Czy i na ile secesja jest w USA jest możliwa?

16.04.09, 10:19

Perry nazwał swoich zwolenników prawdziwymi patriotami. Później, odpowiadając
na pytania dziennikarzy, Perry sugerował, że Teksańczycy mogą już mieć na tyle
dość rządu federalnego, że mogą zechcieć wyjść z unii. Dodał, że nie widzi
żadnego powodu, by tak się nie stało.

- Jest wiele różnych scenariuszy - mówił. - Mamy wielką unię. Nie ma powodu,
aby tego nie doceniać. Ale jeśli Waszyngton nadal będzie wtykał nos między
amerykański lud, kto wie co może się stać. Teksas jest bardzo wyjątkowym
miejscem i jesteśmy wystarczająco niepodlegli, aby odejść - mówił Rick Perry
(gubernator Teksasu).

wiadomosci.onet.pl/1953146,12,item.html
Czy coś takiego w ogóle wchodzi w grę czy jest to zwykłe - tak jak mi się
wydaje - granie na emocjach tłumu?

Swoją drogą nie bardzo jestem w stanie wyobrazić sobie skali zjawiska, ale
takie anty Obamowe demonstracje nie wyglądają ciekawie. Jest to w każdym razie
inny kaliber anty nastawienia niż miało to miejsce za czasów Busha. Wtedy się
demonstrowało przeciwko wojnie w Iraku - teraz w zasadzie przeciwko
wszystkiemu czym rząd się zajmuje (polityka fiskalna etc.). Czy media w USA w
ogóle poruszają ten temat? Z pewnością jest wielu dla których taki obrót spraw
byłby korzystny i nie są to w moim przekonaniu amerykanie.
    • kadi-lak Tak ! ( 3X ) 16.04.09, 14:36
      Tak, moga sie oddzielic. Wieczorem, przy herbatce (TEA) z rumem
      popijanej dodatkowo ulubionym teksanskim winem o nazwie Bud Light.
      Bo rano w pustych baniakch szumial bedzie tylko potezny kac.

      Jak pamiecia siegam, to tu ( w okolicy) byly dwa takie "zamachy" na
      secesje, terytorium zalezne Puerto Rico prowadzilo referendum czy
      sie uniezaleznic od USA calkowicie i wyszlo im na NIE. Quebec
      wypowiadal sie w referendum czy sie oderwac od KAnady i wyszlo im ,
      a jakze, na NIE. Jesli o PR idzie, to kazdy, kto choc raz byl,
      najlepeij latem, w Nowym Jorku w dzielnicy zamieszkalej przez
      Portorykanow wie dlaczego wynik byl taki a nie inny. Obywatele
      Quebec zas policzyli sobie na spokojnie i bez emocji ile kasy
      plynie w ktora strone, a extra oliwy do referendowego ognia dolala
      stanowcza zapowiedz rzadu Kanady , ze w momencie secesji
      natychmiast i nieodwolalnie beda musieli zrezygnowac z uzywania
      dolara kanadyjskiego.
      Przeplyw kasy takze byl zreszta czynnikem w przypadku PR- z tym ze
      tam to nawet jasniej sprawa wyglada, bo w strone USA z PR plynie
      doklanie 0 absolutne.

      Zapewniam Cie, ze secesea Texasu, gdyby stala sie przedmiotem
      referendum, bedzie finalnie wygladac bardzo podobnie do powyzszych.

      Z zupelnie innej beczki ( chcociaz nie..to tez polityczny Muppet
      Show !) : Po mojej glowie gdzies kolacze sie swiadomosc , ze ten
      gosciu zajmowal kieys powane stanowisko polityczne w Polsce. Czy on
      nie byl czasem premierem ???


      politbiuro.pl/politbiuro/1,88475,6437747,Kazimierz__ty_nadal_jestes_liderem.html
      • llukiz Re: Tak ! ( 3X ) 16.04.09, 15:00
        a extra oliwy do referendowego ognia dolala
        > stanowcza zapowiedz rzadu Kanady , ze w momencie secesji
        > natychmiast i nieodwolalnie beda musieli zrezygnowac z uzywania
        > dolara kanadyjskiego.

        HA ha ha. Ale się uśmiałem. Taaaka straaaaszna groźba. Chyba by musieli własną
        walutę wprowadzić. A to przecież prawdziwa katastrofa. Jak polska odzyskał
        niepodległość po zaborach to wprowadziła własną walutę i to był taki cios dla
        niepodległego państwa że do tej pory u nas bieda.

        A z drugiej strony okazuje się że rząd kanady ma możliwość nieograniczonego
        szantażu reszty świata. Podpadnie mu przykładowo jakiś kowalski czy smith, to on
        wtedy nakłada na takiego delikwenta wymóg "natychmiastowej i nieodwołalnej
        rezygnacji z uzywania dolara kanadyjskiego".
        Dawno się tak nie ubawiłem smile
        • kadi-lak Re: Tak ! ( 3X ) 16.04.09, 15:48
          llukiz napisał:

          > HA ha ha. Ale się uśmiałem. Taaaka straaaaszna groźba. Chyba by
          musieli własną walutę wprowadzić. A to przecież prawdziwa
          katastrofa. Jak polska odzyskał niepodległość po zaborach to
          wprowadziła własną walutę i to był taki cios dla niepodległego
          >państwa że do tej pory u nas bieda.

          O to, widze ty z historii mocny jestes.

          To przypomnij mi, ILE roznych walut bylo w obiegu w Polsce, ile
          razy przeprowadzano denominacje, i ile razy w tym krotkim czasie
          msieliscie pieniazki do banku wozic taczkami?

          Nie zapomnij prosze wymienic walut typu polska marka, bo i takie
          kuriozum mieliscie.....mam nawet obligacje z tamtego czasu, zdaje
          sie 1000 000 albo 10 000 000, myla mi sie te zera smile

          • llukiz Re: Tak ! ( 3X ) 16.04.09, 16:01
            > To przypomnij mi, ILE roznych walut bylo w obiegu w Polsce, ile
            > razy przeprowadzano denominacje

            to tylko dowód że zawsze kradli i w dzisiejszych czasach nic nowego się nie dzieje
            • kadi-lak Re: Tak ! ( 3X ) 16.04.09, 16:07
              llukiz napisał:


              >
              > to tylko dowód że zawsze kradli i w dzisiejszych czasach nic
              nowego się nie dzi
              > eje

              Kradli? Kto ?
              Czy to ma cos wspolnego z ewentualna secesja Quebec ?
      • herr7 to jest kwestia przykładu... 16.04.09, 16:31
        Teksas jest dużym i bogatym stanem. Z pewnością dał by sobie radę jako
        samodzielne państwo.
    • frusto Re: Czy i na ile secesja jest w USA jest możliwa? 16.04.09, 15:43
      Pamiętam, że kiedyś czytałem, że Teksas ma (miał?) wpisane do konstytucji prawo
      do secesji, jako jedyny stan USA..
      • kadi-lak Re: Czy i na ile secesja jest w USA jest możliwa? 16.04.09, 16:03
        Nie, to nieprawda. Kolejny mit.
      • coondelboory Niepodległy Teksas 16.04.09, 18:31
        Zapisanego prawa do secesji nie ma, ale jako jedyny ze stanów miał epizod bycia formalnie niepodległym państwem (9 lat). Oni tą dawną epizodyczną niepodległość mają za bardzo ważny element teksaskiej tożsamości...
        • kadi-lak Ja ...........ja. Od Meksyku. 16.04.09, 19:22
          coondelboory napisał:

          > Zapisanego prawa do secesji nie ma, ale jako jedyny ze stanów
          miał epizod bycia
          > formalnie niepodległym państwem (9 lat

          Tak. Niepodleglym od ...Meksyku, kotrego czescia byl wczesniej.
          Aplikowal zaraz potem o przylaczenie do USA, ale nie Stany nie
          zgodzily sie na to bojac sie wojny z meksykiem.
          Zobaczmy--
    • kadi-lak Mzonki chorej Europki ? 16.04.09, 19:38
      Skad biora sie polskie mzonki o rozpadzie USA?
      Czy to ma cos wspolnego z rozrastaniem sie EU do niebotycznych
      rozmiarow? No przeciez, logicznie, zanim od USA oderwie sie chocby
      jedno miasto, to najpierw EU rozwali sie jak stara stodola.
      USA to kraj integralny i nic nie wskazuje na razie,zeby mial
      kiedykolwiek taki rozpad nastapic.Mamy jeden rzad, jeden jezyk,
      jedna walute, jedna flage i jednego prezydenta.

      Co ma EU? Kilkadziesiat jezykow, kilkanascie roznych rzadow i
      przywodcow, kilkadziesiat kultur, kilka walut. A w srodku dziure-
      panstwo ktoe nie chce do EU przynalezec ...
      Pokraczna hybryda. ....

      Do szczescia tylko wam Turcji brakuje. No i moze Australii ? smile
      • majkelos0 Re: Mzonki chorej Europki ? 16.04.09, 20:25
        "Mamy jeden rzad, jeden jezyk, jedna walute, jedna flage i jednego
        prezydenta."
        zapomniałes dodać " ijedno szambo finansowe które sie już rozlewa i
        utopi w swej cuchnącej mazi dumny i próźny jak bęben element
        napływowy (bo to przeciez cała ameryka)
        • kadi-lak Re: Mzonki chorej Europki ? 16.04.09, 20:49
          Tak. Warto jednak zauwazyc ze jak w tym szambie rodza sie nowi
          obyatele to mowia juz tym samym , jednym jezykiem. W UE- 27
          jezykami.
          • ago-ya Re: Mzonki chorej Europki ? 16.04.09, 20:59
            Kadi ale na myśli masz hiszpański czy angielski?

            Zaczynasz truć trochę z typową dla siebie pogardą. Postaraj się angażować tak
            bardzo emocji bo i nie ma po co.
            • kadi-lak Re: Mzonki chorej Europki ? 16.04.09, 21:08
              Nie, to nie ja zaczynam truc z pogarda, tylko wy, tradycyjnie po
              polsku kazde najdrobniejsze nawet gowno bierzecie zaraz do siebie.
              Nie zapomij sie obrazic i napisac, ze juz tu wiecej niegy na tym
              forum nie napiszesz ani slowa, bo i takichj "srtystow" tu mnostwo
              bylo ....
              • ago-ya Re: Mzonki chorej Europki ? 16.04.09, 21:19
                Szkoda mi rozwijać dyskusję w tę stronę, bo kazdy może to ocenic po swojemu.
                Faktem jest jednak że nadinterpretowujesz i przeinaczasz fakty co jest przezmnie
                nazywane truciem, choćby:

                "Skad biora sie polskie mzonki o rozpadzie USA?"

                Tu nikt nie ma mrzonek i nikt o tym nie marzy bo to - o żywo - wyobraź sobie
                mało kogo intersuje. Temat został nadany przez wydarzenia jakie maja miejsce i
                tego ma się tyczyć dyskusja. Mnie osobiście zainteresował o tyle, że juz kiedyś
                słyszałem o podobnym pomyśle tyczącym się Californi. Wiadomo że na dziś
                pozostaje to w sferze SF, i naprawdę będac Polakami i mieszkając w europie nie
                zamierzamy burzyć twojej nowej ojczyzny, wiec nie musisz nas za nic winić ani
                oskarżać.

              • szczurek.polny Re: Mzonki chorej Europki ? 16.04.09, 21:21
                English is the de facto national language. Although there is no official
                language at the federal level. wink Za wikipedią. Amerykańską.

                Hawajski i angielski są na równi oficjalnymi językami stanu Hawaii.
                Prawo Nowego Meksyku zezwala na używanie w sprawach urzędowych hiszpańskiego i
                angielskiego.
                W Louisianie można używać w urzędach i sądach francuskiego lub angielskiego.
                Niektóre formularze w Kaliforni muszą być z mocy prawa dostępne po hiszpańsku.
                Samoański, Chamorro i angielski są uznawane na na Samoa i Guam.

                Nie macie tam co prawda takiego bogactwa, jak w Europie, ale też nie jest tak,
                że macie tylko i wyłącznie jeden język. Podobno jest nawet grupka obywateli
                amerykańskich, którzy w domu mówią po polsku!
                • kadi-lak Re: Mzonki chorej Europki ? 16.04.09, 21:37
                  W USA nie ma , jak w zjednoczonej Europie, takiego czegos jak
                  jezyk urzedowy, panstwowy, oficjalny. W praktyce jednak kazdy kto
                  urodzi sie w USA mowi po angielsku.
                  A pozostale jezyki? To juz sprawa indywidualna. (Zreszta- Nie
                  dopracowales do konca tematu ! W Nowym Jorku egzamin na prawo
                  jazdy mozna zdawac w bodajze 30 jezykach ! I juz- po egzaminie
                  masz gotowy oficjany "dowod osobisty" )

                  Zas w Zjednoczonej Europce, gdzie a jakze, wystepuja jezyki
                  oficjalne i to w liczbie podobno 23, nowi obywatele klepia w
                  tychz e wlasnie, 23 jezykach.

                  Dostrzegasz paradoks?
                  • szczurek.polny Re: Mzonki chorej Europki ? 16.04.09, 22:31
                    No to mniej więcej tak, jak w Europie. W praktyce każdy, kto się urodził na
                    terenie Unii mówi przynajmniej jednym oficjalnym językiem kraju, w którym się
                    urodził i wychował. I to mu wystarcza w urzędzie i w sądzie. Wspólne dokumenty
                    Unii tłumaczone są na 23 języki, a więc również są dostępne. Unijne formularze,
                    na przykład ubezpieczenia zdrowotnego E101, E102 itd. dostępne są we wszystkich
                    oficjalnych językach. To załatwia problemy na linii władza - obywatel.

                    A w jakim języku gadasz w domu? Tu jest dokładnie tak jak w Ameryce - to już
                    sprawa indywidualna.

                    Oczywiście, że jest to wszystko o wiele bardziej skomplikowane w Europie niż w
                    Ameryce. I oczywiście, że Europa, ze swoim bogactwem kulturowym, różnorodnością
                    i zagmatwaną historią jest bardziej podatna na tendencje odśrodkowe.

                    Tylko że Europejczycy w olbrzymiej większości chcą być razem. Chcą wspólnej
                    Europy, nawet jeśli miałaby być socjalistyczna (choć przecież mogłaby być
                    wspólna i nie socjalistyczna, prawda?). I te tendencje do integracji na poziomie
                    europejskim nie słabną, a wręcz przeciwnie się nasilają. Obecnie się nasilają.

                    Podam ci taki przykład: w Belgii mieszkają dwie narodowości, flamandzi i waloni.
                    I te dwie narodowości od kilku lat żrą się między sobą coraz to intensywniej.
                    Być może Belgia się rozpadnie. Ale żadna ze stron nie chce opuszczać Unii! Ten
                    konflikt w żaden sposób nie może się zakończyć opuszczeniem Unii przez jakiś region.

                    Natomiast w Stanach, dzięki działalności waszego demokratycznie wybranego
                    prezydenta, pojawiło się bardzo ciekawe zjawisko, od dawna tam nie obserwowane w
                    takim natężeniu. Pojawiły się separatystyczne pomruki. Przynajmniej tak napisały
                    nasze gazety. I to jest ciekawe. To jest nowe. I dlatego o tym tu dyskutujemy.

                    Bo, na koniec napiszę jeszcze jedną oczywistość, jaki wpływ na losy świat
                    miałoby wybicie się na niepodległość np. Kaszub? Żaden. No może minimalny.
                    Natomiast wszystko, co się dzieje w Stanach ma wpływ na cały świat. Bezpośredni.
                    I dlatego chętnie przeczytam tu rozsądny komentarz kogoś, kto to obserwuje od
                    środka.

                    Nikt tu (na Forum) nie zaciera łapek z wypiekami na twarzy za takim czy innym
                    rozwojem wypadków. To jest wasz kraj, wy tam mieszkacie i możecie go sobie
                    urządzić, jak się wam podoba. Co nie znaczy, że nie wolno nam się temu
                    przyglądać, analizować i komentować.
                    • kadi-lak Re: Mzonki chorej Europki ? 17.04.09, 14:43
                      Na tym polega wlasnie wasz problem- ze troche za dokladnie
                      wchlaniacie to co pojawia sie w WASZYCH mediach....no i , co
                      zauwazam np. podczas swych wizyt w kraju, mimo calej tej
                      dostepnosci mediow, braku cenzury etc., pojecie przecietnego
                      Polaka o zyciu i o samych USA jest bardzo wypaczone. Ja niczego
                      nigdy nie prostuje, zawsze slucham, potakuje i mam nieraz niezly
                      ubaw. No bo w koncu co mam robic? Tlumaczyc, ze znam sprawe
                      lepiej chocby dlatego ze mieszkam 20+ lat w USA a on/i widzieli
                      program albo wrecz film i "wiedza" ze jest tak i tak? przykladow ie
                      podaje bo za duzo tego i nudne by bylo smile

                      Stad prawdopodobnie bierze sie wiele mitow.

                      Po wyborze Obamy pojawilo sie troche nowych zjawisk- dzis rano
                      pokazywano grupke protestantow, oponujacych placenie podatkow. Ze
                      za duzo, ze rosna, ze sa be. Co dziwne, wsrod protestujacych
                      wyroznialy sie dwie grupy- emeryci i gowniarze ok. 15 lat. Czyli
                      ci, co placa malo albo w ogole. Tak wiec i ten protest skomentowano
                      wlasciwie - z przymruzeniem oka.
                      A odnosnie tego co napisales o Belgii....to ja nie rozumiem tej
                      europejskiej filozofii "integralnosci" i "wspolnoty" w zab. I
                      nie twierdze ze kiedys zrozumiem, chociaz probuje. Tam sie zra i
                      walcza narody, grupy nacisku, grupy o roznych wyznaniach albo
                      kibice sportowi. A w USA nie. Nie morduja sie Serbowie i Chorwaci
                      ani katolicy i protestanci. A gdybym powiedzial, ze nie bede
                      siedzial w biurze w cubicle kolo goscia w turbanie, to jestem w tej
                      firmie skonczony raz na zawsze.

                      Mam w rodzinie komentatora sportowego- pisze dla niego i wysylam
                      mu czasem materialy publikowane pozniej w jednej z polskich gazet.
                      Kiedy tlumaczylem mu raz, jak to w Stanach kibice druzny, ktora
                      odpadla z jakichs rozgrywek po prostu zaczynaja kibicowac
                      druzynie innej, czesto wrecz dotychczasowym rywalom z innego miasta
                      albo stanu, to doslownie zbladl. "Chryste", mowi, jakbym ja bym
                      zalozy szalik Legii i wyszedl na ulice.....rany Boskie", mowi. A
                      ja przez dwadziescia lat nie widzialem, zeby kibic Mets ublizal
                      kibolowi NYY. Serio. Siedza w barze, pija, kazdy tokuje na temat
                      tej czy tamtej druzynym, jeszcze sie wystoja w koszulki klubowe.
                      Zas w Trojmiescie walcza na smierc i zycie kibice Lechii i Arki.
                      Tak czy nie? A w Bydgoszczy dziewczyny-malolaty z Kapuscisk
                      rozwalaja glowy lancuchami malolatom ze Srodmiescia: ( tylko dla
                      ludzi o silnych nerwach !)

                      miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35608,4889877.html

                      miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35608,4890347.html


                      Wiec jak juz wspomnialem- ja po prostu nie umiem pojac tego
                      europejskiego dazenia do wspolnoty, bo jednoczesnie za duzo w tym
                      dazeniu nienawisci, lancuchow, kastetow, walki i krwi.
                      No, ale czlek sie cale zycie uczy, moze i mi sie kiedys uda ? Moze
                      i z tego forum cos wyniose ?
          • szczurek.polny Re: Mzonki chorej Europki ? 16.04.09, 21:06
            23 językami. W Unii Europejskiej obowiązują 23 języki oficjalne.
            Na terytorium Unii używa się oprócz nich jeszcze około 25 języków nie mających
            statusu języka oficjalnego. I jeszcze esperanto i język migowy.

            Tylko, że języki nieoficjalne to trochę tak, jakby w Ameryce wyróżnić język
            teksański i bostoński. Na pewno w Teksasie znalazłby się co najmniej jeden
            profesor filologii, który by twierdził, że nie mówi po angielsku, ale po
            teksańsku. I w Bostonie, gdyby dobrze poszukać, to znajdzie się ktoś, kto uważa,
            że jego ojczysty język to bostoński. Boston duże miasto - co najmniej jeden się
            znajdzie.
            • kadi-lak Re: Mzonki chorej Europki ? 16.04.09, 21:12
              szczurek.polny napisał:

              > 23 językami. W Unii Europejskiej obowiązują 23 języki oficjalne.
              > Na terytorium Unii używa się oprócz nich jeszcze około 25 języków
              nie mających
              > statusu języka oficjalnego. I jeszcze esperanto i język migowy.

              A to zmienia postac rzeczy. Jak tylko 23 to bedzie OK.


              > ,
              > że jego ojczysty język to bostoński. Boston duże miasto - co
              najmniej jeden się
              > znajdzie.

              Zawsze sie znjadzie jakis swit. Probowano wyroznic ebonics, ale
              nie wyszlo.
      • bieda_inwestor skad?...eee...z Dallas News? 16.04.09, 22:24
        " Perry told reporters following his speech that Texans might get so frustrated with the government they would want to secede from the union.

        <<<There's absolutely no reason to dissolve it. But if Washington continues to thumb their nose at the American people, you know, who knows what might come out of that.>>>"

        tinyurl.com/cks29e
    • kadi-lak Re: ośmieszasz się 17.04.09, 16:28
      majkelos0 napisał:

      > lat. Osmieszasz sie coraz bardziej. Poza tym w niczym cie nie
      > obraziłem - cytowałem twoje wpisy. A twoje urażenie świadczy o
      > jednym: prawda w oczki kole

      Podaj wiec linki do postow , w ktorych ja pisze sam o sobie, ze


      1.Sam pisałes, że w PL byłes traktowany plugawo


      2.> twój udział w tym co amerykańskie jest zerowy jako dawca,


      3.> natomiast czerpiesz pełnymi garściami z "dobrodziejstw"
      ameryki.

    • vice_versa Czak Noris zostanie prezydentem? 22.04.09, 03:27
      Całkiem przyzwoita analiza w temacie Texasu:
      blog.foreignpolicy.com/posts/2009/04/16/foreign_relations_with_texas_if_it_secedes#comment-71131

      Wkleję fragment:
      IMPORTANT UPDATE: Chuck Norris has offered to be President of
      Texas, greatly reducing the possible internal threat of unionists or
      external threat of U.S. military forces to the seceded country
      wink
    • polld74 Łatwiej było z ZSRR wystąpić 24.04.09, 15:36
      Odkładając na bok praktykę rządzenia, a skupiając się literalnie na zapisach konstytucji ZSRR i USA. To radziecka konstytucja gwarantowała o wiele więcej praw i większą demokratyzację federacji, co więcej przewidywała także możliwość wystąpienia republiki z ZSRR. Była to jednak procedura trudna do przeprowadzenia nawet gdyby przepisy konstytucji nie pozostawały tylko na papierze. Pierwszy krok to uchwała Rady Deputowanych Ludowych danej Republiki podjęta większością 2/3 głosów. Potem uchwała trafiała do Rady Najwyższej ZSRR, która zatwierdzała uchwałę (mogła odmówić tylko w konkretnych sytuacjach, np. w przypadku gdy ZSRR znajdował się w stanie wojny, wcześniej jeszcze specjalne ministerstwo (ds. republik) i coś w rodzaju radzieckiego NIK szykowało projekt wzajemnych rozliczeń, gwarancji dla mniejszości narodowych. Jeśli RN ZSRR podjęła uchwałę, musiało się jeszcze odbyć referendum w zainteresowanej republice i przy frekwencji powyżej 50% uprawnionych 2/3 musiało opowiedzieć się za. Oczywiście były to zapisy teoretyczne, ale miały znaczenie i to olbrzymie podczas spotkania w Białowieży, gdy aspirujące do niepodległości republiki uznały, że od konstytucyjnej drogi opuszczenia ZSRR łatwiejsze będzie rozwiązanie ZSRR w ogóle i tak też zrobiono. Być może gdyby te pisane całkowicie na lipę zapisy konstytucji ZSRR przewidywały łatwiejszą do przeprowadzenia procedurę, ZSRR istniał by do dzisiaj mimo opuszczenia go przez Ukrainę, Białoruś i państwa bałtyckie.

      Do podobnych wniosków doszły 140 lat temu amerykańskie stany. Konstytucja USA nie przewidywała możliwości secesji, dlatego w uchwałach zgromadzeń stanowych nie było mowy o wystąpieniu z USA, tylko o rozwiązaniu Unii. Waszyngton tych deklaracji nie uznał, ale pozostaje pytanie czy mimo to wojna była nieunikniona. Dzisiejsza polityka historyczna USA wskazuje południe jako agresora, który nie tylko niekonstytucyjnie opuścił Unię, ale także jako pierwszy rozpoczął działania zbrojne ostrzeliwując Fort Sumter. Taki opis nie ma wiele wspólnego z prawdą. Choć kilka salw w stronę Fort Sumter było faktycznie pierwszymi strzałami wojny to w rzeczywistości Waszyngton zaraz po uchwaleniu deklaracji podjął szereg wrogich działań wymierzonych w stany południa. Pierwszym krokiem była całkowita blokada morska portów południa. Kolejnym krokiem była zablokwanie aktywów i konfiskata majątków znajdujących się na północy, które należały do obywateli zbuntowanych stanów. Jednocześnie Lincoln wydał dekret o mobilizacji 75 tys. ochotników do armii na okres trzech miesięcy. Świeżo utworzona konfederacja nie miała wyboru, musiała uderzyć pierwsza i powinna była zrobić to możliwie najszybciej. Przygotowania do wojny szły na północy pełną parą, a jednocześnie Lincoln złożył propozycję negocjacji i ustępstw ze strony Waszyngtonu na rzecz zbuntowanych stanów pod warunkiem rezygnacji z secesji. Konfederacja musiała uderzyć pierwsza i powinna była zrobić to możliwie najwcześniej, bo szanse na zwycięstwo z każdym miesiącem malały. Prezydent Davis tymczasem się wachał, wiedział że jeśli południe rozpocznie działania zbrojne, nie będzie już powrotu do negocjacji i atak na Fort Summter nastąpił i tak za późno. Pierwsze kilka miesięcy wojny potwierdziło tę tezę w całej rozciągłości. Gdyby konfederacja nie dała Lincolnowi czasu na przeprowadzenie mobilizacji, to pierwsza bitwa pod Bull Run rozstrzygnęłaby losy wojny. Czytałem gdzieś, że atak na Summter byłby nadal odwlekany, gdyby nie fakt, że wywiad konfederacji dowiedział się o treści raportu jaki przesyłał do Waszyngtonu dowódca innego fortu (chyba Multriee czy jakoś tak), raport ten zawierał założenia operacji desantu morskiego na główne miasta południa którego miała dokonać armia Unii przy wsparciu załóg fortów. Nawet po ataku próbowano jeszcze nie palić mostów, te kilka salw które poleciało w stronę Summter z tego co wiem nikomu nie zrobiły krzywdy, załoga która nie stawiała oporu została rozbrojona trafiła na krótko do niewoli, gdzie traktowano ich z wielkimi honorami i szybko zwolniona do domu.

      Dzisiaj secesja jakiegoś stanu z kontynentu (bo można sobie wyobrazić np. secesję Hawajów), jest czystą abstrakcją. W kwestii praktyki politycznej i ochrony integralności terytorialnej USA nie różnią się od ZSRR praktycznie niczym. Tak jak ZSRR mają sterfy wpływów, stany kontynentalne, stany nowe, bliską i dalszą zagranicę. Poza tym nie sądzę, by mieszkańcy Teksasu poparli secesję, raczej wybuchłaby tam rewolucja. 140 lat temu poparcie dla secesji było w stanach południa powszechne wśród białej ludności rzecz jasna. Było tak dlatego, że przyczyną konfliktu nie było niewolnictwo (niewolników posiadało 3% mieszkańców południa).
Inne wątki na temat:
Pełna wersja