na kredyty konsumpcyjne i inwestycyjne wzrośnie "automatycznie".
W jaki sposób należy uruchomić dodatkowy nadwyżkowy popyt w stosunku do realizowanych bieżąco mniejszych dochodów pieniężnych w stosunku do większej wartości dostarczanych na rynek towrów, pokazałem w napisanej i wydanej w 2013 r książce "Produkcja i sprzedaż towarów oraz obieg pieniężny w gospodarce dynamicznej". Niżej cytuję rozdział z tej książki, w którym podałem propozycję uruchamiania dodatkowego popytu, bo taki dodatkowy popyt powinien być kreowany w sposób ciągły, jeśli gospodarka ma rozwijać się w sposób niezaburzany zmianami koniunktury, czyli w sposób zrównoważony.

    • 2leor1931 Re: Luzowanie ilościowe - Quantitive Easing (QE) 11.03.15, 14:18
      1) Finansowanie wydatków budżetowych
      państwa to najefektywniejsza droga kreacji
      i wtłaczania do obiegu pieniądza
      emitowanego przez bank centralny

      Już w starożytności a potem w średniowieczu władcy korzystali
      obficie z dochodów poprzez kreowanie i wtłaczanie
      do obiegu dodatkowego podwartościowego pieniądza. Pod
      groźbą nakładania surowych kar przymuszali poddanych do
      posługiwania się przy wymianie towarów takim niepełnowartościowym
      pieniądzem. Swoje oszukańcze praktyki realizowali
      w ten sposób, że żądali, aby poddani realizowali
      swe powinności podatkowe w pieniądzu pełnowartościowym,
      następnie zgromadzone z podatków monety przetapiali
      i wybijali z nich większe ilości monet o większej w sumie
      wartości, ale o mniejszej zawartości kruszcu w każdej monecie.
      Na przykład począwszy od cesarza Nerona, który panował
      w okresie 54-68 r. n.e. i w latach 63-64 obniżył on
      wagę złotego aureusa z 7,79 do 7,27 g. oraz srebrnego denara
      z 3,89 do 3,41 g.1, kolejni cesarze systematycznie obniżali
      zawartość kruszców w wybijanych i wtłaczanych do obiegu
      monetach. Do Marka Aureliusza, który panował w latach
      161 ? 180 n.e. zawartość srebra w denarach wynosiła już
      76 proc. tego, co było za cesarza Augusta, który ustanowił
      rzymskie cesarstwo i rządził w nim do 14 r. n.e. Bardzo ciekawy
      a zarazem głęboko zastanawiający jest fakt, że przez
      ponad sto lat zawartość kruszców w monetach Cesarstwa
      Rzymskiego była systematycznie obniżana, a mimo to ich
      siła nabywcza nie zmieniała się, przez cały ten czas utrzymywała
      się na stałym poziomie. Również na stałym poziomie
      były stopy procentowe2. Dopiero po głębokiej deprecjacji
      denara, jaką w 194 r. przeprowadził cesarz Septymiusz
      Sewer (193-211) obniżając w nim zawartość srebra do 47
      proc.3, denar zaczął szybko tracić na wartości. Pod koniec III w.
      za cesarza Dioklecjana (284 ? 305) denary były już małymi
      monetami z brązu o znikomej wartości. W okresie tym
      również degradacji uległ aureus, złota moneta wprowadzona
      przez cesarza Augusta. Za rządów cesarza Gallienusa (260-268)
      ciężar aureusa wynosił niespełna 3g. złota4, czyli o około
      60 proc. mniej od kruszcowej wagi ustanowionej za Augusta
      (7,79 g.). Systematyczne obniżanie zawartości kruszców
      w wybijanych i puszczanych w obieg monetach przez
      kolejnych cesarzy doprowadziło pod koniec III w. do całkowitego
      rozprzężenia systemu monetarnego cesarstwa. Dopiero
      reforma monetarna, jaką w 311 r. przeprowadził cesarz
      Konstantyn Wielki (306-337) ustanowieniem złotego solidusa
      o wadze 4,54 g. złota5 wprowadziła zdrowy system
      monetarny w cesarstwie, który potem na wiele lat stanowił
      trwałą bazę monetarną Cesarstwa Bizantyńskiego.
      Wybijanie i puszczanie w obieg monet o systematycznie
      obniżanej zawartości kruszców miało w starożytności
      a potem w średniowieczu takie samo znaczenie, jakie obecnie
      miało by finansowanie deficytu budżetowego z kreacji
      (drukowania) pieniądza przez bank centralny. Problem
      polega tylko na tym, jak ta zasada powinna być w praktyce
      stosowana. Z historii wybijania podwartościowego pieniądza
      w Cesarstwie Rzymskim wypływa wniosek, że dopóty
      obniżanie zawartości kruszcu w monetach było dokonywane
      w sposób umiarkowany i realizowany z tego
      wzrost wartości pieniężnego obiegu też był umiarkowany,
      dopóki siła nabywcza coraz bardziej podwartościowych
      denarów i aureusów nie obniżała się, nie występowała
      więc w ogóle inflacja. Czyli dopóty wzrost podaży
      podwartościowego pieniądza był zsynchronizowany ze
      wzrostem podaży realnej masy towarowej na rynek, dopóki
      nie było inflacji, a obniżanie zawartości kruszców
      w monetach wtłaczanych do obiegu nie tylko, że nie było
      gospodarczo szkodliwe, ale przeciwnie przyczyniało się
      do aktywizowania popytu i stymulowania produkcji oraz
      wzrostu podaży towarów na rynek. Dopiero gdy wzrosty
      wartości podaży podwartościowego pieniądza poczęły
      znacznie przewyższać możliwości równoległego wzrostu
      wytwórczości i podaży na rynek realnej masy towarowej,
      wtłaczany do obiegu w nominalnym wartościowo nadmiarze
      pieniądz zaczął szybko tracić na wartości wymiennej
      i dlatego przestawał być przydatnym narzędziem wymiany.
      Stawał się bowiem bezwartościowy w sensie realnym
      i ekonomicznym jako nośnik określonej, uprzedmiotowionej
      w nim wartości, którą można byłoby bez uszczerbku
      przechowywać też w czasie.
      • 2leor1931 Re: Luzowanie ilościowe - Quantitive Easing (QE) 11.03.15, 14:19
        2) Każdemu, kto studiował ekonomię, wiadomo, że tempo
        wzrostu realnego dochodu jest określone, czyli zależne od
        dwóch podstawowych parametrów: 1/ tempa wzrostu zatrudnienia
        oraz 2/ tempa wzrostu wydajności pracy. Jeżeli tempo
        wzrostu podaży pieniądza będzie wzrastać w tempie
        wzrostu realnego dochodu, to nie ma żadnych powodów,
        aby miała wystąpić inflacja. Oczywiście, są jeszcze warunki
        dodatkowe, które powinny być ściśle przestrzegane. Przede
        wszystkim przeciętne płace nie mogą wzrastać bardziej, aniżeli
        wzrasta wydajność pracy. Również tempo wzrostu zatrudnienia
        powinno być względnie stałe. Każde niezsynchronizowanie,
        odchylenie sumy tych temp w stosunku do
        tempa wzrostu realnego dochodu będzie rzutowało na siłę
        nabywczą pieniądza. Inflacja wystąpi wtedy, gdy strumień
        realizowanych kosztów (wzrost zatrudnienia i przeciętnych
        płac) będzie większy od strumienia wytwarzanego dochodu,
        czyli wytwarzanych i dostarczanych na rynek finalnych produktów
        przeznaczonych do spożycia oraz do zainwestowania
        i zużycia w charakterze środków pracy.
        Z powyższego wynika, że aby wartość pieniądza nie
        zmieniała się w czasie, jego emisja i wtłaczanie do obiegu powinny
        być ściśle dostosowane do tempa wzrostu realnego
        produktu. Takiej korelacji nigdy nie zapewniało i nigdy nie
        będzie zdolne zapewnić kreowanie i wtłaczanie do obiegu
        kredytowego pieniądza przez bankowość prywatną. Dlaczego?
        Po prostu dlatego, że kreacja kredytowego pieniądza
        przez bankowość komercyjną jest uzależniona od nie skoordynowanego
        popytu przez różne rozproszone podmioty prywatne
        i instytucjonalne, które swój popyt na pieniądz uzależniają
        od subiektywnych przewidywań i nastrojów. Gdy nastroje
        są pesymistyczne, nie ma popytu na dodatkowe kredyty
        i dlatego nie ma też wzrostu podaży pieniądza. Jest wtedy
        zastój w interesach, nikt nie chce inwestować, bo zainwestowany
        kapitał nie daje oczekiwanych zysków. Gdy nastroje są
        optymistyczne, wtedy popyt na kredyty wzrasta, co więcej,
        gdy dobrze rozwija się koniunktura, wtedy wszyscy chcą zarobić
        i masowo zaciągają kredyty. Powstaje euforia, która napędza
        bańkę spekulacyjną pęczniejącą aż do jej pęknięcia.
        Gdyby zaś bankowość prywatna nie posiadała w ogóle
        prawa do kreowania pieniądza kredytowego, a prawo takie
        miałby wyłącznie bank centralny, to mógłby on emisję
        i tempo wzrostu podaży pieniądza ściśle dostosować do
        tempa wzrostu produktu realnego. Aby nie powstawał
        dług z tytułu kreacji pieniądza, tak jak dzieje się to teraz,
        gdy pieniądz kredytowy jest kreowany przez bankowość
        prywatną, bank centralny wtłaczałby do obiegu wyemitowany
        pieniądz poprzez finansowanie części deficytowych
        wydatków budżetowych. Kredyt udzielany budżetowi
        przez bank centralny nie powinien być oprocentowany, albowiem
        z mocy prawa zysk banku centralnego podlega
        wpłacie do budżetu państwa. W ten sposób ta część deficytowych
        wydatków budżetowych, która byłaby bezprocentowo
        finansowana kreowanym przez bank centralny
        pieniądzem obiegowym, stałaby się kołem zamachowym
        wprawiającym w ruch całą gospodarkę. Oczywiście, gdyby
        pod naciskiem polityków bank centralny począł emitować
        nowy dodatkowy pieniądz na finansowanie deficytowych
        wydatków budżetowych w tempie wyższym od tempa
        wzrostu realnego produktu, wtedy musiałaby i rzeczywiście
        wystąpiłaby inflacja. Każda inflacja uruchamia mechanizmy,
        przy pomocy których poszczególne podmioty
        gospodarcze usiłują i dążą do odzyskania swych realnych
        dochodów. Jest to oczywiście niemożliwe.
        Gdy w warunkach w wysokim tempie rozwijającej się
        inflacji bank centralny przestaje udzielać bankom komercyjnym
        kredytów na powiększanie bazy monetarnej, zmuszając
        je w ten sposób do zaprzestania kreowania i wtłaczania
        do obiegu nowego pieniądza, podmioty gospodarcze
        przed brakiem płynności finansowej próbują się ratować
        w ten sposób, że zaczynają tworzyć parapieniądz
        w postaci udzielania kontrahentom handlowym kredytów
        towarowych, których terminowa spłata jest zabezpieczona
        zobowiązaniami wekslowymi. Parapieniądzem jest też
        sprzedaż artykułów w małych sklepach spożywczych na
        tzw. zapis w zeszycie. Oprocentowanie kredytów wekslowych,
        czyli stopa ich dyskonta wzrasta w stosunku odwrotnym
        do względnego spadku płynności na rynku finansowym.
        Dlatego parapieniądz nikogo nie ratuje, a tylko
        odsuwa w czasie i pogłębia nieuchronne rozmiary krachu,
        gdy nadchodzą terminy zapadalności, czyli wykupów
        weksli. Występuje wtedy powszechny brak pieniędzy na
        ich wykup, co kończy się licznymi i ogromnymi bankructwami.
        Tak więc, jeżeli nie ma woli politycznej, aby w porę
        zahamować inflacyjną lawinę i skutkującymi tego kosztami
        obciążyć sprawiedliwie całe społeczeństwo, może
        dojść do katastrofy, w której bardzo wielu straci wszystko,
        cały dorobek swego życia, a nawet życie.
        Przede wszystkim tak ten mechanizm działał w okresie,
        kiedy nie było jeszcze bankowości centralnej powołanej
        jako instytucji ostatniej instancji zapewniającej płynność
        systemowi bankowemu oraz później zanim bankowość
        centralna zdołała wypracować system zwany Quantitive
        Easing (QE), czyli dodruk i wtłoczenie na rynek dolarów
        za przejmowane papiery dłużne. Jednak podstawową
        wadą systemu QE jest to, że tłoczony na rynek przez bank
        centralny dodatkowy pieniądz nie kreuje bezpośrednio
        większego popytu na towary, a powiększa jedynie finansową
        płynność w bankowości komercyjnej. W takim systemie
        wzrost popytu na towary może nastąpić dopiero wtedy,
        gdy podmioty gospodarcze zaczną zaciągać kredyty
        w sumie na większą wartość od wcześniej zdeponowanych
        oszczędności. Gdy poziom zadłużenia gospodarstw domowych
        i jednostek gospodarczych był jeszcze niewysoki,
        wystarczyło obniżyć stopę procentową, aby pobudzić ogólny
        wzrost popytu na kredyty i w ten sposób rozruszać koniunkturę.
        Obecnie, kiedy poziom zadłużenia przeciętnie
        jest bardzo wysoki, nawet niska stopa procentowa nie jest
        wystarczającym bodźcem do dalszego zadłużania się. Dowodzi
        tego już dwudekadowa stagnacja gospodarki Japonii,
        której bank centralny obniżył stopę procentową niemal
        do zera i pomimo tego nie udaje się przejść do zadowalającego
        wzrostu produkcji i dochodu. Istnieje wiec konieczność
        uruchomienia innego mechanizmu pobudzania koniunktury
        od dotychczas stosowanego, mechanizmu, który
        stymulowałby przede wszystkim popyt na towary, ale jednocześnie
        nie kreowałby długu i podnosił jego udział w dochodzie.
        Taki system może zapewnić proponowane wyżej
        finansowanie części deficytowych wydatków budżetowych
        pieniądzem obiegowym kreowanym bezpośrednio
        przez bank centralny. Oczywiście w takim systemie bankowość
        komercyjna nie może kreować dodatkowego pieniądza
        i wtłaczać go do obiegu przez finansowanie zakupów
        realizowanych na kredyt. Wywołałoby to bowiem inflację.
        Nadwyżka podaży towarów, która dotąd stanowi materialną
        bazę dla kredytowej kreacji pieniądza przez bankowość
        komercyjną, w warunkach kreacji pieniądza obiegowego
        przez bankowość centralną byłaby w całości absorbowana
        przez finansowanie deficytowych wydatków budżetowych.
        W takiej sytuacji bankowość komercyjna mogłaby
        udzielać kredytów tylko ze zdeponowanych oszczędności
        w lokatach terminowych, jak również wypożyczać posiadany
        własny kapitał płynny, stanowiący nadwyżkę w stosunku
        do obowiązującej ustawowo rezerwy. Nic ponadto!
        Tak więc banki komercyjne mogłyby udzielać kredytów
        tylko do wysokości posiadanych depozytów terminowych
        i własnych środków pieniężnych, czyli mogłyby wypożyczać
        tylko posiadane kapitały płynne, to jest jedynie
        tyle, ile miałyby na ten cel środków pieniężnych. Nie mogłyby
        natomiast udzielać kredytów, dla których miałyby
        tylko częściowe pokrycie w kapitale własnym lub w kapitale
        zdeponowanym i w ten sposób kreować nowy pieniądz
        czyli ?wypożyczać? nadwyżkę podaży, która permanentnie
        powstaje w gospodarce dynamicznej i tworzyć narzędzia
        czyli pieniądz do jej obrotu.
        1 Andrzej Kunisz: Mennictwo Cesarstwa Rzymskiego, Warszawa
        1973, s. 3-4. Wartość denara zawierającego 3,89 g. srebra równała się
        1/25 aureusa zawierającego 7,79 g. złota, czyli złoto było wówczas
        12,5 razy droższe od srebra (po
        • 2leor1931 Re: Luzowanie ilościowe - Quantitive Easing (QE) 11.03.15, 14:22
          3)
          1 Andrzej Kunisz: Mennictwo Cesarstwa Rzymskiego, Warszawa
          1973, s. 3-4. Wartość denara zawierającego 3,89 g. srebra równała się
          1/25 aureusa zawierającego 7,79 g. złota, czyli złoto było wówczas
          12,5 razy droższe od srebra (por. Henryk Cywiński: Pieniądz. Przegląd
          encyklopedyczny, Warszawa 1992, s.14 i 42).
          2 Stanisław Mrożek: Od ateńskiej drachmy do euro. Europejska droga
          ku globalizacji, Warszawa 2008, s.35.
          3 Andrzej Kunisz,Tamże, s.5 .
          4 Tamże, s. 6.
          5 Tamże, s. 8; Henryk Cywiński: Pieniądz. Przegląd encyklopedyczny,
          Warszawa 1992, s. 180-181.
          • el_matador9 Re: Luzowanie ilościowe - Quantitive Easing (QE) 11.03.15, 21:13
            przemień ta koncepcję praleorze1931 na rzeczywiste warunki działania i funkcjonowania glownej gospodarki wspólczesnego świata czyli gospodarki USA,
            wiadomo że gdzieś tam dzwonia tylko nie wiadomo w jakim kościele;.
            cos tam ksiądz nawija z ambony czy tez bellkocze nieprawdę...i to jest smutne jak wypatrywanie wzrostu ceny złota czy srebra zbijanej sztucznie przez banki bulionowe na COMEX'sie....
            przyczyną Quantitative Easing na sumę 4500 miliardów USD jest i był program Solar Weird
            a więc ekspansji ludzkości w Remote Space prowadzonej przez NASA,Rosję i ESA - jak sie nie zna przyczyn to nie można sie wypowiadać dlaczego Europa, Japonia i USA stosują taką ekwilibrystykę finansową w zatrważających swoją skalą dodatkowo tworzonych potokach pieniądza - czyzby te potoki "coś" pokrywałyu>? - na już 4500 mld USD w USA, na skumulowaną sumę łacznie z ratowaniem banków Europy w granicach 3.800 miliradów USD w Europie i jakieś 3,000 milardów USD w Quantitative Easing w Japonii.
            • przycinek.usa Re: Luzowanie ilościowe - Quantitive Easing (QE) 14.03.15, 01:27
              nie ma sie co smiac, to jest tragiczne. A swoja droga to ciekawy artykul, tylko trzeba na raty brac, bo dlugi. smile

        • przycinek.usa i nikt tego nie skrytykuje? 15.03.15, 06:11
          To musial byc chyba za trudny tekst, skoro nikt na calym forum nie chce sie przyczepic. A jest do czego.

          • glupi_jasio Re: i nikt tego nie skrytykuje? 16.03.15, 12:07
            Dlugie to i nieczytelne, na dodatek jest to dzis strasznie wtorny tekst.

            Om liquidity trap (koncept stary jak pisma Keynesa) to mysmy pisywali na forach 10 lat temu, albo i wczesniej.

            "Recepta Orlowskiego", to jest bezposredni druk pieniadza na wydatki publiczne to juz jest ekonomiczny hardcore, ale stosowany w wersji soft (ze zmiennym powodzeniem) od - co najmniej - kilku lat. QE2 albo QE3, bodajze, obejmowaly bezposrednie dotacje do koncernow, co mialo gwarantowac ich wyplacalnosc i poziom zatrudnienia, a zatem podtrzymywac popyt. Panstwowe zamowienia dla zbrojeniowki amerykanskiej, czy kredytowanie inwestycji w lupki to inne przyklady.

            Nie bardzo wiem, w czym by tu mogl pomoc bardziej toporny i mniej wydajny program klasycznego podatku inflacyjnego, ktory proponuje Orlowski. Wg mnie, w najlepszym razie doprowadzilby do powtorki ze stagflacji.

            Problemy ze wszelkimi stymulacjami monetarnymi polegaja na tym, ze interwencje monetarne dzialaja naprawde pozytywnie przede wszystkim w sytuacji problemow z plynnoscia; wymuszenie na ludziach konsumpcji przez "wtlaczanie pieniadza" to gwalcenie natury i raczej nie zadziala; jesli gospodarka realna ma jakies problemy strukturalne, hamujace konsumpcje (np. niekorzystna dystrybucje bogactwa - zdominowana przez podmioty zachowawcze, np. ludzi starszych - baby boomers, wielka skale wewnetrznego zadluzenia itp.), to dolewanie pieniedzy, ale bez zdecydowanej dewaluacji oszczednosci / dlugu, problemy strukturalne jedynie konserwuje.

            Obawiam sie, ze ta cala piramida dlugow i hamulcow nie rozplacze sie bez naprawde powaznego szoku w sferze realnej.
    • przycinek.usa Re: Luzowanie ilościowe - Quantitive Easing (QE) 12.03.15, 01:16
      ze jak on to powiedzial?
      to sie nazywa Quantitative easing.
    • stoje_i_patrze Re: Luzowanie ilościowe - Quantitive Easing (QE) 06.02.18, 21:50
      QE wsparł spółki zombi. QE to głównie wady.
      stojeipatrze.blogspot.com/2018/02/qe-wspar-spoki-zombi-qe-to-gownie-wady.html
    • felusiak1 To co to jest ten Quantitive Easing (QE)? 06.02.18, 22:50
      Wszyscy dużo piszą, przytaczaja cytaty i naukowe papiery.
      Ale nikt nie chce powiedzieć co to było.
Pełna wersja