dorota_333
17.07.17, 14:48
...czyli bajka tendencyjna, nieprawdziwa i godząca w dobre imię.
W mazowieckiej wiosce żyła sobie raz Marynia. Średnio ładna, niezbyt lotna, ale z aspiracjami. A sezonowe wyprzedaże tak bardzo kuszą...
Deficyty Maryni (zarówno te poznawcze, jak i materialne) prawidłowo rozpoznał Jaśnie Pan z sąsiedniego folwarku. I sprezentował Maryni śliczne korale.
Jakże wielka była radość Maryni. Poczuła się, jakby wreszcie wstała z kolan (co Pan jej usilnie sugerował, ale już po wszystkim). Jednak - jako że nic na tym świecie nie jest za darmo - przyszedł czas odwdzięczenia się za korale i Jaśnie Pan Marynię wykorzystał. Ponieważ zaś prócz przymiotu jaśniepaństwa cechowało go raczej proste obycie, wykorzystanie było niestety brutalne.
Medytując nad swoją bolącą pupą Marynia zaczęła się domyślać, że nie wszystko poszło według jej oczekiwań. To nie była zresztą ostatnia bolesna niespodzianka: okazało się, że korale były na kredyt i że to Marynia będzie musiała go spłacić.
I tą bezsensowną przypowiastką o (bolącej) pupie Maryni chciałam skwitować wydarzenia ostatnich niemal 2 lat, że szczególnym uwzględnieniem minionego koszmarnego tygodnia.
Marynia zmądrzeje nie wcześniej niż za kilka miesięcy, kiedy zacznie być boleśnie. A o długu dowie się znacznie później.
Na razie śpij, Maryniu, spokojnie, ciesz się koralami.
PS. No i co z tego, że przewidzieliście zakończenie, wykształciuchy. Decyduje Marynia, bo jej imię jest milion (a może kilka milionów).