dorota_333
09.06.19, 14:53
… więc to się nie liczy (tak mówią, ja się nie znam).
Z okazji 30-lecia wolnych (częściowo) wyborów mieliśmy w kraju rytualną dyskusję na temat zdrady w Magdalence, tego, jak ubecja dogadała się ze swoimi własnymi agentami etc. etc. Generalnie: na temat grzechu, jakim skażona została III RP przy swoim poczęciu.
Ponieważ jednak pamięć ludzka jest dosyć pojemna, to ktoś przypomniał sobie film nakręcony przy stole w Magdalence, a na nim m.in. Lecha Kaczyńskiego wznoszącego toast, prawdopodobnie alkoholem. Brat jego, Jarosław, zareagował nerwowo, alergicznie: twierdzi, że to kłamstwo, bo Lech nigdy się z tamtą władzą nie fraternizował.
Z poczynania III RP pozostały jednak nie tylko filmy, ale niezwykle ciekawe dokumenty. Dwa z nich wyszperał gdzieś nieoceniony poseł Brejza (obywatelu Brejza, wy się kiedyś doigracie...).
I naprawdę warto rzucić okiem: bo oto z okazji wyboru Lecha Kaczyńskiego na prezydenta Warszawy w 2002 jego niesfraternizowany znajomy Czesław Kiszczak posyła gratulacje, a wraz z nimi sugestię, jak wielką pojemność mają jego szuflady. Niesfraternizowany Kaczyński odpowiada równie serdecznie:
studioopinii.pl/archiwa/193290
Poczynanie III RP było więc dużo bardziej plugawe niż to sugerują ideolodzy nowej władzy. I bracia Kaczyńscy (a przynajmniej Lech) mieli w tym dużo większą rolę, niż chciałby teraz przyznać Naczelnik. Co wywraca całkowicie narrację o odzyskaniu niepodległości w 2015 w walce ze zgniłymi elitami poprzedniego reżimu opartego na zdradzie.
A może pił z Kiszczakiem, ale się z tego nie cieszył? Może mu nie smakowało? Może jak ten Wallenrod działał na niekorzyść ubeckiej wątroby? Na pewno są jakieś patriotyczne wytłumaczenia.