zimna-wodka
05.11.18, 23:07
Działo się tej jesieni. Najpierw wybory samorządowe. Nikt nie neguje, że pisdzielstwo odniosło sukces powiększając stan posiadania (w skali Polski). Ale wizerunkowo wypadło to trochę inaczej. Cała propaganda koncentrowała się na Warszawie z lekka tylko wspominając o Krakowie i Gdańsku. Reszta kraju nie istniała chyba że Prezes pojechał i przemówił.
W Warszawie zwycięstwo było niepewne choć przesądzone. Ten niezwykły twór logiczny propaganda osiągnęła w prosty sposób - dzień w dzień opowiadano o cud talentach Jakiego i samych wadach kontrkandydata, o uwielbieniu jakim darzy Jakiego stolica i pogardzie z jaką odrzuca Trzaskowskiego. W zasadzie dla formalności dodawano , że Jaki już, już dogania co stało w sprzeczności z poprzednim przekazem ale dla dla nierozgarniętego odbiorcy było kolejnym powodem do zadowolenia. Propaganda nawet wcieliła się w wujka dobra rada proponując KO by ta zmieniła kandydata bo wygrać z takim zerem to żadna frajda.
Samozadowolenie prysnęło po pierwszej turze i dopiero przekazy dnia uświadomiły wiernym, że był sukces a Warszawa to w sumie nikogo nie interesowała.
No i była II tura i tam szanse tak duże, że głosowanie było tylko formalnością.
I znów pierdolnęło.
Została komisja i nadzieje że tym razem wojownicza Wassermanówna pokaże na co ją stać. No i pokazała. Zaczęło się od tyrad i przemówień opartych na dwóch wicach. "Czy pan jako premier 38 milionowego kraju..." oraz "Jak Pan się czuje patrząc w oczy Polakom...". To nawet było zabawne ale do czasu. Gdzieś po ósmym kółeczku Tusk podziękował za troskę o jego zdrowie i za przypomnienie danych demograficznych i z balonu powietrze uszło. 38 milionów i samopoczucie Tuska wracało już rzadko co byłoby nawet pożądane gdyby nie prosty fakt, że (nie)wysoka komisja w zasadzie nie miała więcej nic do powiedzenia.
Dla słuchaczy pozostały tylko elementy zabawne jak ten gdy p. Wasserman wyłączała świadkowi mikrofon (z drugiej strony słusznie bo komisję zupełnie nie interesowało co ma świadek do powiedzenia).
Były i inne. Tusk dostał materiały żeby się z nimi zapoznał po czym ogłoszono przerwę. Jak wrócił to materiałów już nie było a p. Wasserman miała do powiedzenia tylko tyle, że Tusk nie dostał tych papierów w prezencie.
Albo sprawa z pisemkiem (już nie pamiętam jakim). Było zadęcie i prezentowanie kwita do kamer. Tu komisja była wyrozumiała i dała Tuskowi ten papier aby się zapoznał. Papier ponoć "porażający". Jajo wyszło gdy poseł Brejza ujawnił kto ten papier podpisał. Wtedy został skarcony za zajmowanie się bzdetami bo ten papier to bzdet i nie ma związku z tematem.
Itd itp. Pod koniec Tusk miał co raz lepszy humor a z wysokiej komisji całkiem uszło powietrze.
A w sumie mamy dość smutne Wielkie Zwycięstwo, przemilczany sukces w II turze i klęskę myśliwego i dobry humor zwierzyny łownej.
I co dalej p. Prezesie? Wygląda na to, że komisja smoleńska została uznana za zaginioną a poszukiwań nie wszczęto. Utarcie nosa p. Zbyszkowi jest trudne bo ten ponoć straszy , że złoży projekt całkowicie zakazujący aborcji a wtedy stołki pod dupciami zapłoną.
Mateuszka nikt nie traktuje poważnie a Du*a wygląda jakby się szaleju najadł albo mu się sznurki zaplątały.
Jak żyć panie Prezesie kiedy kiedy lud pisdzielski już nie wie co ma myśleć bo przekazy dnia tak się zmieniają, że zanim doczyta się do końca to początek już jest inny? Jak podziwiać sukcesy kiedy bracia Karnowscy, tak oddani i tak wierni przekazom dnia sami zaczynają pisać, że wpierdol?
Co będzie dalej Polskozbawco?