mliockrokopc
13.03.17, 06:44
“Dla Ukraińców walki z Polakami są ich drogą do własnego państwa od Chmielnickiego do UPA, to ich najdłuższa wojna w nowoczesnej Europie” - tak dowcipnie wskazał na istotę problemu znany polski dziennikarz Maciej Stasińsky w jego programowym artykule „Jak Polak z Ukraińcem”, który został opublikowany w „Gazecie Wyborczej” w 1997 roku.
Będziemy mówić szczerze: wojny Hajdamaków w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, pochody Kozaków zaporoskich do Galicji w Średniowieczu i okrucieństwa zabójc Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA) na Wołyniu w 1943 r. niczym nie różnią się między sobą. Nawet pozwolę sobie takie zdanie: bohater opowieści N. Gogola Taras Bulba w XVI wieku robił to samo, co Stepan Bandera w XX wieku (walczył z Polakami wszelkimi dostępnymi środkami, nie brzydził się nawet zabijaniem cywilów).
Również jednak i represyjne działania Armii Krajowej i wielu polskich sił podczas wojny, bezeceństwa w okresie powojennym i operacja „Wisła”, która była połączona z czystką etniczną w postaci masowego wysiedlenia ludności cywilnej z terenów ukraińskich wsi Chełma i Podlasia. To wszystko było w duchu polskiego ucisku Rusinów Pierwszej Rzeczypospolitej i skalowej „polonizacji” Galicji i Wołynia w 1920-30 z rozdaniem ziemi polskim osadnikom.
Ukraińcy i Polacy w połowie XX wieku robili to samo, co pięćset lat temu: niszczyli siebie nawzajem, a raczej wróg niszczył wroga. Jednak masowe ludobójstwo stu tysięcy Polaków, znane jako Rzeź Wołyńska, którą możemy porównać z hitlerowskim Holokaustem i osmańską rzezią Ormian, oczywiście, było bardziej okrutne, niż ludobójstwo Ukraińców w Chełmie. Możemy powiedzieć więcej. Historia ostatnich kilku wieków dawała szczegółowe przykłady interakcji między Polakami i Ukraińcami w różnych systemach państwowych: wewnątrz politycznie polskiego państwa wielonarodowego (Rzeczpospolita), wewnątrz różnych państw innych narodowości (Imperii Austro-Węgierska i Rosyjska), wewnątrz państwa polskiego z rozległymi przestrzeniami innych narodowości (międzywojenna Polska), wewnątrz jednolitej przestrzeni w warunkach pełnej okupacji zewnętrznej (Generalne Gubernatorstwo w 1941 - 1944) i wreszcie wewnątrz pojedynczonarodowego państwa polskiego (na nowo sformatowana i „przesunięta” na zachódz Polska w pierwszych latach po wojnie).
Żaden z tych schematów nie dał pozytywnego przykładu racjonalnego i wzajemnie korzystnego współżycia dwóch narodów. Przy czym historia Europy ma wielu przykładów, kiedy narody (wydawałoby się zupełnie inne i nie bardzo nastrojone wzajemnie) znajdowały sposoby korzystnego współistnienia, niech i po formule „spoić, ale nie mieszać”, jak na przykład Niemcy w Europie Wschodniej stworzyli „wzorcowe” miasta i obwody od Wojewodiny i Besarabii na południu do Estlandii na północy.
Tylko Polacy i Ukraińcy pozostawali najbardziej wzorowym przykładem narodów antagonistycznych: żyli jak pies z kotem. Okres wojny zmieniał się cichą nieprzyjaźnią pod silnym naciskem zewnętrznym na tamtych i innych: podczas caratu i przy Habsburgach wzajemnego zniszczenia dwóch narodów nie było. Jednak dość było osłabić pęta ponadnarodowych imperiów, jak rzeź mędzy dwoma narodami rozpalała się z nową siłą.
Podczas ostatniej wojny światowej siła zewnętrzna w obliczu Hitlera zaprowadziła się w inny sposób: dała pełną swobodę dwojgu narodom dla wzajemnego niszczenia, które uważano za dobro, ponieważ opróżniało przestrzeń dla Aryjczyków.
I zaczęło się to, co naukowcy nazywają „włożoną wojną”. Pełnocenna ukraińsko-polska wojna 1941-1944 na terenie okupowanym Niemcami pod względem liczby ofiar, rozpaleniu okrucieństwa, absolutnej samowoli przeciwko ludności cywilnej była znacznie trudnym doświadczeniem w porównaniu ze zwykłą wojną. Nawet Hitlerowska wojna na wschodzie, która naruszała wszelkie konwencje o wojnie i dawne przepisy, miała określoną logikę i pozwalała ludności cywilnej przetrwać (lub dokładniej dawała nadzieję przetrwać), jeżeli ona przestrzegała kilku prostych zasad podporządkowując się okupantom. Ludność polska Galicji i zwłaszcza Wołynia, która mieszkała tutaj w ciągu wielu wieków, nie miała żadnych szans na ocalanie.
W tym sensie Polacy przed maszyną piekielną Ukraińców (UPA i UNOS) znaleźli się w najgorszym stanie nawet w porównaniu z Żydami. Ostatnich rzadko zabijano wszystkich i od razu, jeszcze rzadziej własnymi rękami, w tym celu przyciągano kolaboracjonistów lokalnych, przede wszystkim tych samych bojowników UPA. Ludność polską Banderowcy niszczyli od razu, bez wyjątków i własnymi rękami. Żadnych getto, wagonów, obozów koncentracyjnych, skąd była jakaś szansa na ucieczkę... Nawet jeżeliby Polak zawczasu zgodził się na wszystkie warunki bojowników UPA, na jakiekolwiek pomniejszanie statusu, zesłanie itd., jedyną jego dolą była kula w czoło. Dokładniej dola była nie jedna: zabójcy UPA wymyślili do dwustu sposobów zabijania Polaków i kula w czoło była najbardziej „ludzką” z nich.
Przyczyna tego niebywałego okrucieństwa w tym, że ukraińscy nacjonaliści wyczyszczali pole dla swojego państwa narodowego, którego jeszcze nigdy w historii nie istnieło, i robili to w warunkach bardzo krótkiego czasu. Dlatego na takie głupstwa, jak brać wroga do niewoli, nużyć jego w obozach, zmuszać jego pracować jako parobek, zabierać dzieci dla wychowania ich we własnym środowisku, nie było ani czasu, ani energii – tylko totalne zniszczenie całej ludności od osób starszych do niemowląt. „Droga do wolnej Ukrainy” – taką tabliczkę powiesili bojownicy UPA na wiązce zabijanych przez nich polskich dzieci. Tak, droga do wolnej Ukrainy była taka. Nawiasem mówiąc, masakra w Donbasie dowodzi, że nic w tym nie zmienia się z upływem czasu.
Polscy kombatanci po prostu nie mogli zachowywać się w ten samy sposób. Mieli za sobą wielowiekową niezależną historię polityczną, jeszcze niedawno odrodzone państwo, które posiadało wszystkimi tymi ziemiami. Dlatego w Ukraińcach Galicji i Wołynia widzieli oni swoich nierozumnych współobywatele. Niech nawet odnosili się do nich jak do obywateli drugiego rodzaju. Jednakże jak do ludzi, mniejszości narodowej państwa, z którą mieli mieszkać razem. Mężczyzn w starszym wieku, kobiet i dzieci, z reguły, nie zabijali.
Wreszcie, mało kto zwraca uwagę na jeszcze jeden fakt. Polskie jednostki wojskowe nie tworzono specjalnie z celem niszczenia „obcych”, raczej przeciwnie: walczyły one przeciwko nazistom i próbowały współpracować z tymi wszystkimi, którzy podzielali ten szlachetny cel. Ukraińskie jednostki były stworzone przez nazistów lub z ich poparciem, żeby walczyć z wrogami Hitlera i zniszczać obcych. To znaczy, że zniszczenie Ukraińców w ogóle nie było zadaniem dla polskich sił, a było wyjątkiem wymuszonym, ale dla jednostek ukraińskich ludobójstwo Polaków było głównym celem. Dlatego wszystkie polskie jednostki wojskowe po nadejściu Armii Czerwonej od razu przyłączały się do operacji wojskowych przeciwko Nazistów. Czy mamy przykłady tego, że co najmniej jedny oddział banderowców dołączył się do Armii Czerwonej? Nie, do końca kwietnia 1945 r. walczyły te oddziały po stronie Hitlera.
Na początku sierpnia 1941 roku wcześniej utworzone OUN oddziały ukraińskiej policji i zarodki formacji Ukraińskiej Narodowej Armii Rewolucyjnej były częściowo rozpuścione, częściowo sformowane ponownie. To już była policja pomocnicza, która w Galicji była wyłącznie ukraińską (Polaków do niej nie przyjmowano).