dorota_333
30.10.19, 16:04
… czyli dlaczego powrót do mitycznych dawnych, dobrych czasów czystego powietrza i źródlanej wody może okazać się niemożliwy.
Kilka tygodni temu Europą i częścią świata zatrzęsło pospolite ruszenie młodzieży znienacka wzmożonej ekologicznie. Dzieciaki jakby nagle zorientowały się, że planeta płonie.
Pomijam interesujący trop: skąd tak nagle taki atak miłości do środowiska naturalnego. Czy przypadkiem ktoś nie inspiruje tych działań. Ale mniejsza o to.
Rzecz w tym, że - jak to na ogół z młodzieżą i ekologami bywa - to pospolite ruszenie jest napędzane głównie emocjami. Nie bierze pod uwagę rzeczywistości, w której żyje. A rzeczywistość gospodarek rozwiniętych polega na tym, że to nieumiarkowana konsumpcja napędza wzrost gospodarczy. To konsument kupujący ciągle nowe i nowe (nieprzydatne zresztą) gadżety daje pracę rodzicom tych dzieciaków i im samym w przyszłości.
Tego naburmuszona, mała Greta nie przemyślała. Że w sytuacji ścisłej ochrony środowiska konieczne byłoby znaczące zmniejszenie konsumpcji. Wszystkich dóbr, z wodą na czele. A skoro konsumpcji, to i produkcji. Rodzice małej Grety nie byli chyba jeszcze bezrobotni, a mogą być. Wzmożeni ekologicznie młodziankowie stanęliby przed koniecznością używania tego samego smartfona przez kilka lat (o zgrozo) i tych samych portek takoż. A także rezygnacji z dalekich podróży wakacyjnych. No i przejścia na wegetarianizm. Krótko mówiąc: życie pełne wyrzeczeń.
Nikt tego nie mówił głośno, aż konkretna firma zmagająca się już ze spadkiem sprzedaży przełamała milczenie. Diagnoza H&M brzmi dramatycznie, ale niestety prawdziwie: nasilający się ruch proekologiczny to „bardzo realne zagrożenie społeczne”.
forsal.pl/biznes/ekologia/artykuly/1437039,prezes-h-m-ograniczenie-konsumpcji-to-zagrozenie-spoleczne.html
Czyli jako cywilizacja jesteśmy w punkcie bez odwrotu. Konsumując tyle ile do tej pory (a miliardy głodnych użycia w Azji marzą o amerykańskim poziomie) materializujemy katastrofę ekologiczną. Nie konsumując: zabijemy gospodarkę (więc miejsca pracy) i w rezultacie też obniżymy dramatycznie poziom życia. Chyba mamy problem. Nie jestem pewna, czy młodziankowie to zauważyli.