dorota_333
15.03.19, 12:04
… czyli mamy nowy etap wojny między islamem a resztą świata.
W piątek, 15.03 w miejscowości Christchurch w Nowej Zelandii (Wyspa Południowa) atak na dwa meczety. W chwili obecnej 49 ofiar śmiertelnych i 48 osób rannych. 4 sprawcy ujęci.
Do tej pory relacje islamu z innymi wyznaniami układały się wzorcem ustalonym w trakcie zamachów z 2001 roku na World Trade Center. Muzułmanie zabijali w atakach terrorystycznych i przyjmowano, że jedyną możliwą reakcją może być pochowanie ofiar i osądzenie sprawców.
Opinia publiczna i media przyjmują milczące założenie, że islam po prostu tak ma (vide Państwo Islamskie) że jest skrajnie agresywny. Reszcie świata pozostaje wyłącznie cierpliwie czekać na kolejny atak i pogodzić się z rolą ofiary.
Rozwydrzenie islamistów poszło tak daleko, że oto obywatele Europy, którzy udali się do Syrii i dołączyli do Państwa Islamskiego (jako bojownicy lub jako żony bojowników) teraz żądają przyjęcia z powrotem. Dziewczyna, która kilka lat temu uciekła z GB do Syrii teraz oskarża Wielką Brytanię o śmierć swojego dziecka w obozie dla uchodźców.
Zamach w Nowej Zelandii świadczy jednak o tym, że ten paradygmat ról kata i ofiary może zostać zakwestionowany czynnie.
Poprawność polityczna powiesi wszystkie psy na sprawcach, ale nie zagłuszy poglądu, który zaczyna kiełkować w społeczeństwach. Coraz więcej ludzi myśli, że z muzułmanami po prostu nie da się żyć w jednym kraju. Niektórzy wyciągną z tego wnioski, jakie właśnie obserwujemy.
Ta wojna już trwa od kilkunastu lat. Pytanie, czy ciągle będziemy (jako nie-muzułmanie) nadstawiać drugi policzek. I ile tych policzków do nadstawiania jeszcze mamy.