2leor1931
20.12.16, 18:59
Aby krytykować, trzeba najpierw zrozumieć, co i dlaczego się krytykuje!
1.Steve Keen profesor ekonomii na Kingston University w Londynie w rozmowie z Sebastianem Stodolakiem („Wydumana ekonomia” w „Dziennik Gazeta Prawna”, 9-11 grudnia 2016 r.) uprzystępnia polskim czytelnikom, którzy interesują się kłopotami współczesnej nauki ekonomii, swoją totalną krytykę tej nauki, jaką zaprezentował w swej książce „Debunking economics” (tłumaczenie na język polski jest bardziej adekwatne do zawartej w książce treści: „Demaskując ekonomiczne mity”). Już w pierwszym zdaniu wywiadu stwierdza, że współczesna ekonomia głównego nurtu „to stek bzdur i wydumanych fantazji”. Natomiast w dalszej części twierdzi, że aczkolwiek „Lubimy myśleć o sobie jako o jednostkach samokrytycznych, a jednak ta nasza samokrytyka jest ograniczona. (bo) Ważniejsza jest dla nas wiara w mity i opowieści.” I nagle w tym miejscu zaskakuje czytelnika następującym stwierdzeniem: „To nie jest takie złe, bo tej cesze zawdzięczamy zdolność do podbicia naszej planety czy rozwój gatunku. Bez wierzeń, opowieści i mitów to by się nie wydarzyło” (sic! – LO). Ale jako pryncypialny adept nauki uważa, że „Niemniej w nauce nie powinno być na nie miejsca, a ekonomia, która do miana nauki aspiruje, to istne poletko uprawiania mitów.” Dlatego odrzuca „niemal wszystko”, co robią współcześni ekonomiści!
Według Keena „Właśnie ze względu na skrajnie nierealistyczne założenia ekonomia wymaga gruntownej reformy.” Uważa, że „Ostatnia szkoła ekonomiczna, która miała prawdziwy kontakt z rzeczywistością, to francuscy fizjokraci z XVIII wieku. Mówili tak: by coś wyprodukować, potrzebujemy darmowej energii, jej źródłem jest słońce, które pozwala na uprawy rolne, których pochodną jest produkcja innego typu. To jedyna teoria niesprzeczna z zasadami termodynamiki”. Współczesna ekonomia jest oderwana od fizyki. Sugeruje więc, „by gmach teorii ekonomii wybudować na nowo, rozpoczynając właśnie od ogólnych realistycznych z punktu widzenia fizyki zasad.”
Każdy solidny uczeń szkoły średniej, który przyswoił sobie elementarną wiedzę z zakresu fizyki, ma świadomość, że zasady tej nauki to wyabstrahowane, wyidealizowane elementy, fakty i zdarzenia z otaczającego nas świata materialnego. Wystarczy przypomnieć, że Galileusz swoje prawa ruchu formułował z doświadczeń przy takich założeniach, że ciała o różnej ciężkości spadają na ziemię w absolutnej próżni i ich spadek nie jest wyhamowywany nawet najmniejszymi cząsteczkami rozproszonej materii, jaką jest otaczająca ziemię atmosfera, a dla spadku kuli po równi pochyłej przy założeniu, że w czasie toczenia się kuli nie ma tarcia z równią pochyłą. A Izaak Newton sformułował swoje prawo grawitacji przy założeniu, że siła przyciągających się ciał działa w absolutnej próżni oraz że masy tych ciał są skoncentrowane w centralnych ich punktach. Ponadto do końca życia martwiło go to, że nie potrafił rozstrzygająco uzasadnić, czy siła grawitacji potrzebuje upływu czasu do zadziałania, czy działa bezczasowo. Kolejne pokolenia adeptów tej nauki też nie rozstrzygnęły tego dylematu Newtona. Gdyby kierować się kryteriami stosowanymi przez Keena, to zarówno galileuszowskie prawa ruchu jak i prawo grawitacji Newtona, trzeba by uznać za mity. Jednak dzięki tym „mitom”, współczesna fizyka może precyzyjnie wytyczać trajektorie lotów kosmicznych do najbardziej oddalonych od Ziemi planet układu słonecznego i otrzymywać wcześniej niedostępne informacje o tych obiektach.
Gdyby Keen był pilnym uczniem college’u, którego niewątpliwie ukończył, to wiedziałby też, że źródłem energii, jaką współczesna gospodarka pozyskuje z takich kopalin jak ropa naftowa, węgiel i gaz, jest również nasze słońce, z którego wypromieniowana przed milionami lat energia została uwięziona, zakumulowana w tkankach żyjących wówczas biogatunków roślinnych i zwierzęcych, a następnie zmagazynowana pod ziemią do naszych czasów. Są to jednak zasoby energii nieodnawialnej, które w określonej, nawet nieodległej przyszłości zostaną niewątpliwie wyczerpane. Właśnie dlatego coraz pilniej współczesna gospodarka i nauka zwraca się do ekonomicznego pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych: z turbin wiatrowych i wodnych oraz z paneli słonecznych i biomasy. Można się tylko dziwić, że tego wszystkiego nie dostrzega Keen i przywołuje doktrynę francuskich fizjokratów, jako tą jedyną zbudowaną na „prawdziwym kontakcie z rzeczywistością” (sic!). Czy on w ogóle uświadamia sobie, że doktryna fizjokratów została wyprowadzona, zbudowana na bazie XVIII-wiecznego prymitywnego rolnictwa? Od tego czasu w świecie dokonał się ogromny postęp gospodarczy i cywilizacyjny! Chyba Keen nie ma zamiaru kogokolwiek przekonywać, że do postępu tego przyczynili się fizjokraci, albo też nie chce zawrócić światowej gospodarki do biedy, jakiej większość ludzi doświadczała w poprzednich wiekach.
Już Karol Marks zauważył, że ludzkiego działania, które przejawia się w gospodarowaniu, nie da się ująć w tak ścisłe formuły i prawa, w jakie ujmuje fizyka obiektywną rzeczywistość. Prawidłowości, jakie ustala i formułuje ekonomia, to nie ścisłe prawa a prawa-tendencje, których występowanie orientuje podmioty gospodarcze do nakierowywania swych działań na osiąganie najbardziej efektywnych rezultatów. Takim prawem-tendencją jest pojęcie równowagi w ekonomii. Steve Keen nie rozmija się z prawdą w tej części zdania, w której stwierdza, że „wierzy się, że rynki dążą do stanu równowagi”, ale dalsza część twierdzenia zawarta w tym zdaniu: „i nawet mogą go osiągać”, już jest fałszywa i nieuprawniona. Jest nieuczciwą manipulacją. Taką manipulacją jest też jego twierdzenie, że „od ponad 100 lat wszystkie zjawiska ekonomiczne upycha się w teorię równowagi”. Keen zamiast pastwić się nad niedoskonałościami ekonomicznych narzędzi, jakimi posługuje się oficjalna nauka ekonomii, większy szacunek zdobyłby, gdyby sam podjął wysiłek nad rozwiązaniem „problemów teoretycznych”. Ale na to go widocznie nie stać, a tylko na tropienie i krytykowanie „wiary w mity i opowieści”! I chociaż tak zajadle krytykuje współczesną ekonomię, to przecież sam nie może się uwolnić od myślenia jej kategoriami, gdy stwierdza, że „Kapitalizm napotyka ograniczenia popytowe, a nie podażowe. Normalna sytuacja w kapitalizmie to niedobór popytu, nie jego nadmiar” oraz, że „Trzeba tworzyć na różne sposoby popyt. Jeśli nie tworzymy popytu, marnujemy potencjał, który w gospodarce tkwi”. Otóż to! Sam jednak nie ma żadnego pomysłu i nie zgłasza propozycji, jak, w jaki sposób ten popyt skutecznie i efektywnie tworzyć!