Kaczor wiedział, nie powiedział, a to było tak...

11.03.09, 08:31
Czy nigdy nie zastanawiało Was, szanowni państwo, jak to się stało, że PiS przegrał ostatnie wybory? Dlaczego błyskotliwa ("by żyło się lepiej wink") i zwycięska kampania zwycięskiego wodza w pewnym momencie wręcz zdechła, a sam Jarosław K. w debacie z Donaldem T. dał się wręcz rozjechać? Bo mnie zastanawiało. No a dzisiaj pani Gilowska rzuciła nieco światła na tą tajemniczą sprawę. Gilowska zawsze miała długi jęzor, i tym razem wygadała chyba trochę więcej niż miała w planie. Żeby się nie zgubiło, to wkleję całość tutaj.

Rząd Tuska ma budżet z księżyca
Małgorzata Subotić 11-03-2009, ostatnia aktualizacja 11-03-2009 07:22

Zyta Gilowska : Mam wrażenie, że minister Rostowski nie rozumie polskich finansów publicznych. Po prostu nie rozumie – ocenia wicepremier w rządzie PiS

autor zdjęcia: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
+zobacz więcej

Odeszła pani ponad rok temu z polityki, mówiąc, że chce się zająć własnym zdrowiem. Planowała pani operację.

To była bardzo trudna decyzja. Mam po prostu uszkodzenia mechaniczne w swoim organizmie, są to skutki poprzednich interwencji chirurgicznych. Na szczęście w Lublinie są sławni profesorowie, którzy się tej operacji podjęli. No i na szczęście nie jestem na nic klasycznie chora, nie mam więc żadnych tzw. przeciwwskazań. Więc jakoś to przetrwałam.

To jeśli pani się dobrze czuje, chce pani wrócić na publiczne forum?

Od operacji, która trwała 9 godzin minęły dopiero cztery tygodnie. Nadal ją czuję. Ale mam nadzieję, że będę teraz mocniejsza. A co z tą mocą zrobię, to jest inna kwestia.

Czy pani uważa, podobnie jak Jarosław Kaczyński, że premier Donald Tusk jest kapitanem statku, który zawodzi w sytuacji gospodarczego tsunami?

To jeszcze nie jest tsunami. Lecz decyzje rządowe są z reguły spóźnione.

Jakie konkretnie?

Minister finansów pochwalił się niedawno, że nastąpi wzmocnienie Banku Gospodarstwa Krajowego. Przecież dokładnie takie same zasilenie aktywów BGK zaproponowałam w naszym projekcie ustawy o finansach publicznych skierowanym do Sejmu 2 lipca 2007 roku, a po wyborach ponownie złożonym w październiku 2007 r. Minister Jacek Rostowski wyważył otwarte drzwi i stracił na to półtora roku.

Chce pani powiedzieć, że w 2007 roku, będąc wicepremierem i ministrem finansów, przewidywała pani ten kryzys?

Przecież kryzys już był, chociaż nikt nie mógł przewidzieć nagromadzenia tzw. toksycznych aktywów w bankach oraz innych instytucjach finansowych na świecie na kwotę – kto to wie? – może nawet 50 bln dolarów! Nie można też było przewidzieć piramid finansowych różnych cwaniaków typu Bernard Madoff na grube miliardy dolarów. Ale kryzys już był (nazywany „turbulencjami na rynkach finansowych”wink i wiosną 2007 r. intensywnie szykowaliśmy jakieś tratwy ratunkowe, między innymi podwyższenie o 2 mld zł aktywów BGK.

Ale skąd pani właściwe wiedziała, że kryzys będzie?

Już był. Początkiem kryzysu w Europie było pęknięcie bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości w Hiszpanii. To był 2006 rok. Część tego towarzystwa przeniosła się do Warszawy i podbiła ceny na naszym rynku. Stąd zaczęła się hossa na rynku warszawskich nieruchomości, a potem innych dużych polskich miast. Z półrocznym opóźnieniem zaczęły pękać spekulacyjne bańki na rynkach nieruchomości brytyjskich. Wtedy zaczęły tam plajtować banki hipoteczne.

A inne przykłady opóźnionych działań rządu?

Wiedzieliśmy, że Unia oczekuje od Polski najpóźniej we wrześniu 2007 roku wdrożenia dyrektywy MiFID (Market In Financial Instruments Directive) zabezpieczającej strony umów na rynkach finansowych. Na pół roku przed tym terminem, w marcu 2007 r. rząd Jarosława Kaczyńskiego skierował do Sejmu projekt ustawy w tej sprawie.

I co było dalej?

Na tym projekcie usiedli rozmaici lobbyści i mnożyli marszałkowi Ludwikowi Dornowi wątpliwości. Byłam wobec tej nieufności trochę bezradna, a potem „buchnęła” afera gruntowa i kadencja się zwinęła.

Co ta ustawa dawała?

Nakazywała większą przejrzystość umów. Niemożliwe byłyby takie opcje walutowe, z jakim teraz mamy do czynienia. A tak doszliśmy do stanu, w którym producenci mięsa, kieliszków i kotłów zabawiali się w graczy na rynkach walutowych. To był kompletny idiotyzm, obecnie przeradzający się w lament nad biednymi prezesami omamionymi przez pazerne banki. Jak mówi przysłowie „wart Pac pałaca”. Niech się sądzą i nam nie zawracają głowy. Ale firmy bardzo na tym ucierpiały, nikt nie wie jak bardzo.

W tej sprawie nie zawinił przecież rząd Tuska, tylko poprzednia ekipa, w której pani była?

Zawiniła głupota ludzka oraz marszałek Dorn, bez sensu przytrzymując projekt rządowy.

Trzeci przykład opóźnień jest najbardziej malowniczy. Natychmiast po powołaniu Sławomira Skrzypka na Prezesa NBP umówiliśmy się w dwóch sprawach – konieczności jak najszybszego utworzenia Komitetu Stabilności Finansowej Kraju, podobnego do instytucji już istniejącej w wielu państwach UE i w Wielkiej Brytanii. Chodziło w nim o zbudowanie instytucjonalnej płaszczyzny szybkich reakcji na wydarzenia kryzysowe. Drugą sprawą było pozostawienie nadzoru bankowego na swoim miejscu. Bo wiedzieliśmy, że pierwsze uderzenie kryzysowe przejdzie przez banki, a nasz system nadzoru – Komisja Nadzoru Bankowego przy NBP działał bez zarzutu.

Co się dalej działo?

Przygotowaliśmy projekt ustawy, i skierowaliśmy go do Sejmu pod koniec sierpnia 2007 r.

Było już wtedy wiadomo, że będą wybory?

Tak. Ten projekt miał dwa cele. Zatrzymać na trzy lata proces łączenia Komisji Nadzoru Bankowego z Komisją Nadzoru Finansowego. I jednocześnie utworzyć ustawowo Komitet Stabilności Finansowej. PO od zawsze była przeciw usuwaniu nadzoru bankowego z NBP. Ale nastąpiły gorączkowe uzgodnienia polityczne szefa Komisji Nadzoru Bankowego z Klubem PO, i postanowiono, że klub PO będzie głosował przeciw.

Skąd ta zmiana?

Może chcieli „obrać” prezesa Skrzypka z możliwości działania? Inaczej wyglądałby dzisiaj nadzór nad bankami, regularnie działałby Komitet Stabilności Finansowej. Straciliśmy półtora roku.

A ma pani zastrzeżenia do działalności banków?

Oczywiście. Szefa Związków Banków Polskich prosiłam, by nie rozdawali kredytów hipotecznych na prawo i lewo, bo będzie z tego nieszczęście. On odpowiadał, że są bardzo czujni, i żeby się tym nie martwić.

Integracja Komisji Nadzoru Bankowego z Komisją Nadzoru Finansowego sprawiła, że przez kilka miesięcy nadzór nie był w stanie solidnie dopilnować banków.

To koniec bankowych grzechów?

W kredytach korporacyjnych akcja bankowa zamarła. Noszą pieniądze do NBP na lokaty typu overnight lub weekendowe, po to by czuć się bezpiecznie. Gospodarka jest z kredytów wysuszona!

Kiedy Polska powinna wejść do strefy euro?

Kiedy będzie mogła. W tej sprawie gramy jakąś prostacką farsę – przecież wiadomo, że Polska, natychmiast po wejściu do Unii została sparaliżowana poprzez nałożenie na nasz kraj decyzją Rady Europejskiej z dnia 5 lipca 2004 r. tzw. procedury nadmiernego deficytu opisanej w art. 104 Traktatu z Maastricht.

Jakie są tego konsekwencje?

Państwo obłożone tą procedurą, a nie będące jeszcze w strefie euro, ma odciętą drogę do ubiegania się o wejście do tej strefy. Musi intensywnie reformować swoje finanse, bo jeśli nie ma poprawy, to możliwe są różne retorsje, włącznie ze zmniejszeniem środków z funduszy strukturalnych.

Ale te retorsje nas objęły?

Na szczęście nie, bo bardzo się staraliśmy. Sprawnie i skutecznie poprawialiśmy finanse i właściwie już od początku 2007 r. byliśmy dostosowani do wymagań traktatowych. Ale ta procedura została zdjęta z Polski dopiero 12 czerwca 2008 roku. I dopiero po tej dacie Polska mogła przystąpić do oficjalnych przygotowań do wchodzenia w euro.

To na czym ten teatr pozorów w sprawie euro polega?

Na tym, że opinia publiczna jest systematycznie i bezwstydnie wprowadzana w błąd. Rozmaite persony, komentatorzy, specjaliści i samozwańcy z
    • coondelboory Re: Kaczor wiedział, nie powiedział, a to było ta 11.03.09, 08:33
      To na czym ten teatr pozorów w sprawie euro polega?

      Na tym, że opinia publiczna jest systematycznie i bezwstydnie wprowadzana w błąd. Rozmaite persony, komentatorzy, specjaliści i samozwańcy z kamiennymi twarzami twierdzą, że PiS mógł nas wprowadzać do euro, ale tego nie zrobił. I będzie to jego wielką historyczną winą. To jest po prostu kłamstwo. Nikt nie mógł wtedy wprowadzać Polski do euro, bo strefa euro Polski nie chciała. Tak bardzo nie chciała, że Rada Europejska obłożyła nas prewencyjnie, na samym początku, procedurą nadmiernego deficytu. Można się tylko domyślać dlaczego Komisja Europejska zaprojektowała Radzie taki scenariusz.

      Dlaczego?

      Ponieważ w 2003 r. w ramach traktatu ateńskiego, z którego tak dumny jest Grzegorz Kołodko, Komisja Europejska po cichu zgodziła się na podkolorowanie naszych finansów, żeby wyglądały lepiej i żebyśmy mogli wejść do UE.

      W jaki sposób?

      Pozwolili nam przez dwa i pół roku wliczać Otwarte Fundusze Emerytalne do sektora finansów publicznych. To dużo pieniędzy i ta masa ładnie nas „uszminkowała”. Ale wszyscy wiedzieli, że to jest tylko na trochę i żeby nam się nie wydawało że tak może być na dłużej, to natychmiast po akcesji zmusili nas do ścierania tej szminki poprzez brutalną procedurę nadmiernego deficytu. I tak się kółko zamknęło. Rządy PiS stanęły dosłownie na głowie, by temu zadaniu sprostać, by dostosować się do surowych wymagań i nasze relacje finanse zracjonalizować. I to się nam udało! Ale takie wredne rządy nie mogły przecież zrobić nic pożytecznego, prawda? Więc ruszyła machina propagandowa, że straciliśmy szansę wejścia do strefy euro. Nawet jak na nasze upadłe obyczaje, to jest wyjątkowo paskudne kłamstwo.

      Ale Jarosław Kaczyński, nigdy chyba nie chciał euro, także gdy był premierem?

      Jarosław Kaczyński zawsze twierdził, że należy wchodzić do euro, wtedy, kiedy będzie to dla nas korzystne. A ja mówiłam, że z technicznego punktu widzenia najwcześniejszą datą, jaka wchodzi w grę jest 2012. Jeśli nie będzie większych turbulencji na rynkach finansowych.

      Czyli ani nie było warunków, by Polska wchodziła do euro za czasów rządu PiS, ani nie ma ich teraz?

      Gdybyśmy chcieli teraz wchodzić, Polska waluta byłaby obiektem ataków spekulacyjnych na ogromną skalę. Musielibyśmy się bronić, rzucając wszystkie rezerwy. Zresztą jest wiele sygnałów świadczących o tym, że Komisja Europejska nie jest zainteresowana pospiesznym wchodzeniem Polski do euro. Ma własne kłopoty z utrzymaniem spoistości tej waluty. Gdyby literalnie trzymać się kryteriów z Maastricht, to połowa państw strefy euro nie powinna w niej być.


      To właściwe nigdy nie mogliśmy wejść do euro, bo było albo za późno, albo za wcześnie?

      Dobry czas był od czerwca 2008 r. do października 2008 r. Wtedy Polska nie podlegała już procedurze nadmiernego deficytu i spełniała nominalne kryteria wejścia do euro. Można było przystąpić do negocjacji, i wystąpić o skrócenie okresu dwuletniego oczekiwania w ERM II, wnosząc o korektę traktatu z Maastricht.

      To kto zawinił?

      Obecny rząd.

      Czy pani zdaniem premier za bardzo słucha ministra finansów?

      Mam nadzieję, że nie za bardzo.

      Jak to?

      Gdy słucham ministra Rostowskiego, to bywam zdumiona. Mówi na przykład, że zorientowali się na czym stoją, dopiero gdy ułożyli pierwszy własny projekt budżetu na 2009 rok. To nie może być prawda. Przecież ten projekt był wyprodukowany z księżyca, o czym świadczą kolejne prognozy wzrostu PKB. Mam wrażenie, że minister Rostowski nie rozumie polskich finansów publicznych. Po prostu nie rozumie.

      To może coś optymistycznego na koniec?

      Niestety, nawet konsumpcja indywidualna słabnie, słabnie popyt wewnętrzny, czyli wysiada ostatni dobry cylinder w naszym silniku. I z tym trzeba koniecznie coś zrobić. Koniecznie.

      Nie żałuje pani, że obniżyła składkę rentową?

      No pewnie, że nie. To była najlepsza rzecz, jaką zrobiłam. Obniżyłam tę składkę o ponad połowę – z 13 pkt proc. do 6 pkt proc. Po dwudziestu latach jałowego ględzenia specjalistów wreszcie zmniejszyłam klin podatkowy tak, że jesteśmy teraz na 12. miejscu w UE. Bo przedtem byliśmy na czele w gorliwości nakładania na ludzką pracę haraczów nie do wytrzymania.
      Rzeczpospolita


      www.rp.pl/artykul/10,274718_Rzad_Tuska_ma_budzet_z_ksiezyca.html
      • jaceklupl Re: Kaczor wiedział, nie powiedział, a to było ta 11.03.09, 10:06
        stek bredni. Wszystkie rządy i sejmy od początku lat 90-tych powinny wypowiadać
        się zza krat w kamieniołomach.
        Sam z chęcią zatłukłbym każdego polityka i wiem że Pan by mi to wybaczył ale tu
        na Ziemi musiałbym odsiedzieć swoje.
        Te wszystkie wywiady ludzików co nigdy nie prowadzili interesu, nie brnęli przez
        nieludzkie przepisy, nie mieli odpowiedzialności za pracowników, nie tworzyli
        czegokolwiek poza masą urzędniczego g.., są nic nie warte.
        Urzędasy i politruki to bydło nie znajace prawdziwego życia jakie nam stworzyli
        Ostatnio na pytanie dlaczego mam odprowadzać VAT i podatek dochodowy od
        sprzedaży za którą mi nie zapłacono urzędniczy squrwiel powiedział mi że to mój
        problem, trzeba było sprawdzić kontrahenta. Ja mówię że kontrahent był ok, ale
        umarł. Na to bydle mówi że to mój problem.
        szkoda gadać wolałbym ich rozstrzeliwać
      • jan24 Re: Kaczor wiedział, nie powiedział, a to było ta 13.03.09, 16:01
        Naprawdę ciekawa jest osobowość TEJ pani. Była nr 1 w PO od spraw gospodarczych, właściwie to co stanowi dziś linię gospodarczą rządu, jest w części jej spuścizną. Niestety dała się "złapać" w nepotyzm (a nie powinna) i musieli ją z PO usunąć. Gdyby tego nie zrobili, to na pewno by ich kaczor rozjechał.
        A tak dostał prezent, i już mógł "zaproponować" stanowisko pani profesor, która bardzo szybko zmieniła front i zaczęła krytykować w czambuł wszystko to co sama stworzyła.
        Niestety, trochę już w życiu widziałem, dlatego mnie TO absolutnie nie dziwi, powiem więcej, historia jest pełna takich nieprawdopodobnych nawróceń.
    • dorota_3 Re: Kaczor wiedział, nie powiedział, a to było ta 11.03.09, 14:50
      Twierdzenie, że okres 06.-10.2008 był NAJLEPSZY dla nas do wejścia
      do ERM2 to jest dzika bzdura :
      stooq.pl/q/?s=eurpln&c=1y&t=l&a=lg&b=0
      A długoterminowo to jeszcze lepiej widać :
      stooq.pl/q/?s=eurpln&c=5y&t=l&a=lg&b=0
      • majkelos0 nieprawda 11.03.09, 15:52
        ten wykres nic nie dowodzi, absolutnie błedna jest teza na podst
        tego wykresu czy podany okres był dobry czy nie dobry. Juz w
        momencie ogłoszenia zamiaru wejścia w konkretnym terminie z duzym
        prawdopodobieństwem mozna uznać, że nie byłoby tak silnego
        osłabienia PLN. To raz. Dwa - jest specjalny fundusz stabilizacyjny
        w UE z którego mogą korzystać kraje będa ce w ERM2 w celu
        wypełnienia wymogu +- 15%, więc banda spekulantów raczej omijałaby
        nasz teren
        • dorota_3 Re: nieprawda 11.03.09, 16:13
          Latem 2008 PLN był po 4,5 roku wzmacniania się względem euro,
          powszechna była opinia, że jest zbyt silny (choć też powszechnie
          twierdzono, że jeszcze się wzmocni, ale to inna sprawa). Po tym, co
          działo sie na rynkach CEE akcja przeciw naszej walucie była
          nieunikniona.

          Jedno, z czym moge się zgodzić to to, że osłabienie nie byłoby może
          takie duże. Ale KAŻDE osłabienie "wyrzucające" nas z korytarza +/-
          15% musiałoby być skontrowane przez NBP. Ze "specjalnego funduszu
          stabilizacyjnego UE", tak, ale to byłaby przecież pożyczka. No i
          skutek rozgrywki wcale nie jest oczywisty, moglibyśmy wypaść z ERM2.

          W dodatku czego byśmy musieli bronić? Silnego kursu wejścia do
          eurozony, który wykończyłby nas gospodarczo. Popatrz na Słowację,
          pouczający przykład.

          Pozostaję przy swojej opinii - trudno sobie wyobrazić gorszy moment
          niż lato 2008 na ERM2.
          • majkelos0 Re: nieprawda 11.03.09, 16:21
            to jest gdybanie. Teraz wszyscy wszystko wiedzą i widzą jakie to
            było oczywiste. Jeżeli ktoś pokaże mi wyciag bankowy, gdzie będzie
            przewalutowanie jego własnych aktywów na walutę w przyzwoitym kursie
            (np. do 3,50 i do 2,30) to chylę czoła. Wszyscy inni co "widzieli i
            byli pewni" że tak będzie i że "było to nieuniknione" itp itd ,
            niech głosu nie zabierają. Ale całkowicie zgadzam sie, że kurs do
            3,50 wymiany byłby katastrofalny. juz lepszy 4,90, ale to znowu
            katastrofalne dla unii
            • dorota_3 Re: nieprawda 11.03.09, 16:46
              Jasne, że "teraz wszyscy wszystko wiedzą". Ale spróbuj "odciąć"
              sobie długookresowy wykres eurpln na lecie 2008 i zobacz, czy tak na
              chłopski rozum wchodzenie wtedy do ERM2 było do przyjęcia... I czy
              ex minister finansów ma prawo takie dyrdymały pleść. Było jasne, że
              PLN jest przewartościowany.
              Poza tym - czy zdjęcie z nas procedury nadmiernego deficytu dopiero
              w 06.2008 (kiedy warunki spełnialiśmy już w pocz. 2007, jak
              stwierdziła Zytka) to przypadek? Jakby nie spojrzeć, to NIE NAM
              wejście do eurozony ma się opłacać.
            • godziogodzio Re: nieprawda 11.03.09, 16:52
              W artykule Gilowska mówi, że wcześniej się nie dało rozpocząć działań w sprawie
              Euro ze względu na nałożone na nas zobowiązania redukcji nadmiernego deficytu,
              dlatego krytykowanie za to Kaczyńskiego jest kompletnie chybione.

              "Dobry czas" oznacza raczej okno możliwości a nie termin, w którym należało to
              zrobić i jest argumentem za tym, że jeśli ktokolwiek odpowiada za brak działań w
              sprawie Euro (bez wchodzenia w szczegóły czy to sensowne czy nie) to rząd
              Donalda Tuska bo ten jako jedyny miał możliwość.
    • szczurek.polny Jasne, że wiedział 11.03.09, 21:08
      Pewnie, że wiedział. Sam zresztą napisałeś na wstępie, że zbyt wiele
      "przypadkowych" zbiegów okoliczności miało miejsce w bardzo krótkim okresie
      przed i po wyborach. Nie trzeba tu wypowiedzi Gilowskiej.

      Znacznie ciekawsze jest pytanie: skąd wiedział? Kto mu powiedział? Bo przecież
      nie ukrywajmy, ale Jarek K. na ekonomii aż tak się nie zna. I nie ma też takiej
      mocy sprawczej, żeby amerykańskie fundusze zaczęły wywalać akcje na GPW trzy dni
      po przegranych przez niego wyborach.

      Nie sądzę też, aby ktokolwiek z jego otoczenia, z jego zaufanych
      współpracowników czytywał regularnie przycinka.usa i podesłał mu linka to tego,
      co tu się wypisywało na tym forum wink . Raczej to współpracownicy dowiedzieli się
      od Kaczora, że kroi się coś dużego i nieprzyjemnego. Mam taką małą teoryjkę, że
      źródło tej informacji było poza granicami naszego kraju.

      Zakładając na chwilę, że obecny kryzys jest zjawiskiem "naturalnym", że nie
      zostały wywołany celowo i sztucznie... To gdzie się ten kryzys zaczął? Skąd
      przyszedł? Który z liczących się na świecie rządów pierwszy miał własne i
      absolutnie poufne informacje o skali i zasięgu zjawiska?

      Z drugiej strony, który z liczących się polskich polityków (powiedzmy regularnie
      powyżej 5% poparcia) jest najbardziej sceptyczny wobec Rosji, Unii i najbardziej
      skłonny do współpracy z USA?

      Tak, wydaje mi się, że Kaczor "dostał cynka" od kogoś z Departamentu Stanu, że
      ma te wybory przegrać i przeczekać kryzys. Taka niewielka przysługa, która w
      sumie nic nie kosztuje amerykańskiego podatnika. Nie na próżno Fotyga latała do
      Waszyngtonu.

      Przecież po przegranych wyborach Kaczor praktycznie zaniechał jakichkolwiek
      akcji zaczepnych pod adresem Platformy. Okopał się i czeka. Jak się Kaczor
      ruszy, znaczyć będzie, że kryzys się ma ku końcowi i pora akcje kupować.
      • coondelboory Re: Jasne, że wiedział 11.03.09, 22:25
        > Pewnie, że wiedział. Sam zresztą napisałeś na wstępie, że
        > zbyt wiele "przypadkowych" zbiegów okoliczności miało
        > miejsce w bardzo krótkim okresie przed i po wyborach. Nie
        > trzeba tu wypowiedzi Gilowskiej[...]

        No wiesz, co innego domyślać się, a co innego dostać to z pierwszej (bądź co bądź) ręki... wink
      • llukiz Re: Jasne, że wiedział 12.03.09, 01:24
        >> szczurek.polny

        Czy są prawdziwe czy nie, to ja kocham te twoje "teorie spiskowe". Czyta je się
        w każdym razie znakomicie. Dzięki smile
      • przycinek.usa Re: Jasne, że wiedział 13.03.09, 03:45
        Departament stanu nie mial pojecia o kryzysie az do wrzesnia 08.
        Bez przesady. Bardzo niewielu ludzi naprawde zdawalo sobie sprawe z powagi
        sytuacji na poczatku 2008. I dziekuje za komplement.
Pełna wersja