grozi nam jeszcze wiekszy fiskalizm

11.02.05, 08:49
Co zreszta dokladnie pzrewidzielismy przed akcesja.

ROZMOWA NA GORĄCO Marcin Sasin, ekonomista Banku Światowego
Nie wystarczą jednorazowe cięcia

ekonomia_a_24-1.F.jpg
(c) MACIEJ SKAWIŃSKI
Rz: Ministerstwo Finansów mówi, że ma plan awaryjny, jeśli okaże się, że
przyjęta zostanie niekorzystna dla Polski klasyfikacja otwartych funduszy
emerytalnych. Jak ten plan wygląda?

MARCIN SASIN: Zmiany muszą być radykalne. Prawdopodobnie chodzi np. o
likwidację rezerw w budżecie, zamrożenie płac w sferze budżetowej,
podniesienie podatków (objęcie najwyższą stawką podatkową większej liczby
towarów i usług), likwidację kolejnych ulg i zwolnień podatkowych.
Jakie mogą być działania po stronie wydatków?

To nie jest takie proste. Obcięcie dotacji do ZUS i KRUS, które mają
największy udział w wydatkach, zmusi te instytucje do zadłużania się w
bankach. Szczególnie dotyczy to ZUS, co będzie uwzględnione w końcowym
deficycie sektora finansów publicznych.
Czy da się istotnie zmniejszyć deficyt budżetowy, nie ruszając wydatków
społecznych?

Największe oszczędności znajdują się nie w wydatkach socjalnych i
administracyjnych, ale w poprawie sposobu wydawania publicznych pieniędzy.
Należałoby zacząć od przeglądu wszystkich wydatków i zbadania ich
efektywności. Warto sprawdzić, czy daną funkcję powinno wypełniać państwo, czy
może lepiej zrobi to sektor prywatny.
To jest działanie na długą metę. A Polska chce obniżyć deficyt budżetowy w
ciągu dwóch lat...

To prawda. Jednak porządkowanie wydatków publicznych wcześniej czy później
trzeba rozpocząć. Cięcie świadczeń społecznych jak popadnie nie jest dobrą
metodą na rozwiązywanie krótkoterminowych problemów. Reforma wydatków
społecznych musi być kompleksowa. Teraz transfery społeczne zniechęcają do
pracy i są źle adresowane. Otrzymują je nawet osoby zamożne. Zasada przecież
jest bardzo prosta - im więcej ludzi na rynku pracy, tym mniejsze obciążenie
dla państwa, jeżeli chodzi o świadczenia. Szybko trzeba zmniejszyć tzw. klin
podatkowy, czyli obciążenia fiskalne dla ludzi najmniej zarabiających. Będzie
to zachęcało do pracy, a nie do pobierania świadczeń społecznych.
Czy przy takiej reformie nie będzie trzeba latami czekać na wyniki?

Nie. Mogą one nastąpić już w następnym roku. Dobrym przykładem jest Słowacja.
Rozmawiał Paweł Blajer

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050211/ekonomia/ekonomia_a_24.html
    • kimmjiki Re: grozi nam jeszcze wiekszy fiskalizm 11.02.05, 12:21
      Wiekszy fiskalizm grozi zawsze. Nie widze zwiazku z akcesja, dziure budzetowa mamy od wielu lat.
      • robisc Re: grozi nam jeszcze wiekszy fiskalizm 11.02.05, 14:22
        kimmjiki napisał:

        > Wiekszy fiskalizm grozi zawsze. Nie widze zwiazku z akcesja, dziure budzetowa m
        > amy od wielu lat.

        Nawet nie zamierzam z Toba zaczynac dyskusji na ten temat.
        • kimmjiki Re: grozi nam jeszcze wiekszy fiskalizm 11.02.05, 22:04
          > Nawet nie zamierzam z Toba zaczynac dyskusji na ten temat.

          To trzeba bylo nie zakladac watku.
          • robisc Re: grozi nam jeszcze wiekszy fiskalizm 11.02.05, 22:07
            kimmjiki napisał:

            > > Nawet nie zamierzam z Toba zaczynac dyskusji na ten temat.
            >
            > To trzeba bylo nie zakladac watku.

            Dyskutuj sobie z kims innym. My dwaj te lekcje ze soba juz przerabialismy.
            • kimmjiki Re: grozi nam jeszcze wiekszy fiskalizm 11.02.05, 22:54
              > My dwaj te lekcje ze soba juz przerabialismy.

              Co z tego, skoro bez efektu.
              • robisc Re: grozi nam jeszcze wiekszy fiskalizm 11.02.05, 23:05
                kimmjiki napisał:

                > > My dwaj te lekcje ze soba juz przerabialismy.
                >
                > Co z tego, skoro bez efektu.

                No sam widzisz. Nie ma sensu - Ty wiesz swoje, ja swoje i znamy nawzajem nasze
                poglady.
    • robisc deficyt w 2005 - 50 mld PLN 27.02.05, 19:14
      Finanse publiczne bez OFE?
      26.02.2005 12:10
      / INTERIA.PL
      Spełnienie fiskalnego kryterium konwergencji w 2007 roku, przy nie wliczaniu OFE
      do sektora finansów publicznych, będzie bardzo trudne, ale realne. Wymagać
      będzie około 15 mld zł oszczędności rocznie - uważa Wojciech Misiąg z Instytutu
      Badań nad Gospodarką Rynkową, doradca ministra finansów.

      "Realizacja kryterium fiskalnego w roku 2007 jest bardzo trudna, ale jest
      realna. Mamy dwa lata. Aby w 2006 roku coś się stało, mamy pół roku na
      legislację i reformę instytucjonalną. Wybory trochę komplikuję sprawę. Jeżeli
      ciężar dostosowania przypadnie tylko na 2007 rok, wtedy jest to nierealne" -
      powiedział Misiąg PAP.

      "Kryterium konwergencji oznacza konieczność urwania około 15 mld zł rocznie z
      całego sektora finansów publicznych: budżetu, funduszy celowych, samorządów.
      Wtedy złapiemy równowagę" - dodał.

      W opinii Misiąga, OFE nie powinny być zaliczane do sektora finansów publicznych.
      "OFE nie są instytucjami publicznymi, a my chcemy to zmienić. Możemy oczekiwać
      odroczenia kary do 2007 roku, ale za dwa lata będziemy mieli ten sam problem, co
      pokazuje, że gra nie jest warta świeczki" - powiedział.

      Eurostat uznał, że OFE nie powinny być wliczane do sektora finansów publicznych.
      Polska natomiast ubiega się, by fundusze mogły być częścią finansów publicznych,
      gdyż taka klasyfikacja ułatwiałaby spełnienie kryterium konwergencji.

      Jeżeli OFE są częścią sektora finansów publicznych deficyt budżetowy w relacji
      do PKB wynosi w 2005 roku 3,9 proc., a jeżeli są ujmowane poza sektorem, wtedy
      poziom wskaźnika wzrasta do 5,8 proc. Wstępne wypowiedzi wskazują, że KE
      ostatecznie nie pozwoli klasyfikować OFE jak sektor finansów publicznych.

      Misiąg szacuje, że tegoroczny deficyt budżetu państwa wynosi około 50 mld zł. MF
      ustaliło jego poziom na 35 mld zł. "Dopuszczalny deficyt, który spełniałby
      kryterium fiskalne wynosi około 30 mld zł, a teraz mamy 50 mld zł" - powiedział.

      "Dotację dla FUS-u uważam za wydatki, a nie chowam jej pod stołem. Poza tym
      dochodzi kwestia niedoszacowania dotacji na inne fundusze celowe, głównie
      Funduszu Pracy. Przerzucamy na niektóre fundusze obowiązek finansowania
      deficytu, to nie budżet państwa pożycza, ale fundusze celowe. Mój instytut
      szacuje, że deficyt w tym roku wyniesie około 50 mld zł" - dodał.

      Zdaniem Misiąga, wygospodarowanie oszczędności wymaga przeglądu ustawodawstwa,
      by stwierdzić, "czy państwo nie wzięło na siebie niepotrzebnych zadań, które
      kosztują".

      Jak zaznaczył, obniżanie deficytu skutkuje spadkiem kosztów obsługi długu.
      "Widać tu pewną synergię: oszczędzamy, mniej pożyczamy, mniej odsetek od długu i
      to się przyspiesza" - dodał.

      W opinii Misiąga, nie chodzi o to, by maksymalizować oszczędności, ale by
      zachować racjonalny poziom usług świadczonych przez państwo i starać się, by nie
      pochłaniało to tak dużych kwot jak obecnie. "Musimy szukać oszczędności, ale nie
      może to być rewolucja w wydatkach. Musimy do tego dochodzić stopniowo" - powiedział.

      Ministerstwo Finansów przygotowuje obecnie strategię zarządzania finansami
      publicznymi, która zakłada głębszą, od założonej w programie konwergencji,
      redukcję deficytu sektora finansów publicznych.

      Misiąg powiedział, że nie zna opracowywanej przez MF strategii. Jego zdaniem,
      strategia zarządzania finansami publicznymi powinna się skupiać na dwóch
      aspektach: uzyskaniu stanu równowagi finansowej oraz uporządkowaniu sfery
      instytucjonalnej.

      "Te dwa apekty wiążą się ze sobą. Dzisiaj problem polega na tym, że jesteśmy
      zapóźnieni w zakresie równoważenia sektora finansów publicznych, że musimy
      bardzo szybko dokonywać oszczędności, a efekty zmian instytucjonalnych są zawsze
      bardzo powolne" - powiedział Misiąg.

      "Przede wszystkim potrzebna jest walka o redukcję deficytu budżetowego.
      (...)Redukcja wydatków może polegać na tańszym wykonywaniu zadań, czyli
      efektywniejszym wydatkowaniu środków albo rezygnacji z wykonywania pewnych zadań
      np. z wypłacania pewnych rodzajów świadczeń" - dodał.

      Jego zdaniem, trzeba "wymusić na wszystkich urzędnikach publicznych, by rządzili
      pieniędzmi publicznymi racjonalnie i rozsądnie".

      W opinii eksperta IBnGR, efektywność wydatkowania środków można zwiększyć m.in.
      w policji i w szkolnictwie wyższym.

      "Od lat wiemy, że dzisiejsza struktura zatrudnienia w policji jest niedobra, za
      dużo urzędników, za mało funkcjonariuszy. Albo można za te same pieniądze mieć
      więcej funkcjonariuszy, albo można mieć tyle samo funkcjonariuszy, przy
      zredukowanym aparacie urzędniczym, czyli za mniejsze pieniądze, a prawdopodobnie
      trzeba zrobić i jedno i drugie" - powiedział ekspert IBnGR.

      "Trzeba popatrzeć też ile publicznych pieniędzy wydaje się na poszczególne
      szkoły. Jest pytanie, czy nie znajdziemy szkół, w których absolwent jest miernej
      jakości, a kosztuje więcej niż gdzie indziej. Dlaczego płacimy na szkoły, które
      bardzo dobrze żyją z płatnych studiów i zarabiają na tym?" - dodał. Zdaniem
      Misiąga, polski system finansów publicznych wymaga przejrzystości i jasności.

      (PAP)
Pełna wersja