2leor1931
02.09.17, 11:46
Skąd biorą się i czy są rozwiązaniem niskie stopy procentowe?
1.Peter Bofinger, profesor polityki pieniężnej i ekonomii międzynarodowej na Uniwersytecie w Würzburgu oraz Mathias Ries, pracownik naukowy, Katedry Polityki Pieniężnej, na tymże Uniwersytecie na początku wspólnie napisanego tekstu: „Niskie stopy procentowe nie muszą być wynikiem nadmiernych oszczędności” (www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/rynki-finansowe/niskie-stopy-procentowe-nie-musza-byc-wynikiem-nadmiernych-oszczednosci/) stawiają tezę, że „globalny spadek stóp procentowych (nie) wynika z większej skłonności do oszczędzania, …, (bo) W monetarnej teorii finansów oszczędności gospodarstw domowych nie zwalniają jednak nowych środków na inwestycje, ale po prostu redystrybuują te istniejące”. A w podsumowaniu tekstu dochodzą do wniosków, że „Niepowodzenie analizy realnej w zakresie dostarczenia przekonującego wyjaśnienia niskich stóp procentowych uwypukla niedoskonałości paradygmatu, który stara się wyjaśnić wydarzenia finansowe bez uwzględnienia wyraźnej roli pieniądza. Przekonanie, że analiza realna jest teorią nieadekwatną do świata, w którym żyjemy, może być traktowane jako rdzeń rewolucji intelektualnej Keynesa. Niesamowite jest to, że ekonomistom udało się pogrzebać to osiągnięcie na podstawie twierdzenia, że różnice pomiędzy starym a nowym paradygmatem można pogodzić, jeżeli przyjmiemy różne stopnie elastyczności cenowej.”
Aczkolwiek należy w pewnym zakresie zgodzić się z wnioskami sformułowanymi w podsumowaniu tekstu, to już absolutnie nie z błędnie sformułowaną tezą, jakoby z oszczędności gospodarstw domowych nie były finansowane nowe inwestycje. Błędność tej tezy jest oczywista, albowiem oszczędności gospodarstw domowych są lokowane albo w funduszach emerytalnych albo w funduszach inwestycyjnych, a te inwestują je w akcje na giełdzie lub w obligacje skarbowe, w aktywa, które dają i rokują bezpieczną i najwyższą stopę zwrotu od zainwestowanego kapitału. Z tekstu jednak wynika, że autorzy nie sięgają do danych faktycznych co do sposobu dysponowania oszczędnościami przez gospodarstwa domowe. Chociaż nie twierdzą tego expressis verbis, to z kontekstu wynika, jakoby oszczędności gospodarstw były tezauryzowane. Piszą: „Jeśli osiągnięta zostanie zerowa dolna granica (zero lower bound – ZLB) stóp procentowych, może wystąpić przewlekła nadwyżka oszczędności nad inwestycjami.” Oraz „w analizie monetarnej oszczędności gospodarstw domowych nie zwalniają nowych środków na inwestycje, ale po prostu redystrybuują istniejące środki finansowe z firm do gospodarstw domowych. Jeśli gospodarstwo domowe zdecyduje się oszczędzać, na przykład odkładając na później zakup nowego samochodu, zasoby pieniężne gospodarstwa domowego będą wyższe, a zasoby pieniądza producenta samochodu będą niższe. Przy stałych zagregowanych zasobach pieniężnych nie ma powodu, aby stopy procentowe spadały. Oszczędności gospodarstwa domowego zwiększają również jego majątek netto i wartość aktywów finansowych netto. Zmniejsza to odpowiednie pozycje sektora przedsiębiorstw, co nie będzie skutkować większą skłonnością do inwestowania.”
Z powyższego tekstu jednoznacznie wynika, że autorzy przyjmują, że gospodarstwa domowe gromadzą swe oszczędności na rachunkach bieżących, co w warunkach obiegu pieniędzy kruszcowych odpowiada tezauryzowaniu złotych i srebrnych monet, czyli wycofywania ich z obiegu i tym samym pomniejszaniem popytu na towary. Przecież każde gospodarstwo domowe, któremu nie jest obca racjonalność ekonomiczna, jeżeli oszczędza na zakup nowego samochodu za rok czy też w późniejszym okresie, to nie będzie gromadziło tych środków pieniężnych na rachunku bieżącym a na najkorzystniej oprocentowanej lokacie terminowej. W ten sposób oszczędności gospodarstw domowych jedynie potencjalnie zwiększają ich majątek netto, natomiast realnie są udostępniane przedsiębiorcom na finansowanie z kredytów nowych inwestycji. A więc nie kurczy się ogólna wartość popytu tak, jak to się dzieje przy tezauryzacji złotych i srebrnych monet, a zmienia się struktura popytu: pewna część wartości popytu z dóbr konsumpcyjnych jest przestawiana na dobra produkcyjne. Natomiast to, czy przedsiębiorcy zgłoszą popyt na te dodatkowe oszczędności gospodarstw domowych zależy nie tylko od niskiej stopy procentowej, (jednak zawsze dodatniej, nawet gdy grawituje ona do zera, bo banki nie mogą udzielać kredytów po niższej stopie od wypłacanej deponentom), ale przede wszystkim od stanu koniunktury; czy i na ile wzrasta popyt na określone towary. Żaden przedsiębiorca nie będzie zaciągał kredytów i finansował nowe inwestycje, jeżeli nie wzrasta popyt na produkowane przez niego towary. Dlatego przez obniżanie stopy procentowej bank centralny stara się stymulować wzrost ogólnego popytu, w tym przede wszystkim popytu konsumpcyjnego, finansowanego z zaciągania tanich kredytów.
Autorzy tekstu problem niedostatecznego popytu postrzegają jako niezrozumiały paradoks. Piszą: „Negatywne skutki makroekonomiczne oszczędzania w analizie monetarnej można również wykazać przez utożsamienie nadmiaru oszczędności („Oszczędności > Inwestycje”) z nadmiarem globalnej zagregowanej podaży nad globalnym zagregowanym popytem. Dodanie konsumpcji do rentowności „Oszczędności” i „Inwestycji” oznacza, że „Oszczędności + Konsumpcja > Inwestycje + Konsumpcja”, przy czym „Oszczędności + Konsumpcja” są identyczne ze zagregowanymi dochodami lub zagregowaną podażą, a „Inwestycje + Konsumpcja” są identyczne ze zagregowanym popytem. Według tej prostej logiki „nadmierne oszczędności” powinny być wiązane z osłabieniem globalnego tempa wzrostu. Ale w latach 2012–2017, w odniesieniu do których Larry Summers stwierdził nie tylko „przewlekły nadmiar oszczędności”, ale również „długotrwałą stagnację”, globalny wzrost był średnio wyższy niż w latach 80. i 90. XX wieku W latach od 2002 do 2007, czyli w okresie, w odniesieniu do którego Bernanke stwierdził istnienie „globalnego nadmiaru oszczędności”, odnotowano najwyższe globalne wskaźniki wzrostu z całego okresu od 1980 do 2017 roku.”
W wyjaśnieniu paradoksu bezradny okazuje się też przywołany przez autorów model IS/LM-AS/AD. Dochodzą bowiem do wniosku, że „w analizie monetarnej naturalna stopa procentowa równoważąca oszczędności i inwestycje nie jest użytecznym pojęciem. Stwierdził to już Keynes (1936, str. 243), który preferował określenie „stopa optymalna””. Autorzy zamiast postawić pytanie, skąd bierze się nadpodaż kapitału, uparcie trzymają się paradygmatu, że oszczędności = inwestycje. W ślad za Keynesem uważają bowiem, że nadpodaż kapitału pochodzi i może tylko pochodzić z nadmiaru oszczędności. (Zobacz: L. Orlikowski: Produkcja i sprzedaż towarów oraz obieg pieniężny w gospodarce dynamicznej, Inst. Wyd. „Książka i Prasa”, Warszawa 2013, str. 109 – 111). Pod koniec tekstu stwierdzają jednak, że istnieją „Słabe dowody na nadmierne oszczędności”.
Tymczasem faktyczną przyczyną nadpodaży kapitału nie są nadmierne oszczędności, jak to w Ogólnej teorii dowodził Keynes i co za nim jak mantrę powtarzają bezrefleksyjnie wszyscy, nawet nobliści, a kreowany kredytowo pieniądz!