bush_w_wodzie
30.03.05, 10:32
w sprawie fozz zapadl wyrok. wydal go sedzia andrzej krzyze. jak dziwnie plota
sie ludzkie losy...
na poczatek taki tekscik:
fragmencik:
muzeum.gazeta.pl/Iso/Raporty/Nagrody_SDP/010rap.html
Stanisław Wawrzecki, dyrektor warszawskiego Miejskiego Handlu Mięsem, został
skazany na śmierć w 1965 r. za udział w tzw. aferze mięsnej. Po 1956 r. był to
w PRL jedyny wykonany wyrok śmierci za przestępstwo gospodarcze.
Według profesora Andrzeja Rzeplińskiego, prawnika z Helsińskiej Fundacji Praw
Człowieka, powieszono go jednak nie o świcie, ale po południu: - Po 1956 r.
kary śmierci wykonywano w Polsce około godziny siedemnastej, osiemnastej. Nie,
jak wieść gminna niesie, o świcie. Żaden prokurator nie wstanie o czwartej
rano na egzekucję. Po południu, między obiadem a kolacją, był lepszy czas na
wieszanie.
Zwykle między decyzją Rady Państwa a egzekucją upływały dwa, cztery tygodnie.
Uzgadniano wówczas terminarz prokuratora, księdza, no i kata.
Anonimowy współwięzień z Rakowieckiej za- pewnia: - Wawrzecki do końca był
przekonany, że z Rady Państwa nadejdzie ułaskawienie. To była pewność
absolutna. Może kogoś chronił, nie wyjawił pewnych nazwisk w sądzie i
oczekiwał w zamian lojalności. Ktoś ważny musiał mu obiecać, że nie zawiśnie.
<...>
Akta sprawy wciąż jednak leżą zmagazynowane w piwnicach warszawskiego sądu.
Przewodniczący wydziału podpisuje mi zgodę na wgląd, a ja myślę, że Paweł
Wawrzecki, jak na artystę przystało, buduje własną rzeczywistość. Nikt
przecież nie wzniecił pożaru, aby zatrzeć ślady zbrodni na jego ojcu.
Przeglądam akt oskarżenia, pełnomocnictwa adwokatów. Szukam pierwszych
przesłuchań sądowych. Powinny być w trzecim tomie.
Ale ich nie ma.
Szukam przemówień obrońców - brak. Mowy prokuratorskie - też nie znajduję.
Przyglądam się dokładniej ak- tom - pięć tomów. Kartki ponume- rowane
dokładnie, po kolei, żad- nej nie brakuje. Ale w pięciu tomach jest tylko akt
oskarżenia, wyrok, wezwania świadków, adwokatów. Brakuje najważniejszego -
zapisu rozprawy.
Czytam w jednym z dokumentów, że sądowe akta tej sprawy powinny liczyć około
50 tomów. Co się z nimi stało? Tego dziś w sądzie nikt nie może wyjaśnić: - Te
pięć tomów to wszystko, co mamy. A co z pożarem? Tego też nikt nie wie.
<...>
- Wśród młodych aplikantów niekłamanym autorytetem cieszył się sędzia Michał
Kulczycki - wspomina prof. Andrzej Rzepliński. - Dziś pewnie też jest taka
giełda, młodzi prawnicy wiedzą, kto uczciwie pracuje, a kto bierze łapówki. W
systemie komunistycznym sędzia również mógł wykazać swoją klasę - i z tego
właśnie słynął Kulczycki.
Sędzia Kulczycki nie zgodził się wydać wyroku śmierci w sądzonej przez siebie
aferze skórzanej. Najwyższy wyrok, jaki orzekł, to dożywocie. W sądzonej przez
kogo innego drugiej sprawie skórzanej orzeczono śmierć - Rada Państwa jednak
skorzystała z prawa łaski.
Za nieposłuszeństwo usunięto Kulczyckiego ze stanowiska przewodniczącego
warszawskiego Sądu Wojewódzkiego. Zesłano go jako zwykłego sędziego do
Siedlec. Do Warszawy wrócił dopiero na początku lat osiemdziesiątych.
Poprowadził wówczas sprawę przeciwko Maciejowi Szczepańskiemu, prezesowi
telewizji - pamięta Andrzej Rzepliński.
Do sądzenia afery mięsnej wyznaczono więc specjalny skład. Chociaż sprawa
toczyła się przed Sądem Wojewódzkim, do orzekania wyznaczono nawet sędziego
Sądu Najwyższego.
<...>
Kiedy do orzekania w aferze mięsnej wyznaczono skład sędziowski, adwokaci
oględnie zaprotestowali: "Obrońcy mają głęboki szacunek oraz zaufanie do
wyznaczonych sędziów i przypisują wyłącznie trudnościom technicznym fakt, że w
składzie Sądu nie zasiadł ani jeden z sędziów IV wydziału karnego, właściwego
normalnie do rozpoznania tej sprawy".
Do składu skierowano sędziów wojewódzkich: Faustyna Wołka i Kazimierza
Gerczaka. Przewodniczyć rozprawie miał Roman Kryże, wydelegowany z Sądu
Najwyższego. W latach stalinowskich orzekał kary śmierci wobec żołnierzy AK.
Mówiono o nim jako o sędzim, który ma prywatny cmentarz. Mecenas Siła-Nowicki
mówił o nim, że "kryżuje" ludzi.
<...>
- Mąż w sądzie do wszystkiego się przyznał, myślał, że mu na korzyść policzą -
opowiada Bożena Waw-rzecka. - Wyznawał w szczegółach, chociaż nawet nie
wszystko wiedział, gdzie było ukryte, bo to już ja pochowałam.
- Wiedziałam o tych łapówkach - mówi Bożena Wawrzecka. - Wiedziałam, ale co
ja, kochany, mogłam? Mieli prawo jakiś procent w sklepach odliczyć na ubytki,
coś wycieknie, coś zeschnie. Nie zawsze, wie pan, te ubytki były w
rzeczywistości, ale oni zawsze sobie je odliczali. Takie życie.
Mąż innym też woził. Komuś na milicję, gdzieś tam jeszcze, a najważniejszy był
ten Hilarek Minc. Mąż mu normalnie pieniądze w teczce woził. Zapamiętałam, bo
minister, na świeczniku.
Sprawdziłem - kiedy Stanisław Wawrzecki trafił do MHM w roku 1959, Hilary Minc
już od dwóch lat był na emeryturze.
<...>
Afera mięsna była okrutną sprawą. Na ławie oskarżonych zasiedli ludzie, którzy
dokonali dużej liczby drobnych przestępstw. Ale skazano ich za co innego.
Wawrzeckiego - za przywłaszczenie mienia społecznego. A w gruncie rzeczy cała
jego działalność polegała tylko na wymuszaniu haraczu od kierowników sklepów.
Ponieważ był prostym człowiekiem, wpadał do jakiegoś sklepu, brał na bok
kierownika: słuchaj Wojtku, Zenku, idę po południu z kumplami do re-stauracji,
potrzebuję parę złotych. Kierownik wyciągał pieniądze i dawał dyrektorowi. Co
to miało wspólnego z zagarnięciem mienia społecznego? Poważny prawnik
zakwalifikowałby to jako tzw. przestępstwo czynnego łapownictwa. Tylko że za
łapówki prawo nie przewidywało śmierci.
Mojego klienta w aferze mięsnej skazano na osiem lat więzienia. Nie
odsiedział. Umarł w więzieniu wkrótce po wyroku.
<...>
Przewodniczący składu, sędzia Roman Kryże, uchodził za faceta z twardą ręką.
Skłonnego do radykalizmu przy orzekaniu. Po latach przypadkowo usłyszałem -
Kryże komuś się wygadał - że pewnego dnia włożył eleganckie rękawiczki, ciemny
garnitur i poszedł na odprawę do KC, gdzie zapoznał się z poglądem partii na
aferę mięsną.
Czesław Łapiński, który to wspomina, w czasie wojny służył w Armii Krajowej.
Na półce ponad jego głową stoi książka o rotmistrzu Witoldzie Pileckim, który
dobrowolnie zgodził się pojechać do obozu w Oświę-cimiu, aby tam zorganizować
pod- ziemie.
Po wojnie, w latach stalinizmu, Pileckiego skazano na karę śmierci. Wyrok
wydał sędzia Roman Kryże.
Oskarżał - wówczas jako prokurator wojskowy - Czesław Łapiński.
<...>
Nas trzeba zniszczyć
Szukałem kogoś ze skazanych nie tylko po to, żeby usłyszeć, czy brali łapówki
i jak wyglądał proces. Chciałem się dowiedzieć, czy potrafią powiedzieć coś o
roli Gomułki w tym procesie. Czy rzeczywiście szczególnie zależało mu na wyroku?
Ostatni skazany twierdzi: - Gomułka powiedział, że nas trzeba zniszczyć.
Publicznie domagał się wyroków śmierci.
- Skąd pan o tym wie? - pytam.
- Wszyscy wówczas wiedzieli. Gomułka to powiedział na zebraniu w fabryce na
Żeraniu - wyjaśnia.
Czy to jednak możliwe, żeby pierwszy sekretarz zażądał konkretnego wyroku?
Publicznie?
Ale już wcześniej kilka osób powtarzało mi: Gomułka podczas przemówienia
domagał się kary śmierci.
Przejrzałem książkowy tom wystąpień Gomułki z roku 1964 i 1965. Niczego
takiego nie znalazłem.
W dniu, kiedy wyrokował sąd, Gomułka przemawiał na naradzie przewodniczących
rad narodowych. Mówił o czynach społecznych, o nad- użyciach: "Do wartości
czynów dolicza się kwoty przyznane poszczególnym radom narodowym jako dotacje
na rzecz czynów społecznych".
Ówczesny działacz PZPR poradził, aby przejrzeć teczki z dawnego Komitetu
Centralnego - nie wszystkie bowiem przemówienia Gomułki opublikowano. W
teczkach z KC nie ma śladu pobytu Gomułki w FSO na Żeraniu od początk