majka_monacka
22.11.19, 12:59
Przyzwyczailiśmy się cieszyć tzw. wzrostem, który wyraża sie przez wzrost PKB. To szaleństwo.
Światowa społeczność inwestycyjna, tzw. rynki, analitycy gospodarczy, politycy, dziennikarze i społeczeństwo musi odzwyczaić się od uzależnienia od wzrostu PKB, który jest wynikiem wzrostu populacji. Szczególnie gdy populacja świata zwiększyła się z 3 do 8 miliardów w ciągu 60 lat i przekracza zdolności ziemi do jej utrzymania. Szczególnie wówczas, gdy wszyscy obywatele aspirują do osiągnięcia poziomu życia takiego jak w Szwajcarii i Luksemburgu. Przypomnijmy sobie te wszystkie kryzysy - klimat, woda, smog, wyginięcie gatunków i poważnie zmniejszona różnorodność biologiczna, 30 lat redukcji zasobów rybnych, niepokoje polityczne z powodu migracji zubożałych spragnionych i głodnych przeludnionych i pozbawionych szans krajów, obniżenia realnych płac i poziomu życia, obniżonych zasobów naturalnych i przestrzeni rekreacyjnych - wszystko wynika z przeludnienia. A jednak wzrost gospodarczy i wzrost nakładów inwestycyjnych nadal zależą od powiększającej się populacji, a nie od jakości życia, w czasach, gdy produkcja jest tak zautomatyzowana, że wyrzucamy więcej „rzeczy” niż ktokolwiek naprawdę potrzebuje, a demograficznie kurczące się i starzejące się populacje starają się pozbyć rzeczy bardziej, niż można je wchłonąć. Rośnie góra śmieci na ziemi i w oceanach. Konieczne jest fundamentalne oderwanie się od wadliwego ekonomicznego myślenia w ciągu tysiącletniego uzależnienia od wzrostu gospodarczego dla uratowania ziemi, która osiągnęła granicę zdolności ludzkich i ich żarłocznej i marnotrawnej degradacji środowiska.
Trzeba wzywać do ograniczenia dzietności, rozdawać za darmo środki antykoncepcyjne rozpowszechnić edukację seksualną i społeczną, wstrzymać 500+ jeśli urodzi się kolejne dziecko. Ludzie opamiętajcie się.