robisc
20.03.05, 19:17
Okazuje sie, ze czasami i socjalista jest pozyteczny. Swoja droga mamy piekny
zestaw paradoksow. Ale przeczytajcie sami.
Francja w szoku po niekorzystnych sondażach w sprawie europejskiej konstytucji
Robert Sołtyk, Bruksela 20-03-2005, ostatnia aktualizacja 20-03-2005 16:30
Czy Francja pogrąży Europę w wielkim kryzysie, odrzucając w referendum 29 maja
traktat konstytucyjny? To coraz bardziej prawdopodobne
Panika trwa od piątku - "Le Parisien" opublikował sondaż, z którego wynika, że
53 proc. Francuzów nie zagłosuje w referendum, a większość tych, którzy to
zrobią, powiedzą "nie" (51:49 proc.). To głównie sympatycy socjalistów, wbrew
proeuropejskiemu kierownictwu PS, zmienili zdanie - konstytucji nie chce aż 59
proc. z nich. Elektorat centroprawicy konstytucję nadal popiera.
Sondaż przeprowadzono w tygodniu, gdy we Francji wybuchła awantura o
proponowaną przez Brukselę liberalizację usług w UE. Prezentowane to jest jako
groźba najazdu polskich hydraulików czy budowlańców, którym firmy będą mniej
płacić, dawać gorsze standardy socjalne za dłuższy czas pracy (we Francji to
35 godz. tygodniowo). Choć to bzdury lub przesada, mleko się rozlało -
lewicowe "Liberation" oskarżyło Komisję Europejską i jej szefa José Manuela
Barrosę, że "gra w grę przeciwników konstytucji". Poszło o słowa Barrosy
sprzed tygodnia - bronił on liberalizacji usług i dziwił się, iż Francuzi
zarażają Europę eurosceptycyzmem.
W piątek rzeczniczka Komisji Françoise Le Bail wyraziła zaniepokojenie
pogorszeniem się nastrojów we Francji. Przypomniała, że Barroso, który
propozycję liberalizacji usług "odziedziczył" po ekipie Prodiego, chce ją
zmienić, by uspokoić "zasadne obawy" Francji, Belgii czy Niemiec. Nad
dyrektywą pracuje już jednak Parlament Europejski i Komisja poczeka z
propozycjami, zapewne aż do francuskiego referendum.
Prezydent Chirac żąda jednak, by dyrektywę po prostu pisać od nowa. Barroso
nie może ustąpić, bo oskarżono by go, że tańczy tak, jak mu Paryż zagra. Poza
tym liberalizacja usług dających 70 proc. bogactwa UE jest fundamentem
poprawionego programu rozkręcenia europejskiej gospodarki, który szczyt UE ma
przyjąć w środę. - Niech Francuzi zrobią porządek u siebie, a nie szukają
kozłów ofiarnych w Brukseli - mówi nam wpływowy obserwator w UE. Jego zdaniem
powodem pogorszenia się nastrojów we Francji jest tam brak naprawdę śmiałych
reform, co doprowadziło ostatnio do fali manifestacji. Chirac za kilka dni
zacznie negocjacje płacowe w sektorze publicznym, by uspokoić ludzi, dając im
podwyżki.
Eksperci boją się, że to już nic da. Liderom PS (socjaliści) nie uda się
bowiem zmobilizować sympatyków lewicy do poparcia konstytucji, którą
okrzyczano jako nazbyt liberalną. Wielu widzi też w głosowaniu na "nie" szansę
wymuszenia dymisji premiera Raffarina i osłabienia Chiraca. Skutki byłyby
jednak o wiele poważniejsze, i to dla całej Europy. Konstytucja, nad którą
pracowano kilka lat pod wodzą b. prezydenta Francji Giscarda d'Estaing,
wylądowałaby raczej w koszu (tak uważa m.in. Daniel Keohane z Centre for
European Reform w Londynie). Unia zaś pogrążyłaby się w kryzysie, który
uniemożliwiłby pewnie przyjęcie w czerwcu br. budżetu UE na lata 2007-13.
Dziesiątki miliardów euro pomocy dla Polski stanęłoby pod znakiem zapytania.
Dla Francji "nie" dla konstytucji oznaczałoby izolację w UE i nieuchronne
pogorszenie relacji z Niemcami.
Chirac chwycił się ostatniej deski ratunku - w piątek stwierdził, że
konstytucja jest potrzebna po to, by ukrócić władzę Brukseli w powiększonej
UE. Słowem, by takie propozycje jak liberalizacja usług łatwiej udaremniać.
Tego obawiali się m.in. polscy eksperci, bo zmieniony w konstytucji system
głosowania da większe możliwości blokowania decyzji największym krajom. W
przypadku liberalizacji usług nie ma to jednak znaczenia - rządy wrogie
propozycjom Brukseli mają mniejszość blokującą w Radzie UE zarówno według
systemu głosowania z Nicei, jak i wedle konstytucji.
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,2610894.html