rafal106
22.04.17, 21:14
Z mojego punktu widzenia -nie widzę najmniejszych podstaw do tego aby w najbliższych latach ceny mieszkań w największych polskich miastach
miały znacząco wzrosnąć.
Czy będą spadać i jeśli tak- to w jakim tempie- tutaj nie będę bawił się w analityka ani tymbardziej- we wróżkę. Jedno wydaje się pewne-
nie ma istotnych czynników które mogłyby przyczynić się do nagłego wzrostu cen nieruchomości, jak to to miało miejsce w latach 2002-2007
Niemniej w ostatnim czasie na wielu portalach internetowych ponownie wręcz zaroiło się od
artykułów sponsorowanych od firm zajmujących się sprzedażą i wynajmem nieruchomości. Najwięcej chyba na Interii.
Po raz kolejny zalewają nas newsami, z których
wyłania się obraz rosnących cen. Bo przecież
"taniej już nie będzie"- jak to mówili jeszcze 10 lat temu

Niestety w swoich analizach dość mocno podpierają się głównie cenami z
rynku warszawskiego- i jak już przywyknęliśmy-
głównie cenami ofertowymi ,które w wielu przypadkach znacząco różnią się od cen transakcyjnych.
Zakup mieszkania w tym momencie to świetny sposób na lokatę kapitału:
1) bo mieszkania w Warszawie
nieznacznie- ale jednak-
ostatnio podrożały
2) mieszkanie z rynku pierwotnego kupisz taniej niż od dewelopera
3) ostatnie lokalizacje w najbardziej prestiżowych- i często także najbardziej zakorkowanych lokalizacjach zostają zabudowane
4) mieszkanie pod wynajem to istna żyła złota, bo na lokacie tyle nie zarobisz

itp.
Powiedzcie mi tylko w takim razie:
1) Dlaczego nadal w dobrych lokalizacjach w prawobrzeżnej Warszawie w pobliżu metra nowe mieszkania można kupić już za 6 tys zł za m2?
2) Dlaczego ceny mają rosnąć skoro MDM się kończy?
3) Dlaczego ceny mają rosnąć skoro nowy
program "Mieszkanie dla Młodych" w założeniu ma się opierać na długoterminowym wynajmie po atrakcyjnej cenie z dojściem po wielu latach do własności - i to głównie- w miastach "powiatowych" ?
4) Dlaczego popyt i zarazem ceny mieszkań mają rosnąć skoro roczniki
obecnych 20-25 latków były niezbyt liczne?
5) Dlaczego ceny mieszkań mają rosnąć skoro w przypadku
roczników 2000-2010 i ich licznością jest jeszcze gorzej?
6) Dlaczego popyt na mieszkania ma rosnąć skoro coraz więcej ludzi posiadających mieszkania spółdzielcze ( nabyte w latach 50. i 60. oraz później) jest już na emeryturze i w ciągu najbliższych 10-20 lat spora część z tych mieszkań się zwolni?

7) Dlaczego garstka moich znajomych, którzy na początku XXI w. za namową m.in takich właśnie "naganiaczy" postanowiła kupić mieszkanie - i szybko sprzedać je z zyskiem- nadal nie może doczekać się kolejnej górki cenowej?

8) Dlaczego tysiące Warszawiaków- ale nie tylko Warszawiaków- ma coraz większy problem z korzystną sprzedażą
"mieszkań po babci/dziadku"?
9) Dlaczego na jednym z najdroższych osiedli na warszawskim Mokotowie, oddanym do użytku w 2012r., znacznie ponad 100 mieszkań jest przeznaczonych po najem agencyjny (często
najem bezskuteczny, ogłoszenia odświeżane przez pół roku po kilka razy w miesiącu)?
10) Dlaczego ceny nawet w najdroższej Warszawie mają rosnąć, skoro
wśród młodych Warszawiaków o ponadprzeciętnych zasobach nasila się trend do przenoszenia się na przedmieścia/do podwarszawskich miast, wsi i miasteczek (typu Konstancin-Jeziorna czy Piaseczno )?
Tych pytań mógłbym podać jeszcze wiele.
Deweloperzy budują na potęgę? Niech budują- kto bogatemu zabroni.
Spekulantów nigdy nie brakowało i nie brakuje- szukają naiwnych także i teraz.