johnxxxv
19.11.05, 15:19
Siedze sobie dzis w Sturbucksie po porannej przebiezce w chlodny ale
supersloneczny poranek i przegladam od niechcenia ""lewacki"" NYT i widze, ze
formuluje sie koalicja senatorow , w tym nawet republikanskich domagajacych
sie natychmiastowego wycowania sil z Iraku. Wsrod tych ""lewakow"" dominuje
>powerful republican senator<, najwyrazniej tez ""lewak"" (i komunista).
Tu wyobrazam sobie faceta, ktory odkecil w kuchni kurek z gazem, usiadl na
podlodze i przybil wlasne jadra do parkietu dluuuugim gwozdziem. A potem
odrzucil skrzynke z narzzedziami w drugi koniec pokoju, tak zeby nie moc
dosiegnac do obcegow. Oczywiscie, niedlugo otruje sie gazem lub gaz
wybuchnie o ile facet nie dokona bolesnego zabiegu oderwania wlasnych jader
od podlogi.
Podobnie wyglada sytuacja rzadu oraz kochanego pana prezydenta.....zostac w
Iraku, wytracic kolejnych zolnierzy przy popularnosci w narodzie oscylujacej
wokol 27% czy wyrwac sie stamtad za wszelka cene, co wg Bushowatego w ogole
nie wchodzi w gre? Wziac ryzyko, ze przy pozostalych 3 latach kadencji zginie
kolejne 5-6 tysiiecy ludzi i cholera jedna tylko wie, cojeszcze sie wydarzy w
tamtym goracym rejonie, przy jednoczesnie powolnie zapadajacej sie
gospodarcie i ""skyrocketing trade and budget deficit""?