dorota_333
23.08.19, 09:19
… czyli to się musiało w końcu zdarzyć. Najazd nieprzygotowanych do chodzenia po górach tłumów na Tatry musiał kiedyś skulminować tragedią. Przypadek, że akurat taką.
"- Byliśmy na Herbacianej Przełęczy. Dużo ludzi było na szlaku wiodącym w górę. Byli ludzie w kopule szczytowej, przy samym krzyżu, byli też na szlaku zejściowym - relacjonuje stacji RMF przewodnik tatrzański. - Z daleka było słychać grzmoty i ludzie jeszcze szli do góry. Proponowałem, najpierw bardzo grzecznie, żeby stamtąd zeszli jak najszybciej, dopóki się nic nie dzieje. Nie bardzo chcieli słuchać, więc potem użyłem trochę mocniejszych argumentów - dodaje.
Dwie minuty później piorun uderzył po raz pierwszy. Przewodnik zszedł ze swoją grupą z Giewontu przed nagłym załamaniem pogody.
- Zaczął się chaos, panika. Latały kamienie takie jak pięść i większe, w promieniu 100 metrów to się rozprysło. Samego uderzenia nie widziałem, jak się odwróciłem to już kamienie fruwały wokół nas, wszędzie - opowiada mężczyzna."
wiadomosci.wp.pl/giewont-dramatyczna-relacja-przewodnika-tatrzanskiego-wokol-nas-fruwaly-kamienie-6416373721168001a
Czytam, że jakaś pani na Kondrackiej Kopie rozłożyła parasolkę, kiedy zaczęło padać. Z parasolką w góry?? Piorun ją poraził, bo niby gdzie miał uderzyć, jak stworzyła takie warunki.
Z tego co czytam turyści w górach już żadnych reguł nie przestrzegają. Idą na szlak późno, po dobrym obiedzie z piwkiem, w sandałach. Źle ubrani, nie sprawdzający pogody. Zawodzi ich nawet elementarny rozsądek: jaka jest przyjemność w oczekiwaniu pod szczytem w kolejce na wejście?
No i w końcu w kolejkę ludzi pod Giewontem pierdyknęło. Zdziwieni? Zaskoczeni? Tylko ratowników mi żal, mieli sądny dzień wczoraj.