Dodaj do ulubionych

1939. Realizacja celów przez Polskę. Sojusznicy.

20.03.22, 18:00
Ponieważ będziemy mieli dużo dyskusji na temat polskiej wojskowej niemocy organizacyjnej i zdrady sojuszników z przywołaniem roku 1939, w kilku postach przedstawię fragmenty książki pp Sławomira Kopra i Tymoteusza Pawłowskiego „Mity polskiego września 1939”.
Początek dyskusji w wątku tiny.pl/9n4db

„Celem operacji – wyjaśniał swoim podwładnym dowód-
ca niemieckich wojsk lądowych generał Walther von Brauchitsch – jest zniszczenie polskich sił zbrojnych. Względy
wyższej polityki wymagają, aby wojna rozpoczęła się gwałtownym uderzeniem przez zaskoczenie dla uzyskania szybkich rezultatów. Zamiarem Naczelnego Dowództwa Wojsk
jest zapobiec regularnej mobilizacji i koncentracji polskiej
armii przez niespodziewaną inwazję polskiego terytorium
i zniszczenie masy polskiego wojska, którego należy się spodziewać na zachód od linii Wisła–Narew”.
Operacja miała być dostatecznie szybka, aby Francja
i Wielka Brytania nie zdążyły stanąć po polskiej stronie. Na
wypadek gdyby do tego doszło, zaplanowano, że kampania
w Polsce ma trwać nie dłużej niż 14 dni, aby można było
przerzucić wojska na front zachodni.

Nieco na marginesie warto zauważyć, że takie postawienie sprawy miało pewne mało istotne, ale niewygodne dla
historyków konsekwencje. Otóż niemieckie armie walczące
w Polsce były tworami prowizorycznymi, które reorganizowano albo nawet rozwiązywano po kampanii polskiej. Nie
prowadziły one właściwej dokumentacji i nasza wiedza na
temat decyzji podejmowanych na szczeblu armijnym jest
dość uboga.
Czy cele postawione przed Wehrmachtem zostały zrealizowane? Wojsko Polskie było faktycznie skoncentrowane na
zachód od linii Wisły i Narwi, więc Niemcy mieli okazję je
zniszczyć. Z różnych przyczyn – które opiszemy później –
nie zdołali tego zrobić. Większość polskich armii przekroczyła Wisłę, tam się odbudowała i podążyła dalej na wschód.
Na zachodzie kraju pozostały armie „Poznań” i „Pomorze”,
ale 14 września, czyli po dwóch tygodniach trwania kampanii, Niemcy wciąż byli daleko od ich zniszczenia. Co więcej,
polski opór już od pierwszego dnia ataku nie dał naszym sojusznikom szansy na reakcję inną niż wypowiedzenie Niemcom wojny.

1 września 1939 roku Niemcy rozpoczęli „akcję policyjną”
przeciwko Polsce, a 3 września toczyli już II wojnę światową,
która doprowadziła do kompletnej klęski Niemiec. Co to znaczy „kompletna klęska”? W latach 1939–1945 ludność Niemiec została zdziesiątkowana; wojsko, marynarka i lotnictwo
uległy całkowitemu zniszczeniu; gospodarka legła w gruzach.
Ze społeczeństwa również zostały ruiny, gdyż straty wojenne
i powojenny głód przetrąciły mu moralny kręgosłup: mężczyzn pozbawiły teutońskiej buty, kobiety zmusiły do prostytucji, a dzieci – do uczenia się w szkołach treści narzuconych przez zwycięzców (co trwa do dziś). Państwo niemieckie
przestało istnieć – podobnie jak Polska w 1795 roku. Jego
namiastki odbudowano co prawda po czterech i pół roku –
dwa razy szybciej niż niegdyś namiastkę państwa polskiego,
czyli Księstwo Warszawskie – ale przez niemal pięć dekad
trwały rozbiory Niemiec, bo jak inaczej nazwać podział na
RFN i NRD? Nawet teraz, po 74 latach od zakończenia wojny, w Niemczech wciąż stacjonują zwycięskie wojska amerykańskie, a rząd w Berlinie nie może samodzielnie prowadzić
polityki zagranicznej.

„Niemniej niezrealizowanie postawionego celu to klęska” – napisał o bitwie pod Kurskiem pewien rosyjski historyk. Słowo „niemniej” dotyczy sukcesów niemieckich w tej
rzekomo największej bitwie pancernej świata. Te same słowa
doskonale odnoszą się do roku 1939: Niemcy odnosili zwycięstwa nad Wojskiem Polskim, niemniej nie zrealizowali postawionego celu, a to oznacza klęskę. Powtórzmy raz jeszcze:
1 września 1939 roku Niemcy rozpoczynali „akcję policyjną”
przeciwko Polsce, a 3 września toczyli już wojnę światową,
której koszmarne skutki odczuwają do dziś. Zadecydowały
o tym trzy dni, podczas których Wojsko Polskie samotnie
walczyło przeciwko Wehrmachtowi. To były trzy decydujące
dni II wojny światowej.
Niemieckie sukcesy wojenne w tym trzydniowym okresie
nie mają większego znaczenia. Wojna – przypomnijmy – to
zjawisko polityczne, a jak napisał pewien sławny Niemiec: to
realizowanie polityki zagranicznej innymi środkami. Akurat
w tym przypadku wybór środka do realizowania celów politycznych był najgorszy z możliwych.
Czy to znaczy, że to Polacy byli zwycięzcami? Przywołajmy
słowa marszałka Polski Edwarda Śmigłego-Rydza: „Rozpoczynając wojnę, rozumiałem dobrze, że będzie ona z konieczności przegrana na froncie polskim, który uważałem za jeden
z odcinków wielkiego frontu antyniemieckiego. Zaczynając
w niebywałych warunkach walkę, czułem się tak jak dowódca
odcinka, który ma być poświęcony, aby dać czas i możliwość
organizacji i przygotowania innych”. Słowa te zostały spisane
24 grudnia 1939 roku na wygnaniu w rumuńskim mieście
Dragoslavele, można więc zrozumieć ich gorzki wydźwięk.
Taka była jednak gorzka prawda: kampania polska była jedną z wielu kampanii wojny przeciwko Niemcom, kampanią,
w której należało liczyć się w ryzykiem porażki.
Obserwuj wątek
    • pepe49 polskie plany 20.03.22, 18:02
      Jakie były cele kampanii dla Polaków? W Rzeczypospolitej
      nie ma zwyczaju pisania dyrektyw – takich, jakie pisali Hitler
      i jego generałowie – nie znajdziemy więc precyzyjnie opisanego celu, jednak nie był on sekretem. Po pierwsze, należało
      powstrzymać wroga w bitwie granicznej, co umożliwiłoby
      mobilizację państwa oraz wymusiło na Francuzach i Brytyjczykach decyzję o przyjściu Polsce z pomocą.

      Kolejnym celem
      było zachowanie armii, co dawało szansę na wyzwolenie kraju, gdy uderzenie francuskie zmusi Niemców do wycofania
      z Polski znacznej części Wehrmachtu. Nikt w Warszawie nie
      liczył na to, że Niemców można samodzielnie pokonać!

      Pierwszy – polityczny – cel kampanii został zrealizowany.
      Niestety ostateczne zwycięstwo nad Niemcami przeciągnęło
      się do roku 1945 i nie wyglądało tak, jak sobie wyobrażano
      w przedwojennej Warszawie. Drugi cel – zachowanie sił Wojska Polskiego – udawało się realizować do pewnego momentu,
      na pewno dłużej niż dwa tygodnie postawione Wehrmachtowi na zniszczenie sił zbrojnych Rzeczypospolitej. Po dwóch
      tygodniach sytuację wojenną oceniano w sztabie polskiego
      naczelnego wodza całkiem dobrze.

      „Wszystko to [czyli wieści
      o udanym odwrocie] złożyło się na stworzenie u szeregu oficerów Sztabu wieczorem dnia 16 września nastroju optymistycznego. Pojawiła się nawet butelka wina, którą oficerowie
      Sztabu chcieli uczcić sukces gen. Sosnkowskiego”.

      Wojsko Polskie realizowało swój drugi cel wojenny – czyli
      zachowanie sił – dość długo. (Oceną tego, jak sprawnie to
      szło, zajmiemy się w jednym z kolejnych rozdziałów). Dłużej niż dwa tygodnie zakładane przez Niemców. Co najmniej
      16 dni – według ocen polskich sztabowców. Do 16 września
      Niemcy nie osiągnęli żadnego ze swoich celów wojennych,
      natomiast Polacy zrealizowali już jeden i byli w trakcie realizacji drugiego.
      Możemy dokładnie – niemal co do minuty – określić moment, w którym realizowanie polskiego celu wojennego załamało się. Wydarzyło się to 17 września 1939 roku o godzinie
      3.00, gdy Armia Czerwona otworzyła „drugi front” w wojnie
      przeciwko Polsce. Wobec ciosu w plecy – zajęcia magazynów
      i opanowania terenu, na którym polscy żołnierze mieli od-
      zyskać zdolność bojową – zachowanie sił Wojska Polskiego
      nie było możliwe. Cele wojenne postawione niemieckiemu
      Wehrmachtowi przez Hitlera i jego generałów zostały zrealizowane przez sowiecką Armię Czerwoną.



      ...



      Jak .. w Warszawie wyobrażano sobie przebieg przy-
      szłej wojny? Niemcy uderzają na Polskę. Bitwa graniczna
      trwa dwa tygodnie, potem następuje – biorąc pod uwagę
      doświadczenia wojen toczonych w latach 30. – powolny odwrót w stronę Wisły. Po dwóch–trzech tygodniach Francuzi
      uderzają nad Renem. Niezależnie od wyniku francuskiego
      uderzenia Niemcy muszą skierować większość swoich sił na
      zachód. Wojsko Polskie odbudowuje swoje siły, korzystając
      z posiadanych zapasów i dostaw płynących przez Rumunię
      i być może przez Związek Sowiecki. Wielka Brytania odcina
      morskie szlaki prowadzące do Niemiec – także przez zajęcie
      neutralnych portów Norwegii – i rozpoczyna bombardowania lotnicze. Jednocześnie toczą się negocjacje z sąsiadami
      III Rzeszy – Belgią, Jugosławią, Węgrami – w sprawie ich
      udziału w krucjacie antyhitlerowskiej. Jeśli Francuzom poszczęściło się w wojnie lądowej, Zagłębie Ruhry – niemiecki
      arsenał – zostało już zajęte, Berlin jest zagrożony, a Polacy
      wypierają Wehrmacht z Polski. Być może Niemcy proszą
      o pokój jeszcze przed Bożym Narodzeniem, a jeśli nie, to
      po Wielkiejnocy następuje koncentryczne uderzenie połączonych armii Francji, Polski, Wielkiej Brytanii, Jugosławii,
      wspartych kontyngentami z Rumunii, Turcji i Grecji. Latem
      1940 roku wojna w Europie kończy się porażką Niemiec.

      ...
      Można ... wyśmiewać głupotę polskich
      generałów: że działali zachowawczo, że spośród niemal 1000
      polskich samolotów 1 września w linii było tylko 400, że magazyny amunicji były zbyt daleko, że wojsko zamiast bronić
      Warszawy, uciekało na wschód. Skoro II Rzeczpospolita mia-
      ła tak nieudolnych generałów, nic dziwnego, że upadła i zastąpiła ją Polska Rzeczpospolita Ludowa.


      Skoro kampania miała trwać
      miesiące, to zostawienie 600 samolotów w rezerwie, oddale-
      nie magazynów od granic, odwrót na wschód i wiele innych
      decyzji nagle zaczynają mieć sens. Być może dowodzenie
      Wojskiem Polskim nie było nieudolne, tylko przemyślane
      i perspektywiczne? Wówczas pojawia się też pytanie: czy za-
      atakowanie Polski przez Rosjan 17 września storpedowało
      polskie plany wojenne? A jeśli tak – to w jakim stopniu?

      ...

      Ostatni rozkaz marszałka Polski Edwarda Śmigłego-Rydza
      jako wodza naczelnego, wydany 20 września 1939 w Craiovej,
      zaczynał się następująco:
      „Żołnierze! Najazd bolszewicki na Polskę nastąpił w czasie
      wykonywania przez nasze wojska manewru, którego celem
      było skoncentrowanie się w południowo-wschodniej części
      Polski tak, by mając do otrzymywania zaopatrzenia i materia-
      łu wojennego komunikację i łączność przez Rumunię z Fran-
      cją i Anglią, móc dalej prowadzić wojnę.
      Najazd bolszewicki uniemożliwił wykonanie tego planu”.
    • pepe49 Sojusznicy. Ofensywa francuska. 20.03.22, 18:11
      „rząd (francuski) uznał,
      że z przyczyn politycznych należy rozpocząć uderzenie na
      Niemcy jak najszybciej, nawet jeśli armia nie jest do tego go-
      towa. Operacja ruszyła 7 września.
      Działania ofensywne prowadziła 2. Grupa Armii, dowo-
      dzona przez generała André-Gastona Prételeta. (1. GA osłaniała granicę z Belgią, a 3. GA – południową część granicy).
      Generał Prételet dysponował połową francuskiej armii polowej: 40 dywizjami – w tym czterema szybkimi – wspartymi
      40 batalionami czołgów oraz 80 dywizjonami artylerii ciężkiej i najcięższej. Z kolei Niemcy mieli na zachodzie swego pań-
      stwa Grupę Wojsk C, dowodzoną przez bawarskiego generała
      Ericha von Leeba. Dysponował on czterema armiami – 5. i 7.
      na południu, Armią „A” na północy, a główne uderzenie miała
      odpierać 1. Armia generała Ericha von Witzlebena. Dysponował on, podobnie jak generał Prételet, połową dywizji swego
      państwa skierowanych na front zachodni. Był to jednak rap-
      tem tuzin związków taktycznych.


      Pierwszy etap francuskiej ofensywy zakończył się
      14 września. Brały w niej udział pojedyncze dywizje trzech
      armii: 3. na lewym skrzydle, 4. w centrum oraz 5. na prawej flance. Odniosły sukces: podeszły pod linie niemieckich
      umocnień, oskrzydlając Saarbrucken – najważniejsze mia-
      sto Zagłębia Saary – od zachodu i południa. Wbrew nie-
      mieckim przekazom propagandowym – daje się im wiarę
      jeszcze dziś – Wehrmacht nie wycofał się bez walki, tylko
      został zmuszony do odwrotu. Walki były dość ciężkie: Fran-
      cuzi stracili 27 samolotów, miejscowość Apach parokrotnie
      przechodziła z rąk do rąk, kilka niemieckich wiosek zostało
      zrównanych z ziemią, a od ognia artyleryjskiego ucierpiały
      także wsie francuskie. Straty obu stron – dokładne liczby róż-
      nią się w zależności od źródeł – wynosiły po kilkuset żołnie-
      rzy zabitych i kilka tysięcy rannych. Niedużo? Podobne były
      polskie straty w bitwie o Monte Cassino.
      14 września francuska 2. GA przeszła do obrony. ... Przerwanie ofensywy
      było jednak planowe i wynikało ze zrealizowania pierwszego
      z zakładanych celów. Należało teraz podciągnąć ciężki sprzęt
      i jeszcze cięższe zaopatrzenie w pobliże frontu, a także wyjaśnić, jak niemieckie dowództwo zamierza wykorzystać gorączkowo ściągane w kierunku frontu dywizje – dywizje nad
      Ren przybywały nie tylko z głębi Rzeszy, ale również z Polski.
      Największe znaczenie miało wycofanie elitarnej 3. Dywizji
      Górskiej, szykowanej do ataku na Lwów i Przedmoście Ru-
      muńskie.

      Kolejna faza francuskiej ofensywy miała się rozpocząć
      w kolejnych dniach – 17 września. Niestety, 14 września na
      granicę francusko-niemiecką przyszedł burzowy front atmosferyczny – za kilka dni napłynął także nad Polskę – a wraz
      z nim olbrzymie opady deszczu. Ustały dopiero 19 września.
      Warunki atmosferyczne uniemożliwiły działanie lotnictwa –
      w tym najistotniejsze loty rozpoznawcze – oraz znacznie
      utrudniły wszelkie przewozy: ówczesne drogi były przede
      wszystkim gruntowe. W dodatku wieści od francuskiej mi-
      sji wojskowej w Polsce były coraz bardziej optymistyczne:
      według szefa misji generała Louisa Faury’ego kryzys został
      przezwyciężony. Z tych powodów przełożono II etap ofensywy z 17 września na 19, a następnie na 21. Czekano, aż
      wyklaruje się pogoda.
      17 września nastąpiła jednak zmiana: Armia Czerwona zaatakowała Polskę. W Paryżu nie wiedziano, jaka jest polityczna
      waga tych wydarzeń. Gdy politycy radzili, wojskowi szykowali
      się do uderzenia. Rozkaz odwołujący akcję ofensywną podję-
      to dopiero 20 września, a następnego dnia premier Daladier
      wyjaśnił w orędziu swojemu narodowi, czemu tak się stało.
      Mówił, że Polacy byli nieprzygotowani; że Niemcy skuteczni;
      że Rosjanie zdradzieccy. I obiecywał zwycięstwo w wojnie.

      To, że w tych nowych warunkach politycznych ofensywa na
      Linię Zygfryda została odwołana, nie powinno nikogo dziwić:
      w skrajnym przypadku francuskie Zgromadzenie Narodowe
      musiałoby podjąć decyzję o wojnie ze Związkiem Sowieckim.

      Zmiana sytuacji politycznej wpłynęła również na sytuację militarną. We Francji pamiętano, że w roku 1914 tylko
      krwawe poświęcenie żołnierzy ocaliło państwo od upadku. Po
      1914 roku istniał front wschodni, który nie tylko angażował
      Niemców, ale mógł odciążyć armię francuską w chwili niebezpieczeństwa. Po 17 września 1939 roku Francja nie miała
      potencjału ludnościowego ani przemysłowego umożliwiającego samodzielne pokonanie Niemiec wspieranych przez Rosję. Akces Związku Sowieckiego do paktu antykominternowskiego i udział Armii Czerwonej w ofensywie na Francję
      również nie były wykluczone.


      Ofensywa francuska ruszyłaby 21 września. Stosunek sił –
      samej amunicji artyleryjskiej zamierzano użyć 70 tys. ton,
      czyli tyle, ile zużył Wehrmacht w Polsce – wskazuje na to, że
      Niemcy ponieśliby porażkę – tak jak ponieśli ją we wcześniej-
      szych walkach. Wymiar niemieckiej porażki jest oczywiście
      nieznany. Być może już uderzenie z 21 września wystarczy-
      łoby do przełamania Linii Zygfryda. Być może uległaby ona
      dopiero po uruchomieniu sił i środków przeznaczonych do
      III etapu.
      • pepe49 Sojusznicy. Dokończenie. 20.03.22, 18:13
        "Dyskusja o zachowaniu się Francji we wrześniu 1939
        roku ma przede wszystkim charakter emocjonalny. Do dziś
        te uprzedzenia wobec Francuzów są żywe: wystarczy przypomnieć dowcip o liczbie biegów we francuskim czołgu: ma on ich sześć – jeden do przodu i pięć wstecz. Propaganda Stalina
        i Hitlera umiejętnie podsycała te uczucia, rzekomą „zdradą”
        uzasadniając nowe porządki narzucone Europie. Czy należy
        wierzyć Goebbelsowi i Kalininowi, czy raczej faktom i dokumentom?


        W gruncie rzeczy jednak francuska ofensywa nie była potrzebna. W Berlinie zdawano sobie sprawę, że Francuzi muszą
        uderzyć. Pozostawienie osamotnionej Polski byłoby nie tylko
        zadziwiającym precedensem – nikt nie pozostawiał swojego
        sojusznika bez wsparcia; nie tylko karygodną głupotą – lepiej uderzać na wroga zajętego na innym froncie; ale byłoby
        także całkowicie nielogiczne. Francuzi zdecydowali się na
        konfrontację z III Rzeszą po to, żeby uratować swoje wpływy
        w Europie Środkowo-Wschodniej. Pozostawienie Polski na
        łup Niemcom dawałoby wyraźny sygnał innym sojusznikom
        Francji: sojusz z Paryżem to wyrok śmierci, popierajcie Hitlera. Co więcej, Francuzi zdecydowali się na wydanie wojny
        III Rzeszy po to, żeby powstrzymać Polskę przed dostaniem
        się pod wpływ Berlina. Nieudzielenie pomocy Polsce dawałoby naczelnym władzom Rzeczypospolitej usprawiedliwienie dla rozpoczęcia rozmów pokojowych z III Rzeszą. Jedynym
        usprawiedliwieniem Armii Francuskiej byłaby krwawa porażka podczas próby przełamania Linii Zygfryda. Dopiero
        100 tys. Francuzów poległych podczas próby udzielenia pomocy Polsce usprawiedliwiałoby przed Bukaresztem, Bel-
        gradem, Ankarą i Atenami brak sukcesów i nakładałoby na
        Warszawę dług. Dług, który można byłoby spłacić tylko walką
        do ostatecznego zwycięstwa.

        Tak więc w Berlinie zdawano sobie sprawę, że Francuzi
        muszą uderzyć. Niemieckie dowództwo zaczęło przenosić na
        zachód swoje jednostki – część formacji lotniczych, odwody
        naczelnego dowództwa i całe dywizje z frontu polskiego –
        zanim jeszcze uderzyli Francuzi. Dla Niemców francuskie
        uderzenie było pewnikiem – tak samo jak dla Polaków, Francuzów, Brytyjczyków. Ewentualne opóźnienie francuskiej
        akcji ofensywnej nie mogło Niemców uspokoić, a wprost
        przeciwnie: oznaczało bowiem, że długo przygotowywane
        uderzenie będzie nokautujące i dywizje walczące przeciw
        Polakom trzeba szykować, aby objęły Wacht am Rhein –
        straż nad Renem.”




        … Dlaczego Brytyjczycy nie zaatakowali niemieckich miast?

        Przede wszystkim z powodów politycznych. Już pierwszego
        dnia wojny prezydent USA Franklin Delano Roosevelt zaapelował do walczących państw, aby nie rozpoczynały nieograniczonej wojny powietrznej, a ataki lotnicze skierowane
        były jedynie na cele o charakterze wojskowym. Błyskawicznie zareagował na ten apel Berlin, który publicznie wyrzekł się
        atakowania bezbronnych cywilów. Hitler osiągnął w ten sposób sukces propagandowy, stawiając się w jednym szeregu
        z Rooseveltem, jako obrońca cywilizacji i praw. W tej sytuacji alianci musieli dołożyć wszelkich starań, żeby nie zostać
        przedstawieni jako barbarzyńcy mordujący niemiecką ludność cywilną. Nie chodziło bynajmniej o abstrakcyjną wyższość moralną, ale o całkiem wymierne interesy prowadzone
        przez Atlantyk. Jeszcze bardziej musiała uważać Francja, która opierała rozbudowę Armée de l’Air na dostawach samolotów ze Stanów Zjednoczonych."

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka