dorota_333
25.01.17, 11:09
...czyli odhumanizowujący przeciwnika język Jarosława Kaczyńskiego i jego praktyka polityczna.
W "Polityce" ukazał się wywiad z prof. Kuźniarem. Kilka fragmentów:
"Kilka istotnych elementów składających się na definicję faszyzmu dostrzegam dziś wyraźnie w polskiej rzeczywistości. Po pierwsze, autorytaryzm. Po drugie, nacjonalizm. I po trzecie, wodzostwo. Wódz stoi ponad państwem i ponad prawem. Włoscy faszyści mówili, że wódz ma zawsze rację. U nas jest podobnie. O wszystkim rozstrzyga organ pozakonstytucyjny, czyli pan Jarosław Kaczyński. (…)
Mnie się zapaliły lampki, gdy przeczytałem słynną pracę Rafała Lemkina „Rządy państw Osi w okupowanej Europie”. Zwróciłem wtedy uwagę na sferę często niedocenianą – czyli język. I zaręczam panu, żadna dotychczasowa władza w Polsce nie posługiwała się równie plugawym językiem wobec przeciwników politycznych, jak obecnie PiS. To jest język faszystowski.
A nie po prostu brutalny?
Nie. W języku PiS pojawia się podział na untermensch i ubermensch. Podczłowiek i nadczłowiek. To oczywiście nie ma podłoża rasowego, lecz polityczne. Kto trzyma z władzą, jest lepszy, kto przeciw niej – gorszy. Tyle że obecnie rządzący korzeniami tkwią w PRL, więc przejęli terminologię sowiecką. Jest gorszy sort i jest lepszy sort Polaków. Co nie zmienia tego, że mamy do czynienia z językiem pogardy i nienawiści. Przeraziło mnie to już w pierwszych tygodniach nowej władzy. Nowy język i towarzysząca mu mowa ciała. Patrzyłem oniemiały na relację z obrad Sejmu, gdy pierwszy raz zaatakowano Trybunał Konstytucyjny. Użyto wtedy nieprawdopodobnie wulgarnego języka wobec ludzi, którzy po prostu bronili jednej z fundamentalnych podstaw demokratycznego państwa prawa. (…)
Każda władza lubi sobie na początku pofolgować, co widzimy raz na cztery lata. Ale tym razem chodziło o dużo więcej. O „komunistów i złodziei”, o „gestapo”, o odmawianie człowieczeństwa i honoru. Pan to znajdzie u Lemkina i innych badaczy faszyzmu: zanim zniszczymy przeciwnika, powinniśmy go najpierw odczłowieczyć. Bo jeśli okaże się nic niewart, to będziemy mogli zrobić z nim wszystko. Komuniści stosowali zresztą tę samą metodę. „Pasożyt” był przeszkodą w budowie nowego, lepszego porządku. Dlatego należało go usunąć.
I pan sądzi, że u nas też będą usuwać?
Spokojnie, to dopiero pierwszy rok tych rządów. Wszystko przed nami. W kwietniu 2016 r. publicznie postawiłem pytanie, czy grozi nam nowa noc kryształowa. Wie pan, co mnie do tego skłoniło? Skojarzyłem ze sobą język propagandy i początek budowy instrumentarium pozwalającego w przyszłości niszczyć przeciwników władzy. Czyli zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, prokuraturze, służbach. Jedno z drugim ściśle się wiąże. (…)
Twierdzę, że dobór epitetów nie był przypadkowy. Kiedy się nazywa przeciwnika zdrajcą, nie jest to po prostu słowny atak. Zdrajców się bowiem likwiduje. To bardzo niebezpieczny język! Podobnie jak dzielenie na prawdziwych i nieprawdziwych Polaków. (…)
Autokraci wszystkich krajów z faszystami na czele tak samo uwielbiali suwerena. Czy Trybunał Konstytucyjny albo Unia Europejska, czyli instytucje rzekomo sprzeczne z wolą suwerena, przeszkodziłyby Kaczyńskiemu w czynieniu dobrych rzeczy dla Polski? Absolutnie nie! (…)
Powtarzam: jesteśmy w pierwszym roku. Nie twierdzę, że dojdziemy do faszyzmu. Nie twierdzę, że będzie polska noc kryształowa. Jedynie ostrzegam, że obecne tendencje będą narastać. Zwłaszcza w okresie poprzedzającym wybory. Jestem przekonany, że gdyby PiS kalkulowało możliwość przegranej, to nie pozwalałoby sobie dziś na tak swobodną politykę. Oni już dziś doskonale wiedzą, że tych wyborów nie przegrają. Bo inaczej czeka ich sąd.
Co pan sugeruje?
Że za chwilę zacznie się majstrowanie przy ordynacji wyborczej, które zapewni trwałość tego systemu. Przynajmniej tak długo jak długo będzie żyć Lucyfer polskiej polityki Jarosław Kaczyński. PiS bez niego będzie bowiem tym samym czym ruch faszystowski bez Mussoliniego albo partia nazistowska bez Hitlera. Czyli rozsypie się, jak każda wodzowska partia. (…)
Faszyści włoscy i niemieccy mieli wizję porządku społecznego w swoich krajach oraz obietnicę imperialistyczną. U Kaczyńskiego jest tylko potrzeba posiadania maksimum władzy. Od strony intelektualnej on jest teraz niesłychanie ubogi. Nie stoją też za nim żadne znaczące autorytety. A co najważniejsze, samo społeczeństwo wcale nie chce faszystowskiej partii władzy sprawującej rządy bez określonego horyzontu czasowego.
A to jest właśnie realnym celem PiS. Nie budowa idealnego porządku społecznego, jak w klasycznych ustrojach faszystowskich, lecz system nieustannie potwierdzający ich władzę i gwarantujący bezkarność. Co w najmniejszym stopniu nie odwołuje się do powszechnie oczekiwanych tęsknot i pragnień ani nie koi społecznego bólu. Państwo autorytarne nie zrealizuje przecież żadnej z tych obietnic. (…)
Jeśli ekonomia była dla elektoratu PiS kluczowym kryterium, to dla Kaczyńskiego już tylko sposobem na leninowskie poszerzenie bazy. Zresztą ekonomiczne argumenty wyczerpią mu się najprędzej, bo gospodarka ma swoje ograniczenia.
To co pozostanie?
Propaganda i siła. Kaczyński postanowi wtedy wyzyskać te atuty do samego końca. Najpierw stworzy monopol narracji propagandowej. Nie mam wątpliwości, że wolność prywatnych mediów zostanie ograniczona. Sekowaniem, nękaniem, karami finansowymi. Niezależne kanały kształtowania świadomości społecznej staną się oficjalnym wrogiem państwa.
I wreszcie ostatni argument, czyli siła militarna. Będziemy obserwować próby totalnej militaryzacji społeczeństwa. Najpierw trzeba będzie ludzi przestraszyć, a potem uzyskać ich zgodę na użycie przemocy.
Czym przestraszyć?
Wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym. To zresztą ciekawa sprawa: minister Macierewicz kompletnie zarzucił program modernizacji sił zbrojnych. Tak jakby armia nie miała nas bronić przed ewentualnym agresorem, bo zrobi to za nas NATO. Cała para idzie za to w budowę oprzyrządowania pozwalającego zwalczyć przeciwnika wewnętrznego. Obrona Terytorialna – wbrew temu, co się oficjalnie mówi – nie ma żadnego sensu jako formacja pomocna w powstrzymaniu inwazji rosyjskiej.
To po co Obrona Terytorialna?
(…) Chodzi o wywoływanie strachu przed władzą.
Pan naprawdę sobie wyobraża uliczne patrole terroryzujące ludność cywilną?
Wyobrażam sobie oddziały pacyfikujące uliczne demonstracje albo organizujące pobicia przez „nieznanych sprawców”. Nie musi chodzić o wyeliminowanie konkretnych osób, ale o zastraszenie i wpędzenie społeczeństwa w stan apatii. Rolą propagandy będzie zaś usprawiedliwienie przemocy. Zohydzenie przeciwnika w kraju oraz pogrożenie wrogami zewnętrznymi, co uzasadni dalsze ograniczenie swobód. (…)
Wiem, że to co głoszę może wyglądać skrajnie. Ale ja nie mówię o tym, co jest. Mówię o tym, co może się zdarzyć jeśli obecne tendencje zostaną podtrzymane. A po co to mówię? Bo o tym, czy ten proces będzie posuwał się naprzód, zdecyduje nie tylko Kaczyński czy jednostki specjalne. Istotną przesłanką trwania faszyzmu – o czym pisał Rafał Lemkin i Hannah Arendt – jest bowiem uformowane w tym duchu społeczeństwo. Dlatego trzeba zrobić wszystko, aby uniemożliwić monopol narracji, której celem jest akceptacja kaczyzmu jako polskiej odmiany faszyzmu. Należy widzieć całość procesu i ostrzegać, póki nie jest za późno."
studioopinii.pl/telewizja-pokazala-310/
Całość wywiadu: w "Polityce".