pepe49
18.04.17, 04:34
Już po świętach..
więc
Medja PO.SL mają zaliczone zestrzelenie, zwolennicy tegoż mają chwilę tryumfu.
Pisowcy mają chwilę na przemyślenia, że koniec powodzenia będzie. Jak każdy i zawsze w tej sytuacji, nie wiedzą kiedy.
Tymczasem.
1. P. Misiewicz robił dobrze to, co robił. Organizował ten kawałek PiS, który miał organizować, dał sobie radę z sowjeciarzami tam, gdzie go p. Macierewicz posłał.
Wpadki?
Oficerowie salutowali ministrowi Rzeczpospolitej, którego pan M. reprezentował.
Dyskoteka? Głupi był, że poszedł. Co za problem dosypać takiemu narkotyku do kufelka, czy strzelić szybką fotkę z rozebraną panienką?
Ktoś był obok niego i mu tego nie powiedział? Czy on nie posłuchał?
Nie będziemy wiedzieć.
Funkcje w spółkach państwowych?
Minister chciał mieć zaufanego. Więc miał.
Czyli błędu nie było?
Był.
Pan Misiewicz wziął pieniądze za pracę w spółkach. Czyli za funkcję ucha ministra. I to gigantyczne pieniądze. Wiemy, że nie 50 tys. zł, bo spółka wydała oświadczenie. No to może 49 990. Nie wnikajmy w tajne szczegóły.
2. Pana M. musiał zwalniać z pracy osobiście szef partji.
Że PO miało tak samo? Że p. Tusk osobiście? No to co? Nie wolno równać w stronę bagna.
A panów Misiewiczów ponoć dużo. PiS musi ich wszystkich powyrzucać. Albo przestawić na skromne wynagrodzenia.
"Skromne" w Polsce oznacza 2 000 zł. Na miesiąc.
Nauka tego, że skrót PiS tłumaczy się na "wysokie standardy" albo się skutecznie odbędzie, albo PiS zniknie. Za 6 lat, ale zniknie.
A PiS nie wolno znikać. Ma pracę do zrobienia.
*
UE
itd.