dorota_333
11.12.17, 12:24
... co z Afryką. Czy ich plan się powiedzie?
"Spójrzmy na te sprawy z naszej perspektywy. Natknąłem się na tezę australijskiego politologa, prof. Paula Dibba, który twierdzi, że Chiny będą dążyć do uzależnienia politycznego i ekonomicznego biedniejszych krajów UE, między innymi za pomocą infrastruktury. Podziela ją Pani?
- Po zjeździe KPCh i po wypowiedziach Xi wydaje się, że ten cel został dość wyraźnie zarysowany. Pytanie czy Chinom uda się go osiągnąć.
Dlaczego miałoby się nie udać?
- W chińskiej polityce zagranicznej pomoc udzielana krajom rozwijającym się jest jednym z ważniejszych celów. To nic nowego. Okazuje się jednak, że Chiny patrzą na Europę Środkową i Wschodnią właśnie przez ten pryzmat. Na przykład w powstałej z chińskiej inicjatywy formule współpracy Chin z krajami Europy Środkowej i Wschodnie (tzw. 16+1), chińska oferta dla naszego regionu to w dużym stopniu powielenie modelu stosowanego w Afryce.
Brzmi to co najmniej szokująco…
- I pokazuje, że Chiny, formułując ofertę współpracy, nie rozumiały w pełni specyfiki naszego regionu. Chociażby tego, że większość państw, które Chińczycy zaliczyli do „szesnastki”, to członkowie Unii, dla których chińska pomoc w postaci kredytów na rozbudowę infrastrukturę nie jest atrakcyjna, a wręcz niepotrzebna.
Chodzi o to, że Chiny próbują zastosować ten sam model, który stosują od lat. Sprawdza się on bardziej w tych pięciu krajach „szesnastki”, które nie są w Unii. One nie mają bowiem łatwego dostępu do finansowania projektów i chętniej przyjmują chińską ofertę.
Po wizycie premier Szydło w Pekinie pojawiły się sugestie, że Chińczycy mogą na przykład wziąć udział w budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego. Gdyby się tak stało, byłoby to zagrożeniem dla naszych interesów?
- Nie, ponieważ ten projekt lub inne, które będą w Polsce realizowane, nie będzie opierał się na modelu, który Chiny stosują na przykład w ramach linii kredytowej w formacie 16+1.
Polska jako członek UE nie jest zainteresowana kredytami, które dodatkowo musiałyby zostać objęte państwowymi gwarancjami. Dlatego nie ma w Polsce chińskich inwestycji infrastrukturalnych, bo są one dla nas nieatrakcyjne.
Co więcej, nie potrzebujemy chińskiego inwestora jako źródła finansowania. Potrzebny nam taki, który zapewni know-how i nowoczesne technologie. A do tego jego oferta będzie konkurencyjna."
Całość:
www.wnp.pl/wiadomosci/pism-nie-chcemy-pomocy-inwestycyjnej-od-chinczykow,311667_1_0_0.html
Mój komentarz: wygląda na to, że ekipa dobrej zmiany wykombinowała sobie (na poziomie praskiego cwaniaczka), że po skłóceniu z Europą zwrócimy się o finansowanie do Chińczyków. Że inwestycje UE zastąpimy chińskimi, i to nam da ten planowany gigantyczny impuls rozwojowy rzędu 1 biliona.
Trudno o gorszy idiotyzm.
PS. To mi się podoba w Morawieckim, że się nie chrzani z liczbami. Jakie tam miliardy... Bez kozery mówię: bilion