przycinek.usa
17.04.05, 18:43
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2659297.html
30 tys. Chińczyków z antyjapońskimi transparentami wyszło wczoraj na ulice w
Shenzhen, specjalnej strefy ekonomicznej blisko Hongkongu. Trwającego od
tygodni napięcia między Tokio i Pekinem nie złagodziła niedzielna wizyta
szefa japońskiego MSZ w Chinach
Wielotysięczne tłumy schodzą na ulice miast, wołając "Śmierć Japończykom",
pikietują japońskie hipermarkety, tłuką szyby w konsulatach japońskich.
Zdarzają się nawet napady na japońskich studentów.
(...)
Chińska partia komunistyczna podtrzymuje antyjapoński płomień od pół wieku po
to, by go rozdmuchiwać, kiedy tego potrzebuje. Od początku byłem przekonany,
że za demonstracjami stoi rząd, który dobrze kontroluje chiński internet.
Wszystko wskazuje na to, że to chińska bezpieka wysyłała antyjapońskie e-
maile, od których zaczęły się demonstracje. Potwierdzają to wiadomości "New
York Times", który ma zazwyczaj doskonałe informacje z Chin.
Po co Pekinowi manifestacje?
- By pokazać, że Chiny to wielka potęga, która może rzucić wyzwanie Japonii.
Po raz pierwszy dopuszczono do niszczenia japońskich budynków i pobicia
japońskich obywateli. Czytaj: my się was nie boimy. Do protestów doszło w
chwili, gdy chińskie okręty wpłynęły na wody japońskie w pobliżu wyspy
Okinawa. Pekin liczy, że społeczeństwo japońskie wystraszy się manifestacji i
naciśnie na rząd, by ustąpił w kwestii spornych wysp Senkaku.