2leor1931
10.07.17, 15:01
Pomyślność dla ogółu czy korzyści dla marginalnej grupy?
1.Już Claude Frédéric Bastiat (1801 – 1850) uznawany za ważnego autora, który swymi tekstami utrwalił i rozwinął podstawy ekonomii klasycznej, zauważył, że większość podejmowanych i realizowanych działań w gospodarce ma charakter dwubiegunowy. Ta dwubiegunowość nie zawsze jest oczywista i bezpośrednio dostrzegalna. Za widocznymi i pozytywnymi doraźnie efektami często kryją się bardziej szkodliwe skutki bezpośrednio niewidoczne, bo znacznie odległe w czasie. „Gdyby wszystkie konsekwencje jakiegoś działania dotykały jego sprawcy, uczylibyśmy się znacznie szybciej. Zdarza się, że nasze działanie nam przynosi dobre, widoczne skutki, a komuś innemu złe, niewidoczne – a to sprawia, że jeszcze trudniej nam je dostrzec. Musimy wówczas czekać, aż zareagują ci, którzy ponoszą owe złe konsekwencje naszego czynu. Czasem czekać trzeba bardzo długo, przez co panowanie błędu trwa dłużej. (…). Jednak na reakcję będziemy czekać tym dłużej, im na większą ilość społeczeństwa rozłoży się zło, podczas gdy (rzekome) dobro będzie skoncentrowane w jednym punkcie.” (Frédéric Bastiat: „Co widać i czego nie widać” w Dzieła zebrane, Wyd. Prohibita, Warszawa 2009, T. I, str. 57).
„Co widać i czego nie widać”, ten tekst napisany przez Bastiata przed ponad sto pięćdziesięcioma laty ma głęboką wymowę filozoficzną i nie przemijającą aktualność. Współcześni ekonomiści prowadzą wiele sporów często na bardzo od siebie odległe i wyizolowane tematy. Nie mogą dojść do konsensusu, bo nie dostrzegają pomiędzy nimi powiązań i współzależności przyczynowo-skutkowych. Gospodarka okazuje się gąszczem bardzo skomplikowanych powiązań, które coraz trudniej rozpoznaje i identyfikuje ludzki umysł i z którą nie radzi sobie nie tylko działanie pojedynczego człowieka, ale i ogół gospodarującej społeczności
2.Sebastian Stodolak w tekście pt.: „Skazani na bezrobocie” („Dziennik Gazeta Prawna”, 7 – 9 lipca 2017, nr 130/4529/) stwierdza, iż ustawowe podnoszenie progu minimalnego wynagrodzenia chociaż powoduje, że „Większość z pracujących, których dotyczą przepisy o płacy minimalnej, cieszy się z jej podniesienia, ale istnieje też grupa osób, które tracą przez nie pracę”. Swoje twierdzenie argumentuje ustaleniami Instytutu Badań Strukturalnych, które pokazują, że „w latach 2002 – 2013 w związku z wpływem płacy minimalnej pracę traciło ok. 116 tys. osób rocznie”. Ponadto zapewnia czytelnika: „Tyle że to zaledwie jej widoczne efekty”, czyli sugeruje, że tracących pracę jest jeszcze dużo więcej, od tego, co ustalił Instytut. Przekonuje więc: „Równie istotne są te (straty miejsc pracy - LO), których nie widać”. I tłumaczy: „Płaca minimalna oddziałuje na wszystkie te prace, które są wyceniane przez rynek poniżej jej progu. Krótko mówiąc, delegalizuje je i zapobiega ich powstaniu. Skutkuje to m.in. zastępowaniem etatu tańszą umową cywilnoprawną, zepchnięciem pracownika w szarą strefę, a w najgorszym razie uniemożliwieniem mu znalezienia pracy w ogóle. To ostatnie oznacza pozbawienie go nie tylko zarobku koniecznego do przeżycia, lecz także utrudnia zdobycie doświadczenia i nowych umiejętności, a więc jeszcze bardziej obniża jego wartość na rynku. Płaca minimalna spycha w ten sposób w pułapkę biedy i utrudnia wydostanie się z niej”. Potem bardzo mocnymi argumentami odwołuje się, ale już bezpośrednio do wyborcy: „Masz, wyborco, możliwość skorzystania z rządowego aparatu przymusu, by skłonić firmy do wypłacenia wyższych wynagrodzeń grupie słabo zarabiających. W praktyce mówimy tu o podwyżkach rzędu 100 – 200 zł rocznie (czyli od 8 zł 33 gr do 16 zł 66 gr miesięcznie, co w podświadomości odbiorcy ma zadziałać na ośmieszenie i zdewaluowanie podnoszenia progu minimalnego wynagrodzenia, podczas gdy wyżej podaje, iż „w czerwcu polski rząd postanowił, że w przyszłym roku płaca minimalna zostanie podniesiona do 2080 zł brutto z obecnych 2000 zł”, tj. o 80 zł miesięcznie - LO), które uszczęśliwią 1,6 mln osób. Musisz być jednak świadomy, że ustawowe podniesienie płacy jednej grupie o kilka czy kilkanaście procent spowoduje obniżenie płacy innej grupy nawet o 100 proc. – w wyniku zwolnienia bądź po prostu uniemożliwienia jej znalezienia jakiejkolwiek legalnej pracy”. Niestety, autor w straszeniu wyborcy tak mocno się zagalopował, że tego ostatniego przywołanego „stracha” nie jest w stanie już „udowodnić”. Ponieważ wyczuwa, że przywołanymi danymi faktycznymi nie jest w stanie wstrząsnąć wyobraźnią czytelnika i wystarczająco go nastraszyć, więc sugeruje, że rozmiary szkód, jakie powoduje minimalna płaca są wielokrotnie większe od oficjalnie rejestrowanych, bo „Liczebność tej grupy (tracących pracę z powodu wzrostu płacy minimalnej – LO) jest bardzo trudna do dokładnego oszacowania, ale mowa raczej o setkach niż dziesiątkach tysięcy”. I wreszcie kończy swoje „straszenie” demagogicznym pytaniem: „Czy zdecydujesz się odrobinę poprawić los jednych kosztem całkowitego zubożenia drugich? To właśnie na to pytanie tak wielu z nas odpowiada twierdząco, gdy opowiada się za przepisami o płacy minimalnej”. Tymczasem wyżej musiał stwierdzić: „Jednocześnie (ze wzrostem płacy minimalnej – LO) od 2013 r. stopa bezrobocia w Polsce spada i obecnie wynosi ok. 7 proc.” Zamiast podjąć próbę rzetelnego wyjaśnienia tej niezgodnej z przyjętą przez siebie tezą, że wzrost płacy minimalnej powoduje wzrost bezrobocia, czemu zaprzecza polskie doświadczenie, kwituje ten fakt gołosłownym stwierdzeniem: „Próba odgórnej manipulacji ceną pracy (czyli ustawowym podnoszeniem minimalnej płacy – LO) musi zatem zaburzyć w jakiś sposób relację podaży i popytu” (na rynku pracy – LO).
W dalszej części swego tekstu Stodolak rozprawia się ze zwolennikami płacy minimalnej, którzy „szukają dodatkowych racji za jej wprowadzeniem. Ale to, co proponują, nie trzyma się kupy” (sic!). M.in. argument zwolenników płacy minimalnej, że zwiększa ona kwalifikacje i produktywność siły roboczej, ponieważ zmusza młodych ludzi do zdobywania lepszego wykształcenia, dewaluuje w taki kuriozalny sposób: „Młodzi ludzie zwiększający swoje kwalifikacje po to, by ich praca była wyceniana powyżej progu płacy minimalnej, nie wytwarzają w gospodarce dochodu, który generowaliby, gdyby płaca minimalna nie wymuszała na nich dodatkowego dokształcania się oraz nie wydłużała ich bierności zawodowej. Tymczasem nie dość, że nie tworzą narodowego dochodu, to stają się kosztem, bo dokształcają się zazwyczaj w ramach sponsorowanego przez podatników systemu edukacji, sami podatków jeszcze nie płacąc”. Bo gdy młodzi ludzie się dokształcają, aby dzięki temu podnieść swoje przyszłe dochody, to traci na tym całe społeczeństwo, albowiem nie tylko że nie tworzą w tym czasie społecznego dochodu, to jeszcze obciążają go kosztami na swoje dokształcanie. Niewątpliwie sam autor wcześniej zdobył wykształcenie, które zostało sfinansowane ze społecznego dochodu, a teraz odmawia tego prawa innym młodym ludziom, bo obawia się, że uszczupli to ogólny dochód, z którego on obecnie czerpie swoje wyższe od nich dochody. Zaiste kuriozalna filozofia, niczym nie odróżniająca się od filozofii Kalego!
Po przeczytaniu takiego tekstu, jakiego napisał Sebastian Stodolak, cisną się pytania: „Quid hoc sibi vult? Quid est rei?” (Co to ma znaczyć? O co autorowi chodzi?). Chyba nie sądzi, że argumentacją, jaką zastosował w swoim tekście, jest w stanie kogokolwiek przekonać, że „płaca minimalna jest zjawiskiem negatywnym”! W takie wywody Stodolaka nawet laik nie uwierzy!
3. Stodolak przyjmuje, że w ciągu ubiegłych dwóch wieków, czyli od czasu powstania nauki ekonomii na rynku pracy nic się nie zmieniło i nadal obowiązują pierwotnie ustalone zasady, że popyt i podaż na rynku określają cenę usług pracy, czyli wysokość poziomu płacy. Tymczasem wiele się na tym rynku zmieniło i nadal zmienia. Praca żywa jest coraz bardziej eliminowana przez pracę uprzedmiotowioną w czynnikach rzeczowych: praca fizyczna jest wypierana przez roboty a umysłowa przez elektronikę.
Wdrażanie pracoo