siedziby instytucji unijnych w Polsce

16.12.03, 23:59
Ciekawy artykul. Chyba jednoznacznie okresla nasze dalsze perspektywy w unii.
Najciekawsze jest zdanie o tym, ze polskie prosby pominieto milczeniem.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031216/ekonomia/ekonomia_a_16.html
Żadna instytucja europejska nie będzie miała siedziby w nowych krajach
członkowskich
Cała władza w starej Unii

Choć Polska będzie przeznaczała każdego roku blisko 200 mln euro na
utrzymanie unijnych urzędników, żadna instytucja Wspólnoty nie będzie miała
siedziby w naszym kraju. W sobotę przywódcy państw należących już do Unii
podzielili między sobą lokalizacje kolejnych 9 europejskich agencji. - W
ogóle nie odpowiedziano na starania polskiego rządu w sprawie ulokowania
którejś z tych instytucji u nas - przyznał w poniedziałek dyrektor
Departamentu Unii Europejskiej w MSZ Paweł Świeboda.


Walczyliśmy o ulokowanie w Polsce centrali dwóch nowych urzędów: Europejskiej
Agencji ds. Kolejnictwa oraz Europejskiego Centrum Zwalczania i Kontroli
Chorób Zakaźnych. O decyzji państw "15" ulokowania tych agencji we Francji i
w Szwecji nasz rząd dowiedział się z prasy. - Spór w tej sprawie rządy UE
prowadziły od dwóch lat. Tuż przed poszerzeniem negocjacje nabrały jednak
tempa. Raz jeszcze się potwierdza, że kto nie jest obecny i nie ma pełni praw
członkowskich, nie może mieć wpływu na decyzje - mówi dyrektor Świeboda.

Wyższość szynki z Parmy

Decyzja o lokalizacji nowych agencji została zablokowana w grudniu 2001 roku
na szczycie unijnym w Laeken. Przeszkodą był wtedy opór włoskiego premiera.
Silvio Berlusconi nie chciał się zgodzić na umieszczenie Europejskiej Agencji
Bezpieczeństwa Żywności w Helsinkach. Przekonywał, że włoska Parma, znana ze
znakomitej kuchni, a zwłaszcza szynki parmeńskiej, powinna być siedzibą tej
unijnej agencji.

Po dwóch latach dyskusji, gdy niektóre z umieszczonych na liście w Laeken
instytucji powinny już od dawna działać, unijni przywódcy osiągnęli
kompromis. Udało im się do tego doprowadzić cztery miesiące przed
rozszerzeniem UE, gdy liczba chętnych do goszczenia europejskich instytucji
zwiększy się o 10 nowych państw.

Większość decyzji podjętych na ostatnim szczycie w Brukseli jest zgodna z
propozycjami sprzed dwóch lat. Istotnym wyjątkiem jest Parma, która
ostatecznie wygrała z Helsinkami rywalizację o nadzorowanie bezpieczeństwa
żywności. W zamian Finowie dostali Europejską Agencję Chemikaliów, której
powstania dwa lata temu jeszcze nie planowano.

Zmieniły się również zamiary dotyczące lokalizacji Europejskiej Agencji
Bezpieczeństwa Sieci i Informacji. W grudniu 2001 roku typowano Barcelonę,
ostatecznie siedzibą tej instytucji będzie nieokreślone jeszcze z nazwy
miasto w Grecji. Akurat o tę agencję konkurowały ze sobą ostatnio trzy kraje:
Estonia, Szwecja i Grecja. Ten pierwszy odpadł z rywalizacji, bo nie liczy
się jeszcze w głosowaniach Rady UE. Szwecja, która obok Finlandii była do tej
pory jedynym krajem Wspólnoty niemającym u siebie żadnej unijnej agencji, na
otarcie łez została obdarowana Europejskim Centrum Zwalczania i Kontroli
Chorób Zakaźnych.

Wielkie pieniądze

Walka o lokalizacje unijnych instytucji jest zacięta, bo to oznacza prestiż i
duże pieniądze. W tym roku Unia wyda na administrację 5,3 mld euro, w
przyszłym 5,9 mld euro. Ogromna część tych środków jest przeznaczana na
pensje dla eurokratów i utrzymanie budynków, w których pracują. Poprzez
podatki, wynajem mieszkań i zakupy zasadnicza część tych pieniędzy
ostatecznie trafia do krajów, gdzie są ulokowane unijne instytucje. Na tym
nie koniec. Instytucje te przyciągają setki organizacji lobbystycznych.
Każdego dnia odwiedzają je służbowo tysiące interesantów. Przykładem
Strasburg, którego liczne hotele i restauracje ożywają w dniach sesji
Parlamentu Europejskiego. To z tego powodu Francja upierała się, by
europarlament zachował drugą, oprócz Brukseli, siedzibę na granicy francusko-
niemieckiej.

Najbardziej intratne kąski dawno już zostały jednak rozdzielone. Komisja
Europejska, pochłaniająca rocznie 3,8 mld euro, ma swoją główną siedzibę w
Brukseli, gdzie pracuje 17 tysięcy jej urzędników. Dalsze 3 tys. ulokowano w
Luksemburgu. Parlament Europejski, z budżetem 1,2 mld euro rocznie,
zatrudnia, poza deputowanymi, blisko 5 tys. ich współpracowników. Rada UE ma
budżet 500 mln euro i 3 tys. etatów. Bruksela gości ją jednak przez 9
miesięcy w roku. Na kwiecień, czerwiec i październik obrady Rady przenoszą
się do Luksemburga. Wielkie Księstwo przejęło także m.in. siedzibę
Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (200 mln euro budżetu) i
Europejskiego Trybunału Rozrachunkowego (100 mln euro). Niemcy, choć są w
Unii od początku, nie miały takiej siły przebicia. Dopiero na początku lat
90. postanowiono, że we Frankfurcie nad Menem będzie się znajdował Europejski
Bank Centralny (EBC). Pozostałe unijne instytucje funkcjonują dzięki
bezpośrednim dotacjom z budżetu Brukseli. Dokładają się do tego jednakowo
kraje członkowskie, niezależnie od tego, czy na ich terenie jest jakiś urząd
Wspólnoty czy też nie. Polski udział na ten cel to blisko 200 mln euro
rocznie.

Kraje, które później przystąpiły do Unii, musiały się jednak zadowolić
znacznie mniej korzystnymi ofertami. Największy Urząd ds. Marek w Alicante
zatrudnia 750 osób, Agencja ds. Badania Produktów Medycznych (Londyn) -
blisko 300 osób, ale pozostałe, np. Agencja ds. Poprawy Warunków
Bezpieczeństwa Pracy - mniej niż 100 pracowników.

Do podziału w przyszłości zostaną jeszcze siedziby nowych agencji, związanych
z zarządzaniem granicami. Jest jednak mało prawdopodobne, żeby ich
lokalizacja przypadła któremuś z nowych krajów członkowskich.

Jędrzej Bielecki

Anna Słojewska z Brukseli
Pełna wersja