Dodaj do ulubionych

Generał Ludendorff, d-ca Ober-Ostu w I W. Św.

27.10.20, 01:34
W wątku obok na temat pogranicza prusko-rosyjskiego wzmiankowałem postać gen. Ludendorffa, który w swoich pamiętnikach wydanych w 1921 r. zawarł garść uwag dot. polskich kresów w czasie tej wojny. Przetłumaczyłem tych kilkanaście stron i zamieszczam je, może ktoś skorzysta:
„Moje wspomnienia wojenne”

(Od str. 145)
Rozdz. IV
Kraj, w wyniku wojny, znalazł się w stanie opuszczonym, tylko tam, gdzie dłużej stacjonowaliśmy, panował już ład. Ludność po części dobrowolnie poprzedziła uchodzących Rosjan, po części została przez nich wywieziona. Miejscami kryła się po lasach i teraz wracała do domów. Wiele posiadłości ziemskich pozostawało jednak opuszczonych. Pola nie były sprzątnięte. Nie dało się ocenić, jak będzie z uprawą. Brakowało wszelkiej zwierzchności. Rosyjscy urzędnicy państwowi i sędziowie rosyjscy, całe rosyjskie państwo zaborcze oraz niemal cała miejscowa inteligencja opuściły kraj. Nie było jakiejkolwiek policji czy żandarmerii, tylko duchowieństwo cieszyło się jakimś autorytetem.
Równinny kraj musiał żyć; w miastach, mianowicie w Wilnie, Kownie, Grodnie, już na początku okupacji wystąpiły poważne trudności aprowizacyjne, które nasilały się i rozszerzały się na inne miasta. Nie było dość drewna na opał.
Ludność, aż do części niemieckich, zapatrywała się wobec nas obco. Ta, w szczególności Bałtowie[1], przyjęła oddziały niemieckie dobrze. Łotysz, jako oportunista, zachowywał się wyczekująco. Litwin sądził, że nadeszła dla niego godzina wyzwolenia; gdy spodziewane lepsze czasy w wyniku surowych konieczności wojny nie nadeszły od razu, odwrócił się i stał się nieufny. Polak stał z boku we wrogiej postawie, bo słusznie obawiał się z naszej strony polityki litewskiej. Białorusin nie był brany pod uwagę, bo Polacy zabrali mu jego narodowość nie dając nic w zamian. Zamierzałem jesienią 1915 utworzyć sobie obraz rozmieszczenia Białorusinów. Dosłownie nie dało się ich znaleźć. Dopiero potem okazało się, że są oni dość rozpowszechnionym plemieniem, jednak nadzwyczaj spolonizowanym, które jako takie pozostaje na bardzo niskim poziomie cywilizacyjnym, któremu można pomóc tylko przy długim oddziaływaniu. Żyd nie wiedział jeszcze, jakie ma ukazać oblicze, nie czynił nam jednak żadnych trudności, mogliśmy porozumieć się z nim w mowie, zupełnie inaczej niż w przypadku Polaków, Litwinów i Łotyszy. Te trudności językowe bardzo ciążyły i nie da się ich dostatecznie oszacować. Wskutek braku odpowiedniej literatury niemieckiej nie znaliśmy w ogóle stosunków kraju i ludzi, i mieliśmy wrażenie, że stoimy wobec zupełnie nowego świata.
Na obszarze tak wielkim, jak Prusy Wschodnie i Zachodnie, Poznańskie i Pomorze łącznie stanęliśmy przed gigantycznym zadaniem: wszystko należało zbudować lub zorganizować na nowo. Najpierw należało zapewnić spokój i porządek na tyłach armii oraz wyeliminować szpiegostwo. Kraj musiał żywić się sam, a także stać się użytecznym tak dla zaopatrzenia w żywność armii i Niemiec oraz dla innego zaopatrzenia oddziałów i naszej gospodarki wojennej. Nasze położenie gospodarcze czyniło to kategorycznym nakazem wobec wrogiej blokady.
Jak najszybciej należało zabrać się za zadania kulturalne, na rozwiązanie jakichkolwiek problemów politycznych czas jeszcze nie nadszedł.
Powierzono to również inspekcjom etapowym, które w pierwszym rzędzie powołane były do administrowania terenami okupowanymi.
Komendanci etapowi zachowali swoje zadania wojskowe zapewnienia spokoju w kraju. Do tego celu mieli do dyspozycji oddziały etapowe, w zakresie ochrony przed szpiegostwem wspomagane przez policję polową.
Do zarządzania krajem inspekcje etapowe otrzymały specjalną organizację podległą szefowi administracyjnemu, który, wyposażony w specjalne kompetencje, odpowiadał przed inspektorem etapowym.
Najwyższy szczebel inspekcji etapowych sprawowali komendanci etapowi i organy administracyjne. Nie dało się jednak uniknąć wyłaniania się płaszczyzn tarcia, a tam, gdzie to miało miejsce, tarcia przy nas, Niemcach, z pewnością nie następowały. Tak było też tu. Ale w końcu dało się to wszystko przezwyciężyć dzięki znakomitym inspektorom etapowym. Jako administratorzy kraju wykazali się generałowie von Harbou, Madlung i baron von Seckendorff.
Na całym terenie podległym Naczelnemu Dowództwu Armii na froncie wschodnim musiał jeden urząd grupować i zażegnywać wszystkie kwestie administracyjne i gospodarcze. Dla generalnego gubernatora nie było miejsca pomijając już to, że jest tworem niecelowym: armie musiały mieć własny teren etapowy. Generalny kwatermistrz był zatrudniony na zachodzie; nie był w stanie poświęcać dość uwagi Naczelnego Dowódcy na wschodzie. Ten sam musiał ująć sprawy w swoje ręce.
Inspekcjom etapowym pozostawało wykonanie przedsięwziętych przez niego środków i wielu zadań specjalnych.
Przy braku własnego aparatu administracyjnego i sądownictwa w kraju administrowanie przybrało szczególny charakter. Ten dał możliwość stawienia czoła szturmom rewolucji w listopadzie 1918.

V.
Chcę nakreślić tylko obraz zarządzania na terenach Ober-Ostu i czynię to chętnie, bo tak, jak moim współpracownikom w dziedzinie czysto wojskowej jestem winien wdzięczność moim pomocnikom. Praca, jaką wykonaliśmy tam razem aż do mojego odejścia pod koniec lipca 1916, była wielkim, pięknym czynem godnym ludzi niemieckich. Była ona dla korzyści i pożytku tak armii i ojczyzny, jak też kraju i jego mieszkańców.
Do odpowiedzialnego zadania potrzebowałem wielu współpracowników. Nie zostali oni powołani jednorazowo, lecz ściągani raz po raz w miarę tego, jak kształtowała się potrzeba. Obok mojego sztabu wojskowego powstawał stopniowo, podległy starszemu kwatermistrzowi, generałowi von Eisenhart-Rothe, liczny sztab administracyjny; Generał był obeznany z wieloma dziedzinami życia gospodarczego. Z bezinteresowną ofiarnością służył sprawie i mnie, działając interesująco. Potem był dla mnie szczególnie wartościowym wsparciem jako generalny intendent. Z końcem października rozchodziło się z początku o to, by administrację nowo zajętymi terenami rozciągnąć na obszary etapowe. Pasy terenów położone na zachód otrzymały je już wcześniej. Pas wzdłuż całego frontu pozostawał obszarem operacyjnym i podlegał bezpośrednio naczelnemu dowództwu armii.
Na różnych etapach organizacja obierała różne drogi; tu musiała być ujednolicona, w przeciwnym razie aparat stałby się zbyt nieprzejrzysty, ale to musiało być realizowane ostrożnie. W przeciwnym razie rzecz doznałaby szkody.
Wobec rozmiaru zadania i rozległości administrowanego terenu do zarządzania potrzebnych było wielu ludzi i to mimo ewentualnych oszczędności. O ile dawniej reprezentowałem pogląd, że rzecz nie w ilości, lecz wartości poszczególnych ludzi, to jednak miało to swoje granic. Nie mogłem zejść poniżej pewnej ilości, nie byłaby ona zresztą mniejsza przy żadnej innej organizacji. Wydajność pozostawała bardzo wysoka w każdym pojedynczym przypadku i wymagała pełnej siły.
Obserwuj wątek
    • gandalph Re: Generał Ludendorff, d-ca Ober-Ostu w I W. Św. 27.10.20, 01:35
      Przywiązywałem dużą wartość do tego, by charakter wojskowy, który był możliwy tylko w ramach inspekcji etapowej, był zachowany i by dobierani byli przede wszystkim ci przynależący do stanu żołnierskiego, którzy nie nadawali się do służby na froncie. Ale przyjmowałem też osoby nie-wojskowe. Naturalnie zależało mi na osobach o fachowym wykształceniu technicznym, bo nie podzielałem wiary w to, że większość ludzi nadaje się do sprawowania każdego urzędu. Często widywałem choćby to, że już sama określona technika pracy ułatwia pracę na rzecz wykorzystania całości. Do czystej administracji musiałem brać również ludzi bez fachowego przygotowania technicznego, tu jasna wola, ogólna wiedza i zdrowy rozsądek mogły zastąpić braki. Dla rolnictwa, leśnictwa, sądów, finansów, kościoła i szkoły niezbędni byli fachowcy. Wobec nadzwyczajnego obciążenia zasobów ludzkich przez armię i kraj trudno było z początku dostać właściwych ludzi; później było łatwiej, gdy zarządzanie przez naczelne dowództwo armii na wschodzie zyskało pewną sławę. W urzędach zwierzchnich w kraju zaciągaliśmy opinii o zgłaszających się. W podobny sposób zarządy lub inspekcje etapowe obsadzały niższe szczeble. W obcym kraju chciałem mieć niezawodnych ludzi. Miejscowi byli angażowani tylko w Kurlandii, a i to z pewną rezerwą.
      Wszyscy, jak ja, zabraliśmy się ofiarnie do tej ciężkiej i pełnej trudów pracy. Działaliśmy w warunkach dotąd nie całkiem nam znanym, w dodatku w kraju zrujnowanym wojną, gdzie zniszczone były wszelkie więzi państwowe i gospodarcze. Stanęliśmy wobec obcej nam ludności, złożonej ze zwalczających się nawzajem plemion, nierozumiejącej nas językowo i przeważnie niemogącej się wewnętrznie z nami pogodzić. Inspirował nas wszystkich duch szczerego i altruistycznego spełniania obowiązku, dziedzictwo stuletniego wychowania pruskiego i niemieckiej tradycji.
      Stopniowo, przy bliższym poznawaniu kraju, widziałem, że tego czy tamtego nie da się przeprowadzić i musiałem to zmienić. Zapewne także wtedy dałoby się tu czy tam osiągnąć coś lepszego, lub więcej, co jest oczywiste. Było wszakże moim zadaniem postępowanie krótko i energicznie, w nieznanych warunkach. Także w tym przypadku bardziej ważyło w kwestiach ekonomicznych zaniechanie niż omyłka, która dawała się jakoś tam usprawiedliwić. Dopiero, gdy zabraliśmy się za jakąś sprawę, mogłem zdobyć jasność. W kwestiach politycznych należało być ostrożniejszym; tych jednak jeszcze nie śledziłem.
      VI.
      Kraj zarządzany przez Ober-Ost rozciągał się na południe do części terenów etapowych grupy armii generała feldmarszałka ks. Leopolda. Wcześniej był to teren marszowy i etapowy 12. Armii. Także Puszcza Białowieska przeszła pod zarząd Ober-Ostu. Struktura łączyła się ze wszystkimi zmianami terenów etapowych, a więc rozwijała się wraz z nimi. Do przełomu roku 1915/6 powstały następujące obwody administracyjne:
      Kurlandia, Litwa, Suwałki, Wilno, Grodno, Białystok.
      Potem podział zmienił się: najpierw obwody Wilno i Suwałki zostały złączone jako zarząd Wilno; po moim odejściu w lipcu 1916 nastąpiło, na moje życzenie, połączenie obwodów Wilno i Litwa w zarząd Litwa. Grodno zostało następnie połączone z Białymstokiem. Jesienią 1917 ten tak powiększony obwód został połączony w jedną całość z Litwą.
      Szefowie administracji w Kurlandii i na Litwie zatrudniali opinię publiczną.
      W Kurlandii major von Gossler kierował administracją w sposób bardzo spokojny i obiektywny. Był on członkiem Reichstagu, właścicielem ziemskim, a wcześniej landratem. Nastroje Bałtów[2], mocno rozgoryczonych od 1905 r. w stosunku do Łotyszy, potrafił uczynić bardziej ustępliwymi, jak też nawiązać z nimi kontakt i zmotywować do pozytywnej współpracy. Jeszcze dzisiaj mówi się w Kurlandii z wdzięcznością i uznaniem o jego sprawiedliwym i przewidującym zarządzaniu.
      Podpułkownik ks. von Isenburg na Litwie był impulsywny, może nawet niekiedy za bardzo. Był człowiekiem o entuzjazmie do pracy, znakomicie gospodarującym swoim rodzinnym majątkiem. Działał korzystnie już przy zarządzaniu okupowaną Polską i tam wpadł mi w oko. Podpułkownik stał się potem ofiarą polityki. Tak długo, jak byłem w Kownie, nie odgrywała ona jeszcze roli w administracji. Miał sposobność zająć się bez przeszkód pozostałymi terenami i pozyskiwaniem styczności z ludnością i duchowieństwem swojego, tak małego jeszcze wtedy, obwodu.
      Muszę odstąpić od wymieniania po nazwisku pozostałych, tak zasłużonych szefów administracji. W obwodzie Białystok niezwykle wyraziście zarysowała się osobowość inspektora etapowego, generała barona von Seckendorff; nadał on administracji swój własny charakter, płynna współpraca między naczelnikiem powiatu i komendantami etapowymi udała mu się lepiej i wcześniej niż gdzieindziej.
      Szefowie administracji byli odpowiedzialni za zarządzanie krajem odpowiedzialni pod każdym względem przed inspektorami etapowymi i Ober-Ostem. Mieli pod sobą urząd, który odpowiadał mojemu sztabowi gospodarczemu.
      Obwody administracyjne dzieliły się na powiaty, często o rozmiarach obszaru etapowego na Zachodzie. W przypadku naczelnika powiatu środek ciężkości zarządzania skupiał się na stosunkach administracyjno-technicznych i gospodarczych. Nie miał wpływu na sądownictwo, które w istocie pozostawało obok niego. Naczelnikom powiatów dorównywali rangą naczelnicy miast w większych ośrodkach.
      Podlegli naczelnikom powiatów byli burmistrzowie i dyrektorzy urzędów w mniejszych miastach i na wsi. Dyrektorzy urzędów przestawali znowu z naczelnikami miejscowości. Do rolniczego wykorzystania kraju przyłączani byli do naczelników powiatów osobni oficerowie gospodarczy, obowiązkiem których był nadzór nad zabudową kraju, gospodarka w dobrach ziemskich, jak też dbałość o wzrost produkcji i wykorzystanie plonów. Inne organy służyły naczelnikom powiatów w zabiegach o surowce wojenne wszelkiego rodzaju.
      Jednolitość administracji takiej, jak ją naszkicowałem wyżej, została zrealizowana w różnych obwodach dopiero w oparciu o rozporządzenie administracyjne z 7. czerwca 1916.
      Naczelnicy powiatów dysponowali żandarmerią jako organem policyjnym. W obwodach administracyjnych tworzyła ona osobne oddziały żandarmerii, zaś na szczeblu Ober-Ostu - korpus żandarmerii. Szczególnie mocno ubolewałem tutaj nad brakiem miejscowych organów policyjnych. Niemcy nie mogły oddać żandarmów w wymaganej liczbie, dlatego musiałem sobie pomóc przez odkomenderowanie żołnierzy starszych roczników z frontu. Otrzymali oni specjalny instruktaż, aby choć w minimalnym stopniu jakoś przygotować ich do urzędu. Niezwykle staranny pułkownik żandarmerii Rochus Schmidt i ja chętnie stworzylibyśmy byli coś lepszego. Cała organizacja była namiastką. Być może poszczególni żandarmi przyczynili się do późniejszego rozdźwięku, nad czym można ubolewać. Jakżeż mieli oni postępować w obcym kraju wobec nieprzyjaźnie nastawionej ludności, bez dostatecznej znajomości języka i cokolwiek zrealizować? Chcę przez to tylko pytanie przywieść wzrok na całość trudności, z jakimi ludzie niemieccy musieli liczyć się w obcym kraju. Nieuczciwość i niecny zysk nigdy i nigdzie nie są wybaczalne. Wielu żandarmów przypłaciło życiem swoją wierność w walce przeciwko licznym bandom. Tego nie należy zapominać.
      • gandalph Re: Generał Ludendorff, d-ca Ober-Ostu w I W. Św. 27.10.20, 01:36
        Do zarządzania krajem, dopasowując się do podziału na powiaty, włączyła się administracja wymiaru sprawiedliwości. Każdy powiat otrzymał sąd powiatowy dla miejscowej ludności; musieliśmy to stworzyć, bo brakowało jakiegokolwiek sądu. Jakiś rodzaj sądownictwa wyższego szczebla powstał w sądach obwodowych, być może były zbyteczne. Jako najwyższa instancja służył sąd krajowy w Kownie, pod kierownictwem prezydenta senatu Kratzenberga, który jako szef wydziału sprawiedliwości miał prowadzić sprawy w dziedzinie zarządzania nią.
        Działalność sądów etapowych nie była w żaden sposób naruszana przez te krajowe władze sądownicze. Oba sądownictwa dobrze pracowały ze sobą i obok siebie.
        Leśnictwo różnych obwodów administracyjnych pozostawało poza podziałem na powiaty. Zostały utworzone inspekcje leśne, zależnie od zasobów leśnych; najbardziej znaną inspekcją była Wojskowa Inspekcja Leśna w Białowieży.
        VII.
        W tak zorganizowaną administrację należało tchnąć życie, aby uczynić ją zdolną do pożytecznej pracy. Należało pracować nie w sposób biurokratyczny, lecz stosownie do potrzeby. Dzięki Bogu w „procesie” nie było grabarzy wolnej woli.
        W całej budowie administracji miałem u boku kapitanów rezerwy von Brockhusena i barona von Gayl. Ten pierwszy był landratem jeszcze przed wojną, ten drugi – dyrektorem Wschodniopruskiego Towarzystwa Krajowego w Królewcu. Powstał solidny gmach, który w pełni uwzględniał poważne potrzeby.
        Szczególną uwagę poświęcaliśmy warunkom sanitarnym ludności. Walka z tyfusem plamistym, który panoszył się w wielu miejscach, została przeprowadzona pomyślnie. Kosztowało nas to wielką ofiarę lekarzy.
        W celu uspokojenia ludności i materialnego podniesienia kraju rozpoczęliśmy od wykupienia kwitów rekwizycyjnych wystawionych przez oddziały w czasie operacji; był to środek na wskroś skomplikowany i trudny. Za wszystko zapłaciliśmy teraz gotówką. Zamierzałem przez to osiągnąć wzrost produkcji, na której bardzo mi zależało, i pomóc krajowi.
        Zależało nam na skupie produktów rolnych, jak też na dbałości o uregulowaną pracę rolnictwa i wykorzystanie gruntów uprawnych. Było to utrudnione wskutek małej liczby mieszkańców kraju, przykładowo powiat Bauske[3] liczył tylko 4 mieszkańców na kilometr kwadratowy. W życzeniu pomocy ojczyźnie i wskutek jej nalegania o wiele przeceniliśmy siły w kontekście areały uprawnego. Ściągnęliśmy nawet spółki niemieckie, które w rzadko zaludnionym kraju miały wspierać uprawianie ziemi. Duże dobra wzięliśmy pod własny zarząd, zostały dostarczone pługi motorowe i maszyny rolnicze wszelkiego rodzaju, wydano zboże siewne. Konie wojskowe pomagały przy uprawie. Ale sprawą główną było to, by przez prawidłowe kształtowanie się cen oprócz płatności w gotówce wpływać pobudzająco na ludność wiejską.
        Ceny, na które pozwoliliśmy, pozostawały w gestii Generalnego Gubernatorstwa w Warszawie, ale były jednak całkowicie wystarczające. Ogromne wydatki dostosowaliśmy do naszej kasy państwowej. Rząd księcia Maxa[4] natychmiast podniósł ceny; przyczyn tego nie oceniam. Wdzięczności książę kanclerz Max w każdym razie sobie nie zaskarbił.
        Plony ziemi były w ogólności słabe i zawiodły nasze nadzieje. Nie jest zdrenowana, uprawa może zacząć się dopiero późno. Dobór gatunków nie był dokonywany starannie. Sztucznego nawożenia nie znano. Korzystnie wypadały tylko zbiory koniczyny i siana, jak też rzepaku i lnu.
        Szczególne trudności sprawiał transport zapasów na kolej lub do innych punktów skupu. Odstawianie produktów rolnych jedno- lub dwukonnymi małymi wozami po złych drogach trwało często całymi dniami. Wypłacaliśmy premie za dowóz, ale osobliwości tamtego teatru wojny udawało się tylko łagodzić, nie wykluczyć. Nie było wiele na sprzedaż.
        Organizowanie suszarni kartofli zostało przygotowane od razu, po czym przyszło przetwarzanie słomy i drewna.
        Przy silnym obciążeniu rodzimych punktów skupu bydła szczególnie ważne było wykorzystanie zasobów terenów okupowanych. Rzecz jasna, mocno ucierpiały z powodu wojny. Musiały być przeprowadzone spisy. Praca była trudna. Bydło było ukrywane w piwnicach lub wypędzane do lasu, ale rejestr zasobów udawał się pomału, mimo braku katastru. W ten sposób mogliśmy stopniowo wejść w normalną gospodarkę.
        Do warzywnictwa i sadownictwa przywiązywano dużą wagę; powstały fabryki marmolady i konserw. W ogromnej ilości były zbierane i suszone grzyby.
        Połów ryb na licznych dużych jeziorach był oddawany w dzierżawę, w oparciu o Lipawę zorganizowano rybołówstwo morskie.
        Wszystko, co gdziekolwiek można było wykorzystać dla wyżywienia, udało się.
        Niedostatek ludności miejskiej był poważny, zimą 1915/6 musieliśmy go łagodzić przez dostawy z wojskowych urzędów prowiantowych. Potem warunki znacznie polepszyły się. Armia otrzymywała swoją część, pomagałem też ojczyźnie. Przypominam sobie, jak pan von Batocki zatelefonował do mnie w czerwcu lub lipcu 1916, czy mógłbym pomóc Berlinowi; byłem w stanie.
        Do pomocy krajowi dopuściliśmy działalność zagranicznych komitetów pomocy narodowości obecnych na terenach okupowanych; wymagałem tylko, by nie ograniczały się tylko do jednostronnego udzielania pomocy własnej części ludności, lecz by pamiętały także o innych. Komitety żydowskie, które dysponowały największymi środkami sprowadzając je również z Ameryki działały na wielką skalę i w sposób przynoszący korzyść. Ich działalność zyskała uznanie i dowiodła silnych więzi tej nacji. Pierwsza żydowska kuchnia ludowa, która powstała w Kownie, nosiła moje imię. Prosił mnie o to rabin polowy, Rosenack.
        We wszystkich kwestiach rolnych i żywnościowych wspierały mnie sprawdzone siły: najpierw znany członek Izby Panów, major hrabia Yorck von Wartenburg, tajny radca rządowy rotmistrz von Rümcker, a później radca kamery dworskiej major Heckel.
        Pobór koni pozostawał, rzecz jasna, w gestii wojska. Naczelnicy powiatów uczestniczyli w tym na podobieństwo pruskiego landrata. Kraj wiele musiał nam dostarczyć, nie chcieliśmy jeszcze bardziej obciążać ojczyzny. Koń litewski jest mały, krzepki, o małych wymaganiach i żylasty, a więc bardzo przydatny.
        Kraj z pewnością boleśnie odczuwał intensywny pobór, zwłaszcza koni i bydła. Lokalne władze administracyjne często wskazywały na to, ale nie pozostawało mi nic innego niż żądanie dostaw. Zarządzany przez nas kraj nie był bardziej obciążony niż inne tereny. Również sama ojczyzna cierpiała przy takich środkach. Znaczną część później ujawnionej niechęci tłumaczy się tymi niezbędnymi żądaniami wojskowymi. Niesprawiedliwości, które zdarzyły się, mogą jeszcze nasilić niezadowolenie, z pewnością nie były dobre. Podżeganiu polityczno-ideologicznemu było dane jeszcze bardziej wzbudzać wszelkie niezadowolenie.
        Nonsensem było oszczędzanie terenów Ober-Ostu na koszt ojczyzny ze względów na fałszywie pojęte uczucia humanitarne. Przy wysokiej kulturze rolnej Niemiec wszelki uszczerbek upraw w ojczyźnie musiał działać o wiele bardziej szkodliwie na produkcję niż zmniejszona uprawa na terenach Ober-Ostu.
        Zdobywanie surowców było szczególnie ważnym zadaniem. Również tu miała miejsce płatność gotówką. Nieodzowny był przy tym Żyd jako pośrednik. Gospodarce krajowej dostarczaliśmy wiele skór i skórek futrzanych, miedzi i mosiądzu, szmat i złomu (żelastwa), odciążyliśmy ją przez uruchomienie fabryk w Lipawie, Kownie i Białymstoku. Stopniowo powstał bardzo rozległy wydział handlowy, kierownictwo którym zostało powierzone nadzwyczaj dzielnemu, o jasnym spojrzeniu, tajnemu radcy majorowi Eilsbergerowi, później dyrektorowi ministerialnemu w urzędzie skarbowym Rzeszy.
        Dużą wagę przywiązywano do produkcji drutu kolczastego. Kapitan Markau, w czasie pokoju w Allgemeine Elektrizitäts-Gesellchaft (AEG), podczas wojny w Szefostwie Telegrafii Polowej – Wschód[5], energicznie wziął w swoje ręce kierownictwo tej i innych fabryk. W ten sposób wyzyskano wszystkie siły, każdą wedle jej właściwości.
        Wojskowe władze kolejowe zorganizowały m.in. w Lipawie wielkie warsztaty kolejowe.
        • gandalph Re: Generał Ludendorff, d-ca Ober-Ostu w I W. Św. 27.10.20, 01:37
          Przy zdobywaniu surowców rozpoczął się również w małym zakresie wzrost handlu. Ograniczenia ruchu osób, które musieliśmy nałożyć ze względu na bezpieczeństwo wojskowe kraju, utrudniały swobodny rozwój.
          Bogate zasoby leśne szczególnie zachęcały do wykorzystania, wszelka gospodarka rabunkowa była jednak zabroniona. Zużycie drewna na budowę umocnień i na progi kolejowe było szczególnie wysokie. Powstawał jeden tartak po drugim i podczas, gdy nasze armie stopniowo zaopatrywały się same, mogliśmy dostarczać drewno na zachód i do Serbii. Drewno użytkowe szło do samych Niemiec, oddawaliśmy również drewno ludności do odbudowy domów.
          Szef lotnictwa polowego stworzył koło Auce[6] w Kurlandii szczególnie dobrze zorganizowany warsztat hangarów i baraków.
          Progi były zdobywane w pokaźnej ilości.
          Trzymanie w pogotowiu niezbędnego drewna opałowego było poważnym zadaniem i przy okazji zimy 1915/6 połączone z poważnymi trudnościami, bo brakowało nam jakiejkolwiek skali potrzebnych ilości.
          Drewno celulozowe do wytwarzania prochu i papieru było dostarczane do Niemiec w całkiem poważnych zapasach. Bardzo szybko uwolniliśmy handel tym drewnem na terenach okupowanych. Cieszyłem się, że mogłem ułatwić dostarczanie papieru do drukowania gazet w kraju.
          Spław drewna Niemnem i innymi spławnymi rzekami został podjęty na nowo i zorganizowany na dużą skalę przez radcę leśnego, Schütte.
          Zabraliśmy się również za żywicowanie i zorganizowaliśmy je na nowo w tamtych okolicach według propozycji nadleśniczego Kienitza. Do długotrwałe zajęcie, daje jednak w końcu łatwy zarobek. Żywicowanie miało potem stać się wzorcowym również dla Niemiec. W Kownie została otwarta fabryka do przeróbki żywicy.
          Również chemiczne produkty drzewne wszelkiego rodzaju pozyskiwaliśmy w osobnych zakładach.
          Wypalaliśmy wreszcie także węgiel drzewny.
          Radca leśny i wielu innych leśników zasłużyli sobie tam na pomnik tak przez rozwagę, jak i energię. To, co radca leśny major Echerich, jako organizator gospodarki i urzędnik administracyjny uczynił w Puszczy Białowieskiej, jest podziwiane przez wielu zwiedzających z Niemiec.
          Wykorzystanie gospodarcze kraju było bardzo gruntowne we wszystkich kierunkach i, o ile możliwe, połączone z oszczędzaniem jego i mieszkańców.
          Kłopoty dewizowe wykluczyły możliwość, byśmy mieli za wszystko płacić w pieniądzu niemieckim. W porozumieniu z Bankiem Rzeszy i kompetentnymi placówkami w Berlinie intendenci armii, tajny radca Kessel i kapitan Königs, stworzyli osobny pieniądz Ober-Ostu, który wkrótce był chętnie przyjmowany. Zaangażowaliśmy w kraj również banki niemieckie, aby zwiększyć jego siłę gospodarczą.
          Nie było łatwym zadaniem sfinansować całą administrację. Tajny nadradca finansowy kapitan Tiesler, odznaczający się szczególnie jasnym spojrzeniem i ogromną radością tworzenia, podjął się tego zadania ze sporą zręcznością. Miał ustawić dokładny etat całej administracji i równocześnie znaleźć źródła wpływów.
          Etat osobowy, jak już wspomniałem, został wyznaczony tak szczupło, jak to tylko możliwe. Szalała gwałtowna walka między poszczególnymi oddziałami mojej administracji o posady i dodatki dla podwładnych. Szefowie administracji etapowych stale przychodzili z nowymi życzeniami. Musiałem działać łagodząco i zyskałem pewien posmak cierpień i trosk naszych państwowych zarządców finansowych. Gdy szczęśliwie ukończyliśmy pierwszy etat, trafił on do ministerstwa wojny w Berlinie oraz do generalnego kwatermistrza, został poddany ocenie i po ciężkich bojach w końcu przyznany.
          Nasze wpływy opierały się na cłach, monopolach, podatkach i zakładach państwowych.
          Wszystkie systemy opłat musiały technicznie opierać się na jak najprostszych podstawach. Bardziej skomplikowane i tym samym sprawiedliwsze systemy byłyby po prostu nie do przeprowadzenia wobec niedostatku przeszkolonego personelu, braku wszystkich dokumentów z czasów rosyjskich i nieprzyzwyczajeniu ludności w orientowaniu się wśród nich. Środek ciężkości opłat, odmiennie niż w warunkach rosyjskich, leżał w cłach, podatkach pośrednich i monopolu.
          Cła wwozowe były pobierane za złożeniem odszkodowania do pruskiej administracji finansowej przez jej urzędników na granicy. Określone przesyłki prywatne dla armii nie były, rzecz jasna, opodatkowane. Tym niemniej dotyczyło to tylko niewielu wysyłek, określonych do użytku ludności. Przychody z tego źródła płynęły tylko skąpo.
          Umiarkowane cło wywozowe nałożyliśmy tylko na drewno celulozowe. Nie dawało wiele.
          Podatki były wydajniejsze. Kapitan Tiesler zorganizował handlowy monopol tytoniowy, urządzenia techniczno-finansowe którego zdają mi się być godnymi naśladowania. Na mniej więcej tej samej podstawie powstał monopol handlu spirytualiami, sacharyną, solą i zapałkami.
          W podatkach bezpośrednich musieliśmy wprowadzić zwyczajny stopniowany podatek pogłówny, bo brakowało nam jakiejkolwiek podstawy dla lepszego systemu wymiaru podatków osobistych.
          W podatkach majątkowych został wprowadzony podatek od nieruchomości oraz podatek od przedsiębiorstw.
          Ludność, ogólnie biorąc, była zadowolona z podatków. Ucisk podatkowy też nie był zbyt surowy. Łączne opłaty wliczając obciążenia komunalne wynosiły na głowę ludności tylko 19,50 M rocznie wobec 32,75 M w okresie przedwojennym. Nie mogła przyzwyczaić się tylko do podatku od psów. Psy, z uwagi na zagrożenie wścieklizną, stały się plagą dla kraju i temu należało przeciwdziałać. Gdy podatek od psów spełnił swoją powinność w tamtym kierunku, odpadł.
          Zakłady państwowe nie dostarczały z początku żadnych istotnych nadwyżek. To wynikało raz z wysokich kosztów inwestycyjnych i wysokiej amortyzacji, dwa – również stąd, że wobec gospodarczej izolacji Niemiec wiodącym punktem widzenia musiało być nie wytwarzanie zysku, lecz możliwie duża produkcyjność.
          Nakreśliłem wyżej tylko podstawy, dalsze źródła wpływów były pomału tworzone. Wynik był korzystny. Wpływy wystarczały na to, by zarządzać krajem bez subwencji Rzeszy. Zakrojona na szeroką skalę praca, w szczegółach jednak niezwykle delikatna, była wykonana.
          VIII.
          Organizacja systemu sądownictwa odpowiadała Konwencji Haskiej o wojnie na lądzie. Ta wymagała tego, by mieszkańcy sądzili się w sprawach cywilnych według ustaw swojego kraju. Dlatego należało najpierw ustalić, jakie prawa w ogóle obowiązują. To nie było łatwe w zagmatwanych stosunkach rosyjskich, które panowały na tych terenach przed wojną. Po tym, jak te dokumenty zostały odnalezione, należało przetłumaczyć je na niemiecki, aby sędziowie niemieccy mogli według tego wymierzać sprawiedliwość. Sądzę, że żaden inny naród niż niemiecki robiłby takie ceregiele z terenami zajętymi podczas wojny. Mimo tego, propaganda wroga tak dalece potrafiła nas na całym świecie okrzyczeć Hunami, że nie potrafiliśmy temu sprostać. Prezydent senatu, Kratzenberg, stworzył znakomitość w swojej spokojnej jasności. Niemiecki sędzia w biednych, zawszonych miasteczkach litewskich wymierzał sprawiedliwość według obcych praw z takim samym obiektywizmem i taką samą powagą, jak w Berlinie, według własnych ustaw. Kto nas w tym naśladuje?
          • gandalph Re: Generał Ludendorff, d-ca Ober-Ostu w I W. Św. 27.10.20, 01:37
            Następne dobroczynności miały dać ludności dyrektywy o szkole, które zaprojektował major Altmann, radca referent w pruskim ministerstwie wyznań religijnych. Są napisane na wysokim poziomie i przyznają każdemu wyznaniu i każdej nacji ich prawa. Tu, jak wszędzie, miało być wykluczone wszystko to, co mogło działać jak polityka kłucia igłą. Do szkół brakowało nauczycieli. Pomogli landszturmiści ze stanu nauczycielskiego. Brano nam potem za złe to, że ci rozmawiali tylko po niemiecku z dziećmi pojawiającymi się dobrowolnie. Nauczyciele nie znali niestety innego języka. Siły dydaktyczne mówiące po polsku czy litewsku były do dyspozycji tylko w niewielkiej ilości. Zwracano uwagę również na kwestię podręczników szkolnych; to, jak pomoce naukowe mogą wychowywać w duchu narodowym, pokazały mi różne polskie lektury. Wtedy Gdańsk, Gniezno, Poznań, Wilno były polskimi miastami. Ten fakt wywarł na mnie równie głębokie wrażenie, jak konsekwentność, z jaką Francja wychowywała swoją młodzież w duchu rewanżyzmu. Polacy i Francuzi zachowali tym samym silne, żywe poczucie narodowe, które im teraz wychodzi na dobre. Nie uprawialiśmy takiej polityki szkolnej i cierpimy na to, że nasza młodzież nie została zachęcona do intensywnego myślenia narodowego. Takie odczuwanie jest niezbędne, jeżeli jakiś kraj chce przezwyciężać kryzys, jaki my przeżywamy od 1914 r., a zwłaszcza teraz. Ten pogląd będzie odrzucany przede wszystkim przez tych, którzy na pierwszym miejscu stawiają ideał ludzkości. Z ich punktu widzenia jest to zrozumiałe. Siła faktów przemawiała jednak tak długo przeciwko nim, gdy nie wszystkie państwa słuchały się tych samych zasad. Pilnie byłby nam teraz potrzebny duch narodowy!
            Pełnienie posługi religijnej nie było niczym ograniczane. Dobrą wolę okazywaliśmy do tego stopnia, że umożliwiliśmy wydawanie Żydom mąki pszennej do wypieku mac.
            Duchowieństwo ewangelickie w Kurlandii stało całkowicie po naszej stronie. Z litewskim duchowieństwem katolickim stanęliśmy wkrótce na znośnej stopie. Natomiast polskie duchowieństwo katolickie było usposobione do nas wrogo. W tej postawie duchowieństwa odzwierciedlały się w jakiś sposób również nastroje ludności wobec nas, tyle, że duchowieństwo litewskie było, ogólnie biorąc, bardziej przychylne dla nas niż demokracja litewska w Wilnie, która w swych niejasnych dążeniach wkrótce utraciła grunt pod nogami. Polskie duchowieństwo było nosicielem polskiej propagandy narodowej. Nawet pod rosyjskim knutem działało z maksymalną konsekwencją. Walczyło jeszcze z Litwinami, Białorusini zostali już powaleni na ziemię. Niezrozumiałe jest to, że Rosjanie na to pozwolili. Za rosyjską zgodą Białorusini otrzymywali Słowo Boże nie we własnym, lecz w polskim języku! Tak, jak Rusini w Galicji Wschodniej, tak tu ich bracia byli uciskani przez duchowieństwo.
            W dziedzinie szkolnictwa Polacy poszli bardzo szybko naprzód, chcieli mieć swój uniwersytet w Wilnie; odmówiłem tego.
            W czasie, gdy kierowałem administracją, zachowywaliśmy się wobec różnych nacji zasadniczo w sposób neutralny. W równouprawnieniu Litwinów z Polakami w opinii tych ostatnich było coś antypolskiego. Zapewne wiedziałem, że polityką tylko neutralną nie uczyni się z nikogo przyjaciela.
            Umyślnie nie uprawiałem żadnej polityki narodowej, gdyż tę można było realizować tylko po wyklarowani się naszego stosunku do Polski. Ale rząd Rzeszy nie zdecydował się jeszcze na żaden kierunek, więc moja powściągliwość wyłaniała się z logiczną konsekwencją. Również przez wzgląd na całość położenia kraju przedwczesnym było wtrącanie kwestii politycznych w zarządzanie. Stąd nie mogłem się zdecydować, by uprosić u kanclerza Rzeszy jakiekolwiek instrukcje polityczne i sporządzałem dla niego tylko informacje z własnych przemyśleń.
            Każda nacja miała swoją gazetę objętą, rzecz jasna, cenzurą. Jako niemiecka pierwsze miejsce zajmowała „Kowner Zeitung”. Doradcą do spraw prasy i cenzury był kapitan Bertkau. Z dużą energią do pracy i opanowaniem techniki gazetowej łączył samodzielną i dojrzałą ocenę polityczną i stał się dla mnie ogromnie użyteczny. Przedtem pracował w wydawnictwie Ullstein, natomiast redaktor „Kowner Zeitung”, porucznik Osman, był pracownikiem „Deutsche Tageszeitung”. Swoim gorącym odczuciom narodowym odpowiadał on moim wymaganiom.
            Wszystkim gazetom dałem jasną instrukcję, by zdarzenia w Niemczech omawiać w sensie kierownictwa Rzeszy.
            Na polityczną działalność ludności naturalnie nie mogłem pozwolić. Była zabroniona; zakazane były również wszelkie zgromadzenia.
            Mimo wymaganych ograniczeń komunikacyjnych zezwoliłem w pewnym zakresie na ruch pocztowy dla ludności. Przy wsparciu Poczty Rzeszy zorganizowałem pocztę krajową. W użyciu były znaczki pocztowe Rzeszy, wyraźnie oznakowane osobnym nadrukiem dla terenów Ober-Ostu.
            Ułatwiliśmy wreszcie Litwinom i Żydom komunikację z ich krewniakami w Stanach Zjednoczonych.
            Z satysfakcją obserwowaliśmy to, że warunki w kraju utrwalały się i życie powróciło w uregulowane tory. Zmysł ładu u Niemców i ich rozumienie higieny znajdowały uznanie. Wieśniak zarabiał więcej niż w czasach rosyjskich. Handel w miastach pojawił się na nowo.
            Ludność była kierowana ze spokojnym bezpieczeństwem. Wyraziłem się przeciwko obowiązkowi pozdrawiania wprowadzonemu przez którąś z armii. Pozna ona teraz, że postępowaliśmy według prawa i sprawiedliwości.



            ________________________________________
            [1] Mianem „Bałtów” autor nazywa Niemców bałtyckich, licznych zwłaszcza na Łotwie w okresie, przypomnijmy, poprzedzającym ich ekspulsję po 1940 r.
            [2] Tzn. Niemców bałtyckich, patrz przyp. 1. [przyp. P.W.].
            [3] Bowsk (pol.), Bauska (łot.), Bauske (lit.), miasto w płd. Semigalii na Łotwie, tuż przy granicy z Litwą.
            [4] Chodzi o księcia Maksymiliana Badeńskiego, ostatniego kanclerza Rzeszy, październik-listopad 1918.
            [5] Feldtelegraphenchef-Ost, przyp. P.W.
            [6] Alt-Autz (niem.), miasto na Łotwie, w południowo-zachodniej części, tuż przy granicy z Litwą.
        • netfan Re: Generał Ludendorff, d-ca Ober-Ostu w I W. Św. 27.10.20, 13:46
          Jest nawet Generalne Gubernatorstwo (w Warszawie).
          Wydaje mi się, że w czasie wojny wszystko dzieje się błyskawicznie, w ciągu kilku lat. Nawet uczestnicy wydarzeń znają tylko cząstkę rzeczywistości. Potem przez dziesiątki lat ujawniane i wyjaśniane są różne szczegóły.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka