dorota_333
15.02.18, 10:55
W każdej partii jest pewnie jakiś wewnętrzny obieg informacji (eufemistycznie to nazywając), ale PiS jest zbudowany na wzajemnym donoszeniu działaczy na siebie. Taki styl zarządzania kadrami (leninowsko-stalinowski) narzucił sam prezes Jarosław Kaczyński. Lubujący się w rozgrywaniu donosów.
"Każdy coś ma na każdego - mówi w rozmowie z "Faktem" polityk partii. Dodaje również, że Kaczyński "wszystko musi wiedzieć" - również o sprawach, które dotyczą lokalnych działaczy. - Prezesa najbardziej złoszczą informacje o tym, że jakiś działacz kradnie, albo, że ma kochanki, rozwodzi się lub bije żonę, czyli "obyczajówka" - tłumaczy informator.
Donosy są przekazywane na różne sposoby. Niektórzy dostarczają informacje najbliższym współpracownikom Kaczyńskiego lub samemu prezesowi. Jak podkreślają rozmówcy dziennika, tego typu spotkania wyglądają jak sceny z "Ucha Prezesa". - To jest jak audiencja u króla Albo będzie, albo nie - mówią politycy PiS.
Jest jeszcze jedna metoda na dostarczenie donosu. Nieoceniona jest pomoc słynnej już pani Basi. Zaufana sekretarka prezesa przekazuje wszystkie informacje Jarosławowi Kaczyńskiemu, które potem są starannie "kolekcjonowane" przez prezesa. Po co? Donosy są wykorzystywane w stosownym czasie albo pokazywane "pokapowanemu" politykowi.
- Taki delikwent zostaje wezwany nagle, widzi, że prezes jest zły, ma jakieś papiery na stole. Wtedy Kaczyński nagle wychodzi. A delikwent ma czas przeczytać donosik. Po chwili prezes wraca. No i co? Delikwent za przeproszeniem "robi w majty i sypie" - opowiada "Faktowi" jeden z polityków."
wiadomosci.wp.pl/donosy-podczas-miesiecznicy-tak-lokalni-dzialacze-zalatwiaja-interesy-z-prezesem-6219775691876481a
Piękne i budujące, co? Tak się tworzy IV RP.