2leor1931
04.01.17, 12:45
Przeciw iluzyjnej polityce pieniężnej!
1.Andrzej Sopoćko już w tytule swej książki: „Mit pieniądza. Świat realny wobec iluzji polityki pieniężnej” (Wyd. Naukowe PWN SA, Warszawa 2015) nastawia czytelnika, że pieniądz nie jest zjawiskiem realnym i dlatego prowadzona polityka pieniężna jest nieskuteczna. Na dalszych stronach książki poszukuje kryteriów, na których można było by oprzeć prowadzenie polityki pieniężnej dla bardziej oczekiwanego i skutecznego oddziaływania na efekty w gospodarce realnej. Wreszcie dochodzi do wniosku, że „W tej pracy proponowane jest rozwiązanie, w którym istnieją niezależnie dwa kanały oddziaływań polityki pieniężnej. Pierwszy - skierowany na sektor komercyjny, drugi – na sektor publiczny. W przypadku operacji adresowanych do sektora komercyjnego, jak się wydaje, nie istnieje potrzeba zmiany stosowanej strategii. Tu nie widać sensu różnicowania stóp procentowych, ponieważ byłoby to zakłócenie równoważącej własności rynku, przedkładanie subiektywnych wizji rozwoju gospodarki (tworzonych przez polityków) ponad sprawdzony mechanizm rozwoju oparty na immanentnych procesach gospodarczych.
Inaczej ma się jednak sprawa z oddziaływaniem na sektor publiczny. Zacząć wypada od stwierdzenia, że jest on obecnie niezwykle wrażliwy na stopy procentowe ze względu na poziom zadłużenia. Jeśli radzi on sobie z trudem przy obecnych, bliskich zeru stopach procentowych (w przypisie: Stopy krótkookresowe w 2014 r. w rozwiniętych krajach świata można określić jako zerowe. Aby jednak dług publiczny nie był w całości narażony na bieżące zmiany tych stóp, obejmuje obligacje długoterminowe. Walory skarbowe z zapadalności rzędu 10 lat w tym roku miały rentowność rzędu 1%.), to ich podwyższenie, …, grozi katastrofą budżetową. Cokolwiek więc by się działo w kanale oddziaływań skierowanych do sektora prywatnego, to w kanale adresowanym do sektora publicznego nie widać powodów, by stopa oprocentowania tych środków była różna od zera (czyli powinna być zerowa – uwaga LO). W tej sytuacji sensownym rozwiązaniem jest stosowanie jedynie limitu kwot kierowanych przez bank centralny do sektora publicznego” (str. 249). Martwi się jednak o możliwości zasilania gospodarki w pieniądz za źródła publicznego, bo „W sumie istniejące na świecie regulacje prawne stanowią istotną przeszkodę w utworzeniu odrębnego kanału zasilania w pieniądz kierowany wyłącznie do sektora publicznego” (str. 261). Na przykład w zapisie art. 123 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej: „Zakazane jest udzielanie przez Europejski Bank Centralny lub banki centralne państw członkowskich, zwane dalej „krajowymi bankami centralnymi”, pożyczek na pokrycie deficytu lub jakichkolwiek innych kredytów instytucjom, organom lub jednostkom organizacyjnym Unii, rządom centralnym, władzom regionalnym, lokalnym lub innym władzom publicznym, innym instytucjom lub przedsiębiorstwom publicznym Państw Członkowskich, jak również nabywanie bezpośrednio od nich przez Europejski Bank Centralny lub krajowe banki centralne ich papierów dłużnych” (str.260-261). W rezultacie „Konwencjonalne metody polityki pieniężnej zapędziły ją w ślepy zaułek i ich kontynuacja oznacza oddanie walki o wzrost gospodarczy walkowerem. Nic bowiem na tej drodze nie da się zrobić. Z jednej strony ekstremalnie niskie stopy procentowe stwarzają, jak widać w najświeższych statystykach, zagrożenie ponownym bąblem spekulacyjnym, z drugiej strony – nie da się ich podnieść tak, by mu zapobiegły. To bowiem grozi katastrofą budżetową” (str. 263).
Dochodzi więc do wniosku, że „Albo więc sektor publiczny zastąpi prywatny w kreowaniu popytu wewnętrznego, albo trzeba będzie zgodzić się z jego (popytu – LO) stagnacją i nieuniknioną spiralą kryzysu: ustabilizowany popyt - wzrost produktywności pracy – redukcja zatrudnienia itp.” (str. 264). Ma jednak ogromne obawy o prawidłowe funkcjonowanie zasilania gospodarki w pieniądz wyłącznie kanałem sektora publicznego: „Trzeba jednak powiedzieć, że rozwiązania polegające na całkowitym usunięciu zakazu finansowania długu publicznego bezpośrednio przez bank centralny mogą być zbyt ryzykowne. Cokolwiek zrobić, to jednak słabość instytucji publicznych, które nie kierują się kryterium zysku (a więc i optymalizacją kosztów), jest ich stałą właściwością. Pozyskiwanie poza podatkowych, pochodzących bezpośrednio z banku centralnego, pieniędzy wydaje się tu jeszcze bardziej niebezpieczne, ponieważ pochodzą one spoza strzegących swych portfeli podatników. Wydatki stąd nie pochodzące można przedstawić społeczeństwu jako „nie wasze pieniądze”, wobec tego nie powinno się stosować standardowych rygorów. Nawet jednak gdyby trzymano silną dyscyplinę efektywnościową, to poczucie łatwego pozyskania pieniądza ma swoiste własności odurzające. A to z kolei prowadzi przynajmniej do mniej skrupulatnej analizy celów wydatkowych” (str. 264). Dlatego kreowanie obiegowego pieniądza przez bank centralny i zasilanie nim gospodarki poprzez sektor publiczny jako „nowe zawierające pewne ryzyko rozwiązanie skłania do szczególnej ostrożności i dlatego lepiej, by było wprowadzane małymi krokami. Oceniając doświadczenia każdego z tych kroków, łatwiej (będzie) określić skutki oraz efektywność zastosowanych ograniczeń” (str. 265. Podkreślenie - LO)