O właściwą płaszczyznę dyskusji na temat roszczeń

15.09.17, 13:13
O właściwą płaszczyznę dyskusji na temat roszczeń reparacyjnych (Część I)

W żadnym wypadku problem przesunięcia terytorialnego państwa polskiego i wyznaczenia naszych granic - zachodniej na Odrze i Nysie, a wschodniej na tzw. linii Curzona - nie ma nic wspólnego i nie może być łączony z roszczeniami reparacyjnymi Państwa Polskiego wobec Niemiec za zniszczenia, jakich Niemcy z premedytacją dokonali zarówno na populacji polskich obywateli jak i w substancji majątkowej polskich ziem w czasie II wojny światowej. Przecież to Niemcy wywołali tę okrutną wojnę, w której wszystkie te okrucieństawa z góry zaplanowali i systematycznie je realizowali. Nawet wtedy, gdy byli już świadomi, że wojnę przegrywają, nie odpuszczali a swe zbrodnicze działania zaostrzali i nasilali! Od początku aż do końcowego ich upadku, podstawowym zamysłem i celem było, nie tylko Hitlera i jego otoczenia, ale przytłaczającej większości Niemców, którzy służyli w hitlerowskiej machinie wojennej, żeby jak najwięcej eksterminować ludności na wschodzie i "oczyścić tam przestrzeń dla germańskiej rasy". Przecież to nie sam Hitler i jego świta własnymi rękami zagazowywali i palili zamykanych w obozach koncentracyjnych Żydów, Polaków, Rosjan, Cyganów oraz przedstawicieli innych narodów, a robili to przede wszystkim tzw. zwykli Niemcy. Nie Hitler i tylko sami hitlerowcy zniszczyli Warszawę, a mordowali jej ludność oraz palili i burzyli domy mieszkalne niemieccy żołdacy rekrutujący się spośród wszystkich warstw tego narodu! Ani jeden z nich nie uchylił się od realizowania tych zbrodniczych czynów!!!

Dlatego stanowczo należy uznać za bezprzedmiotowe i nie podlegające w ogóle dyskusji jakiejkolwiek próby wyrównywania rachunku za niemieckie zbrodnie na narodzie polskim faktem, że decyzją zwycięskich mocarstw, państwo polskie otrzymało terytorialną rekompensatę z określonej części terenów, które przed 1939 rokiem znajdowały się w granicach ówczesnego państwa niemieckiego w zamian za utracone ziemie wschodnie. Należy też przypomnieć, że ziemie te przyznane przez wielkie mocarstwa Polsce z punku widzenia perspektywy historycznej, nie były w przeszłości rdzennie niemieckie, a stopniowo zagrabiane Słowianom przez społeczności germańskie. Przecież Prusy zagrabiły Śląsk po trzech wyniszczających zamieszkałą tam ludność polską wojnach z Austrią ( I wojna śląska 1740-17; II wojna śląska 1744-1745; III wojna śląska 1756-1763 ). W trakcie tych wojen straty, jakie poniosła ludność Śląska, szacowane są na około 20% ogółu mieszkańców.(pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_%C5%9Bl%C4%85skie#II_wojna_.C5.9Bl.C4.85ska_1744-1745). Zwycięskie państwo pruskie w tej wojnie straty w ludności rdzennie śląskiej szybko uzupełniły napływem przesiedleńców z landów niemieckich. W średniowieczu w podobny sposób było niemczone Pomorze Zachodnie oraz Prusy Wschodnie. Germanie nie byli więc pierwotnymi mieszkańcami i właścicielami tych ziem, a grabieżcami i zdobywcami, którzy eksterminowali podbijaną obcoplemienną ludność. Z długoletniej swej historii stopniowych podbojów i eksterminacji sąsiadów, wyciągnęli w końcu taki wniosek: "Dlaczego robić to tak wolno? Można przecież szybciej, bo pozwalają na to współczesne środki techniczne, można też mordować na skalę przemysłową!". Taki plan nie narodził się w psychopatycznej głowie Hitlera! Już długo przed nim byli tacy wizjonerzy w Niemczech, którzy o tym pisali i do tego nawoływali. Hitler w swoim "Mein Kampf" napisał tylko to, co wówczas myślała i czego chciała większość Niemców i co potem, jeżeli nie wszyscy, to większość z nich chętnie realizowała! Osobiście widziałem oraz sam doświadczyłem jako niepełnoletni chłopiec i wciąż żywo pamiętam, co w czasie okupacji robili i jak szykanowali Polaków nie tylko nazistowscy funkcjonariusze ale też przeciętni tzw. "porządni" Niemcy. Nie dziwię się, że później wszyscy oni przed zwycięskimi wojskami sowieckimi tak szybko i w panice z naszej ziemi uciekali!

Narodu niemieckiego nie otrzeźwiły zbrodnie, jakie zainicjował Hitler i zaprzągł do ich realizacji cały niemiecki naród, a dopiero przegrana wojna! Gdyby nie buta Hitlera oraz jego nieobliczalna psychopatyczna natura, która w sposób nieracjonalny skłoniła go do wcześniejszego podboju Francji i innych krajów Europy Zachodniej oraz do zaatakowania - całe szczęście nieskutecznego - Anglii, to Niemcy pod przywództwem Hitlera wymordowaliby w Europie wszystkich "podludzi". Niewątpliwie do takiej hekatomby doszłoby, gdyby Hitler w 1940 roku, zamiast podbijać kraje zachodu, skierował całą swą machinę wojenną na sowiecką Rosję. Należy sądzić, że zarówno Francja jak i Anglia nadal przyglądałyby się spokojnie zbrodniczym poczynaniom niemieckich "nadludzi" w Rosji i nie podejmowały wobec niemieckiego agresora żadnych zbrojnych działań podobnie, jak zachowywały się we wrześniu 1939 roku, kiedy machina wojenna podbijała Polskę, kiedy niemieckie lotnictwo bombardowało i burzyło bezbronne polskie miasta oraz zabijało w nich cywilną ludność. Nadal te kraje nie widziałyby dla siebie zagrożenia ze strony Hitlera. Zachód nie udzieliłby więc sowieckiej Rosji żadnej wojskowej pomocy w jej zmaganiach z hordami niemieckich zbrodniarzy. Nawet należy sadzić, że to Hitler byłby przez Anglosasów wspomagany, przede wszystkim w dostawach paliwa dla jego zmotoryzowanych zagonów do sprawnego realizowania swojego "blitzkriegu" w Rosji. Pod koniec 1941 roku, czyli w pierwszym roku wojny Hitlera ze Stalinem, to nie zdezorganizowana i zdziesiątkowana od błyskawicznego uderzenia niemieckiego Armia Czerwona wyhamowała szybki marsz w głąb Rosji przez zmotoryzowane niemieckie zagony, a przede wszystkim niedostateczne dostawy paliwa dla zajmowania tak bardzo rozległych obszarów. Właśnie z powodu tego "błędu w kolejności pożerania" europejskich państw Hitler i Niemcy przegrali swoją zbrodniczą wojnę. Jaki byłby jednak los Polaków i w ogóle Słowian, których ówcześni Niemcy traktowali jako "podludzi", gdyby wojenna machina Hitlera najpierw uderzyła na Rosję oraz przy milczącym zezwoleniu i aktywnej pomocy zaopatrzeniowej państw Zachodu pokonała znienawidzone też przez Zachód państwo sowieckie. Jako "podludzie" Polacy byliby dzisiaj niewolnikami swych niemieckich "nadludzi". Chyba że "nadludzie" do tego czasu zdążyliby zagazować i spalić wszystkich "podludzi". Ten drugi wariant jest bardziej prawdopodobny, bo "niemiecka racjonalność" zadbałaby o to, aby po zagazowaniu i spaleniu wszystkich Żydów, zbudowane na terenach ziem polskich obozy koncentracyjne i krematoria stały bezczynnie, były nieproduktywne i nie oczyszczały z "podludzi" przyszłego niemieckiego Lebensraum (przestrzeni życiowej – dla Niemców oznaczało to tereny, które miały im się należeć jako narodowi rasy panów) (wiadomosci.onet.pl/tablica/lebensraum-przestrzen-zyciowa-dla-niemcow-oznaczal,1667,238933,84823951,watek.html).

    • 2leor1931 Re: O właściwą płaszczyznę dyskusji na temat ros 15.09.17, 13:16
      O właściwą płaszczyznę dyskusji na temat roszczeń reparacyjnych (Część II)
      Należy jednak sadzić, że po podbiciu sowieckiej Rosji, Hitler dysponując jej zasobami surowcowymi, eksploatowałby je przy pomocy niewolniczej siły roboczej Rosjan i wykorzystał do dalszego podboju wszystkich państw europejskich łącznie z wyspiarską Anglią. Gdyby w takim kierunku potoczyła się historia Europy, to dzisiaj na całym naszym kontynencie istniałoby tylko jedno państwo: "germańskich nadludzi". Wszystkich Niemców rozpierałaby wielka duma, że ich naród wydał największego geniusza ludzkości, i czciliby Hitlera jak boga. Psychopatia Hitlera, nie pozwoliła mu dostrzec takiej szansy w pokierowaniu zdarzeń w grze o niemiecki podbój Europy. Dla tych wszystkich, których naziści uznali, a bardzo wielu Niemców w okresie II wojny światowej traktowało jako "podludzi" to wielkie szczęście, że hitlerowskie Niemcy zostały pokonane, a dla "nadludzi" i ich potomków to nieszczęście, bo muszą myśleć, jak się wyłgać od wciąż nieuregulowanych roszczeń reparacyjnych za zniszczenia, jakich Niemcy dokonali w czasie II wojny światowej. Jednak nie tylko można, ale i trzeba wyciągać nawet najbardziej alternatywne wnioski z faktycznych zdarzeń dostarczonych przez historię. Trzeba umieć i chcieć oceniać przeszłość nie tylko z punktu widzenia własnego interesu, ale i tych którzy byli prześladowani, którym działa się wtedy krzywda i niesprawiedliwość!

      Można się tylko dziwić, że do dyskusji o roszczeniach reparacyjnych za zbrodnie i straty, jakich Niemcy dokonali w Polsce w czasie II wojny światowej, włącza się też niemiecki historyk i próbuje kupczyć, czyli wykupywać się od tych roszczeń tym, że jego państwu zostały odebrane ziemie, które w historycznie wcześniejszym okresie przez przodków jego współplemieńców zostały zagrabione na słowiańskich sąsiadach. Po prostu czujemy się spadkobiercami tych Słowian, którzy w historycznej przeszłości w części zostali wytępieni a w pozostałej części zgermanizowani. Nie mamy więc żadnego powodu, żeby odczuwać dyskomfort grabieżcy!

      Panie Schoellgen roszczenia reparacyjne to zupełnie inna płaszczyzna dyskusji od tej, którą Pan chciałby prowadzić jako wygodniejszą i korzystniejszą dla bieżących interesów Pana ziomków. Jednak jako historyk Pan dobrze wie, że nie może i nie powinien Pan przywoływać w dyskusji argumenty tylko z najnowszej historii i to w dodatku wyestraktowane z kontekstu niewygodnych bo zbrodniczych faktów. Pan boi się perspektywy historycznej, bo jest ona równie niechlubna i naganna, jaką była wywołana i prowadzona przez Niemcy II wojna światowa!
    • 2leor1931 Re: O właściwą płaszczyznę dyskusji na temat ros 15.09.17, 13:18
      Niemiecki historyk o roszczeniach reparacyjnych. "Igranie z ogniem"

      www.money.pl/gospodarka/unia-europejska/wiadomosci/artykul/reparacje-wojenne-roszczenia-niemcy-polska,207,0,2363855.html
      oprac. Bartosz Krzyżaniak
      6 — 7 minut
      Szacuje się, że zniszenia wojenne lewobrzeżnej warszawy przekroczyły 80 proc. Fot. EAST NEWS
      Szacuje się, że zniszenia wojenne lewobrzeżnej warszawy przekroczyły 80 proc.

      Wysuwanie przez Polskę roszczeń reparacyjnych grozi powrotem do dyskusji o polskich granicach - nie tylko zachodniej, lecz także wschodniej - twierdzi Gregor Schoellgen, niemiecki historyk.

      Schoellgen przedstawił swoje racje w niedzielnym wydaniu "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Jego zdaniem przejęcie przez Polskę po wojnie dawnych ziem niemieckich pokryło "w znacznym stopniu" polskie roszczenia reparacyjne wobec Niemiec.
      Rachunek uregulowany?

      Historyk wylicza świadczenia wypłacone przez niemiecki rząd w okresie powojennym różnym kategoriom ofiar - od 3 mld marek niemieckich w 1952 r. dla państwa Izrael do odszkodowań dla robotników przymusowych w 2000 r. O tym, jak Niemcy, a także inne państwa, regulowały kwestie odszkodowań wojennych przeczytasz w artykule money.pl.

      - Do końca 2015 r. RFN wypłaciła świadczenia będące zadośćuczynieniem za wojnę w wysokości 73,4 mld euro - podkreśla Schoellgen, zastrzegając, że kwota ta nie obejmuje wywłaszczeń i demontażu niemieckiego przemysłu w strefach okupacyjnych oraz wartości ziem odstąpionych ZSRR i Polsce.

      O niemieckich reparacjach zaczęło być głośno na początku sierpnia za sprawą polityków PiS, w tym prezesa Jarosława Kaczyńskiego, o czym szerzej pisaliśmy w money.pl.

      Niemiecki historyk przyznaje na łamach "FAZ", że tereny na wschód od Odry i Nysy przyznane zostały Polsce w umowie poczdamskiej z 2 sierpnia 1945 r. jedynie "w administrowanie". Jednak zaznacza, że "od początku było jasne, że nie może być powrotu do dawnego status quo".

      - Zwrot Niemcom byłych obszarów niemieckich na wschód od Odry i Nysy byłby do pomyślenia tylko wtedy, gdyby dawne polskie obszary na wschód od Bugu zostały zwrócone Polsce, a to było właśnie nie do pomyślenia - tłumaczy autor.

      Polska milczała

      RFN w Układzie o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków z 7 grudnia 1970 r. ostatecznie uznała granicę z Polską. Schoellgen przypomina, że aby doprowadzić do ratyfikacji umowy przez parlament, strona niemiecka "skazana była na koncesje strony polskiej" dotyczące między innymi reparacji.

      - W oświadczeniu, którego pełnej treści wówczas nie opublikowano, Polska potwierdziła w grudniu 1970 r. wyraźnie trwającą ważność oświadczenia z sierpnia 1953 r., że roszczenia reparacyjne zostały spełnione - przypomina historyk.

      Jego zdaniem ten stan rzeczy pozostał bez zmian po zjednoczeniu Niemiec. Ewentualne roszczenia mogły być zgłoszone podczas negocjacji "2+4", zakończonych podpisaniem 12 września 1990 r. Traktatu o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec.

      - Polska, która jako jedyne państwo oprócz sześciu stron traktatu uczestniczyła w turach negocjacji, nie zrobiła tego - zauważa Schoellgen.

      W zamian Niemcy potwierdziły 14 listopada 1990 r. nienaruszalność wspólnej granicy na Odrze i Nysie, a tym samym także odstąpienie dawnych ziem niemieckich.

      - Kto podnosi dziś wobec Niemiec polskie roszczenia reparacyjne, ten musi wiedzieć, że może to oznaczać igranie z ogniem - pisze Schoellgen.

      Niemiecki historyk przytacza wypowiedź ówczesnego ministra spraw zagranicznych RFN Waltera Scheela z września 1972 r. z jego rozmowy z polskim odpowiednikiem: "W ramach takiej dyskusji nie można byłoby pominąć faktu przejęcia własności byłych niemieckich terenów. Trzeba by też uwzględnić straty osobowe i szkody materialne".

      - W rezultacie doszłoby do bardzo niebezpiecznej dyskusji - ostrzegał wtedy Scheel.
      Kto może tego chcieć?

      - Na szczęście temat ten stracił po niemieckiej stronie emocjonalne znaczenie. Ale czy dotyczy to tak samo Polski, Białorusi i Ukrainy, a w tle także Rosji? - pyta Schoellgen.

      - Kto porusza temat reparacji, ten podnosi też nieuchronnie temat polskiej granicy zachodniej; kto porusza temat polskiej granicy zachodniej, otwiera nieuchronnie temat polskiej granicy wschodniej, a to prowadzi nieuchronnie do dyskusji o stosunku Polski do Ukrainy i Białorusi, ponieważ do tych dwóch państw należą od czasu rozwiązania Związku Radzieckiego dawne polskie obszary na wschód od Bugu - przypomina historyk.

      Autor przypomina na łamach "FAZ", że brytyjski minister spraw zagranicznych George Curzon wyznaczył pod koniec 1919 r. na Bugu środkową część przebiegu granicy między Polska a Sowietami.

      - Zarówno Polacy, jak i Sowieci odrzucili wówczas tę linię i usiłowali przeforsować swoje plany za pomocą środków militarnych - zauważa autor. Jak dodaje, tak samo postąpił Stalin, gdy powołując się na Curzona przeforsował tę granicę najpierw w rozmowach z Hitlerem, a potem z Roosveltem i Churchillem.

      - Od przyjęcia Polski do UE, a więc od 1 maja 2004 r., proponowana w 1919 r. przez Curzona granica pokrywa się ze wschodnią granicą zewnętrzną UE. Kto podważa dziś w jakimkolwiek punkcie kompleksowe status quo na tym obszarze, wrzucając na przykład problem reparacji, ten znajdzie się niespodziewanie w epoce wojen światowych. Kto może tego chcieć? - konkluduje historyk.

      Gregor Schoellgen jest autorem wielu książek o niemieckiej polityce zagranicznej w XIX i XX w. 64-letni historyk należy do wydawców akt niemieckiego MSZ. Obecnie wykłada historię współczesną w uniwersytecie Erlangen.

      Z Berlina Jacek Lepiarz
    • oka_blysk Moralnie mamy rację, ale ... 15.09.17, 18:44
      Moralnie mamy rację, jeśli chodzi o II WŚ,
      ale co do reszty to byłbym ostrożny.

      Jakieś przekłamania i półprawdy wdały się w cały ten emocjonalnie napisany wywód.

      ------------------------
      Ja, jako Polak, nie czuję się spadkobiercą wszystkich Słowian zachodnich (czy północno-zachodnich). W ogóle nie lubię takiego myślenia, bo próba przyłożenia dzisiejszej definicji kraju do rozumienia kraju z czasów średniowiecza nie ma sensu. Zaraz zresztą zaczyna mi to przypominać rosyjski bełkot o jedności i potrzebie unifikacji Słowian wschodnich, a zaraz za tym idzie ruch panslawizmu o zjednoczeniu wszystkich Słowian. A jak za głęboko pogrzebiemy, to okaże się jeszcze, że ziemie "rdzennie słowiańskie", były "rdzennie germańskie". W przypadku granic wolę argumenty o "państwowości" niż "etniczności", bo jak te powyższe argumentu dodać, to można podsumować "I chuj Polskę strzelił", bo albo jesteśmy na ziemiach germańskich, albo jesteśmy częścią państwa Słowian (czytaj: Rosji), albo jedno i drugie.

      Wojny śląskie - wojna pomiędzy Prusami a Austrią (w wielkim uproszczeniu), z czego ta ostatnia przegrała i musiała oddać część swojego terytorium Prusom. Polski w tym w ogóle nie było, więc argument też niebezpieczny, bo może warto by te ziemie oddać teraz Czechom? Kiedy to Śląsk był ostatnio częścią Polski? Jak policzyć lata, to kto ma większe prawo do Śląska: Polska czy Czechy?

      Idąc dalej, trzeba chyba oddać Mazury Jadźwingom - tylko cholera nie wiadomo jak, ale słyszałem, że Litwini czują się ich duchowymi spadkobiercami, więc można oddać Mazury Litwinom.

      Itp., itd. podbijanie bębenka etnicznego sprzed pół tysiąca lat mnie nie do końca przekonuje. Chce ktoś porozmawiać z Ukraińcami o rdzennych ziemiach ruskich? W formule historycznej chętnie porozmawiam, ale aby z tego obecnie (!) wysnuwać jakieś daleko idące wnioski o potrzebie prowadzenia takiej, albo innej polityki Polski względem sąsiadów jest niestosowne.
      • oka_blysk Stanisław Michalkiewicz o reparacjach 15.09.17, 18:46
        Stanisław Michalkiewicz też ma swoje zdanie o tym (jeśli ktoś go ceni, ja akurat nie zachwycam się nim).
        Z definicją polityczną się zgadzam, z prawną nie (np. jednak gwarancje granicy mamy nieco mocniejsze niż o tym mówi).

        (od 5 min 46 sek.)
        youtu.be/k0cQMkkLYy0?t=5m46s

        (Chociaż znajduję też także inne wytłumaczenia, jak np. (a) drugi rząd polityków PiS chula na całego i JK nad tym nie panuje, (b) Amerykanie podpuszczają Polaków. To ostatnie jest nawet przekonujące ... Amerykanie od jakiegoś czasu coraz mocniej naciskają na różne kraje w CEE na różne sposoby - Co Wy na to?: My naciskamy Niemców, a Amerykanie naciskają nas mieniem żydowskim - gra ciągniona, a za sznurki pociągają Amerykanie. Jak się podoba?).
        • oka_blysk II Wojnę Światową przegraliśmy 15.09.17, 18:48
          II Wojnę Światową przegraliśmy.

          Oprócz Wojny Polsko-Sowieckiej (przy dużym wsparciu Francji), to ostatnia wojna jaką wygraliśmy, to chyba gdzieś na samym początku XVIII wieku? - ponad 300 lat temu jeśli dobrze liczę? Jak na życiowych nieudaczników, to wolałbym więcej pokory i ostrożności w swoich poczynaniach. 300 lat w czarnej dupie, to na pewno nie był przypadek, skądś się to wzięło przecież.

          Byłbym ostrożny w wyciąganiu spraw, których nie jesteśmy w stanie wygrać.

          ----------------
          Ostateczne ustalenia powojenne ustalone były przez USA, Anglię i Rosję. I to te kraje były/są gwarantami tych ustaleń.

          Dam nie tak dawną opowieść o gwarancjach:
          w 1994 r. Ukraina pozbyła się broni atomowej w zamian za gwarancje swoich granic. Stronami, które to gwarantowały były USA, Anglia i Rosja. W 2014 r. po chwili namysłu wszystkie te kraje stwierdziły, że te gwarancje są nieważne. Ukraina zdecydowania ma obecnie moralnie rację, ale kraje gwarantujące olały Ukraińców i mamy to co mamy - czyli Ukraińców z niczym.

          Wracając do "Jałty":
          Gwarantami były USA, Angia i Rosja. To teraz do kogo pobiegniemy z prośbą o zmianę warunków tego porozumienia? (do USA)? Czy w ogóle ono istnieje dalej? Może USA, Anglia, Rosja już poszły dalej i żyją teraz czymś zupełnie innym?
          No chyba, że ktoś wierzy, że sami potrafimy zmienić umowy, które już zostały zmienione i puszczone w niepamięć. (Ale może się mylę i tak jak wspomniałem we wpisie wyżej, te reparacje to Amerykanie kręcący w CEE).
          • oka_blysk A na zakończenie: puenta z morałem 15.09.17, 18:51
            Na zakończenie:
            "Nie za każdym patykiem, który ktoś nam rzuci, należy biec"

            (powtarzając nieco za St.M.)

            PiS rzucił patyk i wszyscy się za nim rzucili. Jakby był jakiś plan typu: takimi metodami, w takim czasie, przy takich nakładach, osiągniemy to i to - to bym się nad kwestią pochylił, ale tu po prostu ktoś rzucił patyk i sfora pobiegła za nim. Minister Waszczykowski mówi, że rząd się tym nie zajmuje, prezydent też jakoś o tym milczy, więc czym jest ten temat rzucony do mediów?
    • cojestdoktorku Re: O właściwą płaszczyznę dyskusji na temat ros 15.09.17, 19:16
      uważam ze mozemy grac reparcjami z niemcami cały czas i bez przerwy ale z sensem, czyli przy ustalaniu budżetów unijnych, przy kwotach CO2 i tym podobne,

      > W żadnym wypadku problem przesunięcia terytorialnego państwa polskiego i wyznac
      > zenia naszych granic - zachodniej na Odrze i Nysie, a wschodniej na tzw. linii
      > Curzona - nie ma nic wspólnego i nie może być łączony z roszczeniami reparacyj
      > nymi Państwa Polskiego wobec Niemiec za zniszczenia,

      niestety moze smile
      faktem jednak jest że ziemie zachodnie są reparacjami, bo to nie było żadne przesunięcie Polski, ten wschód który nam odebrano to po prostu to coś co wcześniej nielegalnie zagarnęlimyśmy wbrew ustaleniom po pierwszej wojnie swiatowej
      ładnie to widac na mapkach
      https://polska1918-89.pl/photos/sklad-narodowosciowy-ii-rp-wedlug-spisu-ludnosci-z-1931-r.-,3455.jpg
      https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/76/Polish_language_frequency_in_Poland_in_1931.PNG/1200px-Polish_language_frequency_in_Poland_in_1931.PNG
Pełna wersja