Ucieczka z Sobiboru - losy uciekinierów

10.06.09, 21:15
jedna ze stacji tv nadała już dwa razy .
Końcówka filmu narrator mówi o jednym z nich - ukrywał się ,przeżył wojnę , a
potem został zamordowany / przez Polaków w domyśle / bo był Żydem .
    • eres2 O buncie więźniów Sobiboru. 10.06.09, 23:14
      Bunt w obozie zagłady w Sobiborze wybuchł późnym popołudniem 14
      października 1943 r.. Spośród 320 uczestników buntu i ucieczki
      przeżyło 53. Przypuszczalnie jedynym żyjącym uczestnikiem tamtych
      wydarzeń jest mieszkający obecnie w USA Tomasz "Toivi" Blatt,
      mieszkający ongiś wraz z rodziną w Izbicy.
      82-letni dziś Blatt, będzie najważniejszym świadkiem w procesie
      przeciwko 89-letniemu wachmanowi z Sobiboru Demjanjukowi.

      Historyk Marek Jan Chodakiewicz o organizatorze buntu
      sobiborskiego: „Głównym jego [buntu – eres] organizatorem był
      Aleksander Peczorski, sowiecki oficer pochodzenia żydowskiego. Jeden
      z uczestników buntu [Tomasz Blatt – eres] wspomina: >>Żydzi też nie
      byli lepsi. [...] Pamiętasz tego Saszę, rosyjskiego oficera i
      dowódcę powstania. W filmie i we wszystkich dokumentach urasta do
      rangi bohatera, a to nie było całkiem tak. Owszem zorganizował to
      wszystko, uciekliśmy. Ale nigdy nikt nie powiedział, że w 2-3 dni
      później, gdy cała grupa koczowała w lesie, Sasza, pod pretekstem
      poszukiwania żywności, zabrał silnych i młodych ludzi, całą naszą
      broń, i nigdy już nie wrócił, skazując tym samym pozostałych na
      śmierć. Po kilku dniach, gdy Sasza nie wracał, a bezbronni ludzie
      nie wiedzieli, co ze sobą począć, wybuchła panika. Uciekłem wtedy z
      dwoma kolegami i ukryliśmy się u tego chłopa (polskiego, który
      później zabił owych kolegów i ciężko ranił opowiadającego). Ludzi
      obozujących w lesie wytłukli Niemcy, ale Sasza po wsze czasy został
      bohaterem. Umarł niedawno. Kilka lat temu pojechałem do niego, do
      Rosji, rzuciłem mu to wszystko w twarz. Zapytałem, dlaczego w swoich
      wspomnieniach pominął ten leśny epilog ucieczki. Odpowiedział, że
      jako radziecki oficer, miał obowiązek udać się wraz z bronią na
      poszukiwanie radzieckiej armii, aby wspierać jej walkę z
      faszystami.. Wyobrażasz sobie? Radziecki oficer, cholera jasna,
      radziecki oficer. [...] Ale nie powtórzę tej historii publicznie.
      Przecież trzeba mieć jakichś bohaterów. Ja nie zrzucę Saszy z
      piedestału, niech już tam zostanie.<<
      • eres2 Re: O buncie więźniów Sobiboru. 10.06.09, 23:37
        Jszcze o Leonie Feldhendlerze, jednym z organizatorów i przywódców
        powstania w obozie zagłady w Sobiborze:
        pl.wikipedia.org/wiki/Leon_Feldhendler
      • Gość: ossey Re: O buncie więźniów Sobiboru. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.06.09, 13:18
        A jak mial postapic? Nie bronie sowieckich oficerow a szczegolnie tych co
        znalezli sie na ziemiach polskich w okresie okupacji ale w tym wypadku musial
        tak postapic...inaczej bylby oskarzony o dezercje i zdrade. Sowiecki rozkaz
        brzmial: obowiazkiem kazdego sowieckiego zolnierza ktory znalazl sie w okrazeniu
        bylo walczyc z Niemcami i w wmiare mozliwosci wydostac sie z okrazenia a
        nastepnie doloczyc do regularnej armii sowieckiej.
        Los cywili w tym wypadku nie mial znaczenia...liczyla sie maksymalna mobilnosc
        i zdolnosc do wlaki tego oddzialu. Cywile byly tylko dodatkowym obciazeniem,
        ktorych trzeba bylo wykarmic a moblinosc oddzialu byla bardzo niska.
    • Gość: ossey Re: I ta sa klasyczne przeklamania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.06.09, 13:07
      Podaje sie pewien fakt bez podawania przyczyn. Owszem jest bardzo duzo
      przykladow ze polscy chlopi zabijali ukrywajacych sie Zydow bardzo czesto
      wczesniej ich ukrywali.
      Powstaje pytanie o motyw.
      Trzeba wziasc pod uwage stres i zgarozenie smiercia calej rodziny , czasem calej
      wioski w przypadku odkrycia przez Niemcow ukrywajacego sie Zyda. Zabijano w
      obawie przed wydaniem. Czesto dochodzilo do sytuacji ze zlapany Zyd wydawal
      swoich wybawcow...ginal on jak i polska rodzina ktora mu pomogla.
      Ukrywajacy sie w lasach Zydzi rowniez stanowili zagrozenie...Niemcy mogli
      oskazryc pobliska wioske o pomoc Zdydom.
      Byly rowniez zwykle morderstwa na ukrywajacych sie zydach ale tu byl klasyczny
      motyw rabunkowy jak rowniez wystepowal motyw samoobrony. Ukrywajacy sie Zydzi
      oragnizowali sie w zbrojne oddzialy i w poszukiwaniu jedzenia napadali na
      polskich chlopow. Istanialy rowniez zydowskie oddzialy najczesciej zwiazane z
      partyzantka komunistyczna,ktore byly pacyfikowane przez oddzialy AK i NSZ.
      Pisanie o tym ze zabijano Zydow tylko dla tego ze byl Zydem jest zwyklym
      bezczelnym klamstwem.
      • muledet.3 Re: I ta sa klasyczne przeklamania 11.06.09, 15:49
        Gość portalu: ossey napisał(a):

        > Podaje sie pewien fakt bez podawania przyczyn. Owszem jest bardzo
        duzo
        > przykladow ze polscy chlopi zabijali ukrywajacych sie Zydow bardzo
        czesto
        > wczesniej ich ukrywali.
        > Powstaje pytanie o motyw.
        > Trzeba wziasc pod uwage stres i zgarozenie smiercia calej rodziny ,
        czasem cale
        > j
        > wioski w przypadku odkrycia przez Niemcow ukrywajacego sie Zyda.
        Zabijano w
        > obawie przed wydaniem. Czesto dochodzilo do sytuacji ze zlapany Zyd
        wydawal
        > swoich wybawcow...ginal on jak i polska rodzina ktora mu pomogla.
        > Ukrywajacy sie w lasach Zydzi rowniez stanowili
        zagrozenie...Niemcy mogli
        > oskazryc pobliska wioske o pomoc Zdydom.
        > Byly rowniez zwykle morderstwa na ukrywajacych sie zydach ale tu
        byl klasyczny
        > motyw rabunkowy jak rowniez wystepowal motyw samoobrony. Ukrywajacy
        sie Zydzi
        > oragnizowali sie w zbrojne oddzialy i w poszukiwaniu jedzenia
        napadali na
        > polskich chlopow. Istanialy rowniez zydowskie oddzialy najczesciej
        zwiazane z
        > partyzantka komunistyczna,ktore byly pacyfikowane przez oddzialy AK
        i NSZ.
        > Pisanie o tym ze zabijano Zydow tylko dla tego ze byl Zydem jest
        zwyklym
        > bezczelnym klamstwem.




        Ossey znowu bezczelnie klamiesz. NSZ zabijalo Zydow tylko i wylacznie
        bo byli Zydami ,a przy okazji grabili ich mienie.Chlop zabijal bo byl
        pazerny na cudze mienie, a to,ze ofiara byla Zydem pomagala jemu w
        podjeciu takiej decyzji.
        • Gość: ossey Re: Bzdury i klamstwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.06.09, 18:41
          Podaj przyklady.
          Zreszta i tak ich nie podasz bo ich nie bedziesz mial. Twoj post to klasyczny
          przyklad kreatywnej historii...wiem ze tak bylo a jesli fakty temu przecza tym
          gorzej dla faktow.
          • muledet.3 Re: Bzdury i klamstwa Ossey 11.06.09, 19:52
            Ty nie potrzebujesz przykladow jestes przykladem patologicznej
            nienawisci.To jest fakt!.
          • Gość: eres Wyręczę Muledeta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 22:14
            Historyk Andrzej Żbikowski ("Żydzi"): "[...] Poza Warszawą sytuacja
            uciekinierów z gett była, choć trudno to sobie wyobrazić, jeszcze
            gorsza. Chłopi dosyć często brali udział w niemieckich obławach,
            szczególnie, gdy za doprowadzonych Żydów wyznaczono nagrodę; zwykle
            nie było to wiele - kilogram cukru lub soli, parę litrów wódki,
            odzież i obuwie zabitego".

            Jeszcze kilka cytatów z historiografii:
            „W latach 1942-1943 w powiecie Janów Lubelski, według świadka
            polskiego, były także wypadki zabijania Żydów w okolicznych wsiach
            przez pewnych zwyrodniałych osobników, należących do społeczności
            wiejskiej. W każdej większej wsi takie wypadki miały miejsce.”

            „W Październiku 1942 roku Krystyna Sulowska, mieszkanka Zakrzówka,
            przyjęła od Chaima Gliksztejna jego córeczkę i obiecała przechować
            ją za sowitą opłatą. Niestety, Sulowska natychmiast wydała
            niemowlaka żandarmom, aby nie mieć kłopotów. Sąsiedzi ostracyzowali
            ją za ten czyn i po pewnym czasie rodzina Sulowskich wyprowadziła
            się z Zakrzówka.”

            „Rolnik ze wsi Kiełczewie przyjął do siebie Elke Gewerc i jej
            córeczkę Chanele. Po pewnym czasie miał je zabić z niewyjaśnionych
            powodów.”

            „Karolina Tapetowa ukrywała dzieci żydowskie na podkrakowskiej wsi.
            >>Ciężkie to było życie, trzeba wierzyć, że tylko cud te dzieci
            uratował. Z początku dzieci wychodziły poza chałupę, ale gdy
            stosunki coraz bardziej się zaostrzały, musiałam je ukrywać w domu.
            Ale i to nie pomagało. Ludność nasza wiedziała, że ukrywam dzieci
            żydowskie i rozpoczęły się szykany i groźby ze wszystkich stron,
            żeby dzieci wydać na gestapo, bo przecież to grozi spaleniem całej
            wsi, wymordowaniem itd.. Sołtys wsi był dla mnie przychylny i to
            mnie często uspokajało. Bardziej natarczywych i agresywnych
            uspokajałam jakimś upominkiem, względnie przekupywałam ich<<.”
            Pewno dziś mieszkańcy owej podkrakowskiej wsi opowiadają naiwnym,
            jak to ongiś „odważnie przechowywaliśmy we wsi żydowskie dzieci.”

            „ W Batorzu niejaki Z.W., przedwojenny komunista, dostarczał żywność
            Żydom ukrywającym się w lesie o nazwie >>Przepaście<<. Dostarczał im
            tę żywność do tego czasu, dokąd mieli go czym sowicie opłacać. Gdy
            Żydom zabrakło opłaty, zawiadomił Niemców. Żandarmeria niemiecka
            wywlokła z >>Przepaści<< 83 Żydów, głównie kobiety i dzieci, i
            rozstrzelała ich opodal cmentarz grzebalnego, obok >>Sowiej Góry<<.
            Egzekucja ta miała ta miała miejsce w listopadzie 1942 roku.”

            „[…] 12 lipca 1942 roku podczas akcji deportacyjnej w Józefowie,
            powiat Biłgoraj, Polacy pomagali żandarmerii niemieckiej wyciągać
            Żydów z ich mieszkań oraz wskazywali żydowskie kryjówki w
            ziemiankach w ogrodach i w skrytkach w domach. Nawet po zaprzestaniu
            przez Niemców poszukiwań Polacy dalej przyprowadzali pojedynczych
            Żydów na rynek przez całe popołudnie. Wchodzili do żydowskich
            domostw i zaczynali je grabić natychmiast po tym, jak zabierano
            Żydów na rozstrzelanie; okradali trupy żydowskie tuż po zakończeniu
            rozstrzeliwania.”
            P.S. Cytowane wyżej opisy zdarzeń to nie fragmenty pracy Jana
            Tomasza Grossa „Strach”, są to cytaty wzięte z książki Marka Jana
            Chodakiewicza „Żydzi i Polacy 1918-1955.”


            I jeszcze eresa osobiste wspomnienie pewnego wydarzenia z lat
            okupacji. Rzecz miała miejsce w jednej z północnych dzielnic
            warszawskiego prawobrzeża, w czasie likwidacji przejściowego getta
            legionowskiego bądź piekiełkowskiego (1942 r.?).
            Kobiety w sąsiedniej kamienicy znalazły na klatce schodowej
            niemowlę. W beciku znajdowała się kartka z personaliami dziecka i
            jago żydowskich rodziców oraz krótka prośba o zaopiekowanie się
            dzieckiem do chwili …powrotu jego rodziców.
            Na szyi dziecka widniał „wianuszek” z kosztownościami.
            Kobiety po krótkiej naradzie ustaliły, że „dla dobra mieszkańców”
            niemowlę należy zanieść na posterunek policji granatowej. Co też
            uczyniły - zaniosły na policję dziecię w beciku wraz z owym krótkim
            dramatycznym listem jego rodziców. Nie zaniosły natomiast
            cennego „wianuszka”, oczywiście „dla dobra mieszkańców”.


            Na koniec fragment osławionego raportu (z dn. 6.5.1943 r.) SS-
            Brigadefuehrera Stroopa ("Es gibt keinen juedischen Wohnbezirk - in
            Warschau mehr!") sporządzonego dla Himmlera po zakończeniu
            pacyfikacji powstania w getcie:
            "Polska policja, zachęcona
            wypłaconymi nagrodami pieniężnymi, stara się każdego Żyda
            pojawiającego się w panoramie miasta doprowadzać do dowództwa. Do
            niżej podpisanego napływają listy anonimowe, w których powiadamia
            się o obecności Żydów w części aryjskiej miasta."
            • Gość: muledet.3 Re: Wyręczę Muledeta IP: *.bb.netvision.net.il 12.06.09, 23:16
              Za kazdym razem gdy czytam o cierpieniu Mojego narodu widze smierc
              moich bliskich ,ktorych nie moglem poznac.Urodzilem sie juz po wojnie.
              Znam z opowiadan cierpienia osob ktore przezyly wojne i widzialy
              smierc swoich bliskich.
              Dobrze ,ze nie brakuje uczciwych ludzi.
              Dziekuje za pomoc.
            • Gość: ossey Re: Kim byli szmalcownicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.09, 20:14
              szmalcownicy byli w calej
              > Europie ! Bowiem Zydzi ukrywali sie przed Niemcami w calej okupowanej Europie.
              jesli chodzi o
              > szmalcownikow w Generalnym Gubernatorstwie, to byli nimi glownie folksdojcze
              oraz bedacy na uslugach
              > Niemcow Ukraincy, Litwini, Bialorusini znajacy jezyk polski i wreszcie sami
              Zydzi; w kazdym badz
              > razie szmalcownicy Polacy byli w mniejszosci. Elementy przestepcze wystepuja w
              kazdym narodzie, w
              > ktorym stanowia tzw. margines spoleczny; utozsamianie tego marginesu z calym
              narodem praktykuja
              > wylacznie rasisci, a utrzymywanie, ze wszyscy szmalcownicy grasujacy w
              Generalnym Gubernatorstwie
              > byli Polakami jest nie tylko podlym klamstwem, ale takze wyjatkowo odrazajacym
              antypolonizmem
              > (Tadeusz Bednarczyk, Zycie codzienne warszawskiego getta, Warszawa 1995).
              • Gość: muledet.3 Re: Kim byli szmalcownicy IP: *.bb.netvision.net.il 13.06.09, 21:24
                cia.bzzz.net/czy_szmalcownik_moze_byc_polakiem
                • Gość: ossey Re: rzeczywiscie...jakas stronka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.09, 10:19

                  To co tam pisza na tej anarchistyczno-lewackiej stronie to wylacznie bzdury
                  propagandwe...i jesli czerpiesz swoja wiedze z podobnych stron...nie dziwie sie
                  ze Twoja wiedza o tamtych czasach jest tak mocno skrzywiona i odbiega
                  zdecydowanie od linii nauki.
              • ariadna-enta Re: Kim byli szmalcownicy 13.06.09, 23:41
                a ci folskojcze i szmalcownicy GG to jakiej narodowości byli?
                skoro mieszkali tam sami prawie Polacy
                może nie wszyscy byli Polakami ,ale 90% na pewno

                • Gość: ossey Re: Kim byli szmalcownicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.09, 10:30
                  volksdeusch to byl Niemiec mieszkajacy poza granicami Rzeszy...dlatego byli oni
                  na terenach Polski bardzo grozni. Znali zwyczaje, srodowiska i swietnie j.polski.

                  ps zapoznaj sie ze struktura zbierania przez okupanta informacji a zrozumiesz
                  role i poznasz wielkosc tzw " szmalcownictwa".
                  • Gość: eres2 Re: Kim byli szmalcownicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.09, 00:13
                    Ossey: volksdeusch to byl Niemiec mieszkajacy poza granicami
                    Rzeszy...dlatego byli oni na terenach Polski bardzo grozni. Znali
                    zwyczaje, srodowiska i swietnie j.polski.

                    eres: Jesteś Osseyu w błędzie, jak zwykle zresztą. Większość spośród
                    ok. 3,5 miliona „polskich” folksdojczów mieszkała w granicach III
                    Rzeszy, na obszarach Polski inkorporowanych do Rzeszy, a więc na
                    Pomorzu Gdańskim (Reichsgau Danzig-Westpreussen), Wielkopolski
                    (Warthegau) i na Śląsku (Reichsgau Schlesien). Pod kolokwialnym
                    określeniem „folksdojcz” należy rozumieć osoby, które mieściły się
                    na tak zwanych Deutsche Volksliste, zawierających cztery grupy, przy
                    tym najliczniejsze były DVL der III Gruppe (Eingedeutschte) oraz DVL
                    der II Gruppe (Volksdeutsche).
                    Więcej: forum.gazeta.pl/forum/w,$f,$t,$a,$seot.html?
                    f=28&w=83020328&a=83208882
                    • Gość: ossey Re: Kim byli szmalcownicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.09, 09:40
                      Nie jestem w bledzie. Piszac " pozagranicami" ma sie na mysli Niemcow
                      mieszkjacych pozagranicami Rzeszy do 1939r.
                      Po drugie zapomniales o terenach polskich graniczacych z Prusami Wsch.
                      Tradycyjnie na tych terenach mieszkalo bardzo duzo Niemcow i np w takiej Łomzy
                      populacja Niemcow stanowila przed wybuchem IIWS 10% mieszkancow. Podobnie bylo
                      w innych granicznych miastach na Mazowszu , Podlasiu , Suwalszczyznie...
              • Gość: eres2 Re: Kim byli szmalcownicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.09, 00:26
                Ossey: jesli chodzi o szmalcownikow w Generalnym Gubernatorstwie, to
                byli nimi glownie folksdojcze
                oraz bedacy na uslugach Niemcow Ukraincy, Litwini, Bialorusini
                znajacy jezyk polski i wreszcie sami
                Zydzi; w kazdym badz razie szmalcownicy Polacy byli w mniejszosci.
                Elementy przestepcze wystepuja w
                kazdym narodzie, w ktorym stanowia tzw. margines spoleczny;
                utozsamianie tego marginesu z calym
                narodem praktykuja wylacznie rasisci, a utrzymywanie, ze wszyscy
                szmalcownicy grasujacy w
                Generalnym Gubernatorstwie byli Polakami jest nie tylko podlym
                klamstwem, ale takze wyjatkowo odrazajacym
                antypolonizmem.

                eres: Powyższy tekst wyraża relacje życzeniowe Osseya i wirtualną
                prawdę pana T.Bednarczyka.
                Kim więc byli szmalcownicy?
                Historyk Jan Grabowski („Szantażowanie Żydów w Warszawie 1939 –
                1943”): pisze:
                „Na ponad dwieście czterdzieści osób oskarżonych o wymuszanie na
                Żydach, którymi interesowały się niemieckie sądy w Warszawie w
                latach 1940 – 1943, znajdujemy zaledwie dwudziestu przedwojennych
                kryminalistów. W ogromnej większości mamy więc do czynienia z
                ludźmi, którzy na drogę do przestępstwa wstąpili dopiero w czasie
                okupacji. Równie ciekawy jest skład narodowościowo-etniczny
                czmalcowniczego cechu. Wśród szantażystów większość (159) stanowią,
                by odwołać się do terminologii okupacyjnej >>Polacy wyznania
                rzymskokatolickiego, aryjczycy<<. Drugą, co do wielkości (45 osób)
                grupą są Niemcy (zaliczam do nich tak Reichsdeutschów, jak i
                folksdojczów). […] Pozostałe trzydzieści parę osób przypada na
                szantażystów-Żydów oraz na przedstawicieli innych narodowości. […]
                Szantażystą o najlepszej paranteli był niewątpliwie młody hrabia,
                zaaresztowany podczas próby wymuszenia okupu od dwóch żydowskich
                handlarzy”.

                Historyk Gunnar S. Paulsson, autor studium "Secret City. The Hidden
                Jews of Warsaw, 1940-1945" (Yale University Press, 2002), publikuje
                swe ustalenia na ten temat w pismach naukowych (np. "The Journal of
                Holocaust Education", T. 7, nr 1 - 2, 1998 r.):
                "Wśród czterdziestu siedmiu zidentyfikowanych w literaturze
                pamiętnikarskiej szmalcowników 44 to Polacy, 2 to folksdojcze i 1
                Żyd".

                Jeszcze tenże autor: „27 000 Żydów ukrywających się w Warszawie
                polegało na pomocy około 50 do 60 tysięcy osób, które wynajdowały
                dla nich kryjówki i około 20 do 30 tysięcy osób, które pomagało na
                rozmaite inne sposoby. Z drugiej strony, szmalcownicy, agenci
                policji oraz inne aktywnie antyżydowskie elementy liczyły może od 2
                do 3 tysięcy. Każdy z nich atakował dwie lub trzy ofiary
                miesięcznie. Innymi słowy, ci, którzy pomagali stanowili grupę od 20
                do 30 razy większą od tych, którzy na Żydów polowali. Osoby aktywnie
                zaangażowane w pomoc Żydom tym samym stanowiły od 7 do 9 procent
                ludności Warszawy; Żydzi stanowili 2,7% ludności miasta; a osoby
                polujące na Żydów stanowiły może 0,3 % ludności. Wszyscy oni
                składali się na tajne miasto liczące przynajmniej 100 000 osób,
                czyli dwa razy więcej niż 40 000 żołnierzy stołecznego garnizonu
                słynnego polskiego podziemia wojskowego Armii Krajowej.”

                Jeszcze o szmalcownictwie historyk Jan Grabowski („Szantażowanie
                Żydów w Warszawie 1939 – 1943”): “Według raportu Delegatury z 1942
                roku stolicę Polski można było podzielić na >>trzy Warszawy<<. W
                >>pierwszej<< Warszawie, tej walczącej i bohaterskiej, >>mieszkała<<
                jedna czwarta mieszkańców miasta. W >>drugiej<< Warszawie, tej
                starającej się żyć tak, aby przeżyć, mieszkało ok. 70% mieszkańców.
                W >>trzeciej<<, haniebnej, Warszawie miało mieszkać 5% ludności,
                określonej przez >>Biuletyn Informacyjny<< jako >>pośmiecie i
                hołota<<. Wedle szacunków Tomasza Szaroty w >>haniebnej<< Warszawie
                mogło zamieszkiwać 50 do 60 tysięcy ludzi. Nastroje warszawiaków
                niewiele odbiegały od >>przeciętnej krajowej<<. Obojętność (lub też
                otwarta wrogość) w stosunku do Żydów stanowiła normę publicystyki
                podziemnej, od której - jako wyjątek – pozytywnie odbijały się
                artykuły >>Biuletynu Informacyjnego<<.
                Tenże historyk w innym miejscu swojej książki: ”[…] Wbrew często
                powtarzanym opiniom, szmalcownictwo nie należało do zachowań
                marginalnych, lecz stało się źródłem zarobków dla tysięcy ludzi.
                Wielu warszawiaków stało się bezpośrednimi (i często biernymi)
                świadkami wymuszeń, a całe społeczeństwo było świadome istnienia
                nagonki na ukrywających się Żydów. Choć liczbę Żydów wydanych w ten
                sposób w ręce Niemców trudno oszacować, to zbrodniczą działalność
                szantażystów i donosicieli należy rozpatrywać nie tylko w
                kategoriach cierpienia i śmierci ich bezpośrednich ofiar, lecz także
                męczeństwa tych wszystkich, którzy – bojąc się zagrożeń czekających
                na nich po drugiej stronie murów – zdecydowali się pozostać w getcie
                i podzielić los większości warszawskich Żydów. Do zbrodni
                szmalcowników należałoby również dodać ofiary >>zatrzaśniętych
                drzwi<< - ludzkiej obojętności i strachu. Niektórzy warszawiacy,
                którzy w innych okolicznościach pomogliby zaszczutym przez Niemców
                Żydom, wobec zagrożenia donosami i szantażami, w odruchu samoobrony,
                zamykali drzwi przed szukającymi kryjówki.”

                „Niektórzy szmalcownicy, poprzednio ogołociwszy szantażowane Żydówki
                ze wszystkich pieniędzy, dalszy haracz pobierali w naturze, gwałcąc
                ukrywające się kobiety. Nie widać tu motywacji finansowych, ale
                niewątpliwie dochodziło do szantażu i do pobieranie swoiście
                rozumianego okupu.”
        • ariadna-enta Re: I ta sa klasyczne przeklamania 11.06.09, 20:15
          tak oczywiście zawsze znajdzie się motyw
          ale morderstwo jest morderstwem
          a co się działo z Żydami,ktorzy uciekli z pociągów wiozacych ich do
          obozów
          miejscowi mieszkancy,rzecz jasna nie wszyscy,ale sporo wiedzieli,w
          ktorym miejscu najczęścej wyskakuja z pociagu ,zbierali się tam i
          szantażowali Zydów,jeszcze nic im nie groziło

          w jeden książce pamiętam opis pewnej Żydówki,ktora uciekła z
          transportu do Treblonki,nie zdązyła daleko uciec bo mocno sie
          poturbowała i nakrył ją granatowy policjant.Chciał ją zaprowadzic do
          Niemców,ale ,kobiecie udało sie obietnica zapłaty uprosić,żeby
          najpier mogła doprowadzić się do porządku,żeby jak to się wyraziła
          być "atrakcyjnym trupem" zanim ją Niemcy rozwalą,tak gadała,że
          policjant uległ i zaprowadził ją do swoejgo domu,ale nie za darmo
          miała mu zaplacić,za dodatkowy dzień zycia
          I stała sie rzecz niesłychana,policjant mieszkał z rodzicami
          po przyjsciu do domu,jego matka zajęła się ranną Zydówką,opatrzyła
          jje rany,dała jeść choc domyślała się kim jest.
          Potem kazała położyć jej się spać,ale nie umiała zasnąć i słyszała
          jak ojeciec mowi do syna,że wie,że jest "sku...synem i nieżle sie na
          Zydach obłowił".ale on nie pozwoli ,żeby tej kobiecie stała sie
          krzywda.Na drugo dzień rano,stary człowiek wezwał kobietę do siebie
          dal jej chleb,przeprosił,że nie może jej trzymac,życzył wiele
          dobrego i wypuścił wolno,synowi zas powiedział,ze jak bedzie ścigac
          tę kobietę zabije na miejscu
          Kobieta przeżyła wojnę,miała szczęście w krótkim czasie poznała
          złego i dobrego człowieka
          • mamanatanielka Re: I ta sa klasyczne przeklamania 12.06.09, 12:32
            Dokładnie - sa dobrzy i źli ludzie. Niemka pomogła uciec mojemu dziadkowi z obozu w Majdanku - prawdopodobnie tam pracowała - dziadek nie zdążył opowiedzieć mi tej historii. Jeszcze się wtedy tym nie interesowałam, byłam za mała.
            A Polacy, dlaczego zabijali? Oprócz tego wszystkiego o czym już pisaliście, mógł być jeszcze inny powód.
            Wyobraźcie sobie taką sytuację: z całej wsi wysiedlono Żydów. Pozostały domy, gospodarstwa. Przecież ludzie wiedzieli, że oni prawdopodobnie nie wrócą. Zawsze znalazł się ktoś kto chciał zamieszkac w pozostawionych domach i to robił. No i po kilku latach ci ludzie wracali. Co z nimi zrobić? Oddać to co było zagrabione? Oni wracali do swojego, zmęczeni, zbici psychicznie, często bez rodzin - byli łatwym celem.
            Oczywiście nie chce generalizować. Nie wszędzie tak było, byli ludzie, którzy pomagali - i tych była pewnie większość.

            Łatwo nam teraz ostro oceniać tamtych ludzi i ich postępowanie. Jednak nie wiemy jak my byśmy postąpili w przypadku, gdyby przed naszymi drzwiami stanął Żyd. Może byśmy nie zabili, nie wydali - ale czy byśmy otworzyli drzwi i wpuścili do środka?
            Ja tego nie wiem - i nie wstydzę się swojej niewiedzy. I mam nadzieję, że nie będę musiała żyć w czasach, w których przyjdzie mi się o tym przekonać.
            • ariadna-enta Re: I ta sa klasyczne przeklamania 12.06.09, 21:39
              uceniać nie mamy prawa
              ale też nie szukac usprawiedliwienia dla kogoś kto wyrzucił Zyda
              kiedy ten wrócil po wojnie do swojego domu
              a niektorzy to robią
              nie wiadomo jakby każdy z nas sie wtedy zachował
              ale nie można niegodziwości nazywac dobrem
              w ogóle mnie się wydaje,ze zajmowanie czyjegos domu i majatku jest
              jakies niskie i prymitywne
              powieddzmy jednak,że Polak nie miał się gdzie podziać,po wojnie była
              bieda i bałagan,ale kiedy właściciel wrócil jego psim obowiązkiem
              było to oddać
              Niktorzy potem uciekali się do przegonienia,albo zabicia zyda
              pieprzenie niektórych,ze mozna było bo to byli "tylko" Zydzi
              świadczy bardzo żle o takich ludziach
              to znaczy,że nie maja zadnych hamulców.
      • Gość: eres2 O morale ludności. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 22:18
        Fragent z „Na przełomie dziejów” Józefa Górskiego (rękopis 1960
        rok. Biblioteka Narodowa, W-wa).
        Józef Górski, attache wojskowy II RP we Francji, od 1922 zarządca
        dóbr rodzinnych w powiecie Sokołów Podlaski. "Wyznawca ideologii
        Dmowskiego" jak sam o sobie pisze.


        „Morale ludności.
        […] Do dnia 22 czerwca 1941 granicę obu okupacji stanowiła rzeka
        Bug. Zima 39/40 była ona stale przekraczana przez uciekinierów z
        zajętych przez Sowiety naszych ziem wschodnich, którzy po lodzie i
        pod obstrzałem przechodzili przez rzekę. Nad samym Bugiem leży wieś
        Długie Kamieńskie. Mieszkańcy jej wyspecjalizowali się w wyłapywaniu
        tych uciekinierów, nim ci ostatni dostali się w ręce
        Zollgrenzschutzu i doszczętnym ich ograbieniu. Że to rodak, że to
        nieszczęsny bliźni - te szlachetne pojęcia nie miały dostępu do
        zatwardziałych umysłów i serc chłopów z Długich Kamieńskich. >>Skoro
        ten uciekinier ma na sobie kosztowności, to lepiej, żeby one dostały
        się w moje polskie łapy niż niemieckie<<. To był ich tok rozumowania.

        W powiecie sokołowskim zdarzył się wypadek, że pewien chłop oskarżył
        swego syna przed władzami niemieckimi, że ten ukrył broń w studni.
        Zjawili się żandarmi, broń istotnie znaleźli, syna zabrali ze sobą i
        rozstrzelali. Dopiero teraz zdał sobie sprawę ojciec ze swego
        postępku. Brał się za głowę i jęczał: >>co ja zrobiłem, co ja
        zrobiłem<<. W ogóle donosicielstwo było na porządku dziennym.
        Gestapo twierdziło, że nie potrzebuje nikogo śledzić, gdyż i tak
        wszystko wie przez samych Polaków.

        W nadleśnictwie dóbr Sterdyń odbywała się konferencja z gajowymi.
        Nadleśniczy robił wymówki jednemu z gajowych, że opuszcza się w
        swoich obowiązkach, że lasu nie pilnuje.
        >> Będę musiał was zwolnić – mówił on. – Co wtedy zrobicie, dokąd
        pójdziecie? – Ja z zimną krwią odparł gajowy – pójdę do gestapo<<.
        Niektórzy chłopi przechowywali u siebie Żydów, za co brali sowite
        wynagrodzenie. Później, gdy stałe niebezpieczeństwo, na które się
        narażali, zaczęło im zbytnio ciążyć, ucinali Żydom siekierą głowy.

        Opodal Treblinki leży wieś Wólka Okrąglik. Gospodarze tej wsi
        wysyłali swe żony i córki do ukraińskich strażników, zatrudnionych w
        obozie, i nie posiadali się z oburzenia, gdy kobiety te przynosiły
        za mało pierścionków i innych kosztowności pożydowskich w zapłatę za
        osobiste usługi. Proceder ten oczywiście był materialnie bardzo
        korzystny, strzechy znikły zastąpione blachą, a cała wieś robiła
        wrażenie Europy przeniesionej do tego zapadłego kąta Podlasia.
        Kosztem jakich strat moralnych ten dobrobyt został osiągnięty, o tym
        nikt nie myślał. Takie było morale chłopstwa, o którym mówiono, że
        >>niebo jest nimi brukowane<<.
        • Gość: ossey Re: to tez o marale.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.09, 20:44
          Jan Siemiński, harcerz walczący w obronie Grodna we wrześniu 1939 r., opowiada:
          „Późnym wieczorem z 18 na 19 września 1939 r. w mieście wybuchła gwałtowna
          strzelanina zorganizowana przez komunistów, Żydów i nacjonalistów białoruskich.
          Inicjatorami tej rebelii byli najprawdopodobniej tajni współpracownicy
          stalinowskiej NKWD. Potwierdza to fakt, iż w pierwszych czołgach atakujących
          miasto znajdowali się grodzieńscy Żydzi, którzy uciekli do Rosji przed wybuchem
          drugiej wojny światowej. Wskazywali oni załogom czołgów strategiczne punkty w
          mieście Tej nocy rebelianci atakowali rodziny polskiej inteligencji, urzędników,
          a nawet żołnierzy w pobliskich miasteczkach”.

          prof. Tomasz Strzembosz pisze: „Po zajęciu Grodna (przez Sowietów) rozpoczęły
          się represje wymierzone głównie przeciwko młodzieży, przy pomocy zresztą tych
          samych dywersantów. Kim oni byli? Według jednogłośnej opinii, zarówno
          mieszkańców Grodna, jak jego obrońców, w tym także policjantów i żołnierzy
          ścierających się z dywersantami, byli to Żydzi, zapewne w większości mieszkańcy
          tego miasta. Uzbrojeni byli w karabiny, a nawet w broń maszynową"

          Mieszkanka Brześcia, Maria Borkowska, wspomina po latach: „W 1939 roku
          mieszkałam z rodzicami w Brześciu nad Bugiem... Niemcy zajęli Brześć koło 15
          września, ale już pod koniec miesiąca wkroczyła Armia Czerwona entuzjastycznie
          witana przez społeczność żydowską chlebem, solą i kwiatami. Mówili: nasze wojska
          przyszły. Od tego czasu bardzo Polacy często słyszeli: ty polska mordo, my wam
          pokażemy itd. ... Nie zapomnę nigdy widoku polskiego policjanta, którego skutego
          kajdankami milicjanci prowadzili środkiem ulicy Jagiellońskiej, dookoła tłum
          wyjących nieludzko Żydów, plujących, rzucających brudami, kamieniami i
          wymyślających mu straszliwie”.

          28 września 1939 r. prowadzono polskich żołnierzy i oficerów wziętych do niewoli
          sowieckiej. Gen. bryg. Jan Lachowicz wspomina, że zaprowadzono ich do koszar,
          gdzie w kuchni dano im po bochenku chleba i kazano ustawić się po czterech w
          kolumnę marszową. Generał opowiada: „Czoło kolumny kieruje się na stację
          kolejową – kanał Kowel. Po jakimś czasie po obu stronach naszej kolumny zebrał
          się motłoch młodych Żydów, maszerujących za nami chodnikami i wykrzykujących do
          nas: silni, zwarci, gotowi – pfuj! Nie dość tego wkrótce zaczęli na nas pluć, a
          gdzieniegdzie obrzucali kolumnę kamieniami.

          Jerzy Biesiadowski został zabrany wraz z matką 10 lutego 1940 r. „...kilku Żydów
          wpadło do naszego pokoju, dali 10 minut na zebranie się i wynocha! Tobołek był
          już przygotowany na wszelki wypadek, spaliśmy zawsze w ubraniach. Włożyłem
          kożuszek i karakułową przepaskę, ale tylko jeden but, ponieważ zostałem kopnięty
          przez Żyda. Przeleciałem brzuchem po podłodze, w locie chwyciłem but, ale Żyd
          wyrwał mi go z ręki i rzucił w kąt. Wypadłem więc z mamą na śnieg... Wpakowano
          nas do bydlęcych wagonów – na zsyłkę. Mrozy sięgały – 40 stopni Celsjusza. Wielu
          zamarzło. Strażnicy odsuwali drzwi i pytali: Kto padochł (Kto zdechł – przyp. red.).

      • Gość: eres2 Józef Górski o morale ludności. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 22:21
        Fragent z „Na przełomie dziejów” Józefa Górskiego (rękopis 1960 rok.
        Biblioteka Narodowa, W-wa).
        Józef Górski, attache wojskowy II RP we Francji, od 1922 zarządca
        dóbr rodzinnych w powiecie Sokołów Podlaski. "Wyznawca ideologii
        Dmowskiego" jak sam o sobie pisze.

        „Morale ludności.
        […] Do dnia 22 czerwca 1941 granicę obu okupacji stanowiła rzeka
        Bug. Zima 39/40 była ona stale przekraczana przez uciekinierów z
        zajętych przez Sowiety naszych ziem wschodnich, którzy po lodzie i
        pod obstrzałem przechodzili przez rzekę. Nad samym Bugiem leży wieś
        Długie Kamieńskie. Mieszkańcy jej wyspecjalizowali się w wyłapywaniu
        tych uciekinierów, nim ci ostatni dostali się w ręce
        Zollgrenzschutzu i doszczętnym ich ograbieniu. Że to rodak, że to
        nieszczęsny bliźni - te szlachetne pojęcia nie miały dostępu do
        zatwardziałych umysłów i serc chłopów z Długich Kamieńskich. >>Skoro
        ten uciekinier ma na sobie kosztowności, to lepiej, żeby one dostały
        się w moje polskie łapy niż niemieckie<<. To był ich tok rozumowania.

        W powiecie sokołowskim zdarzył się wypadek, że pewien chłop oskarżył
        swego syna przed władzami niemieckimi, że ten ukrył broń w studni.
        Zjawili się żandarmi, broń istotnie znaleźli, syna zabrali ze sobą i
        rozstrzelali. Dopiero teraz zdał sobie sprawę ojciec ze swego
        postępku. Brał się za głowę i jęczał: >>co ja zrobiłem, co ja
        zrobiłem<<. W ogóle donosicielstwo było na porządku dziennym.
        Gestapo twierdziło, że nie potrzebuje nikogo śledzić, gdyż i tak
        wszystko wie przez samych Polaków.

        W nadleśnictwie dóbr Sterdyń odbywała się konferencja z gajowymi.
        Nadleśniczy robił wymówki jednemu z gajowych, że opuszcza się w
        swoich obowiązkach, że lasu nie pilnuje.
        >> Będę musiał was zwolnić – mówił on. – Co wtedy zrobicie, dokąd
        pójdziecie? – Ja z zimną krwią odparł gajowy – pójdę do gestapo<<.
        Niektórzy chłopi przechowywali u siebie Żydów, za co brali sowite
        wynagrodzenie. Później, gdy stałe niebezpieczeństwo, na które się
        narażali, zaczęło im zbytnio ciążyć, ucinali Żydom siekierą głowy.

        Opodal Treblinki leży wieś Wólka Okrąglik. Gospodarze tej wsi
        wysyłali swe żony i córki do ukraińskich strażników, zatrudnionych w
        obozie, i nie posiadali się z oburzenia, gdy kobiety te przynosiły
        za mało pierścionków i innych kosztowności pożydowskich w zapłatę za
        osobiste usługi. Proceder ten oczywiście był materialnie bardzo
        korzystny, strzechy znikły zastąpione blachą, a cała wieś robiła
        wrażenie Europy przeniesionej do tego zapadłego kąta Podlasia.
        Kosztem jakich strat moralnych ten dobrobyt został osiągnięty, o tym
        nikt nie myślał. Takie było morale chłopstwa, o którym mówiono, że
        >>niebo jest nimi brukowane<<.
        • Gość: eres2 Re: Józef Górski o morale ludności. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 22:23
          Errata! Dubel - to mój błąd!
Pełna wersja