dostosowania cenowe w zblizajacym sie kryzysie

08.07.17, 19:52
od razu na wstepie mowie - ze to dotyczy sytuacji w srednim terminie - nie jutro, lecz raczej w ciagu najblizszych kwartalow. Moja opinie opieram na doswiadczeniu. Chodzi o to, ze w gospodarce istnieja pewne okreslone nisze i w tych niszach tkwia wszystkie biznesy. Te nisze okreslaja warunki istnienia tych firm i z fundamentalnego punktu widzenie nisze definiuja warunki zatrudnienia, nie firmy.

O co chodzi?
Ano o to - ze np. w gospodarce socjalistycznej w Polsce byly ceny socjalistyczne i one okreslaly nisze rynkowe w ktorych funkcjonowaly firmy. Nie bylo wazne jakie to byly firmy, dobre czy tez zle - one generowaly jakies zatrudnienie i gospodarka istniala.

W momencie, gdy te warunki sie zmienily, zmienily sie ceny, zatem zmienily sie nisze, a firmy upadly i Polacy, w tym ja, wyjechali za granice w poszukiwaniu pracy.

Zrozumienie tego jest niezwykle proste - jest to w sumie dosyc istotne rozroznienie, pomiedzy nisza a firmami. Jak jest zla nisza to nawet genialne firmy padna. A w dobrej niszy to sie i dziesiec gownianych firm zmiesci.

I to jest podstawa glupoty i krotkowzrocznosci myslenia racjonalizatorow jakimi byli ludzie zwiazani z Balcerowiczem. Zamiast sie koncentrowac na efektywnosci i restrukturyzacji - powinni sie byli koncentrowac na niszach. Tworzyc w gospodarce nisze, w ktore beda mogly wchodzic firmy i konkurowac.

Tymczasem malo kto tak mysli.
Politycy nie rozumieja, ze nisze tworzy sie poprzez system podatkowych incjatyw.
No, ale mniejsza z tym - dla mnie najbardziej interesujaca sprawa - jest jak bedzie przebiegal nastepny kryzys i jak sie do tego ustawic.

Otoz jak juz powiedzialem, w oparciu o wlasne doswiadczenie - widze, ze wzrastaja mi bardzo silnie ceny podzespolow do produkcji. Wzrastaja ceny komputerow, zasilaczy, kabli, obudow i wlasciwie wszystkiego. Wszystkie komponenty mi drozeja na fakturach - pokazujac jednoznacznie olbrzymi wzrost kosztow w Azji. Ten wzrost przelozy sie na przyszly wzrost cen i on sie pokaze na rynku w ciagu 4 kwartalow, bo takie sa stany magazynowe firm z bardzo stabilnym rynkiem. Kupno podzespolow wiaze sie jednak z pewnym ryzykiem i czasem kupuje 6 miesiecy produkcji. Jednak widzac co sie dzieje - staralem sie utrzymac 12 miesiecy na magazynie, poniewaz taka jest specyfika mojej produkcji. Nie oplaca mi sie kupowac malych ilosci komponentow, ze wzgledu na marze. Inni maja inaczej - szybciej beda musieli podnosic ceny.

Ten jednak proces nie jest jedynym faktycznym problemem, z jakim musi sie borykac produkcja. Wazniejszym problemem jest dystrybucja i nasycenie rynku. Ja musialem sie w zeszlym roku strasznie namordowac, aby utrzymac sprzedaz na tym samym poziomie, co rok poprzedni. Bylo to dla mnie bardzo trudne i uswiadomilem sobie, ze jest to taki moment, w ktorym trzeba sobie siasc i zastanowic sie spokojnie co dalej.

Mysle, ze proces nasycania rynku towarami bedzie postepowal bardzo szybko.
I rownoczesnie wzrost cen bedzie zatrzymywal obrot towarowy w 2018.
Te firmy, ktore tkwily w niszach opierajacych produkcje na materialach i sile roboczej w Tajwanie, czy w Chinach - beda musialy szukac innych zrodel materialow.
Rynek USA jest niezwykle konkurencyjny. Jest bardzo wielu producentow i ja nie widze mozliwosci utzrymania sie na rynku tak wielu firm, jak dawniej, jesli rownoczesnie beda spadac sprzedaz i wzrastac ceny.

To dostosowanie rynkowe zacznie ograniczac nisze - w ktorych do tej pory istnialy firmy, takie jak moja. Juz dzisiaj, jest dla mnie oczywiste, ze powoli produkcja bedzie musiala sie przenosic do USA, poniewaz wykonanie niektorych czesci bedzie w pewnym momencie stawalo sie tansze tutaj.

I tu jest klucz do zrozumienia istoty przyszlego kryzysu - na rynku jest wiekszosc firm, ktorych obroty i dzialanie opiera sie na arbitrazu cenowym pomiedzy nami a Azja.

I w momencie, kiedy ta relacja cenowa zmieni sie na niekorzysc tego arbitrazu, to nisze, w ktorych te firmy tkwia - przestana istniec.

Tak jak teraz nie oplaca sie juz praktycznie importowac do Polski samochodow - jak dawniej - tak w przyszlosci nie bedzie sie oplacal import do USA.

I to dostosowanie rynku nie bedzie mialo charakteru gwaltownego - jak przewidywalem dawniej. Wydawalo mi sie kiedys, ze to nastapi, kiedy dollar po prostu spadnie.
Jednak obecnie widze te presje cenowe bez spadku dolara i przewiduje, ze ten caly proces rozpocznie sie sam juz za rok, bez wzgledu na kurs dollara. Kurs dolara najwyzej dolaczy potem, jak sie inwestorzy zorientuja, ze nie ma dolarow na kupno obligacji, poniewaz nie ma handlu, lub tez ten handel powaznie zwalnia.

I kolejna kwestia - to kwestia polityczna.

W odpowiedzi na ten zwalniajacy handel i zwalniajace firmy - (czego jeszcze nie ma, bo na razie widze, ze firmy ochoczo zatrudniaja) - politycy beda macic - w imie "ochrony rynkow".
I wprowadza dodatkowo oplaty celne, ktore beda o tyle bez sensu, ze podniosa ceny w innych rejonach globu, tam, gdzie jeszcze nie podrozalo.

Z tego wykreci sie globalna recesja, ktora bedzie przyspieszac, a nie zwalniac - jak to bylo do tej pory.

Wydaje mi sie, ze osoby zaangazowane w dzialalnosc biznesowa za granica - powinny powaznie zastanowic sie nad emerytura. To jest swietny czas na to, zeby zlikwidowac, co sie da i wyjechac na wakacje w momencie, kiedy jeszcze mozna pojechac wszedzie, gdzie sie chce i jeszcze nie daja turystom w leb w kazdym barze. W kazdym razie ja zycze wszystkim przedsiebiorcom pomyslnosci i powodzenia w nadchodzacym juz wkrotce wielkim dostosowaniu cenowym.
Pełna wersja