dorota_333
02.06.17, 11:54
...myślę o "gorącym" konflikcie, z użyciem siły.
To, co wczoraj stało się w polskim Sejmie z okazji Dnia Dziecka ułożyło mi w głowie ostatni element układanki. Tak, to jest już jasne: władza dąży do maksymalnego spolaryzowania społeczeństwa. Skutkiem może być tylko konflikt wewnętrzny.
Do tej pory 1. czerwca w Sejmie przebiegał raczej zabawowo. Przychodziły jakieś młodziaki i z wypiekami na pryszczatych buziach coś tam sobie gadały o niczym, jak to młodziaki. Śmiesznie ale nie strasznie.
PiS postanowił to zmienić. Zaaranżował obchody Dnia Dziecka tak, żeby w Sejmie znalazły się młodzieżówki partyjne.
I odpaliła się awantura, parodiująca zwykłe w tej kadencji awantury Sejmu dorosłego (o ile można tych ludzi tak nazwać). Pogratulowała wszystkim wiceminister edukacji, marszałek Kuchciński też był zadowolony.
Zrobiło się raczej strasznie niż śmiesznie - widać wyraźnie, że PiS dąży do przeniesienia konfliktu w dół tak bardzo, jak to możliwe. Do skonfliktowania nawet dzieci w szkołach. To po prostu straszne.
Dochodzi to tego - nieprzypadkowo odpalona teraz - sprawa ekshumacji smoleńskich. Kaczyński upiecze kilka pieczeni przy tym ogniu, ale jedna (może najważniejsza) jest taka, żeby podgrzać gotowość swojego elektoratu do stanu gotowości absolutnej.
Chodzi o wmówienie opinii publicznej, że Kopacz, Tusk i inni przestępcy są tak wynaturzeni, że własnoręcznie bezcześcili szczątki i dosypywali śmieci do trumien ofiar.
Odpowiedzią na to może być tylko anihilacja gorszego sortu, tego podłego elementu animalnego.
Nastroje tak się podgrzewa, żeby burda na sali sądowej była czymś naturalnym (sędziowie są jedną z pierwszych grup do odstrzału).
Władza przygotowała już wszystko: mamy pole i rozlaną na nim benzynę. Teraz zostaje pytanie, co będzie zapałką.