pepe49
25.01.05, 14:46
Chrześcijanie pod ścianę (w UE)
O wypowiedzi ministra Buttiglione
Pobożny poputczik euro-komunistów?
Roch Buttiglione, niedoszły komisarz UE `ds. wewnętrznych"
13 stycznia minister Włoch "ds. Unii Europejskiej i nadzieja co bardziej
konserwatywnych katolickich polityków w Europie -Roch Buttiglione - zaskoczył
swych zwolenników zdecydowanym poparciem dla `konstytucji Unii Europejskiej".
Niedoszły komisarz UE `ds. wewnętrznych" wyraził na konferencji prasowej w
Brukseli poparcie Włoch dla koncepcji planowanego przez Brukselę, choć
negowanego przez Niemcy, Wielką Brytanię i Francję `dużego budżetu Unii
Europejskiej" w latach 2007-2013. Taki możliwie duży budżet UE byłby wg niego,
w odniesieniu do takich krajów jak Polska, `wyrazem chrześcijańskiej
solidarności". Ale wielkie pieniądze europejskich podatników powinny iść, wg
włoskiego chadeka, nie tylko na pomoc dla nowych krajów-członków UE, ale także
między innymi na dotacje dla euro-rolnictwa, na zapewnienie socjalnego i
wszelkiego bezpieczeństwa oraz na wspólną politykę imigracyjną. `Nawet przy
większym budżecie trudno będzie pogodzić wszystkie zadania, jakie stawia przed
sobą Europa. Ale przy mniejszym nie będzie to w ogóle możliwe" - martwił się
Buttiglione w obecności polskich dziennikarzy. Jednocześnie ostrzegł, że jeśli
`zjednoczona Europa" będzie negować dziedzictwo swej kultury, to `idea
integracji może nie przetrwać".
Ale `jeśli chce się mieć jedynie strefę wolnego handlu, to wartości
chrześcijańskie nie są potrzebne".
Buttiglione wyraził też opinię, że międzynarodowy `sojusz w sprawach
finansowych będzie łatwiejszy niż walka o wartości chrześcijańskie". I choć w
podpisanej `konstytucji europejskiej" nie ma o tych wartościach żadnej
wzmianki, to jednak uważa on, że `należy ją poprzeć". Bo `jeśli odrzucimy
konstytucję, to lepszej nie będzie, a konstytucja jest nam potrzebna". Do
czego potrzebna - tego (według relacji prasowych) nie wyjaśnił. Na zakończenie
ostrzegł, że `jeżeli Polska i Włochy, w razie odrzucenia konstytucji, znajdą
się w izolacji, to nie będą lepiej bronić wartości chrześcijańskich"
(`Rzeczpospolita" z 14 stycznia).
Ta zastanawiająca wypowiedź - charakterystyczna jednak dla różnych
euro-chadeków i pozornych konserwatystów, stawia pod wielkim znakiem
zapytania ich `chrześcijańskie" intencje odnośnie przyszłości Europy.
Warto zauważyć, że Buttiglione już nie mówi, jak jeszcze rok temu, o
`Europie ojczyzn", a tylko o Europie - `rodzinie narodów". I zdaje się
dawać do zrozumienia: nie jest najważniejsze, jaki będzie polityczny i
gospodarczy ustrój `zjednoczonej Europy", ile w niej będzie konkretnej
wolności, prywatnej własności, prawnej sprawiedliwości itp.
Najważniejsza jest bowiem `wspólna kultura i wspólne wartości". A
oczywiście
`bardzo trudno jest zrozumieć, jakie miałyby to być wartości, jeśli wykluczy
się wartości chrześcijańskie". Możemy się więc domyślać, że przesłanie
czołowego chrześcijańskiego demokraty skierowane chyba nie tylko do Polaków
brzmi (w uproszczeniu) tak: niechaj będzie i Związek Socjalistycznych
Republik Europejskich centralnie zarządzany przez różne lewicowe
międzynarodówki, ze swym socjalnym `bezpieczeństwem", wielką biurokracją i
podatkowym wyzyskiem, a więc jakiś bardziej nowoczesny i łagodny,
soc-demokratyczny Związek Sowiecki - byle na papierze i w polityce były te
`wspólne wartości", `konstytucja", `karta praw socjalnych" i inne (chore twory
neo-jakobińsko-socjalistycznej `wrażliwości"). Byle `wartości chrześcijańskie"
nie zostały zupełnie wykluczone przez niezbyt chrześcijańskich, prawdziwych
władców Unii Europejskiej. Oj, bardzo to żałosne, żałosne.
Widać, że ministrowi Buttiglione, podobnie jak niemal wszystkim europejskim
chadekom [czyli socjaldemokratom oficjalnie pobożnym], jest wyraźnie po
drodze z lewicowo-masońskimi twórcami i sygnatariuszami traktatu o konstytucji
Unii Europejskiej. Po drodze, czyli jak mówią Rosjanie - po puti. Warto
przypomnieć, że tacy nasi znakomici pisarze i publicyści, jak Józef Mackiewicz
czy Sergiusz Piasecki w latach 50. i 60. takich różnych pomagierów ówczesnych
komunistów nazywali komunistycznymi, względnie sowieckimi poputczikami (np. w
słynnym artykule Piaseckiego z roku 1951 pt. `Komunistyczny poputczik
Miłosz"). Warto więc zadać pytanie, czy włoski minister i profesor okaże się
faktycznie tylko pobożnym poputczikiem współczesnych euro-komunistów?
Tomasz Mysłek
Najwyższy Czas
NR 4 (766) 22 STYCZNIA 2005
Wyrzucają go, a on chce "mieć wpływ". Dobry?
W takim państwie, jakie opisał, będziemy żyć od przyszłego roku.