lastboyscout
09.10.18, 17:41
Przycinek od dluzszego czasu mowi o chorym rynku i trudno mi sie z nim nie zgodzic.
Ja mowie: monopole i oligopole i trudno mnie samemu sie ze soba nie zgodzic
Chcialbym jednak wskazac na cos zupelnie niezauwazanego.
W tym niby chaotycznym rynku istnieje logika, ktore kreuje sytuacje w ktorej popyt zostal calkowicie przekierowany na bezwartosciowe dobra, tymsamym nieustannie podnoszac ich ceny.
Ludzie coraz ciezej pracuja/zarabiaja coraz mniej na nieistniejaca/pozorna/zanikajaca "wartosc" dobr i uslug.
Czy jest to wspolczesne gowno warte "wyksztalcenie", ciagle zmieniane profesje, rozrywka w rodzaju FB, objezdzanie swiata Diabel wie po co, czy bezuzyteczne/w absurdalnym nadmiarze gadzety, cczy miesnie z silowni, atramentowe obrazki na dupie, wargi z chemii czy inne wargi ciete na nastolatke, wszystko to tworzy ilucje posiadania jakiejkolwiek trwalej wartosci.
A jest w praktyce jedynym kierunkiem lokowania realnego kapitalu pochodzacego z realnego intelektu, ciezkiej pracy czy utraty zdrowia.
Rownolegle do wzrostu tych cen rosna ceny utrzymania i opodatkowania.
Co wiec konsekwetnie tanieje?
REALNE, TRWALE i OGRANICZONE W ZASOBACH ALE NIEZBEDNE DO ISTNIENIA czlowieka dobra w rodzaju nieruchomosci, wlasnosci zrodel pozyskiwania surowcow i wszelkiego rodzaju technologie.
Paradoks, przypadek czy z gory zmanipulowany mechanizm?
Jezeli przyjrzec sie historii to oczywiscie zawsze tak sie dzialo i zawsze w grze brali udzial ci sami ludzie.
Jezeli by sie jednak zastanowic nas wspolczesna skala tego zjawiska mozna nabrac uzasadnionej watpliwosci nad odwracalanoscia tego szalbierstwa