Pytania ktorych nie zadam. cz.I

01.11.06, 23:40
Chodzi oczywiscie o pytania ktorych nie powinno sie zadawac burzuazyjnym
ekonomistom bo jako odpowiedz mozna uslyszec tylko argumenty ad personam jak
na przyklad "komunista" i to glownie dlatego ze nie zdaja sobie sprawy ze dla
nas taka nazwa to zaszczyt a nie obelga.

Ale do rzeczy. Pytanie 1.

Gdy wezmiemy na przyklad tygodnik "The Economist" i popatrzymy na wskazniki
rozwoju dla roznych krajow to zobaczymy ze wzrost produkcji przemyslowej jest
zawsze wyzszy niz wzrost dochodu narodowego. Dlaczego wobec tego w dlugim
okresie udzial produkcji przemyslowej w tworzeniu dochodu narodowego spada?
    • damkon Re: Pytania ktorych nie zadam. cz.I 02.11.06, 22:10
      Jest Pan malo konsekwentny, w tym co Pan pisze, poniewaz najpierw w tytule
      zaznacza Pan, ze nie zada Pan zadnych pytan, po czym przechodzi do ich
      zadawania. Czy takiego wielkiego formatu komuniscie jak Pan przystoi taki brak
      konsekwencji?

      Ale do rzeczy. Panskie pytanie mialoby wiekszy sens, jezeli wprowadzilby Pan
      jakies kryterium rozroznienia poszczegolnych gospodarek (np. wedlug stopienia
      rozwoju danej gospodarki czy poziomu jej urynkowienia). Wtedy rzeczywiscie dla
      poszczegolnych gospodarek mozna zauwazyc owa zaleznosc, tzn. spadek udzialu
      dochodu z produkcji przemyslowej w globalnym dochodzie narodowym.
    • abram777 Re: Pytania ktorych nie zadam. cz.I 03.11.06, 09:34
      sendivigius napisał:

      > Gdy wezmiemy na przyklad tygodnik "The Economist" i popatrzymy na wskazniki
      > rozwoju dla roznych krajow to zobaczymy ze wzrost produkcji przemyslowej jest
      > zawsze wyzszy niz wzrost dochodu narodowego. Dlaczego wobec tego w dlugim
      > okresie udzial produkcji przemyslowej w tworzeniu dochodu narodowego spada?

      A więc sugerujesz, że gospodarki o niższym stopniu rozwoju powinny jak nadłużej i jak najwięcej inwestować w produkcję przemysłową, aby wyrównać różnice z państwami wysokorozwiniętymi. Zauważ jednak, że dziś najlepiej zarabia się na posiadanej wiedzy, technologii i pożyczaniu pieniędzy. Jeśli nie ma wiedzy, technologii i pieniędzy, fabryki stoją, ludzie pracują, a bogacą się ci, do których fabryki należą. Wiem, co powiesz, w komunizmie fabryki należą do państwa, więc bogacą się wszyscy. Gdyby to było takie proste, to bylibyśmy wszyscy bardzo bogaci już dawno. Pytaj dalej
    • 1tomasz1 Re: Pytania ktorych nie zadam. cz.I 03.11.06, 11:06
      Były już odpowiedzi rzeczowe i merytoryczne. Mi przypadła więc rola zająć się
      wątkiem personalnym. wink
      Cóż takiego złego widzisz biedaku w nazywaniu Cię "komunistą" (którego nota bene
      tak nieudolnie udajesz)? Ja bym się nie obrażał, gdby mnie ktoś nazwał...
      kapitalistą. smile)))))
    • sendivigius Pytanie 2. 03.11.06, 16:41
      Nie jestem niekonsekwentny, tytul to taka figura retoryczna, zaczerpnieta
      zreszta z piosenki J. K. Kelusa. A co to jest "figura" to uczyli w
      komunistycznych szkolach. Za to ze nazywaja mnie komunista tez sie nie obrazam
      tylko jestem z tego dumny, prawie tak jak Majakowski.

      Tym pytaniem chcialem pokazac ze statystyki dotyczace dochodu narodowego a wiec
      i tez i dochodu na glowe sa nic nie warte bo nic nie mierza. Jak widac
      ekonomisci nie podjeli dyskusji bo i po co. Niewygodne problemy lepiej zmiatac
      pod dywan i dalej udawac ekspertow.

      Pytanie 2.

      W Meksyku podatki sa nizsze niz w USA. I zawsze historycznie byly. Dlaczego
      wobec tego rozwinely sie Stany a nie Meksyk jezeli jednym z fundamentow
      liberalizmu jest twierdzenie ze niskie podatki sprzyjaja rozwojowi. A moze to
      nieprawda?
      • bush_w_wodzie Re: Pytanie 2. 03.11.06, 21:25
        sendivigius napisał:

        >
        > Pytanie 2.
        >
        > W Meksyku podatki sa nizsze niz w USA. I zawsze historycznie byly. Dlaczego
        > wobec tego rozwinely sie Stany a nie Meksyk jezeli jednym z fundamentow
        > liberalizmu jest twierdzenie ze niskie podatki sprzyjaja rozwojowi. A moze to
        > nieprawda?



        rozwoj ekonomiczny kraju zalezy od wielu roznych czynnikow. to banal. nie mozna
        wiec wysnuwac daleko idacych wnioskow z jednego przykladu bez analizy
        porownawczej wielu krajow i w dlugim okresie czasu.

        niewatpliwie jednak mozna powiedziec ze same tylko niskie podatki nie gwarantuja
        wzrostu gospodarki.


        mozna tez chyba powiedziec ze jesli daloby sie otrzymac ta sama jakosc uslug
        panstwa przy nizszych podatkach to bylby czysty zysk dla gospdarki. mozna tez
        chyba powiedziec ze jesli jakosc uslug panstwa nie rosnie a podatki rosna - to
        gospodarka jest dodatkowo obciazana.

        tak naprawde problem nie lezy tylko w wysokosci podatkow ale przede wszystkim w
        wydajnosci ich wykorzystania
      • abram777 Re: Pytanie 2. 04.11.06, 11:53
        sendivigius napisał:

        > W Meksyku podatki sa nizsze niz w USA. I zawsze historycznie byly. Dlaczego
        > wobec tego rozwinely sie Stany a nie Meksyk jezeli jednym z fundamentow
        > liberalizmu jest twierdzenie ze niskie podatki sprzyjaja rozwojowi. A moze to
        > nieprawda?

        Odpowiem dość przewrotnie: postęp cywilizacyjny danego państwa jest uwarunkowany wieloma czynnikami, ale również ilością prowadzonych konfliktów zbrojnych, a także szeroko pojętej rywalizacji międzynarodowej. To właśnie wojny i np. okres "zimnej wojny" wymusiły wysiłek w zakresie organizacyjnym, rozwoju nauki i technologii narodu amerykańskiego i radzieckiego, a to doprowadziło do ich przewagi nad innymi (albo, jeśli przesadzono z tym kierunkiem - ruiny, jak w przypadku ZSRR).

        Jeśli chodzi o wpływ ustroju na szybkość rozwoju, a co za tym idzie, wielkość podatków, to uważam, że jest on mało istotny. Ważniejsza jest umiejętność stworzenia systemu zabezpieczeń uniemożliwiających odbieranie owoców pracy. Ale póki co, kapitalizm wygrywa nieuchronnie zmierzając ku socjalizmowi, a wszystko dzięki demokracji. (Pseudo)liberalizm jest natomiast doskonałym narzędziem najsilniejszych na rynku do powiększania swojej przewagi.
    • bush_w_wodzie Re: Pytania ktorych nie zadam. cz.I 03.11.06, 21:20
      sendivigius napisał:

      >
      > Ale do rzeczy. Pytanie 1.
      >
      > Gdy wezmiemy na przyklad tygodnik "The Economist" i popatrzymy na wskazniki
      > rozwoju dla roznych krajow to zobaczymy ze wzrost produkcji przemyslowej jest
      > zawsze wyzszy niz wzrost dochodu narodowego. Dlaczego wobec tego w dlugim
      > okresie udzial produkcji przemyslowej w tworzeniu dochodu narodowego spada?
      >


      produkcja przemyslowa jest miara fizycznej produkcji fabryk czy surowcow a nie
      realnej wartosci wyprodukowanych towarow. jest to raczej wiec ilosc
      wyprodukowanych aut par butow czy ton wydobytego wegla niz ich realna wartosc.
      tymczasem realne ceny produktow przemyslowych sa w dlugiej skali coraz nizsze.
      dlatego jest zupelnie spojne ze przy rosnacej produkcji przemyslowej i
      malejacych realnych cenach - wklad produkcji przemyslowej do pkb spada.


      podobnie jest z produkcja rolna. jest znaaaacznie wieksza niz sto lat temu a jej
      wzgledny udzial w pkb skurczyl sie w ciagu stu lat przynajmniej kilkukrotnie


      dla komunisty to powinno byc szalenie pozytywne ze coraz istotniejsze dla
      ekonomii sa uslugi a wiec praca ludzka. juz nie kapital i nie ziemia i nie
      surowce a praca ludzka jest najcenniejsza i najlepiej oplacana.

      blisko idealu?
    • corgan1 pytanie nr 3 04.11.06, 11:07
      Dlaczego od pewnego czasu w mediach w USA i w UE co miesiąc podaje się
      informacje o "liczbie nowo utworzonych miejsc pracy w USA"? Oczywiście bez
      podawania "liczby zlikwidowanycyh miejsc pracy" ale to szczegół. Bo rozumiem że
      to nie jest informacja o saldzie miejsc pracy ogółem czyli "liczba utworzonych"
      minus "liczba zlikwidowanych"?

      Ważne że na wieści o tym ile utworzono miejsc pracy a ile prognozowano drży
      cała giełda w NY.

      Zatem:

      - czyżby stopa bezrobocia nie miała teraz tak znaczacego znaczenia w
      odniesieniu do USA? jeśli tak to dlaczego?

      - czy ze wskaźnikiem bezrobocia w USA jest coś nie tegesz, moze jest
      niedoszacowany? np. do jakiej kategorii na rynku pracy zalicza się 2mln
      więźniów?

      - o liczbie "zlikwidowanych miejsc pracy" już wspomniałem >smile no ale nie ma
      chyba takich informacji podawanych publicznie?

      - media nie mówią o tym, że bezrobocie w USA wśród osób <25 roku życia jest
      prooporcjonalnie większa (4,7%/10,7%) niż w takiej UE (7,8%/17%).

      - media nie mówią też o tym, że w USA od kilku lat spada poziom zatrudnienia
      (74% w 2000; 71% w 2004)


      pzdr wszelkie lewactwo >smile
      • vico1 Re: pytanie nr 3 04.11.06, 16:42
        Jak sie maja "statystyki" PODAWANE W MEDIACH do stanu faktycznego? Czy
        statystyki w roznych krajach - niby dotyczace porownywalnego wydarzenia -
        opieraja sie na tych samych zalozeniach? Do kogo skierowane sa "statystyki" w
        mediach?

        O statystykach amerykanskich - tych publikowanych w popularnych mediach, moga
        sie lepiej wypowiedziec nasi Amerykanie, nie przypuszczam by byly one bardziej
        swiete od europejskich.
        W calej Europie statystyka manipuluje sie tak, by przekonac do siebie wyborcow
        lub uciszyc emocje. Te manipulacje probuje czasem prostowac Eurostat - i tak
        "rownowaga budzetowa", ktora chwalil sie rzad w Belgii i dzieki czemu zostal
        wybrany na nowa kadencje, Eurostat skorygowal po kilku latach na deficyt 2%.
        Oczywiscie za pozno - zwyciestwo bylo w kieszeni. To, ze obywatel zostal
        oszukany sie nie liczy.
        Albo ostatnio - wpadka socjalistow na Wegrzech.
        Eurostat sluzy organizacji politycznej, jaka jest EU i nie bedzie gryzl wlasnego
        ogona. Wszelkie afery statystyczne sa publikowane z opoznieniem i wyciszane.
        Afery statystyczne we Wloszech i w Grecji - o zgrozo, te oficjalne - jeszcze
        przed przyjeciem euro. Kto o nich teraz mowi?

        Do czego (nad)uzywana jest statystyka medialna swiadczy typowy przyklad z mojego
        podworka. Bardzo czesto, po bandyckim przestepstwie bulwersujacym publike, cala
        prasa oglasza statystyczny spadek przestepstw. Jaki jest efekt takiej
        propagandy? Wydaje mi sie, ze odwrotny do zamierzonego. Coraz wiecej ludzi widzi
        zaklamanie i zalewa ich krew.

        Ale jak wprowadzic ostrzejsze kryteria w publikowaniu statystyk kiedy nie ma w
        tym woli politycznej? W rownie malym stopniu sa tym zainteresowane media.

        Tak wiec nie ma wiekszego sensu dyskutowanie o "statystykach" podawanej w
        mediach, a juz zupelnym idiotyzmem jest porownywanie wyrywkowych statystyk
        europejskich i amerykanskich.
        Mysle, ze tylko dobrzy gracze gieldowi potrafia oddzielic ziarno od plew i chyba
        nie maja oni ambicji (ani interesu) ekstrapolowac lub porownywac danych
        amerykanskich i europejskich. Ograniczaja lokalne dane do lokalnego rynku.
      • bush_w_wodzie Re: pytanie nr 3 05.11.06, 22:32
        corgan1 napisał:

        > Dlaczego od pewnego czasu w mediach w USA i w UE co miesiąc podaje się
        > informacje o "liczbie nowo utworzonych miejsc pracy w USA"?


        nie tylko ostatnio ale regularnie od lat. dlaczego? bo to dobrze opisuje zmiany
        na rynku pracy


        Oczywiście bez
        > podawania "liczby zlikwidowanycyh miejsc pracy" ale to szczegół. Bo rozumiem że
        >
        > to nie jest informacja o saldzie miejsc pracy ogółem czyli "liczba utworzonych"
        >
        > minus "liczba zlikwidowanych"?


        obawiam sie ze to jest wlasnie informacja o saldzie,

        dla przykladu:

        www.usatoday.com/money/economy/employment/2006-11-03-october_x.htm
        >>

        <...>
        Most of the hiring in October was in service industries, where 152,000 jobs were
        created, while goods-producing industries shed 60,000 jobs.

        Job losses in manufacturing, construction and retail were offset by gains in
        professional and business services, education and health, government and elsewhere.

        Factories shed 39,000 jobs in October, fourth straight month of employment cuts.
        Construction companies got rid of 26,000 jobs, while retailers trimmed 3,500.

        Professional and businesses services, meanwhile, added 43,000 jobs. Education
        and health expanded employment by 28,000, and the government payroll swelled by
        34,000.

        <...>


        >
        > Ważne że na wieści o tym ile utworzono miejsc pracy a ile prognozowano drży
        > cała giełda w NY.
        >
        > Zatem:
        >
        > - czyżby stopa bezrobocia nie miała teraz tak znaczacego znaczenia w
        > odniesieniu do USA? jeśli tak to dlaczego?
        >


        stope bezrobocia tez sie podaje. nawet jako istotniejsza informacje...

        to samo zrodlo:
        >>
        <...>
        WASHINGTON (Reuters) — The unemployment rate dropped to 4.4%, its lowest in
        nearly 5-1/2 years, in October as 92,000 jobs were added and hiring in two prior
        months was revised up, a government report said Friday.
        <...>
        <<


        > - czy ze wskaźnikiem bezrobocia w USA jest coś nie tegesz, moze jest
        > niedoszacowany?


        jaki by nie byl - to jego zmiany zawieraja istotna informacje


        > np. do jakiej kategorii na rynku pracy zalicza się 2mln więźniów?


        o ile sie orientuje to bezrobotnym moze byc tylkom osoba ktora aktywnie szuka
        pracy i nie moze znalezc. wiec raczej nie wiezien



        >
        > - o liczbie "zlikwidowanych miejsc pracy" już wspomniałem >smile no ale nie ma
        >
        > chyba takich informacji podawanych publicznie?


        sa sa - i to bardzo szczegolowe. patrz wyzej

        >
        > - media nie mówią o tym, że bezrobocie w USA wśród osób <25 roku życia jest
        >
        > prooporcjonalnie większa (4,7%/10,7%) niż w takiej UE (7,8%/17%).


        no ale bezwzglednie - to bezrobocie jest jakby mniejsze...


        >
        > - media nie mówią też o tym, że w USA od kilku lat spada poziom zatrudnienia
        > (74% w 2000; 71% w 2004)
        >

        tego wskaznika nie sledzilem ale od 2004 z pewnoscia sie znacznie porpawil.
        nalezaloby przyotczy aktualne dane
Pełna wersja