dorota_333
28.10.19, 11:50
… czyli jak narastają w świecie konflikty interesów i jak Polska wygląda na tym tle.
Wart spojrzenia wywiad z Andrzejem Lederem. Zarysowuje przyszłość jako narastanie polaryzacji politycznej. I jest to diagnoza bardzo prawdopodobna.
1. "Idziemy w stronę świata bardziej wyrazistych konfliktów politycznych, ujawnienia się ostrych sprzeczności interesów różnych grup społecznych. To dotyczy - powtórzę - całego Zachodu. Nie będą to bezpieczne czasy."
2. "A główny antagonizm polityczny na świecie na czym będzie polegał?
On już istnieje: globalna zamożna północ przeciw globalnemu południu. Choć najważniejsze aspekty tego konfliktu wciąż nie mogą znaleźć swojego języka - takiego, który byłby powszechnie zrozumiały. Więc na razie ten konflikt reprezentowany jest przez partykularne, symptomatyczne zjawiska. Na przykład problem imigrantów - delegatów katastrofy, która rozgrywa się na globalnym południu. Wyobraźnia społeczeństw zachodnich - czyli globalnej północy - została zdominowana przez wizję napływu mas imigrantów i uchodźców. Więc ogromne grupy chcą, by państwo je przed uchodźcami broniło. Ale tak naprawdę uchodźcy to objaw czegoś poważniejszego. Realny konflikt dotyczy bezwzględnego wyzysku, dramatycznych nierówności i tego, kto poniesie konsekwencje kryzysu klimatycznego. Problem zresztą nie tylko w braku wspólnego języka, wspólnego świata pojęć i wyobrażeń. Brak też instytucji politycznych, które pozwalałyby ten konflikt ucywilizować."
3. "Konflikt PiS z opozycją to przede wszystkim walka prowincji z wielkimi miastami. Są też klasyczne konflikty klasowe - pracobiorców i pracodawców. Ale wiele realnych antagonizmów nie jest na razie wypowiedzianych, nie są rozumiane jako konflikty polityczne. Na przykład przesuwanie zbiorowego ryzyka - prekaryzacji, ryzyk klimatycznych, dewastacji służby zdrowia - na następne pokolenia.
(…)
Rozumiem, jak ważne było 500 plus i zmiana warunków życia rodzin wielodzietnych, ale partia lewicowa czy socjalna musi prowadzić politykę zwiększającą spójność społeczną dążącą do wyrównywania różnic. To oznacza politykę dóbr wspólnych, czyli usług publicznych; publicznej służby zdrowia, edukacji, transportu, dbałości o środowisko, a także wymiaru sprawiedliwości. A tego nie ma. Wręcz odwrotnie, usługi publiczne się degradują, bogatsi uciekają do prywatnej edukacji i służby zdrowia, a biedniejsi drżą, żeby nie zachorować. Jeśli dołożyć to, co się dzieje w szkolnictwie wyższym, czyli reformy prowadzące do stopniowej likwidacji małych ośrodków akademickich na prowincji, no to można w tym zobaczyć dość konsekwentną politykę, która stawia na rozwarstwienie polskiego społeczeństwa."
Całość:
next.gazeta.pl/next/7,151003,25330019,leder-idzie-wielka-polaryzacja-czasy-po-kontra-pis-bedziemy.html#s=BoxMMt1
Tutaj syntetyczna diagnoza uwstecznienia Polski przez rządy PiS:
studioopinii.pl/archiwa/195498
… i jakby się jeszcze komuś chciało poczytać, to spojrzenie Ludwika Dorna na sytuację powyborczą. On twierdzi, że wojna plemion nie jest nieuchronna, co nie przekreśla analiz powyższych, tylko je uzupełnia:
wyborcza.pl/7,75968,25352206,polska-po-wyborach-koniec-swiata-cieplej-wody-z-kranu.html#S.main_topic-K.C-B.3-L.2.glowka