szutnik
25.11.08, 13:30
Pan Prezydent podjął ryzykowną improwizowaną akcję, która miała
udowodnić, że Rosjanie nie wycofali się z Osetii i nie przestrzegają
planu Sarkozy'ego. W efekcie naraził na zagrożenie swoją osobę i
tylko szczęśliwemu zbiegowi okoliczności zawdzięczamy, że nie
wybuchła strzelanina, której efekty trudne byłyby do przewidzenia.
Pół biedy, gdyby narazil tylko Lecha Kaczyńskiego. Naraził na
niebezpieczeństwo Prezydenta RP, a to zmienia zasadniczo postać
rzeczy.
Tylko czy w nocy można zobaczyć obecność wojsk rosyjskich na spornym
terytorium?
A już zupełnym kuriozum jest stwierdzenie, że głosy były po
rosyjsku, więc do Prezydenta strzelali Rosjanie.
Na Kaukazie jest kilkanaście różnych narodowości, często nie
rozumiejących wzajemnie swoich języków. Język rosyjski spełnia tam
rolę lingua franca, bo z racji historycznych jest jedynym
zrozumiałym dla wszystkich. Zadawanie pytań po rosyjsku jest więc
normalnym działaniem dla każdego, kto na obszarze pogranicza spotyka
się z większą grupą nieznanych osób.
Jeśli Pan Prezydent chcial naprawdę zwrócić uwagę Świata na fakt,
że Rosjanie olewają plan Sarkozy'ego powinien zamówić zdjęcia
satelitarne Osetii, zawieźć je do Brukseli i spytać UE, co mają z
tym zamiar zrobić. W razie całkowitego olania tematu przez polityków
UE należało zwołać konferencję prasową w Brukseli, pokazać zdjęcia i
spytać na glos, co wspólnota międzynarodowa ma zamiar z tym zrobić?
To zmusiłoby Europę Zachodnią do zajęcia jakiegoś stanowiska wobec
problemu.
Eskapada Pana Prezydenta niestety do niczego Europy nie zmusiła,
dała tylko Rosji kolejne argumenty do ręki....