Czy należy spolonizować lichwiarskie banki?

10.02.17, 16:04
Czy należy spolonizować lichwiarskie banki?
Tylko ktoś z klanu "banksterów" mógł prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu podsunąć opinię, że "rząd nie może podejmować działań, które doprowadzą do zachwiania systemu bankowego". "To byłby straszny cios we wszystkich obywateli, także tych, którzy mają kredyty we frankach. I tego w żadnym wypadku odpowiedzialny rząd nie może zrobić"(www.bankier.pl/wiadomosc/Kaczynski-Frankowcy-powinni-szukac-pomocy-w-sadach-7498644.html?utm_source=freshmail&utm_medium=email&utm_campaign=Newsletter_Bankier.pl_10.02.2017#boxArticleComment). W sposób zupełnie nieudolny usiłował bronić takiego stanowiska Cezary Stypułkowski, prezes mBanku w tekście pt.: O nadużyciu abuzywności ("Polityka" nr 2(3093), 11.01 - 17.01.2017). W polemice z tym tekstem napisałem dwa teksty: "Bankowość szwajcarska: super lichwiarz XXI wieku!" (www.bankier.pl/forum/temat_nieucziwa-konkurencja-na-rynku-kredytow-hipotecznych,23155355.html) oraz "Skutki kredytowego boomu frankowego" (www.bankier.pl/forum/temat_skutki-kredytowego-boomu-frankowego,23204873.html). Wykazałem w nich, że 1) Centralny Bank Szwajcarii w latach 2004 - 2012 celowo zaniżał kurs franka, aby najpierw jak najwięcej wyeksportować nadwyżek szwajcarskiego kapitału po to, aby potem, gdy podniesie kurs franka, wielokrotnie go pomnożyć po prostu ograbiając tych wszystkich, którzy na sztuczkę "tanich frankowych kredytów" dali się nabrać.
To, co zrobił Centralny Bank Szwajcarii trzeba porównać do sprzedawcy na kredyt, który nie może sprzedać swego towaru, dlatego oferuje go na kredyt po bardzo zaniżonej cenie, ale gdy przychodzi do spłaty owego kredytu, to podnosi jego cenę, żąda spłaty kredytu według wyższej wartości obliczonej po aktualnej rynkowej cenie towaru, którego klientom "wcisnął" wcześniej po cenie niższej, Kłamstwem jest też twierdzenie, że jakoby szkodliwy wpływ na polską gospodarkę miałaby spowodować splata kredytów po kursie dania ich zaciągnięcia. Lansowanie takiej opinii jest próbą przekonania polskich decydentów o nie podejmowania interwencji w tym temacie na korzyść frankowych kredytobiorców. W drugim tekście wykazałem, że skutkiem spłaty zawyżonych rat kapitałowych przez kredytobiorców frankowych jest obniżenie wydatków gospodarstw domowych na zakupy dóbr konsumpcyjnych, co przekłada się na spadek tempa wzrostu PKB, które wystąpiło już w 2016 r. i który to skutek będzie trwał dopóty, dopóki frankowicze będą spłacali swoje zawyżone raty kredytowe. Prezesi banków, które dawały kredyty frankowe mają o co walczyć, bo osiągnęli na tym procederze nadzwyczajne zyski, które nie tylko wielokrotnie powiększyły dywidendy udziałowców, ale w nagrodę prezesi otrzymali też wysokie bonusy. Wystarczy przypomnieć, że kadra kierownicza w sektorze bankowym otrzymuje najwyższe wynagrodzenia w stosunku do innych działów gospodarki.
"W Polsce prezesi większych banków zarabiają średnio 2-3 mln rocznie. Tyle dostają szefowie PKO BP, BZ WBK czy mBanku. Niektórzy mogą zresztą liczyć na jeszcze więcej, jak prezes Millennium (w 2015 r. zarobił ponad 4 mln zł), czy Citi Handlowego (ponad 6 mln zł). Do tej pory krezusem naszego rynku był Włoch Lugi Lovaglio, zarządzający Pekao. W 2015 r. dostał on, według różnych szacunków, nawet ok. 13 mln zł, uwzględniając wszystkie dodatki, premie i akcje" (Cezary Kowanda; "Figa z bankiem" w "Polityka" nr 6 (3097), 8.02 - 14.02.2017). Jest o co walczyć! Twierdzenie, że prezesom banków "należy się "godna" zapłata za ciężką prace" jest wielką kpiną i ordynarne naigrywanie się ze wszystkich spoza sektora bankowego, też politycznych decydentów (sic!), którzy faktycznie nie orientują się, jak działają banki i na czym polega praca ich prezesów. Jestem byłem bankowcem i mogę odpowiedzialnie stwierdzić, że bank to dobrze zorganizowane przedsiębiorstwo, działające rutynowo na zasadzie "samograja". Jeżeli prezes w takim "samograju" ma jakąś rolę do spełnienia, to tylko taką, "Jak wymyślić nową sztuczkę i zastosować nowy chwyt", który pozwoli powiększyć dochody banku, powiększyć dywidendy udziałowców i w nagrodę otrzymać od nich zgodę na wyższe wynagrodzenie i dodatkowe bonusy!
Tymczasem gdyby banki, które udzieliły kredytów frankowych, musiały respektować spłaty rat kapitałowych według kursu, po którym kredyty te były udzielane, to automatycznie skurczyłyby się też zyski z oprocentowania, z których już zostały wypłacone dywidendy udziałowców oraz podwyższone wynagrodzenia prezesów. Byłoby to wprawdzie szkodliwe, ale nie dla naszej gospodarki, bo gdy frankowicze nie musieliby dwukrotnie więcej oszczędzać, aby obsługiwać swe frankowe długi, to mogliby więcej wydawać na zakupy konsumpcyjne, czyli ich popyt stymulowałby bardziej wzrost dochodu aniżeli na to pozwalają ściągane z nich obciążenia kredytowe! Natomiast dla samych banków taka wizja, że musiałyby respektować spłaty kredytów frnkowych po kursie dnia ich zaciągnięcia, byłoby to rzeczywiście "superkatastrofą", jak to Cezary Stypułkowski napisał w swym tekście pt. "O nadużyciu abuzywności". Dlaczego? Dlatego, bo nadzwyczajne zyski, jakie przynoszą teraz kredyty frankowe bankom, są dzielone i wypłacane udziałowcom oraz prezesom w nagrodę za "nadzwyczajnie dobre kierowanie bankiem". Gdyby te pieniądze trzeba było teraz zwracać frankowiczom, to banki straciłyby płynność i musiałyby zbankrutować! Nasi decydenci nie powinni więc litować się nad "bankami-lichwiarzami", a za ich oszukańcze manipulacje kursowe po prostu je spolonizować!
Pełna wersja