Dodaj do ulubionych

Kredyty frankowe a kryzys bankowy w Polsce

10.03.21, 10:32
... temat był już oczywiście poruszany na tym forum, ale ostatnio pojawił się alarmistyczny artykuł Witolda Gadomskiego "Czy polska gospodarka pójdzie na dno z frankiem szwajcarskim u szyi?". Publicysta uderzył w tak kasandryczny ton, że warto sie zastanowić, czy może mieć - choćby częściowo - rację.

Prezes BNP Paribas w ciekawym wywiadzie (warto przejrzeć całość):

"Warto przypomnieć, że mamy na rynku trzy typy kredytów, potocznie i pochopnie nazwanych kredytami hipotecznymi frankowymi. Po pierwsze mamy kredyty walutowe, które były udzielane w walucie szwajcarskiej, gdzie umowa mówiła wyraźnie: pożyczam panu określoną kwotę franków szwajcarskich, może ją pan wypłacić we frankach lub w złotówkach, może spłacać pan co miesiąc we frankach lub w złotówkach. Wartość zobowiązania zdefiniowana jest we frankach, kwota hipoteki ujawnionej w księdze wieczystej jest również we frankach (i taki jest wpis w księdze wieczystej).

Drugi typ to tzw. kredyty denominowane i tu sytuacja jest trochę inna. Umawiamy się na konkretną kwotę franków szwajcarskich i tak definiujemy wielkość zobowiązania i w CHF dokonywany jest wpis w księdze wieczystej nieruchomości, natomiast wypłacamy klientowi kwotę w złotówkach po bieżącym kursie i następnie w złotówkach przyjmujemy comiesięczne spłaty, choć najpóźniej od 2011 r. klient mógł spłać również we frankach.

Wreszcie trzeci typ to kredyty indeksowane: kwota zobowiązania wyrażona jest w złotówkach, ale odpowiada określonej kwocie franków szwajcarskich. Również wpis do hipoteki jest w złotówkach i spłaty są w złotówkach, odnoszone do określonej kwoty franków szwajcarskich.

Często zapomina się, że wyrok TSUE dotyczył konkretnie i specyficznie kredytu indeksowanego, a nie dwóch pozostałych typów.

Komisja Nadzoru Finansowego proponuje, aby banki zaproponowały klientom ugody, przeliczyły kredyty wg historycznego kursu, oprocentowały te złotówki według stawki WIBOR plus marża, jaka statystycznie obowiązywała na rynku w momencie zaciągnięcia, przeliczyły przepływy, rozliczyły się z tych przepływów historycznych i dalej pozostał kredyt złotowy. Czy to jest dobry pomysł, czy zły, to zależy z jakiej strony na niego spojrzymy."

tutaj całość:
businessinsider.com.pl/firmy/strategie/prezes-bnp-paribas-bank-polska-o-propozycji-knf-dla-frankowiczow/j1flnnd


Jest też ostatnio wydane uzasadnienie uchwały Izby Cywilnej Sądu Najwyższego ws. wzajemnych rozliczeń klienta i banku w przypadku unieważnienia umowy kredytu walutowego.

"(...) rozliczenia (roszczenia banku oraz klienta) należy traktować osobno, a klient może wystąpić do banku o zwrot wpłaconych rat bez względu na to, jaką część kredytu spłacili.

W sytuacji, w której sąd unieważni umowę o kredyt walutowy ze względu na zawarcie w niej klauzul abuzywnych, rozliczenie między klientem a bankiem odbędzie się dwutorowo. Bank może wystąpić o zwrot udostępnionego kapitału, a klient o zwrot spłaconych rat. W uzasadnieniu do lutowej uchwały Sąd Najwyższy powołał się na tzw. teorię dwóch kondykcji.
(...)
Co to oznacza w praktyce? Otóż teoria dwóch kondykcji zakłada, że każde roszczenie -zarówno kredytobiorcy, jak i banku - o wydanie wzbogacenia (a za takie po unieważnieniu umowy zostaną uznane pieniądze przekazane klientowi przez bank oraz raty spłacane na rzecz banku przez klienta - red.) należy traktować oddzielnie i niezależnie od drugiego."

Artykuł tutaj:
tiny.pl/r4z94


To jest istotne ze wzgledów praktycznych:
"odrzucona została tzw. teoria salda zakładająca obliczenie, po której ze stron sporu znajduje się nadwyżka. Jej uwzględnienie prowadziłoby do konieczności zwrotu pożyczonych przez klienta pieniędzy pomniejszonych o spłacone raty.".

... a to oznacza, że nie rozliczają się nadwyżką, ale obie strony zwracają całość (jako świadczenie nienależne). Kredytobiorca nie procesowałby się a bankiem o "nadwyżkę" (jakkolwiek by ją obliczono), ale musiałby od razu zwrócić całość pobranego kredytu. Bank zwracałby natomiast to, co pobrał od klienta.

Więc - przypomnijmy: mówimy tylko kredytach indeksowanych - sytuacja wygląda tak, że:

1. Klient procesujący się z bankiem sprzedaje mieszkanie. Uzyskuje za nie sumę podobną jak w latach 2006-08.
2. Klient zwraca całą kwotę kredytu bankowi. Czy coś mu zostaje czy ma debet - to zależy od współczynnika LTV. W tamtych latach była raczej wysoki, czyli nie zostaje mu wiele (lub nawet mniej niż musi zwrócić).
3. Klient dostaje od banku zwrot rat z odsetkami. Z powodu kursu franka jest na plusie (ale nie ma mieszkania). Pytanie, jak rynek zareaguje na wysyp mieszkań sprzedawanych w pkt.1.
Obserwuj wątek
    • lastboyscout Re: Kredyty frankowe a kryzys bankowy w Polsce 10.03.21, 12:43

      Przede wszystkim tych pieniedzy a scislej "sily" tych pieniedzy juz nie ma a jeszcze scislej nie ma i nie bedzie.

      Od poczatku lat 90-tych tworzono sny o potedze, ktore mialy sluzyc wszelkiej grabiezy, w tym frankowej.

      Najprosciej rzecz nazywajac, nieruchomosci frankowe sprzedano ze znizka i to nie 50% jakby to wynikalo z chwilowego, absurdalnego bo piramidowego wzrostu kursu zlotowki ale rowna nieskonczonosci, jezeli owy koszt "promocji" nie zostanie splacony.
      Oczywiscie Polak "madry" po szkodzie i zabiera sie zam to w ostatnim a wiec najgorszym momencie bo nie zrobil tego jak inni od kiedy mozna bylo jeszcze koszt tego eksperymentu na polskich wyksztalciuchach
      (tak, tak! to polska "elita" byla w tym najglupsza).

      Dlaczego moment jest najgorszy to oczywiste, to, ze nie zaplaci za to jakis tam "system bankowy" a Polak rowniez.
      Zbiegaja sie wszystkie, z wyjatkiem jednego okolicznosci ekonomiczne.
      Bunczuczne zapewnienia Oblesnego i Pinokia ze choc inflacja szaleje to nie bedzie podwyzki stop sa smieszne poniewaz jezeli nawet oni wbrew wszelkiej logice stana inflacji okoniem i tak "to obcy zawsze ciagnie za spust" .
      Nie pomoze w tym na pewno, nawet gdyby doraznie zaistniala, absurdalna "koniunktura" plynaca z zamowien rzadowych, jakie teraz wykreuja inni, bo dzieje sie tak zawsze przed ... wojna.
      Niektorzy wierza we wsparcie Chin, inni w interes zydowski bo juz chyba nikt nie wierzy, ze unijny, czytaj: niemiecki.
      Najzabawniejsza jest prymitywna manipulacja/demagogia towarzyszaca tej komedii.
      Skoro frank wiec przewalutowanie go na zlotego oznacza, ze zloty cacy !
      Bierzcie wiec kredyty w zlotym, w ktorym zarabiacie !
      Bo zloty nie traci na realnej wartej wartosci, nie podlega nieuchronnej podwyzce stop i nim a w praktyce nie walutami (z rozmaitych zrodel, juz po konwersji ) splacicie kredyty !

      Tak czy inaczej skonczy sie tym czym mialo sie jak zwykle skonczyc: wasze ulice, nasze kamienice ...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka