heimer
23.11.05, 10:06
W wyniku wyborow parlamentarnych, sytuacja w Polsce i w Niemczech byla
dokladnie taka sama. Dwie partie zdominowaly parlamenty.
Tylko w Nimeczech wygraly partie, moze nie wrogie, ale na pewno z przeciwnych
biegunow. W Polsce wygraly dwie "zaprzyjaznione", o solidarnosciowych
korzeniach partie.
W Niemczech wczesniej o koalicji SPD i CDU/CSU nikt nawet nie myslal.
Ale spoleczenstwo zaglosowalo jak zaglosowalo, i na koniec mamy koalicje z
kanclerzem z CDU/CSU i wicekanclerzem z SPD.
Nikt nic wczesniej takiego nie mowil, i zostalo to zrobione.
A w Polsce?
Jeszcze wybory sie nie zaczely, a mowiono "tak! oczywiscie! bedziemy rzadzic
razem". I co? I kupa. "Nasi przyjaciele" okazali sie naszymi wrogami.
Co innego sie mowi, i to bardzooooooo duuuuuuzzooooo mowi, a nic sie nie robi.
Zreszta od samego poczatku, jak PiS i PO nazywali sie bez przerwy przyjaciolmi
wgladalo mi to na "zaklinanie deszczu".