2leor1931
03.10.17, 14:29
NALEŻY ZMIENIĆ PARADYGMAT KREACJI I EMISJI PIENIĄDZA NIETOWAROWEGO!
0310
2017
12:31
Konsolidować dochody czy wydatki budżetowe?
Zamiast dywagować, należy zmienić paradygmat kreacji i emisji pieniądza nietowarowego!
1.„Obserwator Finansowy” udostępnił swym czytelnikom tekst pt.: „Konsolidacje oparte na dochodach są bardziej recesyjne niż te oparte na wydatkach” (od łac. consolido – uszczelnić, wzmocnić – zob.: Marian Plezia (red.) Słownik Łacińsko-Polski, Wyd. Nauk. PWN, Warszawa 2007, T. I, str. 710; oraz konsolidacja – zespolenie, ugruntowanie, umacnianie, np.: zamiana kredytów krótkoterminowych na długoterminowe o korzystniejszym oprocentowaniu dla kredytobiorcy – zob.: Witold Dobrowolski (red.) Słownik Języka Polskiego, PWN Warszawa 1964, T. III, str. 938) autorstwa:Roel Beetsma i Massimo Giuliodori, profesorów ekonomii oraz Oana Furtuna, doktorantki ekonomii, wszyscy z Uniwersytetu w Amsterdamie (www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/rynki-finansowe/konsolidacje-oparte-na-dochodach-sa-bardziej-recesyjne-niz-te-oparte-na-wydatkach/). Autorzy już w tytule tekstu sygnalizują, jaką tezę w nim uzasadniają.
W podsumowaniu tekstu komunikują, że mniejszym złem jest konsolidacja wydatków, czyli finansowanie z deficytu budżetowego, aniżeli konsolidacja dochodów, czyli powiększenie (przez rygorystyczne egzekwowanie) wpływów podatkowych. Stwierdzają bowiem: „W wielu pracach w dziedzinie badań empirycznych stwierdza się, że konsolidacje oparte na wydatkach są mniej recesyjne niż konsolidacje oparte na przychodach.” Jednak w dalszej części sformułowanego wniosku zastrzegają: „Stwierdzamy, że przynajmniej część zaobserwowanych różnic w reakcji ekonomicznej może być spowodowana różnicami w zakresie działań następczych między omawianymi dwiema strategiami (np. pomiędzy zmniejszeniem wydatków z deficytu budżetowego a zwiększeniem przychodów budżetowych z opodatkowania – LO). Oznacza to, że lepsze działania następcze ogłoszonych ograniczeń wydatków mogą spowodować negatywną reakcję keynesowską (w dalszym wpływie na przyszły rozwój koniunktury gospodarczej – LO), podobną do tej, jaka następuje po ogłoszonym zwiększeniu przychodów. Nie oznacza to, że plany ograniczenia wydatków muszą być koniecznie złym pomysłem. Mogą być zalecane z powodu stabilności budżetu publicznego lub w celu ograniczenia rozdętego sektora publicznego. Jednakże nie oznacza to, że nie mogą one stanowić tańszej drogi do konsolidacji budżetowej niż zwiększenie przychodów.”
Zastrzeżenie sformułowane w końcowej części podsumowania pozostawiają czytelnika w głębokiej rozterce, bo nie dowiedział się on, w jakim kontekście i dla kogo ograniczenia deficytowych wydatków budżetowych „mogą stanowić tańszą drogę do konsolidacji budżetowej niż zwiększenie przychodów.” Autorzy swymi końcowymi sprzecznymi dywagacjami dowiedli tego, czego prawdopodobnie nie zamierzali, iż w ramach obecnie obowiązującego paradygmatu, na którym jest oparta polityka pieniężno-finansowa, nie da rozwiązać się dylematu dynamizowania wzrostu gospodarczego oraz równoległego pożądanego stabilizowania finansów publicznych. Problemem jest bowiem to, że wydatki z deficytu budżetowego są najskuteczniejszym i podstawowym instrumentem nakręcania koniunktury oraz dynamizowania wzrostu gospodarczego. Ale kosztem jest wzrost długu publicznego i to paradoksalnie narastającego w tempie przyspieszonym w stosunku do tempa wzrostu dochodu. Skutkiem jest systematycznie wzrastający poziom długu do dochodu. To z kolei podnosi koszty obsługi długu publicznego i przekłada się na wzrost udziału tych kosztów w wydatkach budżetowych. Trudno więc odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób i czyim kosztem można w takiej sytuacji realizować „ograniczenia rozdętego sektora publicznego”.
Oto główny i jak dotąd nie do rozwiązania problem w ramach obowiązującego paradygmatu oraz doktryny realizowanej w sferze polityki pieniężno-finansowej. Tacy analitycy, jak autorzy w/w tekstu, wolą dywagować w granicach fałszywego paradygmatu i pozostawiać czytelnika w rozterce, bo faktycznie niczego mu w swoim tekście nie wyjaśniają, aniżeli stawiać sensowne pytania i doszukać się istotnej przyczyny w sprzeczności, jaka występuje w realnej gospodarce, niewątpliwie na skutek prowadzenia błędnej polityki pieniężno-finansowej.
2.Zbadajmy i wyjaśnijmy więc najpierw, jak z pieniądza towarowego, czyli z monet kruszcowych, wyewoluował i powstałpieniądz nietowarowy, czyli papierowe banknoty i bankowe depozyty, tj. pieniądze w postaci zapisów na rachunkach bankowych.
W napisanych i wydanych książkach: Pieniądz endogeniczny czy egzogeniczny (2006 r.) oraz Produkcja i sprzedaż towarów oraz obieg pieniężny w gospodarce dynamicznej (2013 r.) wykazałem, że w każdej gospodarce dynamicznej, czyli takiej, która znajduje się w fazie wzrostu produkcji i dostarcza na rynek coraz większą podaż towarów, przyrosty tej podaży w kolejnych latach stanowią nadwyżki wartości w stosunku do wartości równolegle wytwarzanych i realizowanych pieniężnych przychodów/dochodów przez podmioty gospodarcze. Pieniężne przychody/dochody zrealizowane za nakłady w produkcję w ubiegłym okresie rozliczeniowym określają wartość popytu w bezpośrednio następnym okresie. Ponieważ popyt na rynkową podaż towarów w danym przedziale czasu jest określony wartością pieniężnych przychodów/dochodów realizowanych w bezpośrednio wcześniejszym przedziale czasu a wydawane w następnym, więc sprzedaż, czyli upłynnienie realnego przyrostu podaży towarów w warunkach obiegu kruszcowego może nastąpić po stałych cenach tylko wtedy, gdy przyrost podaży/emisji monet kruszcowych co do wartości jest równa przyrostowi podaży masy towarowej. Jeżeli wartość przyrostu podaży pieniądza jest mniejsza od przyrostu towarów, to całą podaż towarów można wtedy upłynnić, sprzedać albo poprzez obniżenie cen wszystkich oferowanych na rynek towarów albo też przez sprzedaż całego przyrostu podaży na kredyt. Na sprzedaż towarów po obniżonej cenie mogą sobie pozwolić tylko ci producenci, którzy produkują po najniższych kosztach, czyli procesy produkcji realizują przy pomocy najnowocześniejszej techniki. Natomiast ci, którzy dysponują przestarzałą i niskowydajną techniką nie mogą obniżać cen sprzedaży swoich towarów, zwłaszcza gdy produkują w granicach wysokich kosztów krańcowych, czyli jednostkowych kosztów wytwarzanych towarów równych cenom ich sprzedaży, bo wpadliby w długi i musieliby zbankrutować. Przede wszystkim ci krańcowi producenci starają się więc sprzedawać swoje towary po stałych, niezmiennych cenach. I oni to najchętniej sprzedają swoje towary na kredyt, czyli z odroczonym terminem zapłaty. W rezultacie sami również muszą kupować na kredyt zaopatrzenie materiałowo-techniczne dla swoich zakładów, aby móc dalej produkować.
W ten sposób powstaje łańcuch współzależności sprzedaży towarów na kredyt. Jeszcze w niedalekiej przeszłości był on realizowany trasowanymi wekslami, to jest pisemnymi dokumentami wystawianymi przez pierwszych wierzycieli, czyli udzielających towarowego kredytu, w których zobowiązywali kredytobiorców do zapłaty określonej sumy i w terminie wyznaczonym na wekslach ich posiadaczom. Sprzedaż towarów na kredyt była obciążona taką sama stopą procentową, jaką pożyczka udzielana w pieniądzu. Jeżeli na przykład stopa procentowa pożyczki pieniężnej wynosiła w skali rocznej 10 procent, to sprzedawca towaru na kredyt z odroczonym rocznym terminem płatności wystawiał na kupującego weksel do zapłaty na sumę o 10 procent wyższą od wartości sprzedanego mu towaru. Weksle trasowane na zasadzie dyskonta krążyły w charakterze parapieniądza, to jest można było za nie kupować towary na zasadzie indosu, czyli cedować pisemnie na wekslu sumę wierzytelności do zapłaty kolejnemu sprzedawcy towaru.