Jak z immunitetem w USA ?

01.10.04, 08:52
Placze mi sie po glowie informacja, ze tam immunitet obejmuje jedynie brak mozliwosci zaskarzenia senatora, kongresmena czy tez czlonka lokalnych cial
tego typu, za tresci, pomowienia itp, wypowiedziane z mownicy w czasie obrad.

czy to prawda czy sie myle?
    • krzysztofsf up 10.10.04, 22:45
    • przycinek.usa Re: Jak z immunitetem w USA ? 11.10.04, 05:10
      A wiesz, ze nie wiem? Zapytam sie kolegow przy okazji. Jedynie od razu moge
      powiedziec, ze NIE - nie mozna nikogo za pomowienia oskarzyc. Taka juz jest
      wolnosc slowa politykow. Dowiem sie o imunitet i napisze.
      • viper39 Re: Jak z immunitetem w USA ? 11.10.04, 13:32
        przycinek.usa napisał:

        > A wiesz, ze nie wiem? Zapytam sie kolegow przy okazji. Jedynie od razu moge
        > powiedziec, ze NIE - nie mozna nikogo za pomowienia oskarzyc. Taka juz jest
        > wolnosc slowa politykow. Dowiem sie o imunitet i napisze.


        jako taki immunitet nie istnieje (z wyjatkiem prezydenta usa) i jest okreslone
        troche inaczej
        co prawda prezydent (tak jak to zrobil clinton) w czasie przesluchan zgodzil
        sie odpowiadac na pytania (raczej nie mial wyjscia presja byla ogromna i mogl
        do tego byc zmuszony przez senat) ale w zasadzie kazdy odpowiada przed prawem
        tak samo jak zwykly obywatel
        przyklad rzecznik bialego domu za jazde po pijaku byla zatrzymana i pozniej juz
        nie byla rzecznikiem...
        konstytucja usa mowi o rownosci wszystkich wobec prawa i to jest przestrzegane.
        co nie znaczy ze niektore osoby znane nie sa uprzywilejowane w jakis tam
        sposob, bo sa i nie ma sie tu co oklamywac ale karnie odpowiadaja tak jaki
        zwykly obywatel.
        • krzysztofsf Re: Jak z immunitetem w USA ? 11.10.04, 20:49
          viper39 napisał:

          > przycinek.usa napisał:
          >
          > > A wiesz, ze nie wiem? Zapytam sie kolegow przy okazji. Jedynie od razu mo
          > ge
          > > powiedziec, ze NIE - nie mozna nikogo za pomowienia oskarzyc. Taka juz je
          > st
          > > wolnosc slowa politykow. Dowiem sie o imunitet i napisze.
          >
          >
          > jako taki immunitet nie istnieje (z wyjatkiem prezydenta usa) i jest okreslone
          > troche inaczej
          > co prawda prezydent (tak jak to zrobil clinton) w czasie przesluchan zgodzil
          > sie odpowiadac na pytania (raczej nie mial wyjscia presja byla ogromna i mogl
          > do tego byc zmuszony przez senat) ale w zasadzie kazdy odpowiada przed prawem
          > tak samo jak zwykly obywatel
          > przyklad rzecznik bialego domu za jazde po pijaku byla zatrzymana i pozniej juz
          >
          > nie byla rzecznikiem...
          > konstytucja usa mowi o rownosci wszystkich wobec prawa i to jest przestrzegane.
          > co nie znaczy ze niektore osoby znane nie sa uprzywilejowane w jakis tam
          > sposob, bo sa i nie ma sie tu co oklamywac ale karnie odpowiadaja tak jaki
          > zwykly obywatel.

          Kiedys czytalem (beletrystyka naturalnie) o ochronie przed odpowiedzialnoscia karna za nieprawde i pomowienia wypowiedzi z lawy oskarzonych - co sprytnie wykorzystal bohater , zeby w swoich wypowiedziach bezkarnie wypowiedziec sie publicznie na temat wszelkich machlojek miejscowych kacykow, celowo popelniajac niewielkie przestepstwo w celu trafienia do sadu.
          Powolywanie sie na ktoras tam poprawke to jest norma, natomiast sam immunitet - nie ma zadnej ochrony wypowiedzi w trakcie obrad? Cos w typie podobnym jak cytowany przyklad dotyczacy wypowiedzi z lawy oskarzonych?
          • viper39 Re: Jak z immunitetem w USA ? 11.10.04, 22:47
            krzysztofsf napisał:

            > viper39 napisał:
            >
            > > przycinek.usa napisał:
            > >
            > > > A wiesz, ze nie wiem? Zapytam sie kolegow przy okazji. Jedynie od r
            > azu mo
            > > ge
            > > > powiedziec, ze NIE - nie mozna nikogo za pomowienia oskarzyc. Taka
            > juz je
            > > st
            > > > wolnosc slowa politykow. Dowiem sie o imunitet i napisze.
            > >
            > >
            > > jako taki immunitet nie istnieje (z wyjatkiem prezydenta usa) i jest okre
            > slone
            > > troche inaczej
            > > co prawda prezydent (tak jak to zrobil clinton) w czasie przesluchan zgod
            > zil
            > > sie odpowiadac na pytania (raczej nie mial wyjscia presja byla ogromna i
            > mogl
            > > do tego byc zmuszony przez senat) ale w zasadzie kazdy odpowiada przed pr
            > awem
            > > tak samo jak zwykly obywatel
            > > przyklad rzecznik bialego domu za jazde po pijaku byla zatrzymana i pozni
            > ej juz
            > >
            > > nie byla rzecznikiem...
            > > konstytucja usa mowi o rownosci wszystkich wobec prawa i to jest przestrz
            > egane.
            > > co nie znaczy ze niektore osoby znane nie sa uprzywilejowane w jakis tam
            > > sposob, bo sa i nie ma sie tu co oklamywac ale karnie odpowiadaja tak jak
            > i
            > > zwykly obywatel.
            >
            > Kiedys czytalem (beletrystyka naturalnie) o ochronie przed odpowiedzialnoscia
            k
            > arna za nieprawde i pomowienia wypowiedzi z lawy oskarzonych - co sprytnie
            wyko
            > rzystal bohater , zeby w swoich wypowiedziach bezkarnie wypowiedziec sie
            public
            > znie na temat wszelkich machlojek miejscowych kacykow, celowo popelniajac
            niewi
            > elkie przestepstwo w celu trafienia do sadu.
            > Powolywanie sie na ktoras tam poprawke to jest norma, natomiast sam
            immunitet -
            > nie ma zadnej ochrony wypowiedzi w trakcie obrad? Cos w typie podobnym jak
            cyt
            > owany przyklad dotyczacy wypowiedzi z lawy oskarzonych?

            to jest tak, kazdy ma prawo do wlasnej opinii, jesli sie ja wypowiada
            publicznie mozna byc pociagnietym do odpowiedzialnosci karnej i trzeba
            udowodnic ze ktos poniosl jakas wymierna strate,
            o ile wypowiedzenie opinii na temat jasia kowalskiego jest niebezpieczne bo nie
            jest on osoba publiczna i latwo jest dobrac sie do dupy wypowiadajacemu o tyle
            na osoby publiczne (prezydent, politycy, aktorzy itd) mozna w zasadzie mowic co
            sie chce, dlatego np tworca filmu f9/11 nigdy nie znalazl sie w sadzie za swoje
            klamstwa i insynuacje bo to by jemu przynioslo slawe nawet (a na pewno) gdyby
            przegral. osoba publiczna w zasadzie ma mniejsze mozliwosci obrony swojego
            imienia, wiec dlatego duzo gwiazd i politykow stara sie byc milymi osobami aby
            nie miec prasy na swojej dupie bo jak wiadomo nikt nie jest swietym.

            jesli chodzi o sad, to nie mozesz klamac nawet jak sie jest prezydentem bo za
            to grozi wiezienie, clintona chcieli odwolac jesli pamietasz,

            wogole prezydent np ma duzo ograniczen, biorac urzad praktycznie zrzeka sie
            prowadzenia samochodu po drogach publicznych, za niego robione jest duzo rzeczy
            aby to on nie byl odpowiedzialny za cos co moze sie wydarzyc np wypadek.

            w tej dobrej beletrystyce czasami dosc ciekawe rzeczy mozna sie dowiedziec, z
            tym ze czasami szczegoly moga sie nie zgadzac.

            w prawie amerykanskim istnieje precedens (to tak na dodatek), jesli jakas
            podobna sprawa byla juz kiedys rozpatrywana i wyrok byl taki a nie inny to do
            niego mozna sie odwolac.

Pełna wersja