dorota_333
05.11.19, 14:50
… tak mi się skojarzyła wyliczanka, kiedy usłyszałam nowe fakty w sprawie gróźb wobec posłanki Lubnauer.
Przypomnienie: 23 września ktoś grozi śmiercią posłance, policja zabrania jej wychodzić z pokoju w hotelu sejmowym, bo sprawca jest blisko. Potem okazuje się, że to strażnik sejmowy. Uzbrojony.
Kancelaria Sejmu zarzeka się, że strażnicy - za rządów PiS wyposażeni w broń palną na terenie Sejmu RP - są sprawdzani, wszystko OK.
A tu nagle: bęc. Ten konkretny strażnik od 2017 leczy się psychiatrycznie:
natemat.pl/289423,prokuratura-o-funkcjonariuszu-strazy-marszalkowskiej-ktory-grozil-lubnauer#
Czy kancelaria Sejmu mogła nie mieć tej wiedzy? Nie mogła. Psi obowiązek instytucji zatrudniającej uzbrojonych ludzi, żeby ich ściśle monitorować. A tego zaniedbano. Leczony psychiatrycznie człowiek łaził po Sejmie RP z giwerą załadowaną ostro.
No więc mamy pewien zamysł władzy. Nie dopilnujemy i coś się zdarzy. Jak Adamowiczowi. Ale to przecież nie jest niczyja wina, tylko zaniedbanie, prawda? Własne ręce pozostaną czyste.
Czyste.