exerik
24.09.04, 18:28
(...)
MY EUROPEJCZYCY (...) będziemy szli ciągle do przodu, jak będzie trzeba dwa
kroki naprzód jeden krok w tył, i uderzenie, atak i garda, i znów atak,
obrona i klincz, i znowu atak, i podstęp, i propaganda i przekupstwo,
prowokacja, i otwarty atak, i szantaż i nacisk, tu bunt i rewoltę, a tam
strajk generalny albo zamach stanu, chaos i interwencja, aby go zakończyć.
Planowanie, kalkulacja, na zimno, bez emocji, i uderzenie militarne,
polityczne, ekonomiczne, finansowe, moralne, ideologiczne i jakie kto tam
sobie jeszcze chce, ruch za ruchem, posunięcie za posunięciem, raz misterna
gra na wielu poziomach, a raz brutalna, naga przemoc, raz negocjacje a raz
bombardowanie, raz dyplomatyczny poker przy zielonym stole a raz krwawa
jatka, raz pchnięcie szpadą a raz cios toporem.
I zawsze obserwować, czujnie i bezustannie ogień na przeciwległym brzegu a
przed oczami najwyższy cel: potęga i chwała Imperium. Stworzymy broń
straszliwszą niż wszystko, co znane było dotąd, nasze superszybkie i
niezatapialne okręty wojenne wyruszą na oceany, nasze atomowe łodzie podwodne
pojawią się niepostrzeżenie u wybrzeży wroga, z naszych ogromnych
lotniskowców startować będą nasze przepiękne bojowe samoloty uzbrojone w
bomby i rakiety, aby "chirurgicznym cięciem" zaprowadzić pokój i ład tam,
gdzie zdaniem Imperium, będą one zagrożone. (...)
MY W IMPERIUM EUROPAEUM MAMY WSZYSTKO, ZNAMY WSZYSTKO I POTRAFIMY WSZYSTKO.
Dlatego jesteśmy niezwyciężeni. Nasze imperialne armie na lądzie, na morzu, w
podmorskich głębinach, w powietrzu i w kosmosie będą szły, pod jednym
purpurowym sztandarem, na którym widnieć będą dwa orły - biały w żelaznej i
czarny w złotej koronie - z krzyżami na piersiach i z mieczami w szponach.
Wojownicy Imperium będą bić się i zwyciężać pod jednym zawołaniem: BÓG,
IMPERIUM I HONOR. Dla jednych wojowników będzie to Bóg w Trójcy Jedyny, dla
innych Sol Invictus, Bóg filozofów, "nieznany bóg", Wielki Budowniczy,
transcendentny pryncyp, kosmiczna prosiła lub symbol czegoś, co jest wyższe
niż człowiek, dla jeszcze innych Jahwe albo Allah. Ale wszyscy oni, połączeni
ekumenicznym braterstwem, zjednoczeni w duchu tolerancji i poszanowania dla
innych wyznań, wiar i światopoglądów, pozostając w międzyreligijnym dialogu
służyć będą Imperium i znać tylko jeden przywilej: umrzeć z honorem dla
pomnożenia potęgi i chwaty Imperium, i znać będą jedno hasło: nie ma litości
dla wrogów Imperium. Wyposażeni w najnowocześniejszą broń i środki techniczne
krok po kroku tworzyć będą najpotężniejsze Imperium, jakie znają dzieje
świata, Imperium, w którym słońce nigdy nie zachodzi. I miną lata,
dziesięciolecia i stulecia aż zwyciężą w boju ostatnim, zatkną imperialne
sztandary na wszystkich krańcach planety, na Ziemi Świętej, na Ultima Thule,
na Wielkiej Górze, nad Kamelotem, nad krainą Mordor, i spłynie na nich pełnia
potęgi i chwały Imperium. Pozwolą wówczas odpocząć swoim niedościgłym, białym
rumakom, napoją je w wielkiej rzece, zdejmą tytanowe zbroje i komputerowe
hełmy z noktowizorami, odłożą na trawę ręczne wyrzutnie "inteligentnych"
rakiet i neutronowe włócznie, odepną laserowe miecze, uklękną przed ołtarzami
albo staną wokół kamiennego kręgu, a potem rozniecą ogniska na wzgórzach,
zaśpiewają swą nieśmiertelną pieśń tryumfu i będą radośnie, długo w noc
ucztować. Ramię w ramię z nimi o duchowy kształt Imperium walczyć będą
teologowie, filozofowie, myśliciele polityczni, poeci i artyści. A kiedy Gog
i Magog zostaną pokonani, łby Bestii odcięte i miecz przeszyje serca Fenrira,
kiedy pełna harmonia zapanuje pomiędzy duchem i geopolityką, kiedy złączą się
one ze sobą w najwyższej, absolutnej syntezie, kiedy europejskie wewnętrzne
imperium duchowe i europejskie zewnętrzne imperium geopolityczne staną się
nierozerwalną jednością, kiedy europejska metafizyka, europejska
metapolityka, europejska geopolityka i europejska polityka odnajdą się
nawzajem, zrosną i zespolą w jedną, organiczną całość - żywą, piękną i silną,
wtedy ziści się europejskie marzenie i w całym blasku swojej potęgi i chwały
objawi się ludzkości UNIWERSALNE EUROPEJSKIE IMPERIUM MUNDI, IMPERIUM SACRUM
SANCTUM MAGNUM ET ULTIMUM.
Stolica Imperium (CAPUT MUNDI) ustanowiona zostanie tam, gdzie przebiega AXIS
MUNDI. W centrum stolicy Imperium, przed oktagonalnym pałacem Imperium stanie
granitowa kolumna, na której szczycie święty ogień płonął będzie do końca
Imperium czyli do końca czasów, kiedy i dla Imperium, które jest mieczem
Boga, tarczą narodów i "tym co teraz powstrzymuje" (katechon), wybije godzina
sądu. I zapanuje zwycięski, zbrojny, wieczny pokój, PAX ET IUSTITIA EUROPAEA
nastanie Złoty Wiek i polityczna historia naszej planety dobiegnie końca.
Stacje telewizyjne obejmujące zasięgiem cały glob transmitować będą występy
nowych trubadurów, masy znowu zamienią się w lud a oligarchie i elity w nową
imperialną arystokrację - polityczną i duchową, która hierarchizować będzie
ludzi, dzieła i czyny nie według narodowości, rasy czy religii, ale według
mądrości, piękna i siły. Do tej arystokracji należeć będą ludzie różnych
narodów, ras i religii, lecz na jej czele stać będą Europejczycy, ponieważ
zawsze reprezentowali najwyższy porządek metafizyki i imperialnej polityki,
najwyższy porządek ducha: religii, kultury, estetyki, nauki. A także dlatego,
że to pod ich przywództwem stworzone zostało Uniwersalne Europejskie Imperium
Mundi, i to oni będą "imperialnym narodem", który nosił na sobie będzie
największą odpowiedzialność za istnienie, za bezpieczeństwo, za pomnażanie
potęgi i chwały Imperium. I trwać będą stare, ale powstaną też nowe eposy,
nowe dzieła sztuki, nowe poezje, i trwać będzie stara, ale powstanie też nowa
metafizyka, nowa teologia, nowa mistyka Imperium, i trwać będą stare ale
powstaną też nowe symbole, mity i rytuały Imperium, i trwać będzie stary, ale
wyłoni się z niego nowy eon. A wszystko co będzie całkiem nowe i inne, będzie
równocześnie w cudowny, tajemniczy sposób zgodne z wiecznym i niezniszczalnym
duchem Imperium Europaeum. I wszyscy poddani Imperium będą szczęśliwi, bo
dobrze pracując i pilnie wypełniając swoje obowiązki niezależnie od ich
rodzaju i zakresu będą służyć Imperium, a kto służy Imperium, nieważne, poeta
piszący piękny wiersz, ogrodnik doglądający róż, wynalazca konstruujący nowy
rodzaj broni, rodzice właściwie wychowujący dzieci, prezes globalnej stacji
telewizyjnej dostarczający ludowi godziwej rozrywki, na tego spływa cząstka
potęgi i chwały Imperium. Poddani Imperium odnajdą sens życia, bo mają po co
żyć: niby oddają się zwyczajnym i codziennym sprawom i zajęciom, a przecież
mają one wyższy sens, bo są służbą dla Imperium. Poddani nie będą mieli
żadnych trudności z rozróżnieniem dobra i zła, piękna i brzydoty, ponieważ
coś jest dobre właśnie dlatego, że jest dobre dla Imperium, a coś jest źle
właśnie dlatego, że jest złe dla Imperium, coś jest piękne, ponieważ upiększa
Imperium, a coś jest brzydkie ponieważ oszpeca Imperium. (...)
I tak każdy poddany Imperium żyje szczęśliwie, dumny z tego, że jest
poddanym Imperium. Ale zapyta ktoś, czy ład panujący w Imperium, który jest
ładem Imperium a równocześnie jest ładem jako takim, ładem samym w sobie, i
który czyni z Imperium Imperium Dobra, nie zachwieje się, kiedy poddani
zobaczą, że Imperium nie ma już wrogów, ponieważ wszystkich ich pokonało, a
mimo to zdarzają się w nim złe czyny? Przecież w Imperium ludzie postępują
źle, ponieważ są agentami wrogich imperiów, ale jeśli nie ma wroga, a ktoś
mimo wszystko postąpiłby źle, to pojawić by się mogło pytanie, skąd to zło, a
za nim następne pytanie, czy może ład Imperium nie jest najdoskonalszy, skoro
zdarzają się w nim złe czyny, mimo iż wrogowie Imperium zostali pokonani i
nie ma już ich agentów. A przecież ład Imperium jest najdoskonalszy w
stopniu, w jakim doskonale być może zi