Dodaj do ulubionych

Terra incognita historii czyli azjatycki trójkąt

09.02.21, 23:06
Mówiłem wielokrotnie, że historia XX w. jest do napisania na nowo? Mówiłem! Od dłuższego czasu czeka u mnie w kolejce książka: Hiroaki Kuromiya;Georges Mamoulia "The Eurasian Triangle Russia, The Caucasus and Japan, 1904-1945"; jest już, mówiąc językiem klienta PRL-owskiego sklepu, przy samej ladzie.
Mamy do wypełnienia jedną wielką białą plamę, mianowicie 1. sprawę Kaukazu, gdzie zbiegały się interesy nie tylko Turcji i Rosji, o Persji nie wspominając, ale - okazuje się - również Japonii. 2. współpracy turecko-japońskiej i działań Japonii na tajnym froncie tak w I-ej, II-ej W. Św., jak i między nimi. A tu otwierała się droga do współpracy Japonii z Polską, Finlandią, Szwecją, krajami bałtyckimi, Afganistanem itd. Już po wstępie koparka zaczyna coraz szybciej opadać.
Dalsze komunikaty nadejdą w miarę postępów.
Obserwuj wątek
    • jeepwdyzlu Re: Terra incognita historii czyli azjatycki trój 18.02.21, 18:47
      Nasi niedouczeni politycy zamiast zacieśniać współpracę z Finlandią, Szwecją, Norwegią, Rumunią, Japonią i w dużej mierze Turcją - ciągle myślą że bezpieczeństwo kraju jest pewne i nie wymaga wydatków i wysiłków. Powinniśmy wydawać minimum 3% pkb na obronę, przywrócic pobór (nie likwidując jednistek zawodowych), zmienić podejście do broni, budować strzelnice, inwestować w własnego satelitę, kupic od Szwedów okręty, od Turcji technologie rakietowe i BSL, odbudować relacje z Japonią, zwłaszcza w kontekście technologii np nuklearnej. Ale nie. Zajmujemy się kurwa aborcją, rzecznikami, podatkami od prasy i wzajemnym napierdalaniem....
      • gandalph Re: Terra incognita historii czyli azjatycki trój 19.02.21, 00:47
        To nie są niedouczeni politycy. To znaczy, to nie są tylko niedouczeni politycy. Cała polska klasa polityczna, bez wyjątków, wszystkie partie polityczne, bez wyjątku, to są hodowcy patologii albo konserwanty (nie konserwatorzy, nie konserwatyści), konserwanty patologii społecznych. Każda kolejna kanapa partyjna, jaka pojawiała się po 1989 r. upatrywała sobie "sierotki" pokrzywdzone przez system i na tym jechała. Dziwnym wszakże trafem jechała tak, by nie tknąć danego problemu społecznego (a takie istotnie były i są), lecz by zakonserwować istniejący stan rzeczy, bo te sierotki były głosodajne. Dwie są tylko grupy społeczne omijane szerokim łukiem ergo niemające swojej reprezentacji: 1. przedsiębiorcy (traktowani jako żerowisko, które można strzyc), 2. inteligencja (nie mylić z nosicielami formalnych dyplomów). Dlaczego? Bo to piekielnie trudny elektorat. Raz, że nie da sobie kitu wciskać, inwestuje własne pieniądze (mowa o przedsiębiorcach), stawia żądania, postuluje, domaga się, a tak w ogóle nie potrzebuje władzy.
        Dlatego moja teza jest taka: Polski już nie ma, zalewa ją potop chamstwa, niekompetencji, głupoty i złodziejstwa. Wszystko ku uciesze gminu, że można bezkarnie dokopać elitom. Niestety, gmin się myli. Elity sobie poradzą, dalej będą pisać, komponować, malować czy co tam jeszcze, dla siebie, rzecz jasna, dla siebie nawzajem, jak zawsze, a najlepiej tworzy się, jak zawsze, na emigracji. Bo wszystko, co najwartościowsze w polskiej kulturze, powstało na emigracji. Prawie wszystko. A gminowi wystarczy du*a, bimber i harmonia w remizie tudzież stodole, oraz Zenek i Bayer Full z "Majteczki w kropeczki".
          • gandalph Re: Terra incognita historii czyli azjatycki trój 19.02.21, 12:06
            Istotnie. Nie wiem, po co to Moskwie, chyba jako wirtualne pudrowanie własnych problemów. Efekt dla nas jest, jaki jest.
            A nawiązując do poprzedniego , jak się - przykładowo- Fałat z Mehofferem spili na wernisażu, to miało szanse coś z tego wyniknąć. Jak się Wacek z Bronkiem spili w remizie, to wynikiem jest nieuchronnie mordobicie.
          • tbernard Re: Terra incognita historii czyli azjatycki trój 19.02.21, 15:14
            Jedni na żołdzie Moskwy inni Berlina. Taka u nas tradycja od czasów przedrozbiorowych. Dodajmy, że o elity chodzi a nie o gmin. Gmin to spakudzona genetycznie hodowla pańszczyźnianych potulnych niewolników. Cechami pożądanymi było, aby zbyt bystrych w tym gronie nie było i wyhodowali masę przygłupów. Czyszczenie genów po tym syfie feudalnym to perspektywa jeszcze wielu pokoleń.
                • tbernard Re: Terra incognita historii czyli azjatycki trój 21.02.21, 10:54
                  Teraz to rzecz jasna, że Berlin. Jednak cofając się w odległe czasy, to zastanawiam się, czy nie wyszli byśmy lepiej po śmierci Sobieskiego gdyby nastała unia personalna z Piotrem Wielkim na polskim tronie. Nie było by powodów aby Polskę podbijali, a Polacy mogli by cywilizacyjnie zdominować elitę i wszelkie funkcje dworskie w Rosji. Bez wojen. Tak jak z Jagiełłą i Wielkim Księstwem Litewskim.
                    • tbernard Re: Terra incognita historii czyli azjatycki trój 21.02.21, 12:36
                      Tylko, że po 100 latach to już kompletnie nie było szans na cywilizacyjne zdominowanie Rosji. Dobrze wiadomo, ta niby unia z Rosją podczas zaborów to zwykły pic, bo byliśmy całkowicie podbici i na dodatek rozszarpani na trzy kawałki. Zaś unia personalna zaraz po śmierci Sobieskiego z Piotrem Wielkim miała by szansę potoczyć się podobnie jak z Jagiełłą i Wielkim Księstwem Litewskim. Gdyby jednak unia ta była mocno dla Polaków niekorzystna, to łatwiej by było w przyszłości przeprowadzić udane powstanie będąc w jednym kawałku. Oczywiście to tylko moje gdybanie, ale nie sądzę aby cokolwiek mogło być gorzej niż Sasowie. Sasów nie było szans zdominować podczas unii, bo to Niemcy którzy zawsze cywilizacyjnie stali wyżej, no i rezultat unii z nimi mocno nas pogrążył.
                      W skrócie, może nie z Berlinem ale z Dreznem unia nam wyszła wyjątkowo kiepsko.
                      • gandalph Re: Terra incognita historii czyli azjatycki trój 21.02.21, 15:55
                        Lata 1700-21, a właściwie od 1696 do 1733, a jeszcze bardziej właściwie od końca „Potopu” sienkiewiczowskiego, a przynajmniej od 1683, do Sejmu Wielkiego to – nomen-omen – terra incognita polskiego inteligenta, przeto po chrześcijańsku wybaczam, jakkolwiek z chrześcijaństwem zerwałem nawet formalnie, przez apostazję.
                        Zadam na początek niewinne pytanie: patrząc z perspektywy końca XVII wieku, po kiego grzyba mieliśmy dominować cywilizacyjnie Rosję? Dla zgrywy? Przecież Rosja w dobie Jana III Sobieskiego to było – mimo rozległego terytorium – wielkie NIC. Po co nam to było, skoro znacznie bliższej nam przestrzennie i politycznie Ukrainy nie byliśmy w stanie zagospodarować? (Proszę mi nie sunąć kocopołów, że to z powodu zagonów tatarskich; przyczyna tychże i przyczyna naszego niepowodzenia na Ukrainie była dokładnie ta sama.) Pod względem cywilizacyjnym Polacy nie mieli powodu obawiać się Moskwicinów ani za Jana Sobieskiego, ani za Aleksandra I Romanowa. Znowu, proszę mi nie nawijać makaronu na uszy rusyfikacją. Nawet ciemni chłopi na Polesiu czy Nowogródczyźnie, jak wspominał Wańkowicz, podnosili głośny raban z bojkotem świątyń włącznie, jak im car swoim ukazem zamienił liturgię w języków PANÓW, czyli po polsku, na liturgię KMIOTKÓW, czyli w języku miejscowym, i to kiedy? U schyłku XIX wieku!!! Język polski był nawet po III rozbiorze językiem prawa, administracji, nauki, literatury, dyplomacji, liturgii i czego tam jeszcze. Co miał tu robić ledwo piśmienny carski urzędnik rangi (czyn) XV czy XVII, dukający w języku, który powstał dopiero w XVIII wieku?
                        Mówiąc krótko: Polska, wbrew bredzeniom różnych typków, nie miała parcia na wschód, bo i po co?
                        Unia z Saksonią… Chyba taka bezsensowna nie była, skoro Konstytucja 3 Maja wyznaczała na następcę JM, oby żył wiecznie, Stanisława Augusta, elektora saskiego wraz z jego latoroślami. Ówże elektor, jak się miało okazać, został w końcu władcą w Warszawie, ale tylko jako Książę Warszawski. Miał o zresztą tylko jedną córkę, która żyła jeszcze, gdy u nas dogorywało Powstanie Styczniowe. Czyli gdyby sprawy potoczyły się ździebko inaczej, mielibyśmy rządy saskie do 1867 r.
                        Przyczyna naszych problemów tkwi nie w unii z Saksonią, jak szan-pan utrzymuje. Problemy zaczęły się dużo wcześniej. Kiełki zła pojawiły się już wtedy, gdy u nas kwitł Złoty Wiek schyłku Jagiellonów. Niestety, nad dalszym ciągiem zaważyło parę błędnych decyzji, tzn. decyzji, które okazały się błędne. Jednakże nikt nie był w stanie niektórych rzeczy przewidzieć. Szlachta wykazała się w 1572 roku i później nadzwyczaj zdrowym rozsądkiem. Przede wszystkim „uwaliła” kandydata Habsburga, dwukrotnie, bo to „z automatu” oznaczało wojnę z Turcją, której nikt nie chciał. Po drugie, popełniwszy raz błąd z „królem malowanym”, mówiąc dosadnie: pedałem, nie pierwszym zresztą na polskim tronie, drugi raz szlachta poszła jeszcze bardziej za zdrowym rozsądkiem powołując Annę Jagiellonkę, siostrę Zygmunta Augusta, której do kompletu dodano Stefana Batorego. (Tak, tak, to Anna była królem, nie Batory, chociaż to on rządził de facto). Gdy Stefan zmarł przedwcześnie, jeszcze raz obrano Jagiellona po kądzieli, tym razem w osobie Zygmunta Wazy; Zyzio był protegowanym królowej Anny. Niestety, kanclerz Zamoyski po pierwszej rozmowie z pomazańcem połapał się, jaki to hebes. No i poszło! Na nieszczęście, Zygmunt III był najdłużej panującym władcą, nie licząc Jagiełły. To za jego rządów rozpleniła się magnateria, a co gorsze, o ile w dobie Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta, Mikołaja Reja nie dzieliła od Tarnowskiego czy innego Odrowąża przepaść majątkowa, teraz było inaczej. Rej i Janusz Radziwiłł (to tylko przykłady!!!) to były dwa odrębne światy. Średniej szlachty nie było już stać na kształcenie synów w Padwie czy Paryżu. A w Polsce podporą tronu była właśnie średnia szlachta, przy słabiutkim mieszczaństwie. Taki Radziwiłł miał domeny rozrzucone po całym terytorium; jak przemarsz wojsk szwedzkich zrujnował mu jedną, to miał jeszcze 30 innych, Mikołaj Rej – nie. Cały wiek od „Potopu” po Sejm Wielki to był okres klientelizmu zrujnowanej średniej szlachty wobec magnatów. Dopiero w czasach stanisławowskich tendencje się odwróciły.
                        Najgorzej było na Litwie. Na „złotej wolności” utuczyły się przede wszystkich wielkie rody: Sapiehów, Paców, Radziwiłłów, Ogińskich itd. itp. Panoszyli się niemożebnie doprowadzając szlachtę do rozpaczy. Jan III Sobieski, póki żył, podsycał tę opozycję, ale nie dożył… W 1700 roku w listopadzie doszło do rozprawy pod Olkiennikami zakończonej rzezią „jaśnie panów”. Niestety, zbiegło się to w czasie ze sprowokowanym przez Augusta II i cara Piotra najazdem szwedzkim. Jaśnie panowie udali się do Karola XII z gorzkimi żalami, no na zasadzie reakcji – opozycja do cara. Skutki znamy. August II, Piotr I i inni nie docenili młokosa na szwedzkim tronie. Dalszy ciąg znamy. Polska wpadła w rosyjskie wnyki i już się z nich nie mogła wydostać.
                        Resztę proszę sobie doczytać.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka