sendivigius
13.01.20, 12:33
Grzegorz Sroczyński: Jako prezes Orange zarabiał pan rocznie sześć mln złotych, czyli pół miliona miesięcznie.
Maciej Witucki: Nigdy.
No zaraz, raport giełdowy za 2013 rok: Witucki? Sześć mln.
Ale to pan mówi o pełnym roku wynagrodzenia i pełnym roku odprawy. Ja wtedy kończyłem pracę.
Czyli to prawda czy nie?
Jeśli pan chce wywołać emocje, to może pan mówić, że sześć. Normalnie zarabiałem trochę poniżej trzech.
W porządku. To dopisuję, że to była kwota razem z odprawą. W tym samym 2013 roku konsultantka Orange wychowująca samotnie dziecko zarabiała miesięcznie 1850 zł, czyli 270 razy mniej niż pan. To jest problem?
Myślę, że przytoczył pan przykład prosto z "Germinal" Zoli czy "Przedwiośnia" Żeromskiego. Problemem jest nie tyle pensja prezesa, ile niska płaca konsultantki, ale niestety taki wtedy był rynek. Zakaz zarabiania dużych pensji może być bronią obosieczną. Pamiętamy tę praktykę z epoki komunizmu. Cały kraj chciał się z tego wyzwolić. Pracowici i ambitni chcieli zarabiać pieniądze...
next.gazeta.pl/next/7,151003,25592324,witucki-jako-prezes-zarabial-270-razy-wiecej-od-pracownika.html#s=BoxMMt1
Rozumiecie! I wbijcie sobie to do glowy! Caly kraj! To za tym strajkowala Solidarnosc. To za pana Wituckiego siedzial Modzelewski a Walentynowicz nosila bibule.
Ja sie tylko zastanawiam i pytam sie zwolennikow gospodarki rynkowej jak to jest ze rynek zaczal dopiero dzialac w latach 90-tych, mam tu tez na mysli USA. Dlaczego wczesniej rynek szefowi Boeinga czy GE dawal tylko 20x tyle a teraz daje setki razy tyle. Czy to rynek sie zmienil, choc ma byc obiektywnym prawem jak grawitacja, czy to moze ZSRR postawil rakiety na kołku i nie trzeba niczego udawac?
Proletariusze wszystkich krajów łączcie się!