Dodaj do ulubionych

Dlaczego musiał zginąć Sikorski?

03.11.22, 22:56
Nie wykluczając tezy, że kto inny zniknął Sikorskiego, kto inny sprzątał, a jeszcze kto inny wyciągnął korzyść, mam mocno ugruntowaną hipotezę wyjaśniającą przyczyny. Sprawa wygląda na znacznie większy kaliber niż dotąd zakładano. Miałem dać sobie spokój z forum GW, ale tym razem zrobię wyjątek. Mam w tej chwili "na warsztacie" bardzo trudną lekturę, jestem w połowie, pozornie w ogóle nieswiązaną z tematem. Tym niemniej sygnalizuję problem. Bądźcie gotowi na trzęsienie ziemi.
Obserwuj wątek
    • gandalph Uwaga-uwaga-nadchodzi! 15.11.22, 17:39
      Dlaczego generał Sikorski musiał zginąć?
      Wpadła mi w ręce książka (wpadła? Eufemizm!) Ray Bearse & Anthony Read, „Conspirator. The Untold Story of Churchill, Roosevelt and Tyler Kent, Spy”, Wyd. MacMillan 1991.
      O sprawie Tylera Kenta czytałem po raz pierwszy bardzo, bardzo dawno temu, jeszcze na studiach, czyli w połowie lat 1970-ych. To była jakaś polska książka czy to na temat niemieckiej V Kolumny, czy monografia na temat Canarisa (była taka; mogła to być np. Jana Gajewskiego „Canaris”), ale mniejsza o to.
      To, o czym WTEDY się dowiedziałem, wyglądało tak:
      Miejsce i czas akcji: wojenny Londyn 1939/40. Dramatis personae: Tyler Kent, młody szyfrant ambasady amerykańskiej, Joseph Kennedy, ambasador przy Dworze Św. Jakuba, ojciec późniejszego prezydenta, przy okazji zaprzyjaźniony (do czasu) z prezydentem Rooseveltem, Anna (de) Wolkoff, z lekka zaawansowana w latach dziewoja, córka ex-atache morskiego (ostatniego) Rosji carskiej, admirała Wołkowa, Archibald Ramsay, członek parlamentu, kapitan w stanie spoczynku, zasłużony w poprzedniej wojnie, ks. del Monte, wyższej rangi funkcjonariusz ambasady włoskiej w Londynie (Włochy wypowiedziały wojnę Francji i W. Brytanii dopiero 10. czerwca 1940), Anna Kent, matka Tylera.
      Młody szyfrant wdał się w zażyłą znajomość z w/w osobą, nie pierwszej młodości i – jak wynika z zachowanych zdjęć – nie pierwszej piękności. Spotykali się na gruncie podzielanych poglądów: a) antysemickich (łagodnie powiedziane), b) antyrosyjskich, c) pronazistowskich, d) werbalnie przynajmniej – antywojennych. Kent spotykał się często w słynnej „z najlepszego kawioru w Londynie” Herbaciarni Rosyjskiej, gdzie zbierała się „biała” emigracja, w jej mieszkaniu, ew. u niego. Ponadto Kent był częstym bywalcem zebrań Klubu Prawicy, dokąd uczęszczali ludzie pokroju Mosley, kilkunastu członków Izby Gmin i skrajnych poglądach oraz William Joyce, który po ucieczce do Niemiec znany był z programów propagandowych w radio jako Lord Haw-Haw.
      Nie wiadomo, jakie dokładnie motywy kierowały Kentem, w każdym razie zaczął dostarczać Annie Wolkoff odpisy/kopie/ nadmiarowe kopie szyfrogramów do ambasady i z ambasady. Przy okazji warto wspomnieć, że placówka londyńska, nie dość, że uchodziła za niezwykle prestiżową w hierarchii amerykańskich służb, to jeszcze pełniła rolę swoistego huba w łączności między Waszyngtonem i innymi placówkami w Europie. Trzeba pamiętać o tym, że zaraz na początku wojny Niemcy, podobnie jak w poprzedniej wojnie, przecięli kable atlantyckie. Łączność odbywała się za pomocą radiolinii; miało to daleko idące następstwa. Doraźnie Anna Wolkoff wykorzystywała kurierów do wysyłania poczty na kontynent, np. do neutralnej jeszcze Belgii (jednym z kurierów była osoba, która – jak się okazało – była podstawiona przez MI-5). Z czasem znalazła inne rozwiązanie. Bywalcem w/w lokali był włoski książę del Monte, z ambasady w Londynie. W ten sposób materiały szły pocztą dyplomatyczną do Rzymu, a stamtąd do Berlina. (Istniała co prawda inna możliwość, mianowicie ambasada niemiecka w Dublinie, ale nie mam danych nt. wykorzystywania tego kanału). Drogą radiową ambasador niemiecki Mackensen wysyłał informacje o materiałach do Berlina, co z kolei przechwytywali Brytyjczycy. Dlatego dość szybko połapali się, że mają przeciek, i stopniowo zawężali krąg podejrzanych. Jednakże przy tej okazji Brytyjczycy dowiedzieli się jeszcze czegoś, mianowicie, nie tylko tego, że Niemcy wiedzą, ale przede wszystkim, że MAJĄ DOWODY w postaci negatywów oryginalnych dokumentów. A tu już żarty się skończyły, o ile w ogóle można było mówić o żartach. Dowody, na co, chciałoby się zapytać?
      Tu jest właśnie punkt wyjścia na drodze do zasadniczego celu, ale bez wprowadzenia nikt nie zrozumiałby dalszego ciągu, a powiązanie sprawy Tylera Kenta z tzw. katastrofą gibraltarską jeszcze parę lat temu nie przyszłoby mi do głowy. Tło jest ważne!
      Krótkie kalendarium:
      3. września 1939 W. Brytania i Francja wypowiadają wojnę Niemcom; dymisja rządu Chamberlaina i powołanie tzw. gabinetu wojennego przez króla Jerzego VI; wejście Churchilla do rządu jako Pierwszego Lorda Admiralicji
      Koniec września 1939 Tyler Kent zostaje, na własną prośbę, przeniesiony do Londynu z… Moskwy, gdzie pełnił przez ponad 4 lata tę samą funkcję szyfranta. Kontrakt miał na 6 lat. Placówka moskiewska uchodziła, nie tylko w polskim MSZ, za karne zesłanie. To są wszakże okoliczności ciekawe same w sobie, ale niezwiązane z tematem. Dość powiedzieć, że po wyjeździe Kenta z Moskwy w tamtejszej ambasadzie pojawił się, pod przykryciem dyplomatycznym, specjalny agent FBI, Louis Beck, który odkrył panujący bałagan, lekkomyślność i karygodną wręcz niefrasobliwość personelu.
      30. listopada 1939 Sowieci atakują Finlandię
      13. marca 1940 rozejm między Sowietami i Finlandią
      9. kwietnia 1940 – niemiecka akcja przeciwko Danii i Norwegii
      10. maja 1940 niemiecka inwazja na Beneluks i Francję, a równocześnie dymisja Chamberlaina z funkcji premiera i powołanie Churchilla
      20. maja 1940 aresztowanie Tylera Kenta, Anny Wolkoff i innych „spiskowców” przez Wydział Specjalny Policji Londyńskiej, czyli Scotland Yard, połączone z dokładną rewizją.
      10. czerwca 1940 wypowiedzenie wojny W. Brytanii i Francji przez Włochy
      14. czerwca 1940 zestrzelenie przez Sowietów fińskiego samolotu rejsowego „Kaleva” po starcie z Tallinna. Na pokładzie był Henry Antheil, dyplomata amerykański, zastępca/następca Kenta w Moskwie, będący w momencie w misji specjalnej dostarczania książek kodowych do placówek amerykańskich.
      15. czerwca 1940 sowiecka akcja przeciwko Estonii, Łotwie i Litwie oraz okupacja Besarabii i Bukowiny Pn.
      Połowa czerwca 1940 konwencja republikanów, Wendell Wilkie został kandydatem w wyborach prezydenckich
      Początek lipca 1940 konwencja demokratów, FDR zdecydował się na trzeci start w wyborach
      10. lipca początek tzw. Bitwy o Anglię.
      Co zawierały materiały przekazane przez Tylera Kenta Niemcom? Było tego grubo ponad 1000 radiogramów i innych tajnych dokumentów. Wiele z nich znaleziono podczas rewizji. Wiele s tych dokumentów zawierało tajną korespondencję między prezydentem Rooseveltem i… Pierwszym Lordem Admiralicji, Winstonem Churchillem. Już to oznaczał wielką niestosowność, by tak delikatnie określić, sprzeczną z jakimkolwiek protokołem dyplomatycznym, bo na jakiejż to zasadzie prezydent Ameryki miałby znosić się z podrzędnym ministrem obcego państwa, działającym w dodatku za plecami własnego premiera. Gdybyż jeszcze chodziło o szefa Foreign Office, lorda Halifaxa, to jakoś by może i uszło, ale tu? A już sama ta okoliczność, bez wnikania w treść dokumentów, rodzi poważne wątpliwości. Dodajmy, że Stany były i wtedy, i jeszcze długo później krajem neutralnym, zaś Wielka Brytania – krajem wojującym. Do treści jeszcze wrócimy.
      10. maja 1940 roku, po burzliwym posiedzeniu Izby Gmin w dniu poprzednim, a to w związku z fiaskiem ekspedycji norweskiej, doszło do równie burzliwej narady nocnej na Downing Street 10, w siedzibie premierów; do dzisiaj nie jest znany jej przebieg, poza tym, że rankiem sekretarz Chamberlaina, później Churchilla, lord Colville miał rzucić słowa o szantażu. W każdym razie w dalece niejasnych okolicznościach ten pierwszy złożył rezygnację, którą usiłował wycofać, na wieść o niemieckiej akcji przeciwko Francji. Kiedy to się nie udało, premierem miał zostać lord Halifax, ale tu wyłoniły się przeszkody formalne: był członkiem Izby Lordów i jako taki nie miał wstępu do Izby Gmin. Od kandydata na premiera wymagano, by był wcześniej ministrem skarbu. Churchillowi zdarzyło się, że nim był, bardzo krótko, w latach 1920-ych.
      10 dni później, jak wspomniałem, Kent został aresztowany wraz z całym towarzystwem. Skąd taki pośpiech? Zastanawiające!
      • gandalph Re: Uwaga-uwaga-nadchodzi! 15.11.22, 17:39
        Kent był obserwowany od samego początku, zanim postawił nogę na ziemi brytyjskiej. Po drodze z Moskwy via Finlandia i Szwecja spotkał się z niejakim Armandem Labis, obywatelem szwedzkim, noszącym zresztą różne nazwiska, który przez tajne służby szwedzkie był pod obserwacją jako podejrzewany o wysługiwanie się czy to gestapo, czy SD. Szwedzi nie omieszkali powiadomić Brytyjczyków. Ci jednak podejrzewali Labisa o agenturalność na rzecz GRU lub NKWD. Do „przegródki sowieckiej” trafiły potem akta Kenta. Skoro o agenturze sowieckiej mowa, to trzeba mieć niejako z tyłu głowy, że każdy ale to absolutnie każdy Rosjanin mógł być o to podejrzewany: z pewnością każdy, kto prowadził jakikolwiek biznes ze Wschodem/na Wschodzie, jak bywalczyni Herbaciarni Rosyjskiej i przyjaciółka Anny Wołkoff, Irene Danischewsky, której mąż prowadził rozległy handel z Sowietami, dalej, każdy niemal emigrant miał kogoś w Sowietach: rodzinę, przyjaciół, znajomych, a to wystarczyło, by trafić na hak służb sowieckich, znanych z bezwzględności. O porwaniach na ulicach Paryża czy innych ośrodków (jak gen. gen. Miller i Kutiepow) można znaleźć wiele informacji. Zostawmy jednak na razie wątek sowiecki w spokoju.
        Podążając coraz dalej ścieżką prowadzącą do Gibraltaru ’43 należy zauważyć, jakie to treści, w formie odpisów, kopii i negatywów, trafiły w ręce Niemców. Krótko mówiąc, niezależnie od samego faktu, wspomnianego wcześniej, mianowicie daleko posuniętej niestosowności kontaktów Roosevelta z Churchillem jako podrzędnym ministrem wojującego państwa. Wyłania się z tego obraz taki, że Roosevelt „jechał po bandzie” naruszając raz po raz prawo i zwyczaje amerykańskie. Przestępstwem federalnym było na przykład to, że Churchill otrzymał – świadomie czy mimowolnie – dostęp do szyfrów i kodów amerykańskich. To, że te ostatnie były z dawna całkowicie skompromitowane, to zupełnie inna sprawa (wybiegając w przyszłość: jedną z istotnych przyczyn brytyjskich niepowodzeń w Afryce na początku wojny było to, że Amerykanie niefrasobliwie nadal korzystali z szyfrów „przezroczystych” dla Japończyków od lat; skoro wiedzieli Japończycy, to wiedzieli i Niemcy. Tymczasem ambasada amerykańska m.in. w Kairze korzystała z nich nadal). Dalej, wyłaniał się obraz wciągania Ameryki w wir wojny w sytuacji, gdy grubo ponad 80% Amerykanów nie chciała żadnej wojny, a włączenie się USA po stronie W. Brytanii popierało ok. 8%. Oczywiście ta pierwsza grupa nie była jednolita, byli moraliści, pacyfiści, antykarteliści, izolacjoniści (twardo stojący na gruncie Doktryny Monroe’ego), Amerykanie pochodzenia niemieckiego, włoskiego i irlandzkiego itd. itp. Roosevelt, chociaż parł do wojny, miał związane ręce, a 1940 był akurat rokiem wyborczym, o czym nie wolno zapominać. Bardzo długo była „obrabiana” sprawa zamiany 50 amerykańskich niszczycieli, nie pierwszej świeżości, na 8 baz na terytoriach brytyjskich na zachodniej półkuli. „Lend-Lease”… Był to wybieg (nieco późniejszy) mający na celu ominięcie veta Kongresu wobec jakichkolwiek dostaw za granicę przez neutralne (formalnie!!!!) Stany Zjednoczone.
        Wybiegając znowu nieco w przód: sprawa Kenta była kilka razy odgrzewana na łamach prasy amerykańskiej, a nawet Kongresu/Senatu, po części w wyniku kampanii rozpętanej przez Annę Kent, matkę Tylora, w imię obrony syna. To, że akcja nie miała żadnych szans powodzenia, wynikała z naiwności i była nieudolnie prowadzona, to jedno, ale… Na przełomie czerwca i lipca 1944, a więc już po inwazji w Normandii, niejaki Gerald Smith w „America First”, napisał coś, co zostało zignorowane, a w świetle dzisiejszej wiedzy brzmiało niczym wybuch bomby jądrowej. Oto fragment: „Powinno odbyć się śledztwo senackie. Jeżeli fakty wesprą pogłoski, wówczas prawda dotycząca Tylera Kent może położyć nagły kres politycznym karierom Roosevelta i Churchilla”. (Przypomnę, że rok 1944 znowu był rokiem wyborczym). Autor tego stwierdzenia z pewnością nie miał świadomości, jak blisko prawdy się znalazł. Dla porządku tylko podam, że Tyler Kent został w listopadzie 1940 (a więc już po wyborach prezydenckich w USA) skazany w procesie zamkniętym na 7 lat więzienia. Podobnie wyrok skazujący zapadł w procesie Anny Wołkoff, zaś następny delikwent, emerytowany kapitał Ramsay, jako członek parlamentu, został internowany na mocy spec-ustaw. Mimo nacisków nie złożył mandatu, mało tego, poprzez pełnomocników usiłował sądzić się w procesie cywilnym w USA przeciwko pismom szkalującym go – wedle jego mniemania. Sprawa została zamieciona pod dywan.
        Tyler Kent od samego początku liczył na to, że w najgorszym razie zostanie deportowany do Stanów, a tam administracja, przestraszona tym, co mógłby „chlapnąć” podczas ewentualnego procesu, odstąpi od tego. Czy Kent działał w dobrej wierze jako pacyfista, czy tylko robił dobrą minę do złej gry, nie jest w tej chwili istotne. Wykazał się daleko posuniętą naiwnością. Stare polityczne wygi, które możemy lubić albo nie – bez znaczenia, mam na myśli Roosevelta i Churchilla, ukręciły łeb całej sprawie w ten sposób, że Kentowi cofnięto immunitet i był sądzony przed sądem brytyjskim, a Wyspiarze już zadbali o to, by nic nie wyciekło do prasy, poza zdawkowymi informacjami. Jeżeli w późniejszym czasie coś wracało na forum publiczne, to tylko w formie plotek. Prawdy nikt nie znał, nie mówiąc o dowodach. Ale prawdę znali Niemcy i mieli dowody, i czekali. I mieli informacje jeszcze z innych źródeł, np. w wyniku niedoróbek radiolinii między Waszyngtonem i Londynem potrafili podsłuchiwać rozmowy Roosevelta z Churchillem. I czekali – na sposobny moment. Gdyby te materiały i dowody ujrzały światło dzienne, oznaczałoby to w USA, gdzie prawo jest traktowane poważnie, nawet w czasie wojny, że Roosevelt nie tylko pogrzebie swoje szanse wyborcze, a nawet na uzyskanie nominacji swojej partii, to jeszcze czeka go impeachment. Gdy leci ze stołka Roosevelt, to leci również jego pajacyk – Churchill. A pozycja tego ostatniego w establishmencie brytyjskim była cieniutka aż do sierpnia 1942, a nawet i potem. Nie są znane okoliczności mianowania Churchilla na premiera ani przebieg burzliwego posiedzenia gabinetu w dniu 9/10 maja 1940. Ale wiadomo, że i Pałac Buckingham, i establishment ostro pracowały, aby się go pozbyć. Bardzo blisko tego było 25. sierpnia 1942 roku. Tym razem Churchill jeszcze się wybronił. Co oznaczałby jego upadek? Ano to, że doszłoby do rozejmu brytyjsko-niemieckiego i to, że Hitler oraz Stalin stanęliby oko w oko i to PRZED Operacją „Zitadelle”, czyli na Łuku Kurskim.
        Pytanie nr 1: jak te dokumenty położyć na stole rozgrywki (czyli rozsadzić koalicję)? I Niemcy znaleźli sposób: 13. kwietnia 1943 roku, w ferworze zakulisowych rozgrywek, przepychanek i kopania się pod stołem, radio niemieckie nadało komunikat o odkryciu grobów katyńskich. Ta enuncjacja była równoznaczna z wyrwaniem Sikorskiego do tablicy. Była równoznaczna z dźgnięciem ostrogami w bok i wyzwaniem: „Albo zrobisz coś, baranie, albo cię zniszczymy”. A mieli, czym. Sikorski miał wiele za uszami, o czym Niemcy wiedzieli. Z drugiej strony, nasz ambasador w Moskwie, Romer, już w styczniu 1943 sugerował zerwanie z Sowietami, bo to nic nie daje.
        W tej sytuacji stawiam dolary przeciwko orzechom, że niemiecka propozycja brzmiała mniej-więcej tak: „albo się spotkasz z nami (list żelazny na przelot do Katynia – tak było), ew. naszymi przedstawicielami/pośrednikami (Turcja, Watykan), albo koniec twojej kariery politycznej”. Sikorski był, wbrew zdaniu dużej części środowisk polskich, zwolennikiem określonej linii postępowania wobec Rosji i był głuchy na wszystko inne. (Już w czerwcu 1940 miał doniesienia wywiadu „Muszkieterów” o zbrodni katyńskiej). Ta linia właśnie się definitywnie skończyła. Co mu pozostało? Tylko jedno: ucieczka do przodu. Długa podróż inspekcyjna na Bliski Wschód była zdecydowanie za długa na ten cel, natomiast wystarczająco długa, aby spotkać się z delegatami niemieckimi. W ten sposób lont bomby o zasięgu globalnym został zapalony. Zaraz po powrocie do Londynu Sikorski
        • gandalph Re: Uwaga-uwaga-nadchodzi! 15.11.22, 17:46
          Zaraz po powrocie do Londynu Sikorski miał lecieć do Ameryki. W żaden sposób nie mógł tam dotrzeć – we wspólnym interesie Roosevelta, Churchilla i Stalina. Dlatego każdy z nich jest podejrzany. Ale jest też możliwość uboczna. Mianowicie fiasko linii politycznej Sikorskiego mogło uruchomić działania jakichś kręgów polskich, które doszły do wniosku, że czas na zmianę. Pytanie tylko, które z tych dwóch działań było szybsze? Być może to drugie, a to pierwsze ograniczyło się tylko do posprzątania po zamachowcach.
          Tu nie ma żadnych nowych odkryć, natomiast do czasu przeczytania książki wymienionej na początku nie miałem świadomości wagi materiałów dostarczonych Niemcom przez Tylera Kenta i zapewne uzyskanych z innych źródeł. To była bomba!
          • gandalph Re: Uwaga-uwaga-nadchodzi! 16.11.22, 01:44
            PS. W jednym z szyfrogramów do FDR Churchill wspomniał o tym, że jest na pół Amerykaninem - po matce. Zastanawiające w tym kontekście.
            • gandalph Re: Uwaga-uwaga-nadchodzi! 16.11.22, 16:11
              PS.1: PS1. Jest jeszcze jeden aspekt sprawy, uboczny, a właściwie dwa. Po pierwsze, Niemcy, a właściwie adm. Canaris, szef Abwehry, bo jego rękę da się tu wyczuć, bardzo dobrze wiedział, podobnie jak Brytyjczycy, ci od MI-6 i jej szefa, Stewarta Menziesa, znali dobrze rolę, jaką odgrywał praktycznie od początku wojny wywiad polski, mianowicie pełnił rolę pośrednika w kontaktach między wywiadem brytyjskim i Abwehrą (dla utrudnienia przenikania prowokatorów z SD lub gestapo, tych od Heydricha i Schellenberga). To była bardzo cienka gra, na bardzo cienkim lodzie, aby uchronić się przed dekonspiracją, tak wobec obcych, również sojuszników, czy raczej „sojuszników”, jak i wobec swoich. Niemiecka SD i gestapo czyhały na wszelkie potknięcie Admirała, podobnie brytyjska SOE – na potknięcie MI-6. Ale też właśnie dlatego „polski kanał” uwiarygadniał zdobyte materiały. Druga sprawa, istniały na Wyspach Bardzo Wysoko Postawione Czynniki, którym Churchill był solą w oku i które do czasu nie chciały dopuścić do eskalacji konfliktu z Niemcami, niechcianego i przez Hitlera, i przez brytyjski establishment. Jednakże Pałac Buckingham, bo o nim mowa, miał poniekąd związane ręce, nie mógł występować otwarcie. Powiedzmy krótko: Churchill utworzył SOE, aby mieć własne zbrojne i tajne ramię, bo… MI-6 była lojalna wobec króla, nie wobec premiera. Każda instancja militarna na wyspach miało bowiem wyraźnie określone, czyje rozkazy w sytuacji krytycznej ma wykonywać: rządu, parlamentu czy króla. Szef MI-6 miał w każdej chwili przystęp do króla. Misja Rudolfa Hessa z maja 1941, w co Sikorski również był zamieszany, miała skończyć się spotkaniem z królem i dymisją Churchilla, głównego podżegacza wojennego. Nie udało się, podobnie jak nie udało się wysadzenie tego pana z siodła w sierpniu 1942.
              Te informacje pochodzą już z innych źródeł.
            • rabbi.rozencwajg Re: Uwaga-uwaga-nadchodzi! 21.11.22, 12:21
              gandalph napisał:

              PS. W jednym z szyfrogramów do FDR Churchill wspomniał o tym, że jest na pół Amerykaninem - po matce. Zastanawiające w tym kontekście.
              --------------------
              Po matce Spencer był żydem i tą przypadłość dzieli z Lady Di(aną).

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka