zimna-wodka
10.04.19, 10:32
Bomba.
Jak odnotował portal niezalezna:
"Aby było jasne: brytyjskie laboratorium stwierdziło fakt obecności materiałów wybuchowych, a nie „substancji służących do produkcji tych materiałów”, na przekazanych próbkach z foteli Tu-154. Przede wszystkim był to trotyl, ale także RDX (hexogen) oraz pentryt. Trotyl to klasyczny materiał wybuchowy, a pentryt stosuje się m.in. do konstrukcji lontu. Żaden z tych materiałów nie jest używany do innego celu poza spowodowaniem eksplozji. Tak więc Brytyjczycy potwierdzają badania i tezy podkomisji zawarte w Raporcie Technicznym z 2018 roku."
I o to chodzi. Czyli o pentryt. Czyli lont.
Moja wyobraźnia podpowiada taki ciąg zdarzeń. Ktoś wnosi na pokład tutki kilka paczek trotylu i kawał lontu. W trakcie lotu umieszcza je w rożnych ciekawych miejscach - w tym także wewnątrz skrzydła. Mocuje do nich kawałki lontu, podpala je i ucieka w bezpieczne miejsce. Wszystko w trakcie lotu.
Owszem , można kombinować, że ten trotyl został podłożony jeszcze w Warszawie, lont miał parę kilometrów długości i ta długość została dokładnie wyliczona aby trafić na pancerną brzozę. Oczywiście wymagało to uprzedniej znajomości warunków pogodowych, reakcji pilotów na te warunki i uzgodnień z obsługą wieży.
Może nawet te ładunki podłożono w Samarze i tam odpalono lont dokonując ustaleń jak wyżej.
W każdym razie posłużono się techniką sprawdzoną i znaną już np. z westernów kręconych w latach 50-tych.
Tego jeszcze nie było.