2leor1931
04.07.17, 14:03
Przeciw brutalizacji języka!
Publicystyka Rafała Ziemkiewicza nie spełnia podstawowego kryterium, jakiego wymaga obiektywna relacja o faktach i zdarzeniach. W jego tekstach dominuje bowiem zawsze duże emocjonalne zaangażowanie. Brakuje natomiast zupełnie spokojnego i obiektywistycznego dystansu do opisywanych faktów i zdarzeń. Właśnie dlatego publicystyka ta jest niewiarygodna! Ilekroć czytam teksty Ziemkiewicza, zawsze wyłania mi się przed oczyma jego postać z maczugą trzymaną w dwóch rekach, którą z całej siły wali w znienawidzonych przeciwników. Nigdy go nie stać na wyciszoną i logiczną argumentację. A szkoda, bo ma niezłe pióro! Niemniej po przeczytaniu obrzydliwych wypowiedzi, jakimi Leszek Balcerowicz usiłuje "bronić Polski" (w wywiadzie dla Magdaleny i Maksymiliana Rigamonti pt.: "Irytuje mnie pytanie kto ma bronić Polski" w "Dziennik Gazeta Prawna", 23 - 25 czerwca 2017, nr 120/4519), użyta przez Ziemkiewicza maczuga przeciw tym wypowiedziom ( w tekście pt.: "Balcerowicza pożegnanie z rozumem i przyzwoitością" w "Do Rzeczy", 24 czerwca 2014) można stwierdzić, że jest zupełnie adekwatna do owych nagannych wypowiedzi profesora! Jednak sadzę, że znakomita większość Rodaków wreszcie życzyłaby sobie, aby tacy emocjonalni adwersarze zastanowili się nad tym, co robią, dokąd taka brutalna wręcz rynsztokowa retoryka może w końcu prowadzić?! Na pewno nie do pokojowego życia we wspólnym domu, któremu na imię Polska. Należy uważać, że większość Polaków niezależnie od tego, jakiej opcji politycznej, życzyłaby sobie, aby tacy zacietrzewieni adwersarze, którym nadmierne emocje odbierają po prostu rozum, w końcu zupełnie wyciszyli się, albo też wypowiadali swe opinie z dużym taktem i kulturą! Nie może być bowiem przyzwolenia ani na fałszywe autorytety, ani też na tych, którzy w sposób równie brutalny z nimi walczą! Jeżeli sami nie potrafią dystansować się od brutalizowania politycznych obyczajów, to powinny izolować ich własne środowiska przede wszystkim poprzez nieudostępnianie wypowiadania się w środkach masowego przekazu. Stąd apel do wszystkich mediów o autocenzurę, ale nie co do treści, a co do brutalności używanego języka. Język polski jest bardzo bogaty. Może i powinien służyć do słownej walki, ale tylko na racjonalne argument. W żadnym wypadku nie może być i nie powinno być przyzwolenia, aby język największego poety i wieszcza Polski Adama Mickiewicza oraz naszych Wielkich Noblistów: Henryka Sienkiewicza, Władysława Reymonta, Czesława Miłosza i Wisławy Szymborskiej mógł być wykorzystywany jako narzędzie do obrzucania ekskrementami politycznych adwersarzy! LO
: Tuesday, July 04, 2017 7:45 AM
Subject: Do Rzeczy
Balcerowicza pożegnanie z rozumem i przyzwoitością
Leszek Balcerowicz
Leszek Balcerowicz / Źródło: PAP / Tomasz Gzell
Rafał A. Ziemkiewicz
Autor:Rafał A. Ziemkiewicz
„Nie można być obojętnym wobec niebywałego psucia Polski, robienia z niej w świecie pariasa, wobec podłości i kłamstwa” – oznajmił Leszek Balcerowicz Magdalenie Rigamonti w wywiadzie, który powinien znaleźć się w antologii podobnych wypowiedzi dokumentujących intelektualne wypalenie i graniczącą z histerią frustrację tzw. elit III RP (roboczo opatrzyłbym taką antologię tytułem: „Oni nic nie zrozumieli”). I jedno trzeba mu przyznać – obojętny nie jest. Każde zdanie tej rozmowy pokazuje, że Balcerowicza dosłownie roznosi furia.
„Mamy do czynienia z potęgowaniem świństwa w życiu publicznym.” „Każdy, kto nie jest kompletnie otumaniony katolicko-narodową nienawiścią zdaje sobie sprawę…” że Polską rządzą „ludzie obrzydliwi moralnie”. „Od władzy płyną komunikaty nienawiści”. „W tej partii [PiS, oczywiście] najbardziej niemoralnej partii w historii II RP”, która „tak naprawdę jest partią postpeerelowską” „nastąpiła niesamowita brutalizacja i języka, i polityki. To degraduje Polskę.” Politycy PiS „posuwają się do chamstwa i skrajnej obłudy. Jarosław Gowin jest przykładem skrajnego obłudnika, bo nie sądzę, by wierzył w to, co mówi… wysługuje się chamom i jednocześnie legitymizuje ich przez pseudointelektualne usprawiedliwienia”. „Uderza w czołówce PiS ta ideologiczna nienawiść do III RP, która przypomina stosunek bolszewików do demokratycznego kapitalizmu”. „PiS przyciąga „ludzi słabych, uważających, że świństwo w polityce nie jest świństwem”; tacy też głosują na „krzykliwych pseudoreformatorów, jak Kukiz” czy protestują w ramach związku zawodowego, który „jest kompletnym przeciwieństwem pierwszej Solidarności” i „powinien zmienić nazwę na antysolidarność”.
„W ogłupianiu PiS osiągnął szczyt, bo czyż można sobie wyobrazić większą propagandę niż ta, która jest w PiS-mediach? PiS-owskie ogłupianie jest tak głupie, że część ludzi zraża…” „za pomocą pseudopatriotycznej groteskowej propagandy i upolitycznienia gospodarki oraz atakowania państwa prawa [PiS] cofa nas do PRL”.
„Staram się mówić mocno, gdy widzę niszczenie Polski… Ale to jest nazywanie rzeczy po imieniu” – rozgrzesza się Balcerowicz z powyższych obelg, dokonując dość dobrze przez psychologię opisanej projekcji swych wewnętrznych problemów na rzeczywistość. Oprócz „ogłupiania” władza PiS trzyma się jego zdaniem na „przekupywaniu ludzi za pomocą posad i pieniędzy z budżetu”. Ale: „trzeba przygotować się na to, że oprócz przekupywania i ogłupiania PiS będzie próbował uruchomić trzecie narzędzie autorytaryzmu: selektywne zastraszanie”.
W tych jeremiadach profesor, delikatnie mówiąc, nie bardzo przejmuje się logiką, gorzej nawet – mówi rzeczy krańcowo sprzeczne z prawdą. „Budżet już trzeszczy!” – bije na alarm. Akurat w tygodniu, gdy ogłoszono dane o wykonaniu budżetu: po pierwszych pięciu miesiącach 2017 z zaplanowanego na ten rok deficytu 30 mld pln rząd wykorzystał 200 mln, mniej niż pół procent. To wynik ogromnego wzrostu wpływów podatkowych – około 20 mld, głównie z VAT, co z kolei jest oczywistym skutkiem ukrócenia masowych przekrętów w obrocie paliwami i zatrzymania mafijnych „karuzeli VAT-owskich”. Można oczywiście wskazać różne wątpliwe aspekty tych sukcesów, krytykować wprowadzenie podatku bankowego i „nadmierny fiskalizm”, co Balcerowicz też czyni, ale twierdzenie, że „budżet trzeszczy” i straszenie bankructwem jest zwyczajnie… hm, powiedzmy – „kontrfaktyczne”, podobnie jak gołosłowne twierdzenia o upadku międzynarodowego znaczenia Polski (szczyt NATO, Rada Bezpieczeństwa ONZ, wizyta prezydenta USA etc.). Człowiek, który z taką łatwością feruje oceny moralne i nazywa innych „chamami”, a siebie uważa za rzecznika „zwolenników uczciwości, zdrowego rozsądku i opierania się na sprawdzonej wiedzy” oraz spełniających „elementarny warunek: przyzwoitość”, posługując się tak grubym fałszem sam sobie odbiera przecież wiarygodność.